Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Trzeba się będzie uzbroić w jeszcze większą cierpliwość

4 marca 2020
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Z perspektywy nawet zainteresowanej sprawami frankowymi osoby pytania zadane przez stołeczny sąd mogą wydawać się skomplikowane. O co w nich – najprościej mówiąc – chodzi?

KAROLINA PILAWSKA adwokat, wspólnik w TPZ Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych

W skrócie chodzi o to, czy sposób, w jaki bank ustala kurs waluty, musi być w umowie określony „sztywno”, za pomocą jasnych mierników, tj. czy np. musi to być kurs wynikający z tabel Narodowego Banku Polskiego, powszechnie i łatwo dostępny dla wszystkich. Sąd pyta również, czy dopuszczalne jest ewentualnie odnoszenie się do „miękkich” pojęć, jak choćby bliżej niesprecyzowany kurs rynkowy – ze względu na to, iż jest to długoterminowy stosunek prawny i trudno na okres np. 30 lat wskazać sztywny miernik bądź jeden podmiot uprawniony do jego określania. Wówczas nie mielibyśmy do czynienia z odniesieniem do tabel kursowych publikowanych przez jasno określony i niezależny podmiot, a pojęcie „kursu rynkowego” – ze względu na jego celowe niedoprecyzowanie – byłoby jednostronnie interpretowane przez bank. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że również i na korzyść banku – nawet jeśli byłyby to różnice minimalne, w skali kilkudziesięciu tysięcy kredytów dla podmiotu bankowego byłaby to ogromna różnica.

Jak pani zdaniem powinien na te pytania odpowiedzieć Trybunał Sprawiedliwości UE? A może w ogóle odpowiedź jest zbędna, bo zostało to już wyjaśnione w dotychczasowych orzecznictwie?

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.