Góra rodzi myszy, czyli trudy pełnej integracji europejskiej
Efektem 42 lat prac nad koncepcją spółki europejskiej jest akt, który trzeba było uzupełnić, aby mógł funkcjonować. A myśliciele z Brukseli myślą dalej...
Dzisiejszy felieton będzie o trudzie i znoju twórców prawa. Tym razem nie polskiego, ale mającego na celu europeizację obowiązujących regulacji.
Zasady traktatowe UE zakładają jako cel m.in. pewną kompatybilność przepisów prawa z funkcjonowaniem wewnętrznego rynku Unii. Dokonywane jest to na kilka sposobów, m.in. za pomocą dyrektyw, które stanowią metodę mającą zapewnić częściową jednolitość prawa. Innym instrumentem jest tworzenie nowych, ponadkrajowych struktur organizacyjnych, które mają funkcjonować obok ich krajowych odpowiedników.Obecnie funkcjonują trzy takie formy: europejskie zgrupowanie interesów gospodarczych (EZIG), spółka europejska (SE), a także spółdzielnia europejska (SCE). W przygotowaniu były lub prowadzone są prace nad: europejską spółką prywatną (European Private Limited Company - EPC), stowarzyszeniem europejskim, europejską spółką wzajemną oraz fundacją europejską.
Mało popularne twory
Nie mam zamiaru prezentować szczegółów związanych z rozwiązaniami legislacyjnymi tych obowiązujących, jak i proponowanych, ale pragnę dostrzec sens i bezsens procedowania przy tworzeniu takich podmiotów - przede wszystkim przez pryzmat przebiegu procesu legislacyjnego, jego długości i osiąganych efektów. Trzeba wreszcie zestawić trud i znój twórców ponadnarodowych form z rzeczywistymi konsekwencjami ich pracy.
Na pierwszy ogień weźmy europejskie zgrupowanie interesów gospodarczych. Pierwszy, wstępny projekt rozporządzenia ustanawiającego EZIG został zaprezentowany w 1971 r. Po prawie 15 latach rozporządzeniem Rady z 25 lipca 1985 r. wykreowano twór, którego popularność jest niewielka. Gdyby jeszcze trud włożony w stworzenie koncepcji EZIG można było docenić poprzez uznanie, iż jest to regulacja kompletna, bo przecież ze swej istoty rozporządzenia mają bezpośrednią moc wiążącą. Ależ skąd! Podobnie jak w przypadku pozostałych rozporządzeń ustawodawca unijny pozostawił tam szereg luk powstałych z braku kompromisu poszczególnych państw członkowskich.
Tak więc do funkcjonowania choćby EZIG (podobnie innych tworów) konieczne jest ustawodawstwo krajowe, będące swoistym wypełniaczem owych luk (taką plasteliną stała się w Polsce ustawa z 4 marca 2005 r. o europejskim zgrupowaniu interesów gospodarczych i spółce europejskiej). A ponieważ kompromis państw członkowskich przeważył nad logiką EZIG, rozwiązanie nie cieszy się zbytnią popularnością w Europie. Powstało ich mniej niż dwa tysiące, a kilkaset uległo już rozwiązaniu. O ile mi wiadomo, w Polsce zarejestrowano aż trzy EZIG, w tym jest jedno w likwidacji.
Dwie spółki...
Jeszcze większe halo było ze spółką europejską. Pomysły jej utworzenia pojawiły się pod koniec lat 50. ubiegłego wieku, a za początek prac koncepcyjnych i legislacyjnych nad nią przyjmuje się referaty C. Thibierge’a i P. Sandersa z 1959 r. Pierwszy projekt rozporządzenia powstał w 1970 r., zmodyfikowano go w 1975 r., a następnie w latach 1989 i 1991.
W przyjęciu przepisów o SE przeszkadzały dwa podstawowe problemy. Pierwszym był brak zgody między Brytyjczykami a Europą kontynentalną co do wyboru modelu monistycznego bądź dualistycznego organów spółki. System monistyczny (niewystępujący w Polsce wcześniej) zakłada istnienie jednego organu zarządczo-nadzorczego zwanego radą administracyjną (radą dyrektorów). System dualistyczny charakterystyczny m.in. dla Polski to występowanie dwóch odrębnych organów: zarządu i rady nadzorczej, których kompetencje są rozdzielone. Drugi problem dotyczył rozstrzygnięcia co do kwestii zaangażowania pracowników w sprawy i decyzje związane z funkcjonowaniem SE. Tu znów zaistniał spór między Niemcami, lubującymi się w takim zaangażowaniu, a Brytyjczykami, którzy na samą myśl dostawali gęsiej skórki.
Ostatecznie prace zakończyły się wydaniem 8 października 2001 r. rozporządzenia, jednak bez rozwiązania wskazanych wyżej problemów spornych. Aby wyjść z impasu, sięgnięto do wydania dyrektywy (z tą samą datą) regulującej uczestnictwo pracowników w spółce europejskiej, a wybór modelu organów pozostawiono decyzji państw członkowskich - tak jakby nie można było tego rozstrzygnąć wcześniej. Koncepcja SE także wymagała wypełnienia luk przez ustawodawstwa krajowe.
Zatem efektem 42 lat prac jest akt, który trzeba było uzupełnić, aby mógł funkcjonować! Nawet jeżeli długość procesu będziemy liczyli nie od referatów wspomnianych Thibierge’a i Sandersa, ale od pierwszego projektu, to i tak mamy 31 lat. A wymiar praktyczny? W Europie liczba spółek europejskich nie jest porażająca, a w Polsce jest ich zarejestrowanych... dwie.
...i jedna spółdzielnia
Z niemałym trudem wiązało się tworzenie ponadnarodowej spółdzielni (Societas Cooperativa Europaea), bowiem prace nad jej powołaniem trwały od początku lat 80. XX wieku. Ostatecznie przyjęto rozporządzenie z 22 lipca 2003 r. w sprawie spółdzielni europejskiej, które zostało od razu wzmocnione stosowną dyrektywą, regulującą zasady zaangażowania pracowników. W przypadku SCE, jakże by mogło być inaczej, w Polsce konieczne stało się uchwalenie ustawy z 22 lipca 2006 r.
Po głębszym przyjrzeniu się tworowi, jakim jest spółdzielnia europejska, musimy dojść do wniosku, że nie wiadomo, czy jest to bardziej pies, czy wydra, gdyż łączy ona w sobie cechy spółki kapitałowej i spółdzielni. Właściwie jest ona tak podobna do spółki europejskiej (SE), że uprawniona jest konstatacja, iż spółdzielnię europejską (SCE) różni od niej praktycznie jedynie litera C. Jak dużo zarejestrowano ich w Polsce? Jedną!
Blisko (ale czy na pewno?) jest do wydania przepisów o fundacji europejskiej (Fundatio Europaea - FE), gdyż 8 lutego 2012 r. Komisja Europejska przedstawiła projekt rozporządzenia w sprawie statutu FE. Co prawda prace w tym obszarze trwają krócej, bo toczą się od początku obecnego wieku (2003 r.), ale gdy się weźmie pod uwagę historię innych regulacji, można zwątpić w szanse na utrzymanie ekspresowego tempa. W tym kontekście należy wspomnieć o fiasku prac nad europejską spółką prywatną (European Private Limited Company - EPC). Zajęły one, a jakże, kilkanaście lat (od 1998 r.). Napinano mięśnie, publikowano prace naukowe i artykuły, aby ostatecznie para poszła w gwizdek, gdyż projekt nie został przyjęty.
No, ale cóż by mieli robić myśliciele z Brukseli. Właśnie wymyślili, że rozpoczną się prace nad wzorcową jednoosobową spółką z ograniczoną odpowiedzialnością. Patrząc na dotychczasowe osiągnięcia na polu tworzenia ponadnarodowych struktur organizacyjnych, należy życzyć im wszystkiego dobrego. No i nie zapominajmy, że trwają prace nad ustawą modelową o spółkach (European Model Company Law Act - EMCLA) i, co prawda na razie zarzucone, nad stowarzyszeniem europejskim i europejską spółką wzajemną. Widać jak na dłoni, jakie są trudy pełnej integracji europejskiej, w szczególności wówczas, gdy góra rodzi mysz.
Trzeba wreszcie zestawić zabiegi twórców ponadnarodowych struktur organizacyjnych z rzeczywistymi konsekwencjami ich pracy. W Polsce zarejestrowano dwie spółki europejskie, a europejską spółdzielnię - zaledwie jedną
@RY1@i02/2013/203/i02.2013.203.07000020a.804.jpg@RY2@
Fot. wojtek szabelski
Prof. zw. dr hab. Andrzej Kidyba kierownik Katedry Prawa Gospodarczego i Handlowego na UMCS w Lublinie
Prof. zw. dr hab. Andrzej Kidyba
kierownik Katedry Prawa Gospodarczego i Handlowego na UMCS w Lublinie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu