Bruksela zajęła się fake newsami. A w Polsce zamiast nowego prawa merytoryczna debata
Komisja Europejska mierzy się z problemem dezinformacji, ale nie zajmie się nieuczciwą konkurencją. Problem widzi polski rząd, jednak na twarde prawo trzeba będzie poczekać
Pierwsze wytyczne już wiosną
KE utworzyła Grupę Wysokiego Szczebla ds. fake newsów (z ang. fałszywa informacja), a wiosną tego roku ma przedstawić strategię walki z fałszywymi informacjami. Pracują nad nią m.in. przedstawiciele instytucji społecznych oraz platform internetowych. Ale wszystko wskazuje na to, że KE zapewni raczej narzędzia, które mają zapobiegać pojawianiu się fake newsów w internecie i które mają powodować szybkie ich eliminowanie. Nie ma jednak planów, by zajmować się stricte nieuczciwą konkurencją.
- Grupa ekspercka zajmuje się problemem dezinformacji w sieci nie tylko w zakresie fake newsów dotyczących polityków. Jednak wykorzystywanie fałszywych informacji jako czynów nieuczciwej konkurencji nie jest przedmiotem prac grupy - informuje DGP Inga Höglund, rzecznik prasowy KE ds. Jednolitego Rynku Cyfrowego.
Z fake newsami, na własną rękę, walczą też takie kraje jak Francja, Niemcy, Włochy, czy Wlk. Brytania.
@RY1@i02/2018/019/i02.2018.019.18300140a.801(c).jpg@RY2@
Dezinformacja coraz większym problemem
Nietuzinkową rolę w tym nowym zjawisku odgrywa też Donald Trump. Tydzień temu powiadomił na Twitterze o przyznaniu nagród dla mediów w kategorii "fake news". W swoim rankingu zawarł 11 podanych przez media informacji, które okazały się być fałszywe. Wśród nich znalazły się m.in. publikacje "Washington Post", "New York Times", telewizji CNN oraz "Newsweeka". Ten ostatni podał informację, że Agata Kornhauser-Duda w ogóle nie uścisnęła dłoni prezydenta Trumpa podczas jego wizyty w Warszawie. W Polsce problem fake newsów też wybrzmiewa w debacie publicznej, ale na razie prace nad zmianami w ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Ministerstwo Cyfryzacji chciało m.in. poddać serwisy społecznościowe polskiemu prawodawstwu oraz narzucić im obowiązek wprowadzenia systemu flagowania - czyli w skrócie możliwości kwestionowania opublikowanych wiadomości przez użytkowników) zostały wstrzymane. Dowiedzieliśmy się jednak, że w najbliższym czasie resort cyfryzacji planuje zorganizować serię debat na temat regulacji w internecie. - W ich trakcie poruszone będą wątki m.in.: fake newsów (dotyczących zarówno przedsiębiorców, jak i debaty społecznej), objęcia zagranicznych serwisów społecznościowych (świadczących usługi na terytorium Polski) krajową jurysdykcją w sprawach dotyczących wolności słowa i prawa do informacji, a także skutecznego zwalczania mowy nienawiści oraz innych istotnych kwestii - informuje biuro prasowe resortu.
Wszyscy wiedzą, że problem tworzenia i kolportowania fałszywych informacji narasta, a niektóre firmy zajmujące się PR produkowanie fake newsów wprowadziły wręcz na stałe do swojej oferty. W internecie nietrudno znaleźć agencje, które zajmują się tworzeniem negatywnych, kompleksowych kampanii marketingowych z wykorzystaniem tego nowego rodzaju dezinformacji. W efekcie przykładów firm, w które to zjawisko uderzyło, nie brakuje. Za sprawą mediów jeden z najpopularniejszych fake newsów 2017 r. w Polsce dotyczył banków Pekao SA i PKO BP. Zgodnie z informacjami, które podchwyciły dziesiątki poważnych serwisów ekonomicznych, oba podmioty zamierzały się połączyć. To wprowadziło wielkie zamieszanie wśród klientów oraz inwestorów. Tomasz Jaroszek z portalu Doradca.tv opowiada również o przypadku firmy Bumech, spółki notowanej na giełdzie. - Oszustwo wobec niej było tak przemyślane, że wychodziło nawet poza ramy klasycznego fake newsa. Dzięki podrobionej wiadomości o zwiększeniu udziału w akcjonariacie chińskiego inwestora oszukano nie tylko inwestorów, ale samą spółkę. Akcje wystrzeliły w górę, a ostatecznie giełda zawiesiła notowania, włączyła się do sprawy Komisja Nadzoru Finansowego. To scenariusz rodem z sensacyjnego filmu, a miał miejsce na naszym polskim parkiecie. To pokazuje, jak realne jest zagrożenie - opowiada Jaroszek. Wszystko wskazuje na to, że w ostatnim czasie na celownik nieuczciwej konkurencji trafiła także firma Foods by Ann należąca do sportsmenki i celebrytki Anny Lewandowskiej. W listopadzie 2017 r. na stronie społecznościowej przedsiębiorstwa pojawiło się zdjęcie klientki, która w wyprodukowanym przez firmę batonie znalazła pleśń oraz larwę mola spożywczego. Paweł Ciuraj z Foods by Ann stwierdził wówczas, że całe zamieszanie może być celową prowokacją konkurencji, która chce działać na szkodę prezentowanej przez niego firmy. Z kolei Radosław Kapułka, radca prawny i partner w kancelarii Szostek_Bar, podaje przykład wykorzystania wyrwanej z kontekstu reklamy porównawczej, która w sposób nierzetelny operowała danymi jego klienta, tworząc nieprawdziwy obraz zawyżonych cen w jego przedsiębiorstwie. A Maciej Trąbski, radca prawny w kancelarii Gessel, opowiada o przypadkach rozpowszechniania nierzetelnych opinii wobec określonych firm na forach internetowych. Jednocześnie eksperci przyznają, że o większości przypadków tworzenia fałszywych informacji przez konkurencję nikt nie mówi. Nikt nie chce bowiem długiego procesu i dodatkowego roztrząsania informacji w mediach.
Jak zatem widać, fake news nie królują tylko albo głównie na salonach politycznych, gdzie zwolennicy lub sztaby wyborcze prześcigają się w wymyślaniu nieprawdziwych i często kompromitujących informacji na temat przeciwnika politycznego. Niemniej ostatnio siłę rażenia dezinformacji w życiu polityczno-społecznym pokazała depesza Polskiej Agencji Prasowej. Otóż na początku stycznia PAP dała się nabrać na tweet fałszywego konta premiera Mateusza Morawieckiego i rozesłała depeszę do mediów z informacją, że przedstawiciel rządu wspiera Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. To klasyczny przykład fake newsa.
Zmiany potrzebne. Tylko jakie...
By prawo było skuteczne, musi nieść ze sobą odpowiednio mocne sankcje dla tego, kto to prawo łamie. A dziś mamy fałszywą informację przekazywaną online w ciągu kilku sekund i sądowe zmuszenie sprawcy do jej usunięcia trwające czasem... kilka lat
W wielu przypadkach skorzystanie z regulacji prawnych nie daje pożądanych efektów. Mecenas Maciej Trąbski zauważa, że w dobie informacji przekazywanej przez internautów w ciągu kilku sekund, sądowe zmuszenie sprawcy do usunięcia fałszywej publikacji trwa czasem... kilka lat. Z tego też powodu mało przydatne są również oświadczenia naruszyciela publikowane po długim czasie - zdaniem eksperta nie spełniają one swojej funkcji. Inni nasi rozmówcy potwierdzają jego słowa. Wszystko sprowadza się bowiem do tego, że - choć odpowiednie przepisy istnieją - kłopot stanowi ich egzekwowanie w praktyce. - Jedną z przyczyn, dla których walka z fake newsem - zarówno politycznym, jak i biznesowym - sprawia trudności, jest anonimowość ich autorów. Media społecznościowe, za pośrednictwem których fake newsy się rozpowszechniają, nie stosują niestety "real name policy", choć niektóre z nich obiecywały, że ta zasada będzie respektowana - mówi Konrad Niklewicz, dyrektor zarządzający Instytutu Obywatelskiego i członek Grupy Wysokiego Szczebla ds. fake news. Jego zdaniem dopóki platformy społecznościowe będą ułatwiały zachowanie anonimowości, dopóty działania przeciwko autorom celowych fałszerstw będą miały ograniczoną skuteczność. Podobnie uważa Michał Czuma, prezes zarządu w kancelarii doradców biznesowych G+C. - By prawo było skuteczne, musi nieść ze sobą odpowiednio mocne sankcje dla tego, kto to prawo łamie. Trudno jest stosować sankcje wobec "duchów" bez twarzy, narodowości działających w sieci anonimowo, nawet kiedy identyfikuje się kierunek, z którego następuje atak - przekonuje prawnik. Z kolei mec. Maciej Trąbski podkreśla, że walka z fake newsami wymaga przede wszystkim odpowiednio szybkiej reakcji, która powinna polegać na zatrzymaniu rozpowszechnienia informacji. Wtóruje mu Alexios Mantzarlis, dyrektor międzynarodowej organizacji fact-checkingu w Instytucie Poyntera oraz członek Grupy Wysokiego Szczebla ds. fake news. - Korzystną zmianą byłoby narzucenie właścicielom portali społecznościowych obowiązku szybszej reakcji na zgłoszenia dotyczące fake newsów. Takie platformy muszą działać znacznie sprawniej niż dziś i mieć lepsze kanały komunikacji z poszkodowanymi przez fałszywe informacje - zauważa Mantzarlis. Mowa o wprowadzeniu tzw. systemu flagowania. Rzecz w tym, że takie systemy w praktyce się nie sprawdzają. Niedawno takie rozwiązanie testował Facebook. Szybko z niego zrezygnował, ponieważ okazało się, że użytkownicy chętniej odwiedzali witryny oznaczone przez fact-checkerów jako potencjalnie fałszywe. Dlatego zdaniem mec. Macieja Trąbskiego to organy powinny mieć możliwość usuwania nieprawdziwych wiadomości z sieci. - Na tego rodzaju mechanizmach mogliby skorzystać także przedsiębiorcy, chociaż ich wprowadzenie budzi oczywiste kontrowersje z perspektywy prawa jednostki do wolności wypowiedzi. Generalne założenie, zgodnie z którym treści w internecie powinny być wyłącznie prawdziwe, jest nie do zaakceptowania - mówi mec. Trąbski. Dodaje, że obecnie przewidziane działania kompensacyjne powinno się uzupełnić o sprawny system nakazów sądowych, które podobnie jak np. w Wielkiej Brytanii, pozwoliłyby na uzyskanie niemal natychmiastowej ochrony przed dalszym rozpowszechnianiem informacji. - Warte zastanowienia są także dotkliwsze sankcje odszkodowawcze lub uzupełnienie regulacji cywilnoprawnej odpowiednimi normami karnoprawnymi - uzupełnia Trąbski. Co prawda w Polsce pojawił się pomysł na projekt ustawy Ministerstwa Cyfryzacji, zgodnie z którym sprawy związane z hejtem i publikacją fake newsów, miałyby rozstrzygać specjalnie powołane do tego 24-godzinne sądy. Ale jak już pisaliśmy na wstępie, nie wiadomo, kiedy i czy wejdzie taka ustawa w życie.
OPINIA EKSPERTA
@RY1@i02/2018/019/i02.2018.019.18300140a.802.jpg@RY2@
Zofia Piekarczyk radca prawny, specjalista prawa ochrony konkurencji i konsumentów w kancelarii Wierzbowski Eversheds Sutherland
Rozpowszechnianie fałszywych informacji o firmie to nie nowość. Przykładowo, rozpowszechniano w mediach nieprawdziwy przekaz, że dany przedsiębiorca wkrótce zakończy działalność, co żywotnie godziło w jego interesy. Albo rozpowszechniano nieprawdziwe informacje o produktach przedsiębiorców, np. że okna danego producenta nie spełniają wymaganych parametrów. Spotkałam się też z rozpowszechnianiem wśród kontrahentów danego przedsiębiorcy nieprawdziwych informacji, że jego produkty naruszają prawa z rejestracji wzorów przemysłowych innego przedsiębiorcy, podczas gdy podobne wzory nie zostały jeszcze zarejestrowane.
W Polskim prawie istnieją przepisy mogące uchronić przedsiębiorców przed skutkami fake newsów. Powinni oni jednak mieć większą świadomość ich istnienia oraz częściej z nich korzystać. Na podstawie obecnych przepisów poszkodowany przedsiębiorca może żądać np. naprawienia wyrządzonej przez fake news szkody lub zaniechania niedozwolonych działań. Moim zdaniem trudno się spodziewać, aby ustawodawca mógł wprowadzić jakiekolwiek środki, które zapobiegałyby takim naruszeniom ex ante, choćby na podstawowe zasady wolności słowa oraz prasy. W dobie internetu i wielu innych środków komunikacji, w tym social mediów, zapobieganie takim publikacjom/zdarzeniom, wydaje się wręcz niemożliwe. Pozostaje więc regularne monitorowanie przez przedsiębiorców mediów w celu szybkiego dementowania fake newsów ich dotyczących oraz korzystanie z wszelkich przysługujących im środków prawnych.
Tak dziś mogą się bronić przedsiębiorcy
Oszczerstwa wobec firmy klasyfikuje się jako czyn nieuczciwej konkurencji bądź naruszenie dóbr osobistych. Jeżeli oszczerstw dopuszcza się bezpośrednia konkurencja, warto sięgnąć po regulacje branżowe, o ile istnieją
Fake newsy to poważne zagrożenie dla przedsiębiorców. Zdaniem ekspertów misternie zaplanowana fałszywa informacja na temat danej firmy może zrazić konsumentów do danej marki i w efekcie wpędzić ją w kłopoty. - Skutki działań nieuczciwej konkurencji wykorzystującej fake newsy lub czarny PR do atakowania firm szczególnie dotkliwie odczuwają podmioty nieprzygotowane na atak. W praktyce większość osób zarządzających biznesem jest zaskoczona, gdy ich firmy stają się celem - przekonuje Michał Czuma. - Tak jak hejt potrafi zniszczyć mniej odpornych ludzi, tak czarny PR może zaboleć firmę - dodaje.
Dlatego przedsiębiorca zaatakowany przez rozpowszechnienie fałszywej informacji na jego temat, powinien niezwłocznie zareagować. A dokładnie żądać:
● zaniechania niedozwolonych działań;
● usunięcia skutków niedozwolonych działań;
● złożenia jednokrotnego lub wielokrotnego oświadczenia odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie;
● naprawienia wyrządzonej szkody na zasadach ogólnych;
● wydania bezpodstawnie uzyskanych korzyści na zasadach ogólnych;
● zasądzenia odpowiedniej sumy pieniężnej na określony cel społeczny związany ze wspieraniem kultury polskiej lub ochroną dziedzictwa narodowego - jeżeli czyn nieuczciwej konkurencji był zawiniony.
Liczy się charakter czynu
Jak podkreśla Artur Piechocki, radca prawny w kanclearii APLaw, powyższe środki obrony są objęte zakresem odpowiedzialności cywilnej, zawartej w ustawie z 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (t.j. Dz.U. z 2003 r. poz. 153 ze zm.; dalej: u.o.z.n.k.).
- Wybór roszczeń zgłaszanych przeciwko sprawcy czynu nieuczciwej konkurencji jest uzależniony od charakteru popełnionego czynu - tłumaczy prawnik. Z tego względu konieczne jest uprzednie prawidłowe ustalenie znamion czynu popełnionego przez pozwanego oraz właściwe ich zakwalifikowanie pod jedną z postaci czynów nieuczciwej konkurencji (wyrok Sądu Najwyższego z 24 lipca 2003 r., sygn. akt I CKN 477/01).
I tak podmiot rozpowszechniający nieprawdziwą informację może odpowiedzieć karnie z art. 26 u.o.z.n.k. Taką odpowiedzialność może ponieść każdy, kto swoim działaniem wypełnia znamiona dwóch typów czynów zabronionych, polegających na rozpowszechnianiu fałszywych informacji o przedsiębiorstwie (przedsiębiorcy). Chodzi o pomawianie lub nieuczciwe zachwalanie. Działania te zagrożone są karą aresztu albo grzywny.
- Sprawca musi być jednak świadomy fałszywości rozpowszechnianych wiadomości, a jego celem musi być wyrządzenie szkody przedsiębiorcy, do którego odnosi się dokonywany przez niego przekaz informacyjny - podkreśla mec. Piechocki. I tutaj może pojawić się problem.
- Gdy sprawca podczas obrony wykaże, że rozpowszechniane przez niego informacje wprawdzie nie były zgodne z prawdą, ale były rzeczowe, obiektywne, przedstawione z należytą ostrożnością, starannością i dbałością o rzetelność przedstawionych informacji i ocen, to wówczas sąd może uznać, że działanie nie było bezprawne - zwraca uwagę Michał Czuma.
Firma ma też dobra osobiste
Fake newsy mogą też stanowić naruszenie dóbr osobistych osób prawnych, np. ich renomy. W związku z tym mogą być zwalczane zgodnie z art. 24 w związku z art. 43 kodeksu cywilnego (dalej: k.c.). Przepis ten stanowi, że ten, czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne. W razie dokonanego naruszenia może on także żądać, aby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności, żeby złożyła oświadczenie odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie. Może on również żądać zadośćuczynienia pieniężnego lub zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny. Jeżeli wskutek naruszenia dobra osobistego została wyrządzona szkoda majątkowa, poszkodowany może żądać jej naprawienia na zasadach ogólnych.
Jak weryfikować fake newsy
Każda firma powinna mieć pracownika, którego zadaniem byłoby śledzenie czy w internecie (np. w mediach społecznościowych, portalach informacyjnych lub forach dyskusyjnych) nie pojawiają się fałszywe informacje dotyczące przedsiębiorstwa. W razie potrzeby taka osoba powinna podjąć stosowne działania neutralizujące rozpowszechniane fake newsy. Do dyspozycji przedsiębiorców są nawet darmowe narzędzia pozwalające na zweryfikowanie informacji udostępnionej przez rzekomo niezadowolonego klienta. Dzięki nim można sprawdzić, czy dana strona internetowa, przesłane zdjęcie, mem czy zrzut ekranu podlegał manipulacji lub przetworzeniu albo czy został skopiowany z artykułu dotyczącego innej firmy (np. www.tineye.com, www.fotoforensics.com, www.archive.org/web/ oraz www.web-scan.pl). Z kolei np. aplikację Brand24 można wykorzystać jako metodę monitorowania tego, co o marce firmy, produkcie mówi się w internecie. - Zneutralizowanie dobrze zorganizowanego ataku marketingowego na firmę jest jednak bardzo trudne. Czasem jedna osoba do monitorowania sieci nie wystarczy. Dlatego w sytuacjach krytycznych warto zaangażować wyspecjalizowane agencje marketingowe - stwierdza Michał Czuma.
Zdaniem Michała Czumy jest to najkorzystniejsze rozwiązanie dla przedsiębiorcy, w szczególności w przypadku, gdy trudno jest wykazać, że rozpowszechniane informacje lub plotki były nieprawdziwe, a podmiot, który je upowszechnia, działał w celu osiągnięcia korzyści dla siebie lub wyrządzenia szkody przedsiębiorcy. W tym przypadku prawo chroni dobre imię, wizerunek, renomę, klientelę oraz prawo do prywatności.
Michał Czuma zaznacza, że sądy w swoim działaniu bardzo często uwzględniają nie tylko aktualny wizerunek spółki, ale również jej potencjał i renomę, jaką mogłaby osiągnąć, gdyby nie działania naruszające jej dobre imię. Czasem nawet naruszenie dobrego imienia, nie samej spółki, ale członków jej organów lub kluczowych pracowników, może stanowić naruszenie dobra osobistego samej spółki (wyrok SA w Krakowie z 28 września 1999 r., I Aca 464/99). Warto jednak pamiętać, że do dóbr osobistych nie zalicza się znaków towarowych, nazw regionalnych, know-how, które podlegają ochronie na innej podstawie prawnej.
- Rozwinięciem przytoczonego przepisu jest art. 448 k.c., który stwierdza, że w razie naruszenia dobra osobistego sąd może przyznać temu, czyje dobro osobiste zostało naruszone, odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę lub na jego żądanie zasądzić odpowiednią sumę pieniężną na wskazany przez niego cel społeczny, niezależnie od innych środków potrzebnych do usunięcia skutków naruszenia - wskazuje z kolei mec. Piechocki. Jego zdaniem jeszcze dalej zmierzają sankcje karne, przewidziane choćby w art. 212 (zniesławienie: pomawianie innej osoby, grupy osób, instytucji, osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności) oraz 216 (zniewaga) kodeksu karnego. Obydwa czyny zabronione ścigane są na podstawie oskarżenia prywatnego, w przypadku zaś ich popełnienia przy użyciu środków masowego komunikowania odpowiedzialność została zaostrzona aż do sankcji w postaci pozbawienia wolności.
Warto sięgnąć po regulacje branżowe
Do walki z fake newsami można też wykorzystać poszczególne regulacje branżowe. Przykładowo art. 94a ust. 1 ustawy z 6 września 2001 r. - Prawo farmaceutyczne (t.j. Dz. U. z 2017 r. poz. 2211 ze zm.) zabrania działalności reklamowej aptek. W przypadku naruszenia tego przepisu wojewódzki inspektor farmaceutyczny może wydać decyzję nakazującą zaprzestania prowadzenia niedozwolonej reklamy oraz nadać jej rygor natychmiastowej wykonalności. - Jeżeli więc apteki konkurencji rozpowszechniają nieprawdziwe informacje na temat naszych produktów w swoich informatorach cenowych, do uzyskania decyzji zakazującej rozpowszechniania nieprawdziwych informacji wystarczy zainteresowanie tematem organów nadzoru - wyjaśnia mec. Radosław Kapułka.
Jeżeli zaś konkurencja produkowanymi przez siebie fake newsami doprowadza do spadku notowań spółki giełdowej, to można mówić o manipulacji na rynku zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 z 16 kwietnia 2014 r. w sprawie nadużyć na rynku oraz uchylającym dyrektywę 2003/6/WE Parlamentu Europejskiego i Rady i dyrektywy Komisji 2003/124/WE, 2003/125/WE i 2004/72/WE (Dz.Urz. UE z 2014 r. L173, s. 1; dalej: rozporządzenie MAR). Zgodnie z art. 12 tego rozporządzenia za manipulację na rynku uznaje się zawieranie transakcji, składanie zleceń lub inne zachowania, które mogą wprowadzać w błąd i wpływać na wycenę akcji. Chodzi tu o:
● zachowania, które wprowadzają lub mogą wprowadzać w błąd co do podaży lub popytu na instrument finansowy, powiązany kontrakt towarowy na rynku kasowym lub sprzedawany na aukcji produkt oparty na uprawnieniach do emisji lub co do ich ceny;
● zawieranie transakcji, składanie zleceń lub inne działania lub zachowania wpływające lub mogące wpływać na cenę jednego lub kilku instrumentów finansowych, powiązanego kontraktu towarowego na rynku kasowym lub sprzedawanego na aukcji produktu opartego na uprawnieniach do emisji, związane z użyciem fikcyjnych narzędzi lub innych form wprowadzania w błąd lub podstępu;
● rozpowszechnianie za pośrednictwem mediów, w tym internetu, lub przy użyciu innych środków, informacji, które wprowadzają lub mogą wprowadzać w błąd co do podaży lub popytu na instrument finansowy (...) w tym rozpowszechnianie plotek, w przypadku gdy osoba wiedziała lub powinna była wiedzieć, że te informacje były fałszywe lub wprowadzające w błąd.
Manipulacja na rynku finansowym to przede wszystkim stosowanie nieuczciwych środków w celu wpływania na cenę instrumentu finansowego, co uniemożliwia pełną i właściwą przejrzystość rynku. Zgodnie z art. 15 MAR dokonywanie i usiłowanie manipulacji na rynku jest wprost zakazane (w świetle dyrektywy Market Abuse Directive - MAD II jest wręcz przestępstwem). Bez znaczenia jest przy tym, czy manipulacji dokonuje osoba fizyczna, czy prawna. Zgodnie z art. 183 ustawy z 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi (od 6 maja br. dostosowanej do przepisów rozporządzenia MAR; t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 1636 ze zm.) kto dokonuje manipulacji, o której mowa w art. 12 rozporządzenia MAR, podlega grzywnie do 5 mln zł albo karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5, albo obu tym karom łącznie. Kto zaś wchodzi w porozumienie z inną osobą mające na celu manipulację, podlega grzywnie do 2 mln zł.
@RY1@i02/2018/019/i02.2018.019.18300140a.101(c).jpg@RY2@
Jakub Styczyński
@JakubStyczynski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu