Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo cywilne

Szefowie ośrodków już cztery miesiące temu ostrzegali resort

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Luka w prawie adopcyjnym. Kodeks rodzinny i opiekuńczy nie wspomina słowem o rozporządzeniu ministra pracy, które wskazuje jasno, że to ośrodki adopcyjne kwalifikują pary starające się o przysposobienie dziecka.

Stąd biorą się adopcje "na dziko". Szefowie ośrodków adopcyjnych już cztery miesiące temu alarmowali w tej sprawie Ministerstwo Sprawiedliwości.

W wysłanym na jesieni ubiegłego roku piśmie pracownicy ośrodków mówią wprost: luka prawna może prowadzić do patologii. "Osoby, które zgodnie z prawem poddają się procedurze kwalifikacji w ośrodkach adopcyjno-opiekuńczych, istotnie narażone są na duże szkody emocjonalne, wynikające z faktu, iż wobec dziecka, dla którego dobra uzyskali dobór i wobec którego złożyli wniosek o przysposobienie, może do sądu niezależnie wpłynąć konkurencyjny wniosek przypadkowej rodziny, która powzięła informację o dziecku w sposób nielegalny (np. ze szpitala)". List kończy się prośbą o pilne rozwiązanie problemu. Do dziś nie zmieniło się jednak nic. - Teoretycznie można nie zasięgać opinii ośrodków adopcyjnych co do przyszłych rodziców - przyznaje krakowski sędzia Waldemar Żurek.

Czym to grozi? We wczorajszym DGP opisaliśmy przypadek małej Dominiki, o której adopcję starają się dwa małżeństwa. Dwa różne sądy przyjęły ich wnioski o przysposobienie dziewczynki. Jedna z rodzin przeszła dwuletnie szkolenia w ośrodku adopcyjnym, druga nawet ich nie rozpoczęła. - Mamy lukę prawną. Trzeba ją pilnie rozwiązać - mówi Bernardetta Strąk, szefowa ośrodka dla porzuconych noworodków w Częstochowie, w który mieszka mała Dominika.

Inni dyrektorzy ośrodków mają identyczne zdanie. - Podejmując decyzję o adopcji, sędzia musi brać pod uwagę opinię ośrodka adopcyjnego. To jest dla dziecka gwarancja, że trafi do ludzi, którzy stworzą mu dobry dom - twierdzi Anna Biedzińska, dyrektor ośrodka adopcyjnego w Gdyni.

Problemu by nie było, gdyby istniała sieć informatyczna obejmująca wszystkie sądy. - Każdy sędzia mógłby sprawdzić w internecie sytuację tego dziecka i do podobnej z pewnością by nie doszło - przekonuje Wojciech Małek, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie.

O komentarz poprosiliśmy resort sprawiedliwości. Nie dostaliśmy odpowiedzi.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.