Dobro dziecka ważniejsze niż prawo ojca do poznania prawdy
Nawet najlepsze prywatne badanie DNA to za mało, aby zaprzeczyć ojcostwu - uznał Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie polskiej rodziny.
W czasie prawie 10 lat małżeństwa Jacek Bagniewski spędził wiele miesięcy z dala od żony, pracując w Anglii. Ale dopiero po tym, kiedy kobieta przyznała się do zdrad i złożyła pozew rozwodowy, zaczął się poważnie zastanawiać, czy dziewięcioletni chłopak, którego dotąd uznawał za swojego syna, faktycznie jest jego biologicznym dzieckiem. Zwłaszcza że nie widział między nimi żadnego podobieństwa - ani w wyglądzie, ani w zachowaniu. Sąd przyznał wyłączne prawo opieki nad chłopcem matce, a Bagniewskiemu nakazał płacić alimenty. Już po rozwodzie mężczyzna regularnie kontaktował się z synem przez internet, razem spędzali też wakacje w Anglii.
Brak podobieństwa nie dawał mu jednak spokoju. Kiedy jego domniemany syn był już nastolatkiem, zaczął mu sugerować w e-mailach, że może nie być jego ojcem. Chłopak w tej sytuacji postanowił zerwać z Bagniewskim kontakt. Mężczyzna w końcu potajemnie zabrał synowi zużytą gumę do żucia i szczoteczkę do zębów oraz przekazał je specjalistom z instytutu genetyki sądowej, aby przeprowadzili badanie DNA. Wyniki nie pozostawiły żadnych wątpliwości: chłopak nie był jego synem. W konsekwencji zwrócił się do prokuratury z wnioskiem, aby wytoczył powództwo o zaprzeczenie ojcostwa (na podstawie z art. 86 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego). Śledczy zajęli się sprawą i sąd następnie nakazał matce i dziecku poddanie się badaniom genetycznym, aby potwierdzić wyniki testu, który Bagniewski przeprowadził na własną rękę. Choć oboje odmówili, sędzia uznał, że materiał biologiczny wykorzystany w prywatnym badaniu pochodził od chłopca i orzekł zgodnie z żądaniem powoda.
Wyrok ten nie utrzymał się jednak w drugiej instancji. Sąd odwoławczy stwierdził, że nie można traktować wyników prywatnego badania, kwestionowanego przez drugą stronę sporu, jako jednoznacznego dowodu w postępowaniu cywilnym. Podkreślił też, że odmowa poddania się testom DNA przez nastolatka wynikała z jego szczerej obawy przed utratą dotychczasowej tożsamości i niepewną przyszłością. Zdaniem sądowego psychologa chłopak bardzo odczuwał nieobecność ojca oraz ma nadzieję, że jeszcze odbudują relację. W tej sytuacji sąd doszedł do przekonania, że brak zgody małoletniego na badanie genetyczne nie może być podstawą do wyciągnięcia wniosków godzących w dobro dziecka. Zwłaszcza że prokuratura nie przedstawiła dowodów na ojcostwo innego mężczyzny. Bagniewski pozostał więc formalnie ojcem chłopca, ale nie dał za wygraną i złożył skargę do Strasburga, w której przekonywał, że polskie przepisy uniemożliwiły mu skuteczne zaprzeczenie ojcostwa (zarzut naruszenia prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego).
Trybunał przypomniał, że sąd krajowy nie mógł mieć pewności, czy próbka DNA wykorzystana w badaniu prywatnym faktycznie pochodziła od domniemanego syna Bagniewskiego. Co więcej, sam skarżący przyznał, że w okresie, gdy doszło do zapłodnienia, mężczyzna współżył ze swoją ówczesną żoną i nie wątpił, że jest ojcem dziecka. Kobieta utrzymywała zaś, że z nikim innym nie łączyły jej wówczas intymne relacje. ETPC podkreślił, że na mocy krajowych przepisów nie można zmusić dziecka do przejścia testu DNA, a zgodnie z jego orzecznictwem w celu ochrony interesów małoletniego nie można też zmusić do tego matki. Zdaniem trybunału wyrok polskiego sądu nie był arbitralny, gdyż przyznawał priorytet dobru i emocjonalnej równowadze dziecka. Bagniewski wciąż może podważyć swoje ojcostwo, ale musi najpierw pokazać dowody, że biologicznym rodzicem jest inny mężczyzna. Do naruszenia konwencji więc nie doszło. ⒸⓅ
Emilia Świętochowska
ORZECZNICTWO
Wyrok ETPC z 31 maja 2018 r. w sprawie Bagniewski przeciwko Polsce, skarga nr 28475/14.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu