Przepisy tworzono bez znajomości funkcjonowania procedury likwidacyjnej
- Należy się spodziewać radykalnej zmiany nastawienia banków, które zostaną zmuszone do wprowadzenia procedur ostrożnościowych. Będą one miały na celu zabezpieczenie się przed ryzykiem udzielenia kredytów upadłym lub upadającym osobom. Badanie zdolności kredytowej i ocena ryzyka kredytowego będzie musiała uwzględniać ten nowy rodzaj ryzyka. Osoby, które niedużo zarabiają, będą miały utrudniony dostęp do kredytów bankowych. Tym samym otworzą się na niebankową ofertę pożyczek gotówkowych w szarej strefie, w której żadne prawo nie obowiązuje.
- Trzeba się liczyć z podwyższonymi wymaganiami banków co do zabezpieczeń prawnych, które są stosowane przy udzielaniu kredytów. Na pewno na powrót będą wymagane zabezpieczenia w postaci poręczenia osób fizycznych. W samej procedurze udzielania kredytu banki będą żądały precyzyjnych oświadczeń dotyczących stanu majątkowego, perspektyw trwałości stosunku pracy i stabilności finansowej. Osoby zatrudnione na umowy czasowe będą miały trudności z uzyskaniem kredytu.
- Niestety nie, mimo, że sektor bankowy, a także wielu innych uczestników procesu konsultacji projektu ustawy o upadłości konsumenckiej zgłaszało taki wniosek. W ustawie brakuje przepisów ustanawiających jakikolwiek system rejestrujący upadłych. Takiej instytucji nie ma. Brak systemu wczesnego ostrzegania generuje ryzyko dla wszystkich potencjalnych wierzycieli. Nie znajdują oni w ustawie narzędzi zabezpieczających ich przed ryzykiem udzielenia kredytu osobom niezdolnym do jego spłaty, a także świadczenia im usługi, czy zawarcia z nimi umowy na dostawę jakichkolwiek produktów finansowych, np. sprzedaży ratalnej.
Taka sytuacja rodzi zagrożenia także dla upadłych konsumentów. Oni bowiem działając w pewnej nieświadomości mogą przecież zabiegać o usługę czy produkt finansowy i - wbrew przepisom ustawy - je zdobyć. W ten sposób wystawiają się na ryzyko nieskorzystania z ewentualnych dobrodziejstw, jakie umożliwia im instytucja upadłości konsumenckiej.
- Związek Banków Polskich postulował przede wszystkim, by sądy obligatoryjnie przekazywały informacje o wydanych postanowieniach o upadłości do biur informacji gospodarczych. Dzięki temu wszyscy potencjalni wierzyciele mogli uzyskiwać wiedzę na ten temat. Informacje o upadłych konsumentach powinny też być przekazywane do Biura Informacji Kredytowej, które przekazuje informacje bankom i instytucjom kredytowym. Postulowane przez Związek Banków Polskich rozwiązanie jest powszechnie stosowane w innych krajach Unii Europejskiej. Nie ma więc żadnego powodu, by w Polsce było inaczej, a niestety po wejściu w życie omawianej ustawy tak się stanie.
Warto podkreślić, że to rozwiązanie zapewnia też bezpieczeństwo samym upadłym konsumentom, a nie wyłącznie wierzycielom.
- Omawiana ustawa takich możliwości nie stwarza. Informacje takie pojawią się wtórnie, dzięki aktywności wierzycieli, którzy już ponieśli pewne straty i wpadli w kłopoty w związku z tym, że świadczą jakieś usługi na rzecz upadłych. To oni mogą wtórnie, na zasadach określonych w ustawie o udostępnianiu informacji gospodarczych, przekazywać do biur informacji gospodarczej informacje o swoich dłużnikach. To samo będą robiły banki, ale będzie to upublicznianie informacji o upadłych niejako z drugiej ręki. Dlatego rejestr nigdy nie będzie pełny i całkowicie aktualny - niektórzy wierzyciele mogą przecież nie skorzystać z prawa do przekazania informacji o dłużnikach.
- Rozwiązania zawarte w ustawie budzą w ocenie ZBP rozczarowanie. Uruchomienie wspomnianej procedury będzie bowiem możliwe dopiero po zakończeniu etapu likwidacji majątku dłużnika. W trakcie procesu legislacyjnego wskazywaliśmy, że takie rozwiązanie jest błędne. Ustawa może z czasem stać się zbiorem martwych przepisów. Przecież nikt racjonalnie oceniający swoją sytuację finansową nie zdecyduje się na ogłoszenie upadłości konsumenckiej, bo w ten sposób wydałby na siebie wyrok likwidacji wszelkich podstaw swojego materialnego bytu.
- Ustawowa formuła spłat i umarzania części zobowiązań upadłego jest przede wszystkim bardzo kosztowna, co w znacznej części wynika z konieczności opłacenia pracy syndyka i pokrycia kosztów postępowania likwidacyjnego. Syndyk otrzymuje na mocy ustawy zadanie spieniężenia całego dorobku rodziny. Należy podkreślić, że może tu chodzić o problemy finansowe rodziny, powstałe z przyczyn społecznie usprawiedliwionych. Zatem należałoby oczekiwać, że państwo wyciągnie pomocną rękę do takich rodzin, a nie skieruje do niej syndyka, który przystąpi do wyprzedaży - często za bezcen - jej majątku. W ten sposób straty poniosą nie tylko upadli, ale i ich wierzyciele. Można bowiem zakładać, że znaczna część likwidowanego majątku upadłego zostanie przekazana na poczet kosztów postępowania likwidacyjnego i na wynagrodzenie syndyka. Sam upadły i wierzyciele niewiele albo nic już nie dostaną.
- ZBP proponował rozwiązania, które od lat są praktykowane w sektorze bankowym. Chodzi o danie upadłemu szansy na restrukturyzację zadłużenia, co oznacza, że najpierw powinien być przez sąd ustalony plan spłaty, jako swoisty układ zawarty między wierzycielami a dłużnikiem, ale bez pomocy syndyka. Dopiero w sytuacji, gdyby ten plan nie był wykonywany, na wniosek wierzyciela sąd uchyla plan spłaty i wszczyna procedurę likwidacyjną. Takie rozwiązanie daje dłużnikom większe szanse spłaty zobowiązań. Natomiast procedura zawarta w ustawie o upadłości konsumenckiej stanie się powodem wielkiego rozczarowania.
- Niestety takie nadzieje w stosunku do tej ustawy są złudne. Związek Banków Polskich przewiduje, że będzie wprost odwrotnie. Dłużnik, który powinien dostać szansę stania się ponownie klientem banków, stanie się podopiecznym opieki społecznej. Bankowcy patrzą na instytucję upadłości konsumenckiej bardziej racjonalnie, bo z doświadczenia znają procedurę upadłościową i wszelkie restrukturyzacje. Wiemy, że w stosunku do osób fizycznych nie da się tych procesów przeprowadzić łatwo, bez kosztów i z - zakładanymi przez polityków - udogodnieniami dla konsumentów. Politycy nadając ustawie obecny kształt najwidoczniej opierali się na oderwanych od realiów ideach, a nie na praktycznej znajomości procedury likwidacyjnej.
Fot. Wojciech Górski
Jerzy Bańka, dyrektor ds. legislacyjnoprawnych w Związku Banków Polskich
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.