Niebezpieczne akcje
Rząd rzuca wyzwanie firmom, które wznawiają działalność na podstawie przedwojennych papierów wartościowych i domagają się zwrotu znacjonalizowanego majątku. Stawką są dziesiątki miliardów złotych
Bronią rządu ma być nowelizacja ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym, która utrudni rejestrowanie takich firm i podda ich działanie ścisłej kontroli.
Według ustaleń DGP projekt nowego prawa jest efektem raportu ABW, który trafił do wszystkich ministrów. - Wynika z niego, że wskrzeszanie przedwojennych firm to zorganizowany proceder. Jeśli czegoś nie zrobimy, państwo straci dziesiątki miliardów złotych - mówi nam jeden z adresatów dokumentu.
Nowelizacja ustawy o KRS zakłada, że sędzia, zanim wpisze przedwojenną firmę do rejestru, musi zbadać, czy okaziciel papierów wartościowych spółki ma do nich prawa, np. wynikające ze spadku, czy też kupił je w antykwariacie. - Dziś sędzia KRS dba tylko o formalną stronę, jest trochę jak notariusz. Czasem nie ma po prostu innego wyjścia, niż zarejestrować spółkę, która odbyła walne zgromadzenie - wyjaśnia nam wysoki rangą urzędnik resortu gospodarki. Projekt wprowadza również duże uprawnienia dla prokuratorów. Będą oni mogli kontrolować odrodzone firmy. - Teraz zajmujemy się blisko 150 wnioskami od różnych podmiotów. Wśród nich są takie, które wznowiły działalność, opierając się na akcjach zdobytych w niejasnych okolicznościach - mówi Monika Studzińska, dyrektor biura oceny legalności decyzji nacjonalizacyjnych w Ministerstwie Gospodarki.
Jedna ze spraw dotyczy korporacji Giesche SA. W 1939 roku znajdowała się ona w rękach amerykańskiego kapitału. Należała do niej blisko jedna trzecia terenu dzisiejszych Katowic, w tym m.in. osiedle Giszowiec, kopalnie i dziesiątki nieruchomości.
Pod przedwojenną nazwą Giesche SA funkcjonuje od pięciu lat. Jej założycielom do zarejestrowania wystarczyły akcje kupione od kolekcjonera papierów wartościowych Ryszarda Kowalczuka. - Zawierając umowę sprzedaży, zaznaczyłem, że mają one jedynie wartość historyczną. Sam je kupiłem w latach 80. na warszawskim Kole. Pewnie wypłynęły z archiwów Ministerstwa Finansów - wyjaśnia Kowalczuk. - Takich historii są dziesiątki. Stoi za tym kilka kancelarii prawnych, które wyspecjalizowały się w tej metodzie i do perfekcji wykorzystują luki w prawie - dodaje wysoki rangą oficer ABW, która pod nadzorem prokuratury w Tarnobrzegu prowadzi śledztwo w sprawie Giesche SA.
Gdyby działało już nowe prawo, taka sytuacja nie byłaby możliwa. Prawo do reaktywowania Giesche SA mieliby jedynie spadkobiercy właścicieli, a więc m.in. rodzina byłego prezydenta USA George’a W. Busha.
Robert Zieliński
robert.zielinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu