Nowa norma, czyli ekspansja zagraniczna polskich przedsiębiorców
Ekspansja polskich przedsiębiorców jest teraz odmieniana przez wszystkie przypadki. Rząd wspiera, banki deklarują pomoc w pozyskaniu korzystnego finansowania inwestycji, ekonomiści głoszą swoiste expand or die, think tanki i podobne instytucje publikują poradniki i stwarzają platformy wymiany doświadczeń.
Jednak samo przekonanie, że wyjście z biznesem poza polskie granice jest dobrym pomysłem, nie wystarczy. Ekspansja, zwłaszcza jeśli przybiera bardziej skomplikowaną formę akwizycji istniejącej już organizacji, gdzie wraz z majątkiem i know-how przejmujemy cały bagaż doświadczeń i bieżących lub potencjalnych roszczeń, jest kosztownym przedsięwzięciem i nie wszystkich będzie stać na uczenie się na własnych błędach.
Paradoksalnie jedną z najczęstszych pułapek okazuje się lokalny partner. Początkowo przewodnik po niuansach obcego rynku, tłumacz kultury i języka, pośrednik w kontaktach z lokalną administracją i biznesem potrafi się przekształcić w największego rywala. Będzie to przeciwnik tym trudniejszy, jeśli na fali początkowej ekscytacji otwarciem się nowych możliwości nie zawrzemy umowy, która regulować będzie zasady bieżącej współpracy i tego, w jaki sposób możemy partnera wykupić lub rozliczyć i rozwiązać umowę. Z badań "Going Global. Strategy and execution in cross-border M&A", przeprowadzonych przez naszą kancelarię na wybranej grupie 350 menedżerów najwyższego stopnia, wynika, że aż w 64 przypadkach na sto brak kontroli nad procesem podejmowania decyzji stał się przyczyną niesfinalizowania lub wyjścia z inwestycji typu joint venture.
Zbytnie zawierzenie lokalnemu partnerowi jest szczególnie niebezpieczne w reżimach prawnych ustalających wymogi formalne dla skuteczności lub ważności określonych typów umów cywilnych. Taka sytuacja ma miejsce na przykład w Chinach, gdzie umowy inwestycyjne oraz umowy między wspólnikami muszą być zarejestrowane w odpowiednim organie administracji i jest to warunek wejścia w życie takiego porozumienia.
Bywa, że taki lokalny partner przyjmuje rolę trolla domenowego, rejestrując na swoją rzecz prawa do znaków towarowych inwestora i żądając następnie opłat licencyjnych. Dlatego tak ważne jest, aby wchodząc na obcy rynek, pamiętać też o odpowiednim zabezpieczeniu swoich praw własności intelektualnej. Na poziomie rejestracji praw do znaków towarowych i domen internetowych sprawdzenie, czy inny podmiot nie zgłosił do rejestru podobnych (lub takich samych) oznaczeń, jest stosunkowe proste. Warto przeprowadzić to ćwiczenie i możliwie najwcześniej dokonać własnych zgłoszeń. Podobnie, choć jest to już bardziej skomplikowana kwestia, warto zbadać, czy wchodząc na obcy rynek z naszym produktem, nie naruszamy praw IP zastrzeżonych na rzecz innego podmiotu. Jest to szczególnie ważne, jeśli celem naszej ekspansji są rynki dojrzałe - Stany Zjednoczone lub kraje Europy Zachodniej. Rozwinięty system ochrony praw własności intelektualnej oraz wysoka świadomość patentowa lokalnych przedsiębiorców prowadzą niejednokrotnie do długotrwałych, kosztowych sporów.
Negocjując z kolei trzeba mieć na uwadze, że język umowy, terminy w niej użyte są pochodną znaczeń jakie lokalne prawo im przypisuje - ryzyko znalezienia się w sytuacji, gdy każda ze stron używa tego samego wyrażenia na określenie różnych instytucji jest tu szczególnie wysokie i potencjalnie bolesne. Dlatego, jeśli tylko umowa nie musi być rządzona prawem lokalnym, warto dążyć do tego, aby poddać ją pod jurysdykcję polskiego prawa lub, jeśli to pierwsze rozwiązanie nie jest możliwe, bliższego nam, stabilnego porządku prawnego. Podobnie ma się sprawa poddania ewentualnych sporów pod rozstrzygnięcie sądowe - zapis na odpowiedni sąd bywa kluczowy dla uzyskania obiektywnego rozstrzygnięcia.
Każda ekspansja ma kilka wspólnych typowych etapów i podstawowych kroków w poszczególnych modelach. Zakres koniecznych analiz (i ryzyk) będzie inny, jeśli eksportujemy produkty do krajów Bliskiego Wschodu, inny, jeśli zakładamy JV w Stanach Zjednoczonych, a jeszcze inny, jeśli, dajmy na to, zakładamy lub kupujemy fabrykę w Rumunii. Im wcześniej je uwzględnimy w naszych planach biznesowych i zakładanych efektach synergii, tym większe mamy szanse na sukces.
@RY1@i02/2016/096/i02.2016.096.05000070m.802.jpg@RY2@
Weronika Achramowicz
radca prawny, counsel w kancelarii Baker & McKenzie Krzyżowski i Wspólnicy sp.k.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu