Czy płeć piękna zaprowadzi nas do raju
Nie spotkałem jeszcze tak demagogicznego, ogólnego i niepopartego badaniami empirycznymi uzasadnienia do projektu unijnej dyrektywy, jak to wyjaśniające konieczność wprowadzenia parytetu w spółkach
Z Brukseli wyszedł projekt nowej dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie poprawy równości płci wśród dyrektorów niewykonawczych spółek, których akcje są notowane na giełdzie, i odnośnych środków [COM (2012) 614 final].
Problem, jaki próbuje się rozwiązać, jest niewątpliwie poważny. Od pewnego czasu spodziewaliśmy się dyrektywy, która miałaby uregulować parytet w spółkach. W kontekście politycznym (wybory) sprawa została załatwiona, kolej więc na inne sfery życia.
Pragnę pospieszyć z wyjaśnieniem, że, przynajmniej na razie, projekt nie dotyczy wszystkich spółek, co więcej, wszystkich przedsiębiorców. Jego regulacją miałyby być objęte tylko spółki giełdowe i zasada parytetu miałaby się odnosić tylko do dyrektorów niewykonawczych, co w polskich spółkach akcyjnych można odnieść do członków rad nadzorczych, a w systemie monistycznym (np. w spółce europejskiej) do osób niebędących dyrektorami wykonawczymi.
Również uspokajam, że dyrektywa miałaby być implementowana w ciągu dwóch lat od jej przyjęcia, natomiast cele w zakresie reprezentacji obydwu płci powinny być zrealizowane najpóźniej do 1 stycznia 2020 r., a w przypadku spółek będących przedsiębiorstwami publicznymi, do 1 stycznia 2018 r. Sama dyrektywa miałaby obowiązywać do 1 stycznia 2028 r. Do spółek, które miałyby być wyłączone spod działania ustawy, należą te, które możemy zakwalifikować do małych i średnich przedsiębiorstw.
Celem głównym dyrektywy jest zapewnienie bardziej zrównoważonej reprezentacji mężczyzn i kobiet wśród dyrektorów niewykonawczych spółek giełdowych (art. 1 projektu). Cel ten miałby być zrealizowany w ten sposób, że spółki giełdowe, w których osoby należące do płci niedostatecznie reprezentowanej zajmują mniej niż 40 proc. stanowisk dyrektorów niewykonawczych, mają doprowadzić do stanu, w którym liczba ta wahałaby się między 40 proc. a 49 proc. stanowisk.
Pomijam tu dalsze aspekty prawne samego projektu. Nie chcę również zajmować stanowiska, aby nie narazić się feministkom. Niewątpliwie jednak mieszanie aspektów społecznych z rynkowymi może budzić wątpliwości. Chciałbym jedynie przytoczyć argumenty uzasadnienia do projektu lub jego preambuły, które według mnie sam projekt osłabiają, jeżeli go nie dyskwalifikują.
Na uwagę zasługuje to, że w tekście samej dyrektywy mowa jest o równowadze płci, podczas gdy w uzasadnieniu i preambule nie ma słowa o mężczyznach, jedynie o kobietach. Projektodawcy zakładają, moim zdaniem błędnie, że istnieje nieprzejrzystość powoływania członków organów spółek giełdowych, co utrudnia kobietom mającym niezbędne kwalifikacje ubieganie się o stanowiska w ogóle.
Ponadto "ujawnienie stosownych instytucji dotyczących struktur organów spółek pod względem płci przekładałoby się na większą odpowiedzialność spółek, bardziej sprawny proces decyzyjny, lepszą alokację kapitału, a w efekcie na większy i bardziej zrównoważony wzrost gospodarczy i wzrost zatrudnienia w UE". Tak więc ujawnienie informacji (które przecież nie są utajnione, a wręcz odwrotnie) może przyczynić się do tego, że Unia Europejska stanie się miodem płynąca. Co więcej, "brak równowagi pod względem płci /.../ może być niewykorzystaną szansą zarówno pod względem ładu korporacyjnego, jak i finansowych wyników spółek".
Próbuje się wykazać, że istnieje bezpośredni związek przyczynowy między płcią a wynikami finansowymi spółek. Inny cytat z uzasadnienia do projektu: "W organach spółek, w których przeważają członkowie jednej płci, występuje znacznie większe prawdopodobieństwo wąskiego »myślenia stadnego«". Zdaniem projektodawców w spółkach giełdowych zatrudnianie jest procesem irracjonalnym, bowiem "dokonując wyboru, korzysta się często ze zbyt wąskiej puli osób - dyrektorów niewykonawczych, zatrudnia się nadal często w drodze znajomości »ze szkolnej ławy« spośród osób, z którymi obecni członkowie organów spółek utrzymują kontakty biznesowe i osobiste". Doprawdy nie jestem w stanie zrozumieć, jak można używać takich nieuzasadnionych, niesprawdzonych, nieudowodnionych argumentów, uzasadniając poważny akt prawny, który może zmienić ład korporacyjny w Europie!
Co więcej, zwiększenie liczby kobiet w organach spółek jest sposobem na większą szczęśliwość Europejczyków, bowiem "zróżnicowana pod względem płci siła robocza i struktura organów spółek przyczynia się do innowacyjności, kreatywności, dobrego zarządzania oraz rozszerzenia rynku dla spółek". Nie mam nic przeciwko zróżnicowaniu płci, ale nie ma dowodów na to, co proponuje się w uzasadnieniu projektu.
Projektodawcy ograniczają się tylko do dyrektorów niewykonawczych, gdyż w ten sposób "ograniczają ingerencję w bieżące zarządzanie spółką", "ponieważ dyrektorzy niewykonawczy prowadzą głównie działania nadzorcze". Zupełnie nie rozumiem takiej logiki. Przecież to rady nadzorcze wybierają zarządy, przez co mają wpływ na skład organu. Jak rozumiem, nie ma potrzeby rozciągania regulacji na struktury zarządcze, bo "parytetowa" rada nadzorcza może zastosować te same reguły dla zarządu.
Uzasadnienie i preambuła powołują się często na enigmatyczne "istniejące badania", "istniejące dowody" na pozytywny związek między zróżnicowaniem płci a wynikami finansowymi spółek. Co więcej, "niedostateczna reprezentacja kobiet w organach spółek giełdowych w UE stanowi straconą szansę pod względem osiągania długotrwałego, zrównoważonego wzrostu gospodarczego we wszystkich państwach członkowskich". Innymi słowy, udział kobiet w organach spółek giełdowych prowadzi nas wprost do raju!
Powiem uczciwie, nie spotkałem jeszcze tak demagogicznego, ogólnego, bez zaczepienia w badaniach empirycznych uzasadnienia do projektu dyrektywy. Już po jego przeczytaniu chciałoby się odłożyć projekt na półkę. Według mnie uzasadnienie projektu dyrektywy wprowadzającej parytet do spółek giełdowych przeczy sensowi rzeczowej dyskusji na ten temat.
Projektodawcy próbują wykazać, że istnieje bezpośredni związek przyczynowy między płcią a wynikami finansowymi spółek. Zakładają też, że obecnie zatrudnianie jest procesem irracjonalnym
@RY1@i02/2013/001/i02.2013.001.07000020a.803.jpg@RY2@
Prof. zw. dr hab. Andrzej Kidyba kierownik Katedry Prawa Gospodarczego i Handlowego UMCS w Lublinie
Prof. zw. dr hab. Andrzej Kidyba
kierownik Katedry Prawa Gospodarczego i Handlowego UMCS w Lublinie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu