Francuskie Millau uratowała niestaranność Komisji Europejskiej
Samorządy lokalne i tworzone przez nie spółki muszą działać równie sumienne, jak prywatni przedsiębiorcy, gdy przygotowują skargi do TSUE. Przekonała się o tym jedna z francuskich gmin
Przedmiotem sporu między francuską gminą Millau i jej spółką SEMEA a Komisją Europejską był zwrot części dotacji na uruchomienie europejskiego centrum przedsiębiorczości lokalnej. Spór przed europejskimi sądami toczył się jednak wokół kwestii czysto formalnych - przedawnienia i możliwości przekazania klauzuli arbitrażowej następcy prawnemu.
Dotacja na podstawie umowy zawartej w 1990 roku w imieniu Wspólnot Europejskich opiewała na 135 tys. ecu (była to jednostka rozliczeniowa w Europejskim Systemie Monetarnym używana do chwili zastąpienia jej w 1999 roku przez euro w relacji 1=1). Wkrótce okazało się jednak, że wkład finansowy komisji, który nie mógł przekroczyć połowy uzasadnionych kosztów, nie powinien być wyższy niż niecałe 94 tys. ecu. Dlatego KE zażądała od spółki SEMEA zwrotu ponad 41 tys. Uczyniła to w kwietniu 1993 r.
Z umowy zawartej przez francuską municypalną spółką ze Wspólnotami Europejskimi, za którą działała Komisja, wynikało, że będzie poddana prawu francuskiemu, w razie braku możliwości ugodowego załatwienia sporu wyłączną jurysdykcję będzie zaś miał luksemburski Trybunał Sprawiedliwości.
Po wielu latach
Notę debetową na 41 tys. euro Komisja Europejska wystawiła francuskiej spółce dopiero w lutym 2006 r. Przez ponad dwanaście lat, które upłynęły między stwierdzeniem należności a jej kategorycznym żądaniem, SEMEA upadła, a jej zobowiązania przejęła gmina Millau. Urzędnicy samorządowi uznali w tej sytuacji należności KE za przedawnione. Doszli bowiem do przekonania, że umowa zawarta między spółką a komisją miała charakter cywilnoprawny, skutkiem czego stosowały się do niej regulacje francuskiego kodeksu handlowego. Komisja była jednak zdania, że kontrakt był administracyjnoprawny. Ocena, kto ma rację, okazała się ważna m.in. dlatego, że - w zależności od kwalifikacji - dotyczyły jej różne terminy przedawnienia. Francuskie prawo przewiduje bowiem dla zobowiązań prywatnoprawnych dziesięć lat przedawnienia, zaś dla publicznoprawnych - trzydzieści. Dlatego KE, skarżąc gminę i spółkę do sądu, który należy do luksemburskiego TSUE i orzeka w pierwszej instancji, dowodziła, że jej roszczenie się nie przedawniło, a gmina Millau lub jej spółka w upadłości powinny zwrócić nienależną część uzyskanej dotacji.
Trybunał prowadzi arbitraż
Strony zaczęły się najpierw spierać, czy postanowienie umowy dotyczące sądu było klauzulą arbitrażową, czy dotyczyło tylko wyboru właściwego sądu. Skoro bowiem podmioty prawa publicznego we Francji nie mogą poddawać się jurysdykcji sądów polubownych, to tym bardziej nie było oczywiste, czy mogą przenieść to prawo na kolejny podmiot. Sąd, który przyjął jednak do rozpatrzenia skargę Komisji na gminę Millau i spółkę SEMEA, uznał, że możliwa była umowa między podmiotami prawa francuskiego przekazująca klauzulę arbitrażową dalej. Tym samym w sporze KE z gminą europejski sąd mógł orzekać również w ramach arbitrażu.
Umowa o dotacje została bowiem zawarta w imieniu Wspólnoty. Z traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej wynika zaś, że TSUE jest właściwy do orzekania na mocy klauzuli arbitrażowej umieszczonej w umowie prawa publicznego lub prywatnego, zawartej przez Unię lub w jej imieniu.
Organ UE zawinił
Co się zaś tyczy samej należności głównej, o którą toczył się spór, sąd orzekł, że gmina Millau i jej spółka muszą solidarnie zapłacić komisji 41 tys. euro oraz odsetki, przy czym od wniesienia przez komisję pozwu, czyli od kwietnia 2010 r., miały być naliczane odsetki od odsetek.
Gmina i jej spółka odwołały się od tego wyroku do Trybunału Sprawiedliwości. Zażądały uznania roszczenia za przedawnione, a także domagały się naprawienia szkody, jaką poniosły wskutek ponaddwunastoletniego milczenia komisji, w którym to czasie mogły dojść do przekonania, że organ UE nie ma już zamiaru dochodzić zwrotu niewykorzystanej części dotacji.
Trybunał orzekł, że wprawdzie wierzytelność w kwocie 41 tys. euro nie przedawniła się w dacie żądania jej zwrotu w 2016 roku, ponieważ była to umowa administracyjna zawarta na podstawie prawa francuskiego, niemniej jednak instytucje UE mają obowiązek starannie prowadzić postępowania. Także w sprawie zwrotu nienależnych dotacji. Muszą prowadzić dochodzenia w rozsądnym terminie, a więc tak, by jednej czynności od kolejnej nie dzieliło wiele lat. Dlatego odsetki za zwłokę, jakich KE zażądała od gminy Millau, przekraczające wysokość należności głównej, TSUE uznał za nienależne.
We wszystkich innych kwestiach związanych ze skargą gminy i jej spółki TSUE wytknął jednak skarżącym niekompetencję w formułowaniu zarzutów. Wszelkie wnoszone do niego odwołania muszą bowiem być ograniczone do kwestii prawnych. Mogą więc opierać się na braku właściwości sądu albo na naruszeniu przezeń przepisów prawa UE. Tymczasem francuska gmina i jej spółka - podobnie jak wiele organów administracji w podobnych sytuacjach - powtórzyła jedynie swoją argumentację przedstawioną w pierwszej instancji.
Dobromiła Niedzielska-Jakubczyk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu