Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Błąd nie zawsze oznacza stratę dla przedsiębiorcy

4 listopada 2014

Sprzedawca internetowy, który przez niedopatrzenie wystawił towar po zaniżonej cenie, nie musi być na przegranej pozycji. Jak się bronić w razie pomyłki, jak się zabezpieczyć na wypadek trudnych sytuacji, a jakich działań unikać? O tym już dziś

Pomyłki w cenach oferowanych towarów uwidocznionych na stronie internetowej sklepu bądź wystawienie produktu po skrajnie niskiej cenie na aukcji elektronicznej - to przykłady najważniejszych niedopatrzeń, jakie mogą przydarzyć się przedsiębiorcy w handlu elektronicznym. Co gorsza, przydarzają się coraz częściej. Przy rosnącej popularności zakupów w internecie, serwisów aukcyjnych i ogłoszeniowych, a także coraz większych rozmiarach e-sklepów, w których częstokroć sprzedawcy oferują po kilkaset przeróżnych rodzajów towarów - o taką pomyłkę nie jest trudno.

Potknięcia zdarzają się nawet największym, a prasa coraz częściej informuje o przypadkach wystawienia sprzętu komputerowego lub RTV za 10 proc. jego wartości, sprzedaży samochodu za pośrednictwem serwisu ogłoszeniowego za połowę jego rynkowej ceny oraz oferowaniu przez sklepy internetowe kosmetyków, artykułów wyposażenia wnętrza, a niekiedy i droższych towarów za zero złotych plus koszty wysyłki.

Wagi całej sprawie dodaje nie tylko fakt, że oferty takie bywają kierowane do tysięcy potencjalnych nabywców, co z kolei przekłada się na znaczne straty sprzedawców, lecz także to, że coraz większe grupy osób specjalizują się w swoistym polowaniu na tego typu "okazje". Wystarczy przecież odpowiednio ustawić filtr w wyszukiwarce sklepu lub serwisu aukcyjnego, aby odnaleźć zaniżone oferty.

Czy zatem przedsiębiorca oferujący towar po znacznie zaniżonej cenie (a niekiedy wręcz za darmo) jest każdorazowo na straconej pozycji i musi wydać nabywcy kupiony za bezcen towar?

Wytworzonych przez praktykę obrotu gospodarczego rozwiązań jest wiele. Nie wszystkie wszakże są zgodne z prawem i niekiedy zamiast uchronić sprzedawcę przed stratą, mogą doprowadzić do jej powiększenia. Są jednak również takie rozwiązania, które pozwalają uniknąć tego typu przypadków. Co ważne, niektóre z nich mogą być stosowane profilaktycznie w formie odpowiedniej organizacji sklepu internetowego. Inne zaś stanowią swoiste koło ratunkowe, gdy błąd nie zostanie odpowiednio szybko wychwycony przez przedsiębiorcę. W każdym przypadku należy zachować ostrożność, gdyż okoliczności konkretnej sprawy mogą wpływać na jej ocenę prawną, a co za tym idzie - na nieskuteczność dobranych przez sprzedawcę rozwiązań.

Poniżej proponujemy kilka sposobów radzenia sobie z przypadkami, w których cena oferowanego produktu została omyłkowo zaniżona.

1. Czego się wystrzegać

W praktyce sprzedawcy, pragnąc uniknąć konieczności realizacji umowy zawierającej zaniżoną cenę towaru lub usługi, najczęściej wybierają jedną z dwóch metod walki z tego typu błędami. Pierwszą z nich jest wprowadzenie do regulaminu sklepu internetowego lub aukcji stosownych postanowień mających uprawniać przedsiębiorcę do odmowy realizacji takiego zamówienia. Drugą metodą jest niewykonanie umowy z powołaniem się na niedostępność danego towaru. Choć oba rozwiązania są proste do zastosowania, to w większości przypadków naruszają prawa konsumentów, a co za tym idzie, nie mogą stanowić podstawy do odmowy zrealizowania zamówienia, nawet po skrajnie zaniżonej cenie.

Złym rozwiązaniem jest zastrzeganie w regulaminach możliwości odmowy realizacji zamówienia bez podania przyczyny czy też przyznanie sobie przez sprzedawcę prawa do jednostronnej zmiany błędnej ceny bądź odmowy wykonania umowy z tego powodu. Takie postanowienia mogą zostać uznane za niedozwolone (abuzywne).

Przypomnijmy, że klauzule abuzywne to postanowienia nadużywające uprawnień bądź silniejszej pozycji wobec kontrahenta (konsumenta) i jako takie zaburzają równość stron stosunku zobowiązaniowego, co z kolei przesądza o ich niedopuszczalności. Jednakże nie każde postanowienie tego typu nie wiąże konsumenta. Do osiągnięcia takiego rezultatu niezbędne jest łączne ziszczenie się następujących przesłanek ustawowych (art. 3851 i 3852 ustawy z 23 kwietnia 1964 r. - Kodeks cywilny; t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 121; dalej k.c.):

oceniana klauzula nie jest indywidualnie uzgodniona z konsumentem,

kształtuje jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami,

rażąco narusza interesy konsumenta,

nie określa głównych świadczeń stron w sposób jednoznaczny.

Klauzule umowne, które spełniają wszystkie ww. przesłanki, nie wiążą konsumenta. W pozostałym zaś zakresie strony związane są umową. Bezskuteczność niedozwolonych klauzul następuje z mocy prawa oraz ze skutkiem wstecznym, a w ich miejsce wchodzą odpowiednie przepisy prawa.

W przypadku regulaminów sklepów internetowych lub aukcji - są one najczęściej tworzone przez sprzedawców, a klient nie ma żadnego wpływu na ich treść. Dlatego w większości przypadków tego typu postanowienia będą stanowiły właśnie klauzule abuzywne.

Pomocniczo odwołać można się do rejestru klauzul niedozwolonych prowadzonego przez prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Zabronione jest bowiem stosowanie postanowień wpisanych do tego wykazu, a także innych odpowiadających im swoją treścią. W rejestrze znajdziemy kilkadziesiąt klauzul odnoszących się wprost do przypadków odmowy realizacji zamówienia lub zmiany błędnej ceny przez sprzedawcę. Jeżeli tego typu postanowienia znajdą się w regulaminie sklepu, nie będą wiążące dla konsumentów. A to oznacza, że przedsiębiorca nie będzie mógł odmówić realizacji umowy, powołując się na taką klauzulę.

Przechodząc zaś wprost do postanowień wpisanych do rejestru klauzul niedozwolonych UOKiK, wskazać należy następujące ich przykłady, reprezentujące kilka grup rozwiązań stosowanych przez profesjonalnych sprzedawców:

możliwość odmowy realizacji zamówienia bez podania przyczyny (zob. np. klauzule niedozwolone nr 4852, 4901, 5446, 5744, 5812),

odmowy wykonania umowy z uwagi na niemożność jej realizacji (zob. np. klauzule niedozwolone nr 2401, 4598),

konieczność dodatkowego potwierdzenia zamówienia przez klienta poprzez kliknięcie w link potwierdzający w mailu przysłanym klientowi przez sklep (zob. np. klauzule niedozwolone nr 3165, 5749),

przyznanie sprzedawcy prawa do jednostronnej zmiany błędnej ceny bądź odmowy wykonania umowy z tego powodu (zob. np. klauzule niedozwolone nr 2499, 2981).

Stosowanie tego typu postanowień w umowach i regulaminach zamiast uchronić przedsiębiorcę przed realizacją niekorzystnego zamówienia, nie tylko nie odniesie takiego skutku, lecz także może go narazić na dalsze koszty związane z procesem sądowym - czy to o wydanie zakupionego towaru, czy też o wpisanie postanowienia do rejestru klauzul niedozwolonych. To ostatnie postępowanie, oprócz dodatkowych wydatków, może znacznie nadszarpnąć renomę sprzedawcy. Wynika to z tego, że w jawnym rejestrze, zamieszczonym na stronie internetowej UOKiK, wpisywane są, oprócz samej klauzuli, także dane przedsiębiorcy. Bezpieczniej jest zatem zrezygnować z ww. klauzul oraz poprzestać na stosowaniu innych, opisanych niżej metod obrony przed nieplanowanym obniżeniem ceny towaru lub usługi.

Inną, z pozoru jeszcze prostszą metodą na odmowę realizacji zamówienia jest zastrzeżenie, że dany towar sprzedawany jest po określonej cenie tylko do wyczerpania zapasów. Tego typu klauzule są standardem w różnego typu akcjach promocyjnych. Niemniej jednak jeżeli wprowadzając obniżone ceny oferowanych produktów, sprzedawca popełni błąd i przykładowo zamiast zniżki 100 zł od ceny produktu odejmie kwotę 1000 zł, sprawa może się skomplikować.

Z jeszcze bardziej ewidentnym zaniżeniem ceny towaru zmierzyć się musiała jedna z sieci sklepów RTV. Markowy telewizor został bowiem wystawiony do sprzedaży za 1 proc. jego rynkowej wartości. Najprawdopodobniej przy wprowadzaniu ceny pracownik omyłkowo nie wcisnął ostatnich jej cyfr. Co przy ogromnej liczbie pozycji w asortymencie niestety może się zdarzyć. Sprzedawca odmówił realizacji umowy, powołując się na fakt zakończenia sprzedaży danego towaru oraz jego niedostępność.

W wielu tego typu przypadkach sądy stawały po stronie konsumentów, wskazując, że to przedsiębiorca - będący w końcu profesjonalistą - powinien zachować szczególną ostrożność w formułowaniu swoich ofert, nadto nie może przerzucać ryzyka gospodarczego na klienta.

Co więcej, powołanie się na niemożność wykonania umowy z uwagi na brak danego towaru wymaga udowodnienia takiej okoliczności. Tymczasem pozwany sprzedawca nadal oferował ten sam produkt, tylko już po cenie rynkowej. Co więcej, dla skutecznego powołania tego argumentu musiałby on wykazać, że w chwili zawarcia umowy nie wiedział o niemożliwości świadczenia. W innym bowiem wypadku zastosowanie znalazłby art. 387 par. 2 ustawy z 23 kwietnia 1964 r. - Kodeks cywilny (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 121; dalej: k.c.), zgodnie z którym strona, która w chwili zawarcia umowy wiedziała o niemożliwości świadczenia, a jednak z błędu nie wyprowadziła, obowiązana jest do naprawienia szkody, którą druga strona poniosła przez to, że zawarła umowę, nie wiedząc o niemożliwości świadczenia.

Innymi słowy, umowa o świadczenie niemożliwe do spełnienia jest nieważna, jednak sprzedawca, chcąc uwolnić się od wszelkiej odpowiedzialności względem klienta, musi ową niemożność udowodnić. Ponadto powinien także wykazać, że w chwili zawarcia umowy nie miał świadomości, że towar został już wyczerpany i nie ma możliwości zamówienia jego kolejnej partii.

2. Jak się przygotować

W praktyce obrotu gospodarczego wypracowanych zostało kilka odmiennych taktyk umożliwiających uchylenie się przez sprzedawcę lub usługodawcę od realizacji zamówienia złożonego z uwzględnieniem błędnej ceny sprzedaży lub wynagrodzenia za oferowaną usługę.

Pierwsza grupa omawianych sposobów odwołuje się do momentu zawarcia umowy sprzedaży, czyniąc oferentem nie sprzedawcę, ale konsumenta, bądź też wprowadzając pośredni etap weryfikacji i potwierdzenia złożenia zamówienia, który poprzedza faktyczną sprzedaż towaru. Drugi katalog przypadków obejmuje, oprócz omówionej już wyżej niezawinionej niemożności spełnienia świadczenia, również uchylenie się od skutków oświadczenia woli sprzedawcy złożonego pod wpływem istotnego błędu. Stosowaniu ostatniej z metod sprzyja zwłaszcza ostatnie orzecznictwo sądów powszechnych, które to po latach orzekania na korzyść konsumentów zaczynają uwzględniać coraz częściej także argumenty przemawiające na rzecz profesjonalnych sprzedawców.

Jak już wzmiankowano powyżej, z chwilą zawarcia umowy sprzedaży przedsiębiorca ma ograniczoną możliwość odmowy jej realizacji. Należy jednak zadać sobie pytanie: kiedy tak naprawdę dochodzi do powstania stosunku zobowiązaniowego pomiędzy sprzedawcą a klientem.

Paradoksalnie odpowiedź na to pytanie nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. Zależeć ona będzie bowiem nie tylko od konstrukcji regulaminu sklepu lub serwisu aukcyjnego, lecz także określonego sposobu prezentowania towarów i ustalania ich ostatecznej ceny. W tym ostatnim przypadku wyróżnić można dwa podstawowe przypadki, które mogą ulegać dalszym modyfikacjom:

sprzedawca prezentuje w swoim sklepie konkretne produkty po z góry określonej cenie,

towary wystawione są na aukcji internetowej, w której cena proponowana jest przez kupujących.

W pierwszym wypadku za oferenta uznany może zostać sprzedawca, gdyż co do zasady wystawienie rzeczy w miejscu sprzedaży na widok publiczny z oznaczeniem ceny uważa się za ofertę sprzedaży (art. 543 k.c.). W drugim natomiast wypadku będzie nim klient, gdyż to on składa ofertę nabycia danej rzeczy po wskazanej przez siebie cenie.

Czemu osoba oferenta jest tak ważna? Wynika to z tego, że do zawarcia umowy niezbędne jest zaakceptowanie oferty przez oblada, czyli drugą stronę umowy (zob. art. 70 par. 1 k.c.). Przedsiębiorca otrzymujący niekorzystną ofertę mógłby zatem oświadczyć, że jej nie akceptuje. Wtedy umowa nie zostałaby w ogóle zawarta. Nadto oferta złożona w postaci elektronicznej wiąże składającego, jeżeli druga strona niezwłocznie potwierdzi jej otrzymanie (art. 661 par. 1 k.c.). Oczywiście potwierdzenie to najczęściej odbywa się automatycznie poprzez skrypt na stronie internetowej, niemniej jednak również na tym etapie istnieje możliwość wychwycenia błędu w cenie sprzedaży.

Kluczowe z punktu widzenia ochrony interesów przedsiębiorcy jest zatem ustalenie, kto w danym wypadku składa ofertę, a także jak dochodzi do potwierdzenia jej przyjęcia przez oblata. Na tej właśnie kanwie wytworzyły się metody mające zapobiegać zawieraniu umów na skrajnie niekorzystnych dla sprzedawcy warunkach. Najlepszą ochronę daje przy tym łączne stosowanie obu tychże sposobów.

Prawo umożliwia posłużenie się zastrzeżeniem, że ogłoszenia, reklamy, cenniki i inne informacje skierowane do ogółu lub do poszczególnych osób poczytuje się nie za ofertę, lecz za zaproszenie do zawarcia umowy (art. 71 k.c.). W takim wypadku za oferenta będzie mógł zostać uznany nie przedsiębiorca prowadzący sklep, a klient, który dopiero złoży swoją ofertę zakupu danego towaru. To zatem od potwierdzenia jej przyjęcia zależeć będzie dojście umowy sprzedaży do skutku.

Oczywiście każdy tego typu przypadek należy rozpatrywać indywidualnie, w szczególności zaś pamiętać, że art. 71 k.c. znajduje zastosowanie tylko w razie wątpliwości co do prawnego charakteru informacji zamieszczonej przez sprzedawcę. Jeżeli zatem mimo zamieszczenia w regulaminie sklepu ww. zastrzeżenia w treści opisu konkretnego produktu znajdą się zwroty wskazujące na zamiar bezpośredniej sprzedaży (np. słowa takie jak: sprzedam, kup, oferta itp.), a sam opis zawierać będzie wszystkie elementy niezbędne do zawarcia umowy sprzedaży (opis produktu oraz cenę), to takie oświadczenie może zostać uznane za ofertę, a nie jedynie za zaproszenie do jej złożenia przez klienta sklepu internetowego.

Wskazać należy, że sprzedawca trudniący się handlem elektronicznym ma względem klienta dodatkowe obowiązki, wynikające chociażby z art. 661 k.c., a także ustaw szczególnych. Wśród nich szczególną uwagę zwraca nałożony na przedsiębiorcę obowiązek poinformowania nabywcy m.in. o czynnościach technicznych składających się na procedurę zawarcia umowy oraz skutkach prawnych potwierdzenia przez drugą stronę otrzymania oferty.

Kluczowy dla omawianej metody jest właśnie moment potwierdzenia przyjęcia oferty złożonej przez klienta. Z tą bowiem chwilą dochodzi do zawarcia umowy sprzedaży. Należy wszakże rozróżnić dwa oświadczenia (potwierdzenia) składane przez przedsiębiorcę, którymi są:

otrzymania oferty (zamówienia) złożone przez klienta - skutkiem takiego oświadczenia sprzedawcy jest jedynie nadanie mocy wiążącej ofercie złożonej przez nabywcę (art. 661 par. 1 k.c.),

potwierdzenie przyjęcia oferty - skutkuje ono zawarciem umowy sprzedaży; oświadczenie to może przy tym mieć różną treść, np. stanowić, że zamówienie zostało przyjęte do realizacji itp.

W znacznej części sklepów internetowych skrypt automatycznie generuje i wysyła do klienta drugie z potwierdzeń, tym samym przesądzając o skutecznym zawarciu umowy. Pożądane jest wszakże rozdzielenie obu potwierdzeń oraz najpierw wysyłanie samej informacji o otrzymaniu zamówienia i dopiero następnie - po weryfikacji wszystkich jego parametrów - poinformowanie nabywcy o przyjęciu jego oferty oraz rozpoczęciu realizacji złożonego zamówienia. Daje to możliwość sprawdzenia, czy cena danej oferty odpowiada cenom stosowanym przez danego przedsiębiorcę.

Aby uniknąć jakichkolwiek wątpliwości interpretacyjnych oraz zwiększyć bezpieczeństwo transakcji, pożądane jest stosowanie obu opisanych powyżej metod jednocześnie. To znaczy zarówno zastrzeżenie, że dana prezentacja towarów zamieszczona w sklepie internetowym nie stanowi oferty, a jedynie zaproszenie do zawarcia umowy, jak i wysyłanie klientowi najpierw potwierdzenia otrzymania jego oferty zakupu i dopiero po odpowiedniej weryfikacji potwierdzanie przyjęcia oferty przez przedsiębiorcę.

W tego typu wypadkach regulamin sklepu internetowego powinien przewidywać postanowienie, zgodnie z którym umowa sprzedaży zostaje zawarta w momencie otrzymania przez klienta wiadomości e-mail potwierdzającej przyjęcie oferty lub przekazanie złożonego zamówienia do realizacji.

3. Gdy zdarzy się potknięcie

Niekiedy wszakże się zdarza, że regulamin sklepu lub inne zastrzeżenia sprzedawcy nie wstrzymują momentu zawarcia umowy z nabywcą i dochodzi do nawiązania stosunku zobowiązaniowego. Na jego podstawie kupujący zobowiązany jest do zapłaty określonej w umowie ceny, sprzedawca zaś do wydania rzeczy. Ceną jest natomiast kwota, która widniała w złożonej przez jedną ze stron ofercie przyjętej bez zastrzeżeń przez oblata.

Z powyższego wynika, że do zawarcia umowy sprzedaży zawierającej zaniżoną cenę może dojść zarówno wtedy, gdy oferentem jest właściciel sklepu internetowego, jak i wtedy, gdy oferta składana jest przez klienta. W tym drugim przypadku do zakończenia transakcji wystarczające jest otrzymanie przez klienta potwierdzenia przyjęcia zamówienia do realizacji. Potwierdzenia tego typu są zaś częstokroć generowane przez odpowiednie skrypty na stronie e-sklepu, o ile przedsiębiorca nie przewidział fazy pośredniej w postaci wysłania jedynie potwierdzenia otrzymania zamówienia bez jego automatycznej akceptacji.

Wyjściem z omawianej sytuacji może się okazać instytucja błędu istotnego. Pozwala ona na uchylenie się od skutków złożonego oświadczenia woli, w tym przypadku przyjęcia oferty sprzedaży towaru po zaniżonej cenie. Jednakże skorzystanie z normujących ją art. 84 i nast. k.c. obwarowane jest wieloma warunkami. I tak sprzedawca składający nabywcy ww. oświadczenie będzie musiał wykazać, że:

był istotny, czyli taki, który uzasadnia przypuszczenie, że gdyby składający oświadczenie woli nie działał pod wpływem błędu i oceniał sprawę rozsądnie, nie złożyłby oświadczenia tej treści. Innymi słowy, należy wykazać, że sprzedawca nie sprzedałby danego produktu po takiej cenie,

błąd został wywołany przez klienta, chociażby bez jego winy, albo gdy wiedział on o błędzie lub mógł z łatwością błąd zauważyć - o ile pierwsza z przesłanek zaistnieje niezwykle rzadko, o tyle wykazanie, że nabywca mógł z łatwością błąd w cenie zauważyć, będzie już prostsze. Niemniej jednak każda sprawa powinna być rozstrzygana indywidualnie, a miernikiem łatwości wykrycia błędu będą takie czynniki jak: znaczna dysproporcja w cenie oferowanego produktu oraz jego rynkowej wartości oraz sposób prezentacji oferty. Jeżeli będziemy mieli do czynienia z ofertą regularną, to znaczne odstawanie ceny konkretnego towaru od innych towarów tej samej kategorii powinno wzbudzić podejrzenia nabywcy. Inaczej sytuacja będzie wyglądać, gdy produkt oferowany jest w ramach akcji promocyjnej, wyprzedaży itp. W tym drugim wypadku sprzedawcy znacznie trudniej będzie udowodnić, że zaniżona cena jest jego błędem, nie zaś zamierzonym działaniem marketingowym. Tym bardziej że rynek przyzwyczaił już konsumentów do wyprzedaży nawet po cenach kilkakrotnie niższych od pierwotnych,

oświadczenie o uchyleniu się od skutków oświadczenia woli złożonego pod wpływem błędu należy złożyć na piśmie oraz w ciągu roku od jego wykrycia, po upływie tego okresu uprawnienie to wygasa.

Na rzecz przedsiębiorcy przemawiać również będzie przyjęty w ustawodawstwie europejskim model przeciętnego konsumenta, którym jest osoba uważna, ostrożna i dostatecznie poinformowana.

Powyższe argumenty, tj. istotność błędu oraz łatwość jego zauważenia przez klienta, stanowiły podstawę wyroku Sądu Okręgowego w Gliwicach z 25 lutego 2014 r. (sygn. akt III Ca 104/14). Sąd ten rozpatrywał apelację sprzedawcy telewizora wartego 5500 zł sprzedanego za cenę 55 zł. Sąd I instancji uwzględnił powództwo konsumenta, nakazując wydanie towaru. W instancji odwoławczej wszakże sąd zmienił zaskarżony wyrok, oddalając powództwo klienta. W uzasadnieniu wskazano, że "nie budzi żadnych wątpliwości, że w rozpoznawanym wypadku doszło do zamieszczenia na stronie internetowej sklepu pozwanego ceny przedmiotowego telewizora, która w istotny i łatwo zauważalny sposób nie odpowiadała faktycznej intencji sprzedawcy. W tych okolicznościach żądanie wydania telewizora wartego około 5500 zł za cenę 55 zł należy ocenić jako nadużycie prawa. Ochrona interesów konsumenta przewidziana w ustawie z 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny [t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 1225 - dop. red.] oraz w innych ustawach nie uzasadnia bowiem rażącego naruszenia praw sprzedających, do czego doprowadziłoby uwzględnienie żądania pozwu".

Wyrok ten stanowi przełamanie dotychczasowej, niekorzystnej dla przedsiębiorców linii orzeczniczej, pozwalając sądzić, że sprawy tego typu nie będą już rozpatrywane wyłącznie na korzyść konsumentów, ale każdorazowo sąd oceniać będzie istotność błędu oraz łatwość jego wykrycia przez klienta.

Ważne

W niektórych sytuacjach pomocna okazać się może instytucja błędu istotnego, która pozwala na uchylenie się od skutków złożonego oświadczenia woli

Co można zrobić - podpowiedzi z praktyki

PRZYKŁAD 1

Zaniżona cena

W tym przypadku sprzedawca mógłby powołać się na niemożność spełnienia świadczenia tylko wtedy, gdy dany produkt jest już faktycznie niedostępny. W sytuacji tej nie mieści się "niedostępność" towaru po zaniżonej cenie, gdy oferowany jest on nadal po cenie rynkowej. Jedyną możliwością jest w tym wypadku złożenie pisemnego oświadczenia o uchyleniu się od skutków błędu istotnego oraz zwrot uiszczonej przez klienta kwoty. W przypadku wystąpienia przez nabywcę z powództwem to na przedsiębiorcy ciążył będzie obowiązek wykazania, że błąd był istotny oraz mógł być łatwo zauważony przez klienta.

Jeżeli natomiast towar zostałby już wysłany przez sprzedawcę, nadal miałby on prawo złożenia ww. oświadczenia - wygasa ono bowiem po roku od wykrycia błędu.

Jego skuteczne złożenie miałoby ten skutek, że umowa sprzedaży traktowana byłaby jak niezawarta, a zatem klient byłby bezpodstawnie wzbogacony względem sprzedawcy (zob. art. 405 i nast. k.c.).

Domaganie się zwrotu takiej korzyści nie jest jednak proste i zależałoby w dużej mierze od sposobu wykorzystania zakupionego produktu przez nabywcę. Jeżeli np. klient do czasu otrzymania oświadczenia sprzedawcy zużyłby towar lub wyzbył się go, to obowiązek zwrotu wygasłby, chyba że przedsiębiorca udowodniłby, że nabywca, dokonując tych czynności, powinien liczyć się z obowiązkiem zwrotu. W praktyce, gdy nabywca otrzymał nie tylko potwierdzenie przyjęcia jego zamówienia, lecz także zostało ono zrealizowane, będzie to niezwykle trudne.

PRZYKŁAD 2

Pomyłka podczas pakowania

W tej sytuacji, skoro zawarta umowa precyzyjnie określała towar, który miał zostać dostarczony, sprzedawca uprawniony będzie do domagania się zwrotu, na swój koszt, omyłkowo wysłanego produktu. Brak jest podstawy do domagania się pokrycia kosztów zwrotu rzeczy przez nabywcę, nie ponosi on bowiem winy za zdarzenie. Ewentualnie za zgodą klienta może dojść do zmiany treści zawartej umowy przez wskazanie w niej faktycznie dostarczonego towaru oraz należnej za niego ceny. Oczywiście przedsiębiorca winien dostarczyć właściwy towar, do tego czasu umowa sprzedaży nie zostanie wykonana, klient otrzymał bowiem towar niezgodny z zamówieniem.

Sytuacja taka nie może być również traktowana jako dostarczenie świadczenia zastępczego, o którym mowa w art. 12 ust. 3 ustawy z 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 1225). Przepis ten dotyczy przypadku, gdy przedsiębiorca nie może wykonać zobowiązania z powodu choćby przejściowej niemożności spełnienia świadczenia o właściwościach zamówionych przez konsumenta. Wtedy sprzedawca może, jeżeli zawarto takie zastrzeżenie w umowie, zwolnić się ze zobowiązania przez spełnienie świadczenia zastępczego, odpowiadającego tej samej jakości i przeznaczeniu oraz za tę samą cenę lub wynagrodzenie. Niezbędne jest przy tym poinformowanie klienta na piśmie o jego prawie nieprzyjęcia takiego świadczenia i odstąpienia od umowy, ze zwrotem rzeczy na koszt przedsiębiorcy. W okolicznościach niniejszej sprawy nabywca nie otrzymał zaś informacji wskazującej, że dostarczony towar jest świadczeniem zastępczym.

Roszczenia sprzedawcy względem kupującego należy oceniać przez pryzmat świadczenia nienależnego i przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu, z tym że klient winien liczyć się z obowiązkiem zwrotu rzeczy, chyba że przez znaczne podobieństwo towarów i ich oznaczeń nie mógł rozpoznać, iż otrzymał inny produkt niż zamówiony.

@RY1@i02/2014/214/i02.2014.214.215000400.803.jpg@RY2@

Michał Koralewski radca prawny

Michał Koralewski

radca prawny

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.