Bruksela domaga się regulacji in vitro
Ochrona zdrowia
Komisja Europejska pozywa Polskę za brak przepisów w sprawie tej metody leczenia niepłodności. Sprawę będzie rozpatrywał Trybunał w Luksemburgu. Chodzi o brak dostosowania polskiego prawa do dyrektywy o bezpiecznym przechowywaniu komórek rozrodczych, tkanek płodu oraz embrionów. W Polsce w lipcu ruszył program in vitro finansowany z pieniędzy publicznych, ale nie ma przepisów, które regulowałyby tę kwestię. Premier Donald Tusk wczoraj tłumaczył, że ustawa nie powstała, bo wywołuje zbyt wiele kontrowersji. W efekcie jej uchwalenia mogłoby dojść do całkowitego zakazu tej metody leczenia niepłodności, a tego szef rządu by sobie nie życzył.
Te argumenty jednak nie przekonują KE. Polska nie wdrożyła dyrektywy, którą powinna przenieść na grunt swojego prawodawstwa już 5 lat temu. I wcale nie chodzi tylko o to, czy in vitro jest legalne, tylko ma regulować kwestie bezpieczeństwa.
- Wystarczyłby techniczny opis reguł - mówi DGP jeden z urzędników Komisji Europejskiej.
W oficjalnym komunikacie komisja argumentuje, że tkanki i komórki ludzkie, takie jak szpik kostny, ścięgna, komórki jajowe i rogówka, są wykorzystywane w opiece zdrowotnej do celów leczenia wielu różnych chorób i urazów u ludzi. Przeszczepianie ich potencjalnie stwarza ryzyko przenoszenia chorób. Dlatego tak ważne jest przestrzeganie przepisów UE, które zapewniają jakość i bezpieczeństwo tkanek i komórek od momentu ich pobrania do momentu przeszczepienia. Tymczasem - jak wskazuje KE - Polska nie zgłosiła komisji żadnych zakazów ani ograniczeń dotyczących wspomnianych kategorii. Frederic Vincent, rzecznik KE ds. zdrowia, podkreślał, że nie dotyczy ona wcale sporów etycznych czy politycznych wokół in vitro.
Klara Klinger-Kosmala
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu