Co powiedział TSUE o obowiązkach właścicieli i dzierżawców bazarów
W opinii trybunału operator, który świadczy osobom trzecim usługę dzierżawy lub poddzierżawy miejsc na placu targowym i umożliwia im w ten sposób sprzedawanie tam podrobionych towarów, powinien zostać zakwalifikowany jako pośrednik. Może zatem zostać zmuszony przez sąd do usunięcia łamiących prawo ofert handlowych
Na wyrok Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie odpowiedzialności operatorów targowisk czekała cała branża. Od wielu lat eksperci mieli bowiem wątpliwości, jak tak naprawdę owa odpowiedzialność się kształtuje. Część twierdziła, że operator miejsca, w którym odbywa się handel podróbkami, nie jest w żaden sposób zobligowany do walki z tym procederem - bo łamiącym przepisy jest sprzedawca, a walkę z nim powinny podejmować uprawnione organy, a nie operator. Inni jednak uważali, że takie podejście byłoby pogwałceniem zasad współżycia społecznego. A dodatkowo powoływali się na orzecznictwo TSUE w zakresie operatorów w handlu online.
Obowiązki pośredników
W przypadku operatorów w handlu online sprawa od pewnego czasu była już jasna. Trybunał stawał już w obronie tych, których znaki towarowe są naruszane. Tak było choćby w przypadku sprawy L’Oreal kontra Ebay i inni (Wyrok Wielkiej Izby Trybunału z 12 lipca 2011 r., sygn. akt C-324/09). Koncern farmaceutyczny zarzucił właścicielowi platformy handlowej, że dopuszcza sprzedaż podróbek. Ebay się bronił, wskazując, że nie jest w stanie oceniać wiarygodności wszystkich umieszczanych ogłoszeń sprzedaży i cała odpowiedzialność za naruszenie prawa spoczywa bezpośrednio na sprzedającym. TSUE stwierdził jednak, że operator handlu elektronicznego nie może uciekać od odpowiedzialności i może zostać zmuszony przez sąd do usunięcia łamiących prawo ofert handlowych, jeśli wcześniej nie uczynił tego z własnej inicjatywy. Ponosi też odpowiedzialność przewidzianą w przepisach krajowych za utrudnianie walki z podrabianymi towarami.
Pojawiało się jednak pytanie: czy wyrok w sprawie Ebay można rozumieć szerzej jako dotyczący także operatorów handlu stacjonarnego, czyli na bazarach i targowiskach?
Od 7 lipca, czyli od dnia wydania wyroku z wniosku producenta markowych ubrań, wiemy, że zarządcy bazarów mogą zostać zmuszeni przez sąd do usunięcia łamiących prawo ofert handlowych.
Co powiedział trybunał
Jak czytamy w dokumencie przesłanym nam przez biuro prasowe TSUE, uznano, że operator, który świadczy osobom trzecim usługę dzierżawy lub poddzierżawy miejsc na placu targowym i umożliwia w ten sposób tym osobom trzecim sprzedawanie tam podrobionych towarów, powinien zostać zakwalifikowany jako "pośrednik" w rozumieniu art. 11 zd. 3 dyrektywy w sprawie egzekwowania praw własności intelektualnej. Trybunał podkreślił, że okoliczność, iż udostępnienie stanowisk handlowych dotyczy rynku elektronicznego online lub istniejącego fizycznie placu targowego, jest bez znaczenia, ponieważ zakres stosowania dyrektywy nie jest wcale ograniczony wyłącznie do handlu elektronicznego. To zaś oznacza, że także operator istniejącego fizycznie placu targowego może zostać zmuszony do spowodowania zaprzestania naruszeń popełnianych w zakresie znaku towarowego przez podmioty handlujące i podjęcia środków mających na celu zapobieżenia nowym naruszeniom.
Bez wątpienia to bardzo korzystne orzeczenie dla producentów luksusowych dóbr. Znacznie łatwiej bowiem egzekwować odpowiedzialność od właściciela centrum sprzedażowego niż od pojedynczego najemcy.
W ocenie TSUE nie tylko operator handlu elektronicznego, lecz także stacjonarny pośrednik nie może uciekać od odpowiedzialności i może zostać zmuszony przez sąd do usunięcia łamiących prawo ofert handlowych, jeśli wcześniej nie uczynił tego z własnej inicjatywy.
@RY1@i02/2016/151/i02.2016.151.18300230b.801(c).jpg@RY2@
Kogo mógłby dotyczyć wyrok TSUE
Błąd rządu, czyli (czy) polskie firmy mogą spać spokojnie
Rozstrzygnięcie TSUE implikuje wiele pytań. Najważniejsze spośród nich dotyczy tego, czy wyrok w ogóle obejmuje polskich operatorów. Diabeł bowiem tkwi w szczegółach. Otóż trybunał odniósł się do art. 11 zd. 3 dyrektywy 2004/48/WE oraz art. 8 ust. 3 dyrektywy 2001/29/WE. ramka s. c24
Pominięty pośrednik
Unijna dyrektywa posługuje się pojęciem "pośredników, których usługi są wykorzystywane przez stronę trzecią w celu naruszenia praw autorskich lub pokrewnych". Artykuł 11 zd. 3 dyrektywy 2004/48/WE nakazuje państwom członkowskim, by zapewniły właścicielom możliwość składania wniosku w sądzie o zakaz kontynuacji naruszenia wobec pośredników, z usług których korzysta strona trzecia, do naruszania prawa własności intelektualnej.
TSUE w wyroku wyraźnie uznał operatora targowiska za pośrednika w rozumieniu unijnych dyrektyw. I tu pojawia się problem.
Otóż polskie władze niewłaściwie zaimplementowały wspólnotową regulację do polskiego porządku prawnego. Czy to w prawie własności przemysłowej, czy w innych aktach próżno szukać odzwierciedlenia przepisów, na które w lipcowym orzeczeniu powołał się TSUE. Przede wszystkim - pojęcia pośrednika.
- Implementacja dyrektywy zasadniczo miała miejsce - wskazuje prof. Ewa Nowińska, autorka wielu publikacji z zakresu prawa własności przemysłowej, kierownik Zakładu Prawa Konkurencji i Środków Masowego Przekazu Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Wdrożenie odbyło się ustawą z 9 maja 2007 r. o zmianie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2007 r. nr 99, poz. 662 ze zm.).
Tyle że wiele przyjętych rozwiązań nie do końca realizuje cele dyrektywy - zaznacza prawniczka, podkreślając, że brak jest odpowiednika w krajowym porządku prawnym art. 11 zd. 3 unijnej dyrektywy.
Wystarczy rzut oka na art. 296 ustawy z 30 czerwca 2000 r. - Prawo własności przemysłowej (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 1410 ze zm.). To właśnie ten przepis dotyczy roszczeń przysługujących w razie naruszenia prawa ochronnego na znak towarowy. Ustęp 1 określa, że żądanie można kierować wobec osoby, która naruszyła to prawo. Ustęp 3 wskazuje, iż z roszczeniami, o których mowa w ust. 1, można wystąpić również przeciwko osobie, która tylko wprowadza do obrotu oznaczone już znakiem towary, jeżeli nie pochodzą one od uprawnionego bądź osoby, która miała jego zezwolenie na używanie znaku. Z kolei ust. 4 i 5 określają, że z roszczeniami można wystąpić przeciwko licencjobiorcy lub sublicencjobiorcy naruszających prawo.
Nie można mieć jakichkolwiek wątpliwości, że operator targowiska nie jest ani naruszającym prawo, ani wprowadzającym do obrotu, ani też licencjobiorcą lub sublicencjobiorcą. Jest pośrednikiem, a art. 296 prawa własności przemysłowej wśród tych, wobec których można wystąpić z roszczeniem, pośrednika nie wymienia.
Wnioski dla polskich firm
Czy to oznacza, że polscy operatorzy mogą w ogóle zlekceważyć wyrok TS UE? Nie do końca.
- Zarówno w orzecznictwie Sądu Najwyższego, jak i w literaturze przyjmuje się, że interpretacja i stosowanie prawa polskiego powinno następować z uwzględnieniem jego harmonizacji z prawem unijnym. Tak więc to na poziomie spraw sądowych powstaje problem, w jakim zakresie należy sięgać do rozwiązań unijnych, jeśli nie znajdujemy ich w systemie prawa krajowego - wskazuje prof. Nowińska.
Inni eksperci, z którymi rozmawialiśmy, jednak nie mają wątpliwości: wyrok TSUE w sprawie Delta Centre może być dla polskich operatorów jedynie wskazówką, jak postępować, aby działać zgodnie z wykładnią unijną. Jednak na razie sąd wobec rodzimego operatora nie będzie mógł wyciągnąć takich konsekwencji, jak w stosunku do czeskiego czy francuskiego. opinia
Dlaczego nie dotyczy
Kluczowe w przypadku niniejszej sprawy jest odróżnienie skutków, które wywołuje unijne rozporządzenie, od skutków wynikających z dyrektywy. W tym pierwszym przypadku przyjęte regulacje stosowane są w całości i bezpośrednio we wszystkich państwach członkowskich. Gdyby więc obowiązki operatorów wynikały z rozporządzenia - nie byłoby wątpliwości, że wyrok trybunału dotyczyłby tak samo polskich przedsiębiorców, jak czeskich czy francuskich.
Jednak obowiązki operatorów wynikają z dyrektywy. Te zaś - zgodnie z art. 288 Traktatu o funkcjonowaniu UE (wersja skonsolidowana Dz.Urz. UE z 2016 r. C 202, s. 1) - pozostawiają organom krajowym swobodę wyboru formy i środków implementacji danego rozwiązania. Jeśli więc dany kraj nie przyjmie wymaganych przez UE rozwiązań, konsekwencje będzie ponosił tylko on (np. TSUE nałoży na państwo karę pieniężną za niewdrożenie lub niewłaściwe wdrożenie dyrektywy). W orzecznictwie TSUE przyjmuje się jednak pewne zastrzeżenie: obywatele w relacjach z władzą publiczną nie mogą wykorzystywać ewentualnych niedopatrzeń krajowego ustawodawcy. Byłoby to bowiem bezprawnym wykorzystywaniem pomyłki. Tyle że w przypadku obowiązków operatorów mamy do czynienia nie z relacją państwo - przedsiębiorca, lecz przedsiębiorca - przedsiębiorca (uprawniony do znaku - operator targowiska lub centrum handlowego). Nie ma zaś orzeczeń TSUE, które by pozwalały w takiej sytuacji (tj. w stosunkach między przedsiębiorcami) stosować bezpośrednio unijną dyrektywę, gdy brakuje właściwych przepisów w porządku krajowym.
Spółki komunalnej poszkodowany też nie zmusi
Co jednak z przypadkami, gdy targowiskiem zarządza spółka komunalna? Wówczas po jednej stronie sporu mielibyśmy przedsiębiorcę (uprawnionego do znaku), a po drugiej podmiot quasi-państwowy. Wydawać by się mogło, że mielibyśmy wówczas do czynienia z wertykalnym skutkiem dyrektywy, a nie horyzontalnym - czyli takim, w którego przypadku TSUE niekiedy pozwala na bezpośrednie stosowanie dyrektywy. Dokładna analiza orzecznictwa wskazuje jednak, że nie może być mowy o nałożeniu nowych obowiązków także na spółki komunalne będące operatorami.
Jak wskazuje prof. Konrad Głębocki z Politechniki Częstochowskiej, przede wszystkim, aby mówić o bezpośredniej skuteczności przepisów dyrektyw, musi być spełnionych wiele warunków. Muszą być one spełnione łącznie. Jednym z nich jest zaś to - co podkreśla prof. Głębocki - by stroną przeciwną było państwo. Tyle że w orzecznictwie TSUE w przytłaczającej większości spraw strona państwowa jest egzekwującym odpowiedzialność, a nie tym, wobec kogo jest ona egzekwowana. Mówiąc prościej: orzecznictwo TSUE chroni obywateli wtedy, gdy to państwo od nich oczekuje czegoś niezgodnego z unijną dyrektywą, a nie w sytuacji, gdy to obywatel chce czegoś od państwa.
Tym samym brak jest uzasadnienia, by targowisko zarządzane przez spółkę komunalną było traktowane inaczej niż to zarządzane przez prywatny podmiot.
A co, gdy sąd zapyta
Oczywiście polskie sądy w razie wątpliwości będą mogły skierować pytanie prejudycjalne w sprawie odpowiedzialności operatorów do Trybunału Sprawiedliwości UE. Tyle że luksemburscy sędziowie w takiej sytuacji orzekają, niejako wyjaśniając znaczenie krajowych przepisów w kontekście unijnych regulacji. Skoro zaś brak w polskim porządku prawnym jakiegokolwiek odniesienia do pośredników, o których mówią dyrektywy - orzeczenie trybunału wydaje się proste do przewidzenia. Wskaże on po prostu, że Polska powinna możliwie najszybciej dokonać poprawnej implementacji.
Walczący z naruszeniami bezsilni
Okazuje się więc, że mamy do czynienia z dość kuriozalną sytuacją.
Po pierwsze, niemal wszystkie media pomyliły się co do realnych skutków, które wywoła wyrok. Błąd popełniali prawnicy-eksperci wypowiadający się na ten temat. Jakkolwiek rzeczywiście nie należy traktować wyroków TSUE jako wiążących tylko w danej sprawie (tak samo jak przykładowo uchwała siedmiu sędziów Sądu Najwyższego tylko formalnie wiąże w danej sprawie, lecz w praktyce wywołuje ogromne skutki dla późniejszej praktyki orzeczniczej), to kluczowe jest to, czy w krajowym porządku prawnym można znaleźć regulacje, do których trybunał się odwołał. W tym przypadku zaś takich nie ma.
I tu docieramy do drugiego kuriozum. Otóż potencjalnie niekorzystne orzeczenie dla polskich przedsiębiorców, których pozycja zostałaby osłabiona w starciach z międzynarodowymi koncernami (regułą jest podrabianie znanych, międzynarodowych marek), nie uderzy w rodzimy biznes operatorów targowisk wskutek błędu ustawodawcy. Nieumiejętność poprawnej implementacji dyrektywy przekłada się na brak stosownych przepisów w polskim prawie własności przemysłowej, a tym samym na brak podstawy prawnej do zobligowania operatorów do walki ze sprzedawcami podróbek.
W efekcie najbardziej poszkodowani w całej tej sprawie są ci przedsiębiorcy, którzy próbują walczyć z naruszeniami. Ochronę ich interesów brak implementacji dyrektywy osłabia najbardziej.
RAMKA
Co mówią dyrektywy
"Państwa Członkowskie zapewniają, że tam, gdzie podjęta została decyzja sądu stwierdzająca naruszenie prawa własności intelektualnej, organy sądowe mogą wydawać naruszającym zakaz kontynuacji naruszenia. Jeśli tak przewiduje prawo krajowe, niewypełnienie zakazu poddaje naruszającego, gdzie właściwe, powtarzalnej karze pieniężnej w celu zapewnienia zgodności z zakazem. Państwa Członkowskie zapewniają też właścicielom możliwość składania wniosku o zakaz wobec pośredników, z usług których korzysta strona trzecia do naruszania prawa własności intelektualnej, bez uszczerbku dla postanowień art. 8 ust. 3 dyrektywy 2001/29/WE".
"Państwa Członkowskie zapewnią, aby podmioty praw autorskich mogły wnioskować o wydanie nakazu przeciwko pośrednikom, których usługi są wykorzystywane przez stronę trzecią w celu naruszenia praw autorskich lub pokrewnych". ⒸⓅ
@RY1@i02/2016/151/i02.2016.151.18300230b.802(c).jpg@RY2@
Bezpośrednie zastosowanie dyrektywy, zależy od tego kto egzekwuje prawo
OPINIA EKSPERTA
@RY1@i02/2016/151/i02.2016.151.18300230b.803.jpg@RY2@
prof. Marek Chmaj konstytucjonalista, wspólnik w kancelarii Chmaj i Wspólnicy
Dyrektywy, będące aktami prawa wtórnego Unii Europejskiej, kierowane są do państw członkowskich w celu ujednolicania wspólnotowego porządku prawnego. Państwa, do których została skierowana dana dyrektywa, mają obowiązek, w wyznaczonym terminie wskazanym w niej, wprowadzić do krajowych porządków prawnych postanowienia przyjęte na szczeblu unijnym.
Z uwagi na to, że dyrektywy kierowane są do państw członkowskich, nie zaś bezpośrednio do jednostek, dyrektywa, która nie została implementowana, sama w sobie nie może być uznana za bezpośrednie źródło praw jednostek. Jednakże w celu ochrony praw obywateli oraz uniemożliwienia państwu czerpania korzyści z własnego bezprawia w orzecznictwie Trybunału Sprawiedliwości UE wskazuje się niekiedy na pewien wyjątek od powyższej zasady. W niektórych przypadkach bezpośredni skutek dyrektyw będzie występował także w stosunku do jednostek. Jednak aby o nim mówić, musi zostać łącznie spełnionych kilka przesłanek.
Pierwszą z nich jest nieimplementowanie bądź niewłaściwe implementowanie danej dyrektywy do porządku prawnego danego kraju. Kolejną zaś wykazanie, że postanowienia dyrektywy są wystarczająco jasne i precyzyjne, a zatem spełniają kryteria bezpośredniego stosowania. Ważne jest także, by bezpośredni skutek dyrektywy miał zastosowanie jedynie między jednostkami a państwem, a zatem możliwe jest wystąpienie jedynie bezpośredniego skutku wertykalnego. Skutek horyzontalny, tj. między podmiotami prywatnymi, jest wykluczony. I właśnie ten ostatni warunek w omawianym przypadku nie jest spełniony - bo przecież mamy do czynienia z relacją pomiędzy dwoma podmiotami. Z jednej strony jest ten, czyje prawa do znaku są naruszane, a z drugiej operator.
Nie ma zatem podstaw, aby dyrektywa nr 2004/48/WE w sprawie egzekwowania praw własności intelektualnej na chwilę obecną miała zastosowanie w stosunku do polskich przedsiębiorców w zakresie, w którym została niewłaściwie implementowana.
Co by było, gdyby...
Wówczas skutki, o których rozpisywały się media w ostatnich tygodniach, stałyby się bardziej realne.
Z tego też względu warto jeszcze odpowiedzieć na co najmniej dwa pytania.
Pierwsze pytanie brzmi: jak w ogóle należy rozumieć pojęcie operatora targowiska? Czy TSUE użył tego pojęcia tylko dlatego, że stan faktyczny dotyczył operatora targowiska, czy postanowił odpowiedzialność zawęzić tylko właśnie do zarządców targowisk i bazarów? Innymi słowy: czy operator centrum dużego handlowego, w którym przecież też się zdarza, że sprzedawane są podrabiane towary, potencjalnie mógłby być zobowiązany do walki z podróbkami na zarządzanym przez siebie terenie?
Drugie pytanie, na które trzeba odpowiedzieć: jak powinni się operatorzy zachowywać podczas takich kontroli? Czy powinni wspomagać kontrolujących czy też przyjąć możliwie bierną postawę? W ostatnim czasie pojawiły się bowiem nawet takie porady, by utrudniać kontrole celnikom tropiącym sprzedaż podróbek. Uzasadnieniem było to, że skoro negatywne skutki sprzedaży podróbek będzie można wyciągnąć także wobec operatora, lepiej dla niego, by nie ujawniono na zarządzanym przez niego terenie żadnych nieprawidłowości. Mówiąc inaczej, lepiej, żeby nie wpuścił kontrolerów na plac czy do centrum handlowego, a być może sprawa rozejdzie się po kościach.
Zła i dobra wiadomość
Na oba powyższe pytania odpowiada Paweł Lipski, radca prawny, partner współkierujący zespołem własności intelektualnej w kancelarii Wierzbowski Eversheds. pytania do eksperta Zła informacja zdaniem naszego eksperta jest taka: wyrok trybunału odnosi się również do innych operatorów (w krajach, które prawidłowo implementowały dyrektywę) , w tym przede wszystkim zarządzających centrami handlowymi.
Jest jednak i dobra wiadomość: operator w myśl unijnej dyrektywy nie ma wcale obowiązku monitorowania tego, co się dzieje na targowisku czy w centrum handlowym. Powinien podjąć działania dopiero na podstawie nakazu sądowego skierowanego do niego, w którym będą dokładnie określone obowiązki, którym ma sprostać.
Przykładowo więc gdyby w warszawskich Złotych Tarasach czy Arkadii albo w Galerii Krakowskiej znalazł się sklep, w którym można nabyć podrabiane towary znanych marek, operator takiego kolosa byłby zobowiązany do podjęcia skutecznej walki z naruszycielem.
Zadbać, ale jak
Jednocześnie jednak istotne jest to, że - wbrew twierdzeniom niektórych - właściciel centrum handlowego wcale nie musi mieć przyjętej polityki walki z podróbkami, gdyż zgodnie z przepisami unijnymi będzie do niej zobligowany dopiero w następstwie orzeczenia sądu.
Dopiero od tego momentu będzie musiał dbać o to, by wskazany przez międzynarodowy koncern przedsiębiorca nie sprzedawał trefnego towaru.
Jak ten obowiązek powinien realizować skutecznie? Czy można poprawić swoją pozycję? Najprościej w umowie najmu lokalu zawrzeć wyraźne wskazanie, że podstawą do jej rozwiązania jest naruszenie prawa do znaku towarowego przysługującego osobie trzeciej przez najemcę.
Jeśli jednak operator nie wyrzuci ze swego terenu takiego najemcy - musi w inny sposób zadbać o to, by do handlu podróbkami nie dochodziło. W przeciwnym razie musi liczyć się z tym, że z roszczeniami wobec niego zacznie występować producent towarów.
O czym musi pamiętać kontrolowany
Wszelkie wskazówki, by w związku z chęcią ustrzeżenia się od jakiejkolwiek odpowiedzialności utrudniać działania służby celnej, odpowiedzialnej co do zasady za kontrolę sprzedawanych towarów, są obarczone ogromnym ryzykiem. Ostrzega przed tym radca prawny Grzegorz Zakrzewski.
Obowiązki kontrolowanych
- Operatorzy targowisk muszą brać pod uwagę, że zgodnie z ustawą o służbie celnej funkcjonariuszom celnym w tej sytuacji przysługują uprawnienia procesowe policji wynikające z kodeksu postępowania karnego. Tak stanowi bowiem wprost art. 2 ust. 3 ustawy z 27 sierpnia 2009 r. o służbie celnej (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 990 ze zm.) - zaznacza mec. Zakrzewski. I dodaje, że mając to na uwadze, należy uznać, że w pełnym zakresie zastosowanie mają regulacje dotyczące tak zwanych czynności niecierpiących zwłoki (art. 308 ustawy z 6 czerwca 1997 r. - Kodeks postępowania karnego; Dz.U. z 1997 r. nr 89, poz. 555 ze zm.).
Zgodnie z tymi regulacjami w granicach koniecznych dla zabezpieczenia śladów i dowodów przestępstwa przed ich utratą, zniekształceniem lub zniszczeniem policja (w tym przypadku funkcjonariusz celny) może w omawianych sprawach, w wypadkach niecierpiących zwłoki, jeszcze przed wydaniem postanowienia o wszczęciu śledztwa lub dochodzenia, przeprowadzić w niezbędnym zakresie czynności procesowe, a zwłaszcza dokonać oględzin, przeszukania, a także przedsięwziąć inne niezbędne czynności. Tym samym po stronie osób trzecich istnieje obowiązek umożliwienia uprawnionym funkcjonariuszom wykonania takich czynności.
Za utrudnianie podjęcia czynności przez celników grożą srogie kary.
- Przeszkadzanie lub utrudnianie kontroli może być zakwalifikowane jako przestępstwo np. z art. 224 ustawy z 6 czerwca 1997 r. - Kodeks karny (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 1137) - wskazuje mec. Grzegorz Zakrzewski. Przepis ten określa sankcje za wywieranie wpływu na czynności urzędowe organu państwowego. Za jego naruszenie można zostać pozbawionym wolności nawet do 3 lat.
Ujmując więc obowiązki najprościej: operator powinien wspierać celników w podejmowanych przez nich działaniach. W praktyce oznacza to, że musi m.in. wpuścić ich na teren bazaru, targowiska czy centrum handlowego oraz wskazać, gdzie znajduje się stanowisko sprzedaży potencjalnego naruszyciela. Powinien ponadto udać się wraz z funkcjonariuszami na konkretne miejsce kontroli.
Niewykluczone, że na dalszym etapie sprawy zostanie poproszony o bycie świadkiem w postępowaniu. Tu również należy wypełnić ten obowiązek.
Jak zweryfikować
Ale jak w ogóle zweryfikować, czy przybyli to rzeczywiście funkcjonariusze celni? Otóż zgodnie z przepisami kontrole są wykonywane na podstawie okazanych przez funkcjonariuszy legitymacji służbowych oraz imiennego upoważnienia do wykonywania kontroli. W przypadku gdy kontrolę wykonuje umundurowany funkcjonariusz, legitymacja służbowa i upoważnienie są okazywane na żądanie podmiotu podlegającego kontroli. Ten ostatni obowiązek celników można rozumieć szerzej i rozciągnąć także na operatorów. Skoro bowiem to właśnie operator ma służyć pomocą funkcjonariuszom, ma prawo wiedzieć, czy rzeczywiście ma z nimi do czynienia. Dlatego też np. właściciel centrum handlowego ma prawo poprosić przybyłych kontrolerów o wylegitymowanie się.
Co ważne, powyższe opisane uprawnienia funkcjonariuszy służby celnej dotyczą biznesu naruszyciela, a nie operatora. Inaczej mówiąc, nie ma podstaw, by celnicy kopiowali dokumenty, w tym księgi rachunkowe, operatora. Gdyby to jednak uczynili, operatorowi przysługują określone uprawnienia. - Artykuł 236 par. 1 kodeksu postępowania karnego stanowi, że na postanowienie dotyczące przeszukania, zatrzymania rzeczy i w przedmiocie dowodów rzeczowych oraz na inne czynności przysługuje zażalenie osobom, których prawa zostały naruszone. Zatem z tych uprawnień mogą skorzystać także operatorzy, jeżeli ich prawa zostały naruszone - wskazuje mec. Grzegorz Zakrzewski.
Przebieg kontroli
Jak w praktyce wygląda procedura kontrolna? Przykładowa notatka rzecznika olsztyńskiej Izby Celnej na temat takiej inspekcji: "Funkcjonariusze na stoisku z odzieżą i kosmetykami w jednym z centrów handlowych w Olsztynie pojawili się w ostatni poniedziałek 11 stycznia 2015 r. Nie trafili tam przypadkowo - z uzyskanych wcześniej informacji wynikało bowiem, że oferowane są tam towary z podrobionymi znakami towarowymi. Kontrola to potwierdziła. Celnicy znaleźli 82 sztuki produktów, które bezprawnie oznaczono logiem znanych marek. Były to m.in. perfumy, torebki damskie, portfele a także czapki, szaliki. W pracy celnikom towarzyszył przedstawiciel podrobionych firm (pisownia oryginalna - red.). Po oględzinach zatrzymanych towarów, złożył on zawiadomienie o możliwości pełnienia przestępstwa".
Radca prawny Grzegorz Zakrzewski informuje, że rzeczy mogące stanowić dowód w sprawie obrotu towarami oznaczonymi podrobionymi znakami towarowymi lub podlegające zajęciu w celu zabezpieczenia kar majątkowych, środków karnych o charakterze majątkowym albo roszczeń o naprawienie szkody mogą być odebrane bez uprzedniej decyzji procesowej sądu lub prokuratora, ale tylko w wypadkach niecierpiących zwłoki (art. 217 par. 1 kodeksu postępowania karnego). Jednak w tym przypadku powstaje obowiązek uzyskania zatwierdzenia tych czynności przez sąd lub prokuratora.
Z informacji uzyskanych od rzecznika łódzkiej Izby Celnej wynika, że zabezpieczone dowody funkcjonariusze przekazują komórce dochodzeniowo-śledczej w Izbie Celnej w celu dalszego prowadzenia postępowania karnego pod nadzorem właściwej miejscowo prokuratury.
A co z towarami
Co w praktyce dzieje się z zatrzymanymi towarami? Szczegółowych wyjaśnień udziela rzecznik opolskiej Izby Celnej.
W sprawach karnych skarbowych dotyczących ujawnień towarów z naruszeniem praw własności intelektualnej (z podrobionym znakiem firmowym) sądy orzekają najczęściej przepadek towarów na rzecz Skarbu Państwa.
Wiele towarów jest potencjalnie szkodliwych dla zdrowia lub życia odbiorców lub jakościowo nieużytecznych; wtedy na ogół są komisyjnie niszczone. Dzieje się tak przede wszystkim z zajętymi przez celników farmaceutykami, kosmetykami, środkami ochrony roślin, alkoholem i papierosami.
Towar jest niszczony także wtedy, gdy widniejący na nim podrobiony znak towarowy jest niemożliwy do usunięcia lub trwałego zakrycia.
W sytuacji gdy sąd nie decyduje się na zniszczenie podróbek, izba celna każdorazowo występuje do właściciela znaków z prośbą o zajęcie stanowiska w sprawie możliwości nieodpłatnego przekazania zabezpieczonych towarów potrzebującym placówkom. Po uzyskaniu zgody zainteresowanych firm towary przekazywane są nieodpłatnie jednostkom zajmującym się działalnością charytatywną, np. stowarzyszeniom. Istnieje też możliwość przekazania ich szkołom i innym państwowym jednostkom pod warunkiem dopełnienia wymaganych formalności (czyli po zapłaceniu należności celno-podatkowych za otrzymane towary).
Przeszkadzanie w kontroli lub utrudnianie jej może być uznane za przestępstwo. Grozi za to kara pozbawienia wolności do 3 lat.
Operator powinien wspierać celników w podejmowanych przez nich działaniach, m.in. udać się wraz z funkcjonariuszami na konkretne miejsce kontroli.
@RY1@i02/2016/151/i02.2016.151.18300230b.101(c).gif@RY2@
Co może zrobić celnik
@RY1@i02/2016/151/i02.2016.151.18300230b.804(c).jpg@RY2@
Służba celna kontroluje
OPINIA EKSPERTA
@RY1@i02/2016/151/i02.2016.151.18300230b.805.jpg@RY2@
Marta Miszczuk radca prawny, Kancelaria Affre i Wspólnicy
Nie ulega wątpliwości, że art. 422 k.c. - wskazywany w Sprawozdaniu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z wdrożenia w Polsce dyrektywy 2004/48/WE czy ewentualnie art. 439 k.c., na który powołują się przedstawiciele doktryny, nie odpowiadają w pełni zakresowi art. 11 zd. 3 dyrektywy.
Oparcie się na ewentualnym bezpośrednim skutku tego przepisu również nie rozwiązuje problemu. Nawet gdyby uznać warunki dotyczące bezpośredniego stosowania dyrektywy za spełnione - co jest wątpliwe - to przepis wprowadzający obowiązek podjęcia działania przez pośredników mógłby być bezpośrednio stosowany co najwyżej wobec państwa (skutek wertykalny dyrektywy: obywatel - państwo). Nie ma natomiast możliwości stosowania go w relacjach między podmiotami prywatnymi (brak skutku horyzontalnego). Tego problemu nie załatwi również dokonanie prowspólnotowej interpretacji przepisów kodeksu cywilnego.
W związku z powyższym konieczne wydaje się doprecyzowanie przepisów implementujących dyrektywę, tak aby odpowiadały zakresowi jej art. 11 zd. 3. ⒸⓅ
@RY1@i02/2016/151/i02.2016.151.18300230b.806.jpg@RY2@
Patryk Słowik
@RY1@i02/2016/151/i02.2016.151.18300230b.807.jpg@RY2@
Ida Sywula
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu