Ani prosta, ani akcyjna, ale trudna i skomplikowana
Prof. Michał Romanowski: Z jednej strony słyszymy od ustawodawcy, że to twórcy start-upów będą sami niemal o wszystkim decydowali, a z drugiej roi się od przepisów określających najdrobniejszy szczegół. Niby prosta konstrukcja jest ujęta w ponad 130 artykułach
Uważa pan, że prosta spółka akcyjna to niewłaściwa nazwa. Dlaczego?
Bo ta spółka w ogóle nie będzie prosta. Będzie skomplikowana, i to bardzo skomplikowana. Należałoby więc raczej mówić o trudnej spółce akcyjnej. I to nie tylko dla zainteresowanych (czyli w ocenie Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii – twórców start-upów), lecz także dla prawników, którzy zajmują się prawem spółek. W założeniu prosta konstrukcja jest ujęta w ponad 130 artykułach, a licząc razem z odesłaniami do innych przepisów – w blisko 200. Nie ma to nic wspólnego z prostotą. Ze zdrowym rozsądkiem niestety też nie. Projektodawca chce wprowadzić do kodeksu spółek handlowych miszmasz wymyślonych regulacji, które niestety w wielu miejscach nie pasują do siebie.
Część ekspertów uważa, że lepiej byłoby uwspółcześnić spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, zamiast tworzyć nowy typ spółki. Podziela pan ten pogląd?
Jak najbardziej. Znacznie lepszym pomysłem byłoby przeanalizowanie, co utrudnia prowadzenie spółki z o.o. i poprawienie tego. Dyskusja o zmianach dotyczących tego typu podmiotów nie jest zresztą nowa, od dawna widać, że można by co nieco poprawić. Ale też nie widzę powodu, dla którego zmiany miałyby być, jak to nowocześnie i nie po polsku określa ministerstwo, „dedykowane” start-upom. Warto dbać o to, by przyjmowane rozwiązania były możliwie najbardziej uniwersalne, a dopasowanie spółki do potrzeb leżało w gestii wspólników, a nie ustawodawcy. Tymczasem z jednej strony słyszymy, że to twórcy start-upów będą sami niemal o wszystkim decydowali, a z drugiej roi się od przepisów określających każdy najdrobniejszy szczegół.
Resort przedsiębiorczości przekonuje, że zmiany będą rewolucyjne. Są?
W żadnym wypadku. Większość tego, co jest przedstawiane jako rewolucja, zostało już albo przyjęte w innych przepisach, albo pojawiało się w zaawansowanych planach. Przedstawiciele ministerstwa muszą o tym wiedzieć, gdyż część z nich uczestniczyła w pracach. Uzasadnione wydaje się stwierdzenie, że słowa o rewolucji podyktowane są względami politycznymi, a nie merytorycznymi. Przecież pierwszy projekt o zakładaniu spółki drogą online przyjęto w 2010 r., a w 2011 r. weszła w życie ustawa o spółce S24. Jako rewolucyjną przedstawia się dziś zmianę dotyczącą dematerializacji, ale przecież taka funkcjonuje już od lat dziewięćdziesiątych XX wieku w odniesieniu do spółek akcyjnych i publicznych.
Kwestia systemu monistycznego i dualistycznego to z kolei konstrukcja zupełnie niepotrzebna w spółkach dla małych przedsiębiorców. Gdy spojrzymy na statystyki zawarte w raporcie Fundacji Startup Poland, to dostrzeżemy, że około 60 proc. firm określanych mianem start-upów to firmy, które nie osiągają regularnych miesięcznych przychodów w ogóle oraz albo nie zatrudniają pracowników albo zatrudniają co najwyżej kilku. To firmy, które nie finansują się obcym kapitałem, a jedynie własnym lub zgodnie z zasadą 3F (Family, Friends and Founders). Potrzebują prostej struktury. Ponadto proponowany model to w praktyce żadna rewolucja, w zasadzie on już funkcjonuje, tylko inaczej się nazywa. Mamy przecież zarząd, mamy wspólnika, który ma prawo wydawania wiążących poleceń i indywidualnej kontroli. No i wreszcie rewolucja w postaci obniżenia kapitału zakładowego do 1 zł. Ale w spółce z o.o. już od stycznia 2009 r. minimalny kapitał zakładowy wynosi 5000 zł. Bez wątpienia nie jest to obecnie bariera dla nikogo, kto chce rozpocząć biznes. Zakładając nawet najmniejszy start-up, nie powinno być kłopotem sprostanie temu wymogowi.
Projektodawca stworzył więc zlepek różnych konstrukcji, które są doskonale znane prawu, i przedstawia to jako rewolucję. Na dodatek jest to robione w sposób abstrahujący od istniejącego systemu. Niestety w projekcie nowelizacji kodeksu spółek handlowych oraz w uzasadnieniu nie dostrzegam pokory, która powinna cechować ustawodawcę. Idealną spółkę dla siebie mogą stworzyć wspólnicy, a nie ustawodawca. To wspólnicy są od szycia idealnego garnituru dla spółki, a nie – jak chciałoby ministerstwo – ustawodawca.
Każda spółka powinna mieć pewien schemat, dawać pewną wolność wyboru wspólnikom. Nigdy się tego nie osiągnie z poziomu działań ustawodawcy. Pracowałem ponad 10 lat w komisji kodyfikacyjnej. I im dłużej się przyglądałem, tym byłem ostrożniejszy w chęci narzucania swoich poglądów jako jedynych słusznych. Dziś niestety mamy do czynienia z działaniem, które sprowadza się do „my wiemy lepiej, a jak ktoś uważa inaczej, to jest to jego problem”.
Część ekspertów mówi, że nowelizacja będzie szkodliwa, gdyż doprowadzi do zachwaszczenia kodeksu spółek handlowych. A ten przecież ma służyć nie tylko start-upom?
Podzielam ten pogląd. Spółki są dla człowieka, a nie człowiek dla spółek. Mimo że kodeks spółek handlowych nie jest wartością sam w sobie, to bez wątpienia trzeba o niego dbać. Szukając obrazowego porównania, można powiedzieć, że kodeks jest jak organizm człowieka. To jest pewien ekosystem, gdzie obowiązują określone współzależności. Nie można zrobić tak, że wyjmujemy kawałek nerki albo wkładamy jakiś obcy organ, który się przyjmie, albo nie. Gdy przetaczamy krew, to nie przetaczamy dowolnej, ale o określonej grupie. Krótko mówiąc: działamy sprawnie i zgodnie z przyjętymi zasadami, a nie po omacku.
A co do zachwaszczania… Pół biedy, gdyby to było jedynie zachwaszczanie, bo chwasty da się wyplenić. Przygotowany projekt to destrukcja i dysfunkcja, która spowoduje, że pozbycie się szkód z systemu prawa spółek będzie niezwykle trudne. Nowe, dalekie od doskonałości rozwiązania będą oddziaływały na stabilność całego prawodawstwa dotyczącego prawa spółek. Nowe przepisy będą przecież wpływały choćby na interpretację przepisów dotyczących spółki akcyjnej, spółki z o.o., spółki komandytowo-akcyjnej. Mogą również mieć wpływ na kształtowanie i przyjmowanie nowych rozwiązań na gruncie innych spółek osobowych. Ideą prawa handlowego jest to, aby tworzyć rozwiązania możliwe do absorpcji, optymalne dla uczestnika obrotu, a co najmniej dla przeciętnego radcy prawnego czy adwokata, który nie ma czasu i nie do tego jest powołany, by prowadzić teoretyczne rozważania i rozwiązywać eksperymenty czy zagadki tworzone przez ustawodawcę. Prawo spółek handlowych zacznie, poprzez wprowadzenie prostej spółki akcyjnej, iść w kierunku, w którym już dawno poszło prawo podatkowe. Dojdzie do całkowitego rozejścia się, rozbicia i utraty kontroli nad systemem. To nie będzie więc nawet trudna spółka akcyjna, ale bardzo trudna i destrukcyjna spółka akcyjna. Nie potrafię zrozumieć, skąd ta determinacja.
No dobrze, ale co pan w takim razie proponuje?
Dużo lepiej by było, gdyby ustawodawca wrócił do niemającej szczęścia koncepcji spółki cichej. Ona rzeczywiście mogłaby być przydatna start-upowcom. To taka konstrukcja, która była jeszcze pod rządami kodeksu handlowego. Umożliwiała otrzymanie finansowania w oparciu o więzy rodzinne, przyjaźni. Czyli dotyczyłaby takich podmiotów, które ze względu na etap swojego rozwoju nie mają zdolności do pozyskiwania kapitału od banków. O takich ułatwieniach należałoby dyskutować. A nie o tworze, który jest wyrazem jakichś ambicji, żeby stworzyć nową konstrukcję, czy wynikiem przekonania, że skoro ogłosiło się plan w 2016 r. w ramach pakietu 100 zmian dla firm, to trzeba to wprowadzić za wszelką cenę. Bardzo krytycznie oceniam proponowane zmiany. Zresztą nie ja jeden. Skrajnie krytyczne stanowiska zajęły m.in. Rada Legislacyjna przy premierze oraz Ministerstwo Sprawiedliwości. Uwagi te zostały puszczone mimo uszu. Wielka szkoda.©℗
fot. Marek Matusiak
Michał Romanowski profesor nauk prawnych, kierownik pracowni prawa rynku kapitałowego WPiA UW, partner w kancelarii Romanowski i Wspólnicy
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu