Dziennik Gazeta Prawana logo

Państwo nie może blokować dostępu do internetu internetowych

1 lipca 2018

Orzecznictwo

Ograniczanie dostępu do stron WWW musi się opierać na konkretnej, jasno określonej podstawie prawnej, i to takiej, która zapewnia rzeczywistą, a nie iluzoryczną kontrolę sądową - uznał jednomyślnie Europejski Trybunał Praw Człowieka w precedensowym wyroku.

Dotyczyło to Turcji i prowadzonego w tym kraju postępowania karnego w sprawie znieważenia pamięci pierwszego prezydenta Atatürka. Chodziło o stronę internetową, na której zamieszczono krytyczne dla tej postaci historycznej komentarze. Sąd zdecydował, że w ramach środków zapobiegawczych dostęp do niej powinien zostać zablokowany. Później rozszerzył tę decyzję na cały serwis Google Sites, który rzesze ludzi wykorzystują do zamieszczania prywatnych stron internetowych. Wśród nich był też Ahmet Yildirim, który w serwisie tym zamieszczał swoje prace akademickie. Po zablokowaniu serwisu tak on, jak i jego czytelnicy stracili do tych prac dostęp. Uznał to za naruszenie wolności słowa i prawa do otrzymywania oraz przekazywania informacji. W skardze skierowanej do ETPC zwracał uwagę, że od 2009 r. nie ma dostępu do swojej strony, chociaż ona w żaden sposób nie łamała prawa.

Sędziowie nie mieli wątpliwości, że Turcja naruszyła art. 10 europejskiej konwencji praw człowieka. Odnosi się on bowiem nie tylko do wolności słowa, ale także do środków rozpowszechniania informacji.

- Trybunał przyznał niejako prawo do dostępu do internetu. Wskazał, że nie tylko treść, ale i forma powinny być chronione. Zauważył również, że internet stał się ważnym kanałem informacji i ważnym źródłem informacji - komentuje Dominika Bychawska, dyrektorka "Obserwatorium wolności mediów w Polsce" Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Duże znaczenie wyroku dostrzega również Paweł Chojecki, adwokat w kancelarii Łaszczuk & Wspólnicy.

- Prawo do informacji, w szczególności prawo dostępu do zasobów sieci, stało się w dzisiejszych czasach dobrem osobistym przysługującym każdemu człowiekowi, a władze powinny podejmować niezbędne kroki, by obywatele mieli to zapewnione - mówi prawnik.

Wyrok może odegrać olbrzymią rolę w kształtowaniu prawa regulującego internet, zarówno na poziomie krajowym, jak i europejskim.

- Sprawa ta pokazuje, że nie możemy blankietowo blokować dostępu do treści internetowych, do całych serwisów z blogami. A przecież nie tak dawno temu nasz rząd rozmyślał o wprowadzeniu rejestru stron niedozwolonych, a Komisja Europejska nadal nad takim rozwiązaniem pracuje w kontekście dziecięcej pornografii. W świetle tego wyroku należy być bardzo ostrożnym, konstruując prawo umożliwiające blokowanie treści - podkreśla Dominika Bychawska.

- W trakcie toczących się światowych rozmów o przyszłości internetu, prób jego cenzury czy podziału jego niektórych pasm wyrok ten można oceniać jako sygnał trybunału, że w ramach swoich, chociaż ograniczonych kompetencji, będzie się starał bronić internetu jako narzędzia demokratycznego - dodaje Paweł Chojecki.

Ahmet Yildirim ma dostać tytułem zadośćuczynienia za naruszenie jego praw 7,5 tys. euro.

W Wielkiej Brytanii bez limitów

Rząd angielski zdecydował, że nie poprze prawa nakazującego automatyczne blokowanie stron pornograficznych. Zwolennicy takiego rozwiązania domagali się, aby każdy, kto chce mieć dostęp do stron dla dorosłych, musiał zgłaszać to swojemu dostawcy internetowemu. Do tego czasu byłyby one dla niego niewidoczne. Podczas konsultacji społecznych aż 35 proc. rodziców opowiedziało się za wprowadzeniem takiego prawa. Rząd uznał jednak, że już teraz każdy z rodziców może zablokować dostęp do stron z pornografią, stosując odpowiednie oprogramowanie.

Sławomir Wikariak

slawomir.wikariak@infor.pl

Wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 18 grudnia 2012 r., skarga nr 3111/10.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.