Gwiazda i jej prawo do prywatności
Danie jałmużny nie oznacza przyzwolenia na bycie okradzionym. Tak samo pokazanie mieszkania w telewizji nie oznacza, że każdy może do niego wejść
Specjalizuje się pan w reprezentowaniu w sądach osób cieszących się statusem gwiazdy. Czy pana zdaniem zainteresowanie mediów procesem wpływa na przebieg postępowania?
Sądownictwo w Polsce jest co do zasady jawne, dlatego obecność mediów nie powinna nigdy przeszkadzać. Pomijam problem czysto techniczny, kiedy rozprawa toczy się np. w pomieszczeniu o powierzchni 25 mkw, a na sali siedzi 60 dziennikarzy - wtedy bywa ciężko. Oczywiście czasem proszę sąd o rozpoznawanie sprawy przy zamkniętych drzwiach, gdy roztrząsane są kwestie bardzo osobiste, dotyczące prywatności. Generalnie muszę przyznać, że nie widzę, by media przesadnie interesowały się procesami znanych osób od strony merytorycznej. Dziennikarze pojawiają się zazwyczaj na pierwszej i na ostatniej rozprawie.
Z jakimi problemami prawnymi zmagają się celebryci?
Osoby publicznie rozpoznawane mają takie same problemy jak zwykli ludzie - głównie rodzinne i dotyczące działalności zawodowej. Praca większości sławnych osób jest związana w pewnym stopniu z prawami autorskimi, zatem tego typu sprawy przeważają. Do tego, rzecz jasna, dochodzą kwestie ochrony dóbr osobistych wynikające z faktu, iż niektóre media relacjonują życie i dokonania gwiazd w sposób nieodpowiedni, bez poszanowania prawa prasowego i cywilnego.
Gdzie są granice prywatności? W wakacje byliśmy świadkami ostrej reakcji sądu we Francji, który zakazał rozpowszechniania zdjęć nagiej księżnej Kate.
Sądy w Polsce są konsekwentne - w przypadku publikacji zdjęć wakacyjnych robionych z ukrycia zasądzają znaczne zadośćuczynienie. To samo dotyczy np. naruszenia prywatności mieszkania.
Media zazwyczaj bronią się, tłumacząc, że dana osoba często udziela im wywiadów, mówi o swoich związkach czy pokazuje swój dom w telewizji.
Tak, ale jeżeli daję komuś jałmużnę, to nie oznacza, że pozwalam na to, by mnie okradano. To ja decyduję, kiedy daję i ile. Moim zdaniem każdy człowiek określa granice wokół siebie. Jeżeli ktoś wpuszcza telewizję do swojego domu, żeby pokazać, jak obchodzi święta - gdy wszystko jest przygotowane, dom jest posprzątany - jest to pewien rodzaj kreacji aktorskiej, gry na potrzeby programu. I jeżeli za kilka miesięcy ten sam dom staje się przedmiotem zdjęć robionych z drzewa, wówczas dochodzi do naruszenia dobra osobistego. Jeżeli już wpuszczamy telewizję, nie oznacza, że wpuszczamy każdego.
Inaczej jest jednak w sytuacji, kiedy ten dom był pokazany w telewizji trzy razy, następnie w kilku gazetach ukazały się zdjęcia z jego wnętrza, następnie był w nim plan filmowy - wówczas można dojść do wniosku, że naruszenie granic owego miejsca rzeczywiście dla właściciela nie jest bolesne. W każdym procesie inaczej można się bronić, inaczej atakować.
Czy obecnie obowiązujące przepisy zapewniają należytą ochronę prywatności?
Moim zdaniem tak. Oczywiście każda ze spraw jest inna, można mówić o pewnej linii orzecznictwa, w ramach której zdarzają się jednak zaskakujące rozstrzygnięcia. Teorii jest bardzo mało, w tych procesach nie chodzi o wyszukiwanie kruczków prawnych, liczy się doświadczenie. Zazwyczaj ma się naprzeciw siebie giganta prasowego, który stoczył kilkaset takich bojów w sądzie i wie, jak się bronić. Praktyka w takich sprawach jest najważniejsza.
Jak w takim razie praktycznie zdecydować, jakiej wysokości zadośćuczynienia zażądać?
Jak wycenić krzywdę? To jest pytanie, na które nie ma odpowiedzi, dlatego zawsze zadają je pełnomocnicy mediów. Pytają, dlaczego ktoś żąda 50 tys. zł, a nie np. 200 tys. zł. Jednak są pewne wyznaczniki. Po pierwsze, ważne jest aktualne orzecznictwo, tzn. jakie kwoty sądy zasądzały w podobnych sprawach. Po drugie, ile było prawdy czy nieprawdy w opublikowanej informacji, a po trzecie, do ilu osób ta informacja dotarła, czyli jaki był nakład gazety lub liczba wyświetleń na stronie.
Namawia pan klientów, żeby otrzymane zadośćuczynienie przeznaczali na cele charytatywne?
Nie. Uważam, że jeżeli coś jest zrobione z chęci zysku, to należy się zadośćuczynienie dla tej osoby, czyjej kosztem media ów zysk osiągnęły. Jeżeli historia danej osoby pojawia się na okładce, to po to, by zwiększyć nakład. Dlaczego taka osoba, w ten sposób wykorzystana, nie ma się domagać pieniędzy dla siebie? Jeżeli jednak coś jest zrobione bez takiej wyraźnej chęci zysku, możemy tu mówić o świadczeniu na cel społeczny.
Często też żąda się przeproszenia. Jednak takie przeproszenie rzadko okazuje się możliwe do wykonania.
Najczęściej jest to konsekwencja wyraźnego błędu któregoś z pełnomocników. Jeżeli ktoś zażąda ogłoszenia z przeprosinami większego niż format gazety, sędzia nie weźmie linijki i nie zmierzy długości gazety. Ja najczęściej stosuję formaty powszechnie znane, takie jak np. format A4 czy A5. Nie stosuję nigdy segmentów reklamowych, które oferują gazety. Znam przypadek, gdy zostało zaproponowane pewne ogłoszenie do wykonania w internecie, jak się okazało - niezwykle kosztowne. Na to jednak nie zwróciła uwagi strona pozwana.
Czyli pełnomocnik musi się orientować nie tylko w prawie, ale także w warunkach rynkowych?
Oczywiście. Jeżeli domagam się ogłoszenia w telewizji, muszę żądanie tak sformułować, by telewizja, po otrzymaniu wyroku, nie rozłożyła rąk, mówiąc, że to jest nie do wykonania.
Czy gwiazdy wykorzystują czasem procesy do promocji własnej osoby?
Nie powiem, żebym nie spotkał się z takimi sytuacjami, ale są to przypadki bardzo rzadkie. Raczej moi klienci zainteresowani są tym, by media o procesie nie wiedziały. Większość spraw, które wytaczam, dotyczy właśnie naruszenia prywatności przez media. Absurdem byłoby w takiej sytuacji zapraszanie dziennikarzy na rozprawę.
Czy prawnik powinien klienta celebrytę traktować w jakiś szczególny sposób?
Osoby powszechnie znane oczekują normalnego traktowania. Oczywiście przywiązują szczególną wagę do zachowania tajemnicy.
Jak celebryci trafiają do prawników takich jak pan, specjalizujących się m.in. w pozywaniu tabloidów?
Klienci polecają nas sobie z ust do ust. Liczy się skuteczność.
Jak wycenić krzywdę? To jest pytanie, na które nie ma odpowiedzi, dlatego zawsze zadają je pełnomocnicy mediów. Pytają, dlaczego ktoś żąda 50 tys. zł, a nie np. 200 tys. zł
@RY1@i02/2013/011/i02.2013.011.07000020a.803.jpg@RY2@
Maciej Lach adwokat, Adwokaci i Radcowie Prawni Lach Janas Paśko Biernat
Rozmawiała Paulina Bąk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu