Filtrowanie uderzy w małe portale
PROBLEM: Dyrektywa o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym, nad której projektem trwają prace w Parlamencie Europejskim, uderzy szczególnie w małe europejskie, w tym polskie, portale. Takiego zdania są organizacje zajmujące się kwestiami ochrony praw cyfrowych. Niepokój budzą m.in. propozycje wprowadzenia obowiązku filtrowania treści zamieszczanych przez użytkowników w serwisach internetowych oraz prawa wyłącznego dla wydawców. W rezultacie znacząco wzrośnie ryzyko pozwów ze strony właścicieli praw autorskich, a także koszty związane z prowadzeniem działalności. Dlatego organizacje wystosowały list otwarty w tej sprawie. Analizujemy, które zmiany budzą obawy i jakie mogą być konsekwencje.
Pod listem otwartym krytykującym propozycje Komisji Europejskiej oraz poprawki Parlamentu Europejskiego podpisało się 15 podmiotów (w tym m.in. ZIPSEE "Cyfrowa Polska", Centrum Cyfrowe, Nowoczesna Polska oraz Panoptykon). Zdaniem organizacji proponowane zmiany staną się hamulcem dla innowacyjności firm w internecie, są sprzeczne z dotychczasowym orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości UE. Co więcej faworyzują relacje biznesowe między dużymi podmiotami, ignorując potrzeby mniejszych europejskich firm i posiadaczy praw autorskich. Praktycznie uniemożliwiają również użytkownikom serwisów społecznościowych oraz forów dyskusyjnych korzystanie z dozwolonego użytku (art. 23-25 ustawy z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych; t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 880).
KONTROWERSJA NR 1
Zwiększenie odpowiedzialności za treści użytkowników
Zgodnie z art. 13 projektu dyrektywy strony internetowe umożliwiające użytkownikom zakładanie kont i publikowanie na witrynie treści miałyby obowiązek ich filtrowania. Komisja Europejska sugeruje, by używano technologii potrafiącej rozpoznawać materiały takie jak: tekst, wideo czy muzykę. Jako wzór wskazuje technologię Content ID stosowaną w amerykańskim serwisie YouTube.
Rzecz w tym, że zgodnie z art. 15 dyrektywy 2000/31/WE Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) z 8 czerwca 2000 r. o handlu elektronicznym (Dz.Urz. UE z 2000 r. L 178, s. 1) zakazane jest stosowanie podsłuchu lub nadzorowania porozumiewania się przez osoby inne niż nadawcy i odbiorcy, z wyjątkiem przypadków, gdy taka działalność jest prawnie dozwolona.
- Proponowana dyrektywa zapewne wprowadziłaby nowy wyjątek od tej zasady - uważa dr Zbigniew Okoń, partner w kancelarii radców prawnych Maruta Wachta.
Dziś zasada notice and take down nakłada na właściciela strony internetowej obowiązek reakcji tylko w przypadku, gdy właściciel praw autorskich wystąpi do niego z żądaniem usunięcia treści stanowiących naruszenie tych praw. - Dyrektywa idzie dużo dalej i sugeruje, by po takim roszczeniu właściciel witryny musiał przeszukiwać posty wszystkich użytkowników w celu ustalenia, czy inni również nie naruszyli praw autorskich uprawnionego. Mało tego, właściciele stron prawdopodobnie będą musieli filtrować treści użytkowników już w momencie ich ładowania na witrynę - mówi dr Okoń. Zdaniem eksperta oznacza to znaczne obciążenie dla właścicieli mniejszych stron internetowych oraz w praktyce - cenzurę internetu.
- To duże zagrożenie dla drobnych przedsiębiorców. W obawie przed pozwami składanymi przez właścicieli praw autorskich będą oni zmuszeni nakładać filtry blokujące treści o bardzo dużej czułości - podkreśla dr Okoń. Problem w tym, że technologia filtrowania bywa bardzo nieprecyzyjna. Potrafi np. zablokować amatorski film, w którym przez kilka sekund słychać w tle muzykę objętą prawami autorskimi.
Z kolei zdaniem Macieja Gawrońskiego z kancelarii prawnej Gawroński & Partners obowiązkowe filtrowanie treści zrodzi barierę finansową dla mniejszych portali i start-upów technologicznych. - Trudno oczekiwać, by każda firma miała własny system monitorowania treści. Raczej powstanie rynek usług tego typu. A to oznaczałoby dodatkowe koszty utrzymania biznesu - mówi mec. Gawroński.
KONTROWERSJA NR 2
Więcej praw dla wydawców
Komisja Europejska zaproponowała również prawa do użytkowania (tzw. ancillary copyrights). Wydawcy prasy mogliby w większym stopniu rościć sobie prawa do treści publikowanych przez agregatory treści oraz portale, które cytują artykuły prasowe.
- To rozwiązanie wymierzone w gigantów technologicznych, takich jak Google, ale realnie oberwą przede wszystkim małe portale - ocenia mec. Gawroński. Świadczą o tym doświadczenia z Niemiec i Hiszpanii, gdzie podobne prawo już obowiązuje.
W obu tych krajach odnotowano znaczący spadek odwiedzin użytkowników na stronach mniejszych wydawców i powiązany z tym spadek przychodów. Ponadto opublikowane w Hiszpanii taryfikatory za używanie treści wydawców prasy - zdaniem polskich organizacji cyfrowych - "ignorują rzeczywistość rynkową". W praktyce okazało się, że agregator treści o nazwie Menéame miałby odprowadzić do organizacji zrzeszającej wydawców prasy czterdziestokrotność swojego rocznego obrotu.
"W ten sposób przepisy te, zamiast wyrównywać szanse mniejszych europejskich firm agregujących treści, skutecznie uniemożliwią im konkurowanie z globalnymi gigantami" - czytamy w liście otwartym.
Ale to nie wszystko. Niektórzy wydawcy uważają, że witryny internetowe wykorzystujące nawet fragmenty artykułów prasowych powinny uzyskać na to zgodę w formie umowy.
KONTROWERSJA NR 3
Zakaz przechowywania treści w chmurze
Komisja kultury i edukacji Parlamentu Europejskiego poparła poprawkę do dyrektywy, która może doprowadzić do zakazu przechowywania legalnie zakupionych treści w usługach chmurowych. Dostawcy tych usług również będą musieli stosować się do obowiązku filtrowania treści.
To problem zarówno dla firm udostępniających chmurę zarówno dla innych, jak i dla przedsiębiorstw, które coraz częściej korzystają właśnie z przestrzeni w cloud service.
- Więksi dostawcy prawdopodobnie będą masowo zakazywać umieszczania w chmurze wielu treści. Część będzie zaś weryfikowała uprawnienia do tych treści, co może okazać się czasochłonne i w wielu przypadkach, bardzo uznaniowe - uważa mec. Gawroński.
Stanowisko MKiDN z 20 lipca 2017 r.
W swoim stanowisku odnośnie do projektu dyrektywy o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym Rząd RP wyraził zastrzeżenia wobec obu wymienionych propozycji, tj. prawa pokrewnego dla wydawców prasy (przez niektórych nietrafnie określanego jako "podatek od linkowania") oraz zasad korzystania z chronionych treści przez platformy internetowe. W obu przypadkach Rząd dostrzega konieczność zapewnienia odpowiedniej ochrony uprawnionych z tytułu praw autorskich i praw pokrewnych w internecie, powinno być to jednak osiągnięte w bardziej proporcjonalny sposób, tak aby nie utrudniać rozwoju mniejszym przedsiębiorcom internetowym. Projekt dyrektywy jest obecnie przedmiotem prac w Radzie UE i Parlamencie Europejskim. Liczymy, że w toku tych prac uda się znaleźć bardziej właściwe rozwiązanie, nie wywołujące tylu wątpliwości i potencjalnych negatywnych skutków co pierwotna propozycja Komisji.
Jakub Styczyński
@JakubStyczynski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu