Prawdziwy problem Unii to praca nierejestrowana, a nie delegowana
Danuta Jazłowiecka: Największe pole manewru mają rząd i europosłowie. Musimy czekać na to, co zaproponują poszczególne kraje członkowskie i natychmiast reagować, gdy pojawiają się sygnały, że projektowane prawo wychodzi poza dyrektywę
fot. PE
Danuta Jazłowiecka posłanka do Parlamentu Europejskiego (PO), członkini komisji zatrudnienia i spraw socjalnych w PE, brała aktywny udział w pracach związanych z nowelizacją dyrektywy o delegowaniu pracowników
Znowelizowana dyrektywa o pracownikach delegowanych będzie teraz wdrażana przez państwa członkowskie. Nie ma obaw, że niektóre kraje wyjdą przed szereg i będą na własną rękę wprowadzać dodatkowe ograniczenia?
Francja już w tej chwili ma dodatkowe obostrzenia. Z części z nich musiała już zresztą zrezygnować. Mianowicie do niedawna obowiązywało prawo wymagające, by firmy delegujące pracowników uiszczały przy każdym delegowaniu 40 euro dodatkowej opłaty za pracownika. Gdyby firma delegowała daną osobę do pracy trzy razy w krótkich okresach, to łącznie musiałaby za to zapłacić 120 euro, a to niemałe pieniądze. Jest to element protekcjonistyczny, ponieważ takiej opłaty nie musiały płacić firmy lokalne. Na szczęście Francja dzięki presji ze strony Komisji Europejskiej wycofała się z takich zapisów. Ja także zgłosiłam ten fakt w ramach interpelacji pisemnej. Niestety we Francji nadal obowiązuje bardzo wysoka kara za naruszenia prawa dla firm delegujących, nawet do 500 tys. euro. Takich kar nie płacą firmy lokalne, francuskie. Jak widać, tak naprawdę protekcjonizm we Francji już jest stosowany. Zresztą nie od dziś wiadomo, że tamtejsi inspektorzy są kierowani przede wszystkim do kontrolowania delegujących pracowników firm zagranicznych. To jest kuriozalne, ponieważ inspektorzy poświęcają swój czas na sprawdzanie przedsiębiorstw, które w większości przypadków działają zgodnie z prawem i nie popełniają żadnych błędów. Tymczasem prawdziwym problemem jest praca nierejestrowana – takich pracowników jest o 20 razy więcej niż pracowników delegowanych. Dużym problemem na rynku europejskim są także firmy „skrzynki pocztowe”, funkcjonujące niezgodnie z prawem. Ale ich się nie sprawdza. Nie znajdujemy żadnych instrumentów, które wymuszałyby ich legalne funkcjonowanie.
Czego możemy spodziewać się po procesie implementacji zmienionej dyrektywy o pracownikach delegowanych we Francji?
Z tego, co słyszymy, Francja już jest przygotowana do wdrożenia rewizji dyrektywy. Spodziewamy się, że w przyjętym przez ten kraj nowym prawie znajdą się zapisy, które mogą być niebezpieczne dla firm polskich. Bardzo chcielibyśmy, by Francja opublikowała swoje propozycje jak najprędzej, bo to dałoby szansę na przygotowanie się przedsiębiorcom z Polski do wynikających z nich zmian dotyczących delegowania pracowników.
Nad procesem implementacji teoretycznie czuwa Komisja Europejska. Skargi są jednak rozpatrywane bardzo długo.
Wszystko zależy od tego, jak odpowiedzialny i dynamiczny jest komisarz danej dyrekcji generalnej, w tym przypadku Dyrekcji Zatrudnienia. W tej chwili oczekujemy na raport KE poświęcony procesowi wdrażania dyrektywy wykonawczej 2014/67/UE dotyczącej delegowania pracowników. Ma on być gotowy do końca 2019 r. Liczymy, że dokument ten dostarczy cennych informacji na temat tej formy korzystania ze swobody świadczenia usług. Byliśmy przeciwni rewizji dyrektywy o pracownikach delegowanych, bo czekaliśmy właśnie na ten dokument – by pokazał, w jakim kierunku iść ze zmianą prawa – czy i w jaki sposób powinniśmy rewidować dyrektywę podstawową.
Ja i mój zespół przywiązujemy teraz dużą wagę do sygnałów płynących od przedsiębiorców w sprawie protekcjonizmu, złego traktowania czy konfliktowych sytuacji. Uczulamy KE, by reagowała na te sygnały. Na przykład w ubiegłym roku udało się nam uratować jedną z polskich firm, która działa na rynku francuskim, od kary w wysokości 4,5 mln euro. To są olbrzymie pieniądze. A okazało się, że kara została nałożona niesłusznie. Na szczęście dzięki interwencji udało się jej uniknąć.
Czy po implementacji zmienionej dyrektywy część rynków europejskich może się stać de facto niedostępna dla polskich firm delegujących pracowników? Jest takie ryzyko?
Już teraz bardzo dużo polskich firm rezygnuje z rynku francuskiego. Szczególnie dotyczy to małych i średnich przedsiębiorstw, którym najtrudniej jest sobie poradzić. Na odpowiednią obsługę prawną stać tylko wielkie firmy, te mniejsze mają z tym trudności i wycofują się z delegowania pracowników. Tym faktem zaniepokojeni są francuscy przedsiębiorcy, którzy potrzebują naszych pracowników, którzy bardzo dobrze wykonują swoje obowiązki.
Czy Polska może coś zrobić?
Największe pole manewru do reagowania mają rząd i europosłowie. Musimy czekać na to, co zaproponują poszczególne kraje członkowskie i natychmiast reagować w przypadku, gdy pojawiają się sygnały, że projektowane prawo wychodzi poza dyrektywę.
Polskie małe i średnie firmy powinny się zrzeszać w organizacjach, stowarzyszeniach, izbach gospodarczych. Te instytucje mogłyby ich wspierać, monitorować i sygnalizować nam, co się dzieje, byśmy z kolei mogli sygnalizować nieprawidłowości KE i wymuszać na niej skutecznie działanie. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu