Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Czy uproszczenia dotyczące zastawu rejestrowego są dobre dla przedsiębiorców

27 stycznia 2009

ad514c2d-fd87-44c0-9100-384a1418e6aa-38887025.jpg

radca prawny w poznańskiej kancelarii Komarnicka Korpalski

Dla przedsiębiorców problemem była powolność sądów w rozpatrywaniu wniosków o wpis zastawu do rejestru. Mam wrażenie, że to skutek traktowania wnioskodawców jak potencjalnych oszustów. Poza tym, gdy w grę wchodziło zabezpieczenie na przedsiębiorstwie (z wyłączeniem nieruchomości, oczywiście), na rzeczach oznaczonych co do gatunku albo na zbiorach rzeczy takich jak stany magazynowe, to umowy były i są na tyle skomplikowane i towarzyszyło im tyle dokumentów księgowych, że część sędziów nie radziła sobie. Teraz zapewne będzie lepiej, ponieważ zmiana ustawy wprowadziła z jednej strony możliwość kontraktowego określania wartości przedmiotu zastawu, a z drugiej doprecyzowała, że rozpoznając wiosek o wpis, sąd bada jedynie treść i formę wniosku oraz dokumentów stanowiących podstawę wpisu. I to tylko w zakresie danych podlegających wpisowi. Może więc nie będzie już przeszkodą w rejestracji przedstawienie wyciągu z rejestru, w którym jest napisane, że wierzycielski bank ma siedzibę w Berlinie i umowy, z której wynika, że zastawnik ów to ten właśnie bank, ale kontraktuje jego oddział w Dreźnie. Niepokoi mnie natomiast fakt, że nowelizacja nie objęła niektórych zagadnień, które nadal mogą utrudniać rejestrację. Chodzi na przykład o moment, na jaki należy określić wartość przedmiotu zastawu. Co do przedsiębiorstwa lub jego części przyjmuje się w praktyce wartość z ostatniego bilansu rocznego. To oczywiście ukłon w stronę wnioskodawców, ponieważ stan magazynowy sprzed kilku miesięcy nie musi odpowiadać rzeczywistości z chwili wpisu. Niemniej zastaw wynika z umowy i to strony ustalają, ile jego przedmiot jest dla nich wart, więc mam nadzieję, że nadal sądy nie będą tu czyniły trudności.

Dla praktyki gospodarczej pierwszorzędne znaczenie ma możliwość ustanawiania zastawu na rzecz wszystkich zagranicznych przedsiębiorców niezarejestrowanych w Polsce, a nie jak do tej pory tylko na rzecz zagranicznych banków i tych firm, które prowadziły działalność w Polsce. Przed nowelizacją zagraniczny eksporter, który sprzedał do Polski maszynę, chcąc ustanowić na niej zastaw, próbował dowodzić, że taka transakcja czy wiele podobnych transakcji jest działalnością gospodarczą w naszym kraju. Sądy zakładały jednak słusznie, że przedsiębiorca prowadzący u nas działalność powinien być w Polsce zarejestrowany. Na marginesie można przypomnieć, że od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej regulacja dyskryminująca zagranicznych przedsiębiorców była sprzeczna z Traktatem ustanawiającym WE. Niemniej sądy stosowały przepis ustawy krajowej.

Oczywiście, dlatego że jeśli mamy liczną grupę wierzycieli, nie tylko wpisanie wszystkich do rejestru jest kłopotem. Również wykonywanie przez nich praw, korespondencja itd. to gehenna. Dlatego też w ogóle pojawiła się możliwość ustanawiania administratorów, pierwotnie dla grup pożyczkowych. Teraz administratora będzie mogła mieć w zasadzie każda wierzytelność. Tym samym np. konsorcjum budowlane będzie mogło ustanowić zastaw rejestrowy wspólnie, a jeden podmiot będzie wpisany jako administrator i to on będzie wykonywał wszystkie prawa. To on by ewentualnie występował w postępowaniu egzekucyjnym, przejmował na własność przedmiot zastawu itd. Druga możliwość dopuszczona ostatnią nowelizacją to ustanowienie administratora dla więcej niż jednej wierzytelności wynikających z umów. Tak więc kilku przedsiębiorców, którzy zawarli kilka umów, może teraz ustanowić administratora zastawu. Przepis jest lakoniczny i łatwo przeoczyć zmianę. Regulacja wyraźnie mówi o ustanowieniu administratora zastawu w osobie jednego z wierzycieli. Gdyby kilka wierzytelności miał jeden podmiot, to nie byłoby ani potrzeby ustanawiania administratora, ani takiej możliwości. Co do zasady pomysł jest jednak dobry.

Spotkałem się z takimi pytaniami ze strony zagranicznych banków, gdzie spółką-matką jest konsorcjum finansujące pożyczkę, a spółką-córką bank kredytodawca, który miałby być administratorem zastawu ustanowionego na rzecz spółki-matki. Zainteresowani posługują się - przez analogię - konstrukcjami wziętymi z niemieckiego prawa hipotecznego. Na gruncie polskiego prawa taka operacja jest jednak niemożliwa. U nas zastaw ustanawia się na rzecz wierzyciela z umowy zastawniczej. Mimo to jest pewne rozwiązanie tego problemu. I to akceptowane przez sądy. Dłużnik może bowiem na rzecz każdej osoby fizycznej lub prawnej udzielić gwarancji, która ma charakter abstrakcyjny, oderwany od jakichkolwiek innych zobowiązań. Takie zabezpieczenie kształtuje się na wzór gwarancji bankowej lub ubezpieczeniowej. W ten sposób można dowolną osobę uczynić swoim wierzycielem i przez to umożliwić wpis do rejestru zastawów.

Zawsze jest pytanie, czy wykorzystanie jakiejś instytucji do uzyskania celów, których osiągnięcie przy zastosowaniu innej byłoby niemożliwe, prowadzi do obejścia prawa w rozumieniu kodeksu cywilnego. Trzeba jednak w takich sytuacjach ustalić, czy osiągnięty cel jest zabroniony. W wypadku zastawu na rzecz metazastawnika wydaje się on raczej nieprzewidziany. Myślę, że to podobna sytuacja do tej, jaka powstaje w wypadku przewłaszczenia na zabezpieczenie, kiedy nie powinno ono być uznawane za obejście przepisów odnoszących się do zastawu z kodeksu cywilnego. Tak mówią orzeczenia Sądu Najwyższego (m.in. II CRN 87/92).

Poza tym wydaje się, że ustawodawca nie chce nadmiernie komplikować sytuacji, w których można ustanowić zastaw, ponieważ ustawa i tak słabo funkcjonuje. Jest niewiele zastawów rejestrowych w stosunku do potrzeb. Tym bardziej że kończy się okres prosperity gospodarczej i wszyscy przedsiębiorcy, nie tylko banki, coraz częściej nie będą miały pewności, czy uzyskają zapłatę.

Od nowelizacji wierzyciel może ustanowić jeden zastaw na dwóch wierzytelnościach. Tu znowu widać tendencję odchodzenia od sztywnego przypisania zastawu wierzytelności. Dodany przepis określa to, o czym strony mogłyby zapomnieć, pisząc umowę zastawniczą. Roszczenia uboczne wskazane w umowie to te, które strony same wymyślą. Tu nic się nie zmienia. Odsetki i koszty zaspokojenia wierzyciela zastaw obejmuje, jeżeli mieszczą się w kwocie przewidzianej przez zastaw. Roszczenia uboczne wskazane w umowie ustawodawca zapewne wpisał, żeby każdy zastanowił się, czy coś jeszcze warto wpisać. Może to być np. marża banku albo inne opłaty niebędące odsetkami. I choć jest w tym przepisie mowa o kosztach zaspokojenia, to nie ma mowy o przyznanych kosztach postępowania. Można by więc uznać, że wszystkie koszty, włącznie z ceną obsługi prawnej wierzyciela, można wrzucić w koszty, które pokrywa dłużnik. Nawet wtedy, kiedy nie jest to wpisane w umowie.

To ukłon w kierunku banków, które najczęściej są zastawnikami. Chodzi o to, żeby mogły one zabezpieczyć sobie pierwszeństwo, udzielając kolejnego kredytu pod ten sam zastaw. Po drugie, to upraszcza procedurę. Dzięki nowej regulacji można postanowić - wpisując do aneksu umowy zastawniczej - że zastaw będzie działał na zabezpieczenie roszczeń z dalszego kredytu, którego umowę podpiszemy w przyszłości, i że zastaw nie wygaśnie. Ustawa przewiduje jednak, że musi zostać określony termin, wysokość i podstawa prawna tej drugiej wierzytelności, którą ów stary zastaw zabezpieczy. To bardzo uatrakcyjnia instytucję zastawu rejestrowego. I nie chodzi nawet o uproszczenia, a raczej o zagwarantowanie pierwszeństwa. Bo kiedy przedsiębiorca bierze drugi kredyt, musiałby ustanowić kolejny zastaw. Ten jednak byłby ostatni w kolejce do zaspokojenia. Dlatego dla banków jest takie ważne, by pozostał w rejestrze ten stary zastaw, wpisany wcześniej. Taka możliwość powinna ułatwić przedsiębiorcom rozmowy o kredytach.

To kolejny krok w kierunku uproszczenia formalności. Umowa zastawnicza (zarówno zastawu zwykłego, uregulowanego w k.c., jak i rejestrowego) powinna być ujawniona w księdze udziałów. Tę zaś zarząd spółki z o.o. jest zobowiązany złożyć w sądzie rejestrowym (art. 188 k.s.h.). Sąd jednak nie rejestruje księgi udziałów ani nie czyni wzmianki o złożonych dokumentach. Nie powinno tu być jednak niebezpieczeństwa dla nabywcy udziałów, ponieważ zawsze powinien on sprawdzić chociażby w elektronicznym rejestrze zastawów, kierując się nazwą zbywcy - ewentualnego dłużnika, czy nie ustanowił on zastawu na udziałach. Niemniej faktem jest, że nikt tego nie robi. Nie słyszałem, by przy umowie zbycia udziałów ktoś przedstawiał wyciąg z rejestru zastawów. Niemniej to brak wiedzy i staranności ze strony nabywców, a nie błąd regulacji.

PODSTAWA PRAWNA

Pozostało 91% treści
Możesz czytać nasze artykuły dzięki partnerowi PWC.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.