Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Polska Rzeczpospolita Bankowa

29 czerwca 2018

Przywileje egzekucyjne banków stawiają je ponad prawem. Ich zwolennicy (Tadeusz Białek ze Związku Banków Polskich w "BTE służy nam wszystkim", Magazyn DGP 30/2015) używają jednego argumentu: ceny. Brak przywilejów bankowych będzie oznaczał droższy kredyt. Banki poniosą wyższe koszty egzekucji, ściągalność wierzytelności spadnie, a banki przerzucą te skutki na klientów.

Jak państwo prawa może akceptować taki argument? Dlaczego obniżenie kosztów jednego produktu, zresztą niesprawdzalne, ma faworyzować jednych kosztem innych? I dlaczego bankowego tytułu egzekucyjnego (BTE) nie mogą wystawiać fundusze sekurytyzacyjne, firmy ubezpieczeniowe i energetyczne, telekomy, producenci paliwa, mebli, materiałów budowlanych? Przecież oni wszyscy także oferują specyficzne dobra, których koszty - jak banki - przerzucają na ostatecznego odbiorcę.

Bezprzykładna dowolność

Rozejrzyjmy się po europejskim podwórku. Czy ktoś wpadł na podobne rozwiązanie problemu wysokich kosztów usług bankowych? Przywoływane od lat przez lobby bankowe przykłady Danii i Węgier nie odpowiadają prawdzie; w tych krajach BTE nie ma. W żadnym z tych państw - tym bardziej w Niemczech czy Hiszpanii - banki nie mają takich przywilejów, jak u nas. O jakie przywileje chodzi?

Pierwszy - możliwość zajęcia całego majątku dowolnej osoby bez jej zgody. Banki argumentują, że nie korzystają często z tego przywileju. To prawda. Ale wystarczy pokazać ten przepis klientowi kwestionującemu warunki umowy, by go zmiękczyć. Drugi - możliwość działania na podstawie oświadczenia klienta o poddaniu się egzekucji składanego w zwykłej formie pisemnej (zazwyczaj w treści umowy lub w załączeniu do niej). Banki twierdzą, że to takie samo oświadczenie, jak przewidziane w art. 777 k.p.c., a ponieważ nie wymaga udziału notariusza, jest wygodniejsze i tańsze dla klienta. Ale w takim razie, dlaczego klienci firmy ubezpieczeniowej czy producenta mebli muszą poddawać się egzekucji u notariusza? Dlatego że rezygnacja dłużnika z rozpoznawczego postępowania sądowego ma być poddana kontroli osoby trzeciej i osobie zaufania publicznego w jednym, czyli właśnie notariuszowi. Gdyby bank miał każdorazowo przekonać notariusza do zgodności z prawem kredytu w złotych "indeksowanego" do franka szwajcarskiego, albo "zerokosztowej strategii opcyjnej" jako "ubezpieczenia" od ryzyka walutowego, to może straty polskiej gospodarki (klientów i banków) byłyby mniejsze?

Bałamutne jest przywoływanie rozwiązań opartych na wystawianiu weksla przez klienta. Zanim w procesie wekslowym dojdzie do zajęcia majątku, klient ma prawo się przed tym bronić, składając zarzuty po doręczeniu mu nakazu zapłaty. Przy zastosowaniu BTE dłużnik dowiaduje się o sprawie od komornika. W obronie przywilejów bankowych podnosi się, że klient może się bronić przez złożenie powództwa przeciwegzekucyjnego. Nie dodaje się, że bronić się może, ale z majątkiem zajętym przez komornika na podstawie BTE z sądową klauzulą wykonalności. Owszem, istnieje możliwość ubiegania się o zwolnienie z kosztów sądowych i zawieszenie egzekucji. Ale to tylko możliwość, której urzeczywistnienie zależy od sędziowskiego uznania. Do tego dochodzi presja czasu: jeżeli komornik wyegzekwuje dług zgodnie z żądaniem banku, powództwo przeciwegzekucyjne podlega oddaleniu jako bezprzedmiotowe, a klient banku jest obciążany kosztami postępowania. Nie dlatego, że nie miał racji. Dlatego że nie zdążył się obronić. Oczywiście droga do dochodzenia swego na tym się nie kończy i klient może wytoczyć powództwo o zwrot nienależnie wyegzekwowanych kwot. Tyle że albo musi zapłacić ponownie 5 proc. wartości sprawy (maks. 100 tys. zł), albo może się ubiegać o zwolnienie od kosztów sądowych pozwu. Może. Dla całości obrazu dodajmy, że powództwo przeciwegzekucyjne skierowane jest przeciwko konkretnemu BTE. Oznacza to, że jeżeli bank wystawi kolejny BTE, klient jest zmuszony wytoczyć kolejne powództwo. I tak dalej, często do wyczerpania możliwości finansowych. Bank płaci za wystawienie BTE i klauzulę wykonalności 50 zł, klient za każdym razem 5 proc. wartości przedmiotu sprawy (chyba że zostanie zwolniony z tych kosztów).

Trybunał Konstytucyjny dwukrotnie wypowiedział się aprobująco o BTE, za każdym razem motywując stanowisko potrzebą wsparcia akcji kredytowej. Jednak głosy byłych sędziów TK, którzy brali udział w wydawaniu wspomnianych orzeczeń, wskazują, że owoce tej aprobaty są rozczarowujące. Media informowały, że być może trybunał po raz trzeci zajmie się BTE. Biorąc pod uwagę doświadczenia ostatnich lat w egzekwowaniu należności z tytułu derywatów walutowych (opcji i swapów), a także kredytów "indeksowanych" i "denominowanych" do walut obcych, rewizja stanowiska trybunału co do zgodności BTE z konstytucyjnym prawem do sądu jest możliwa. Skoro TK akceptował bankowy tytuł egzekucyjny jako narzędzie udostępniania kredytu, a banki wykorzystują to narzędzie do egzekwowania należności z instrumentów rynku finansowego, trybunał może im to narzędzie zabrać.

Rządy prawa

Przywołany na wstępie argument za utrzymaniem BTE, dotyczący redukcji kosztów kredytu w zamian za redukcję praw, jest zasadniczo oceniany negatywnie w prawie cywilnym. Dorobek nauki prawa np. w zakresie wzorców umownych i umownych klauzul abuzywnych (bezprawnych), w szczególności w stosunkach konsumenckich, nie pozwala profesjonaliście się tłumaczyć, że pozbawił odbiorcę usług prawa w zamian za obniżenie ceny. Wolna gra sił rynkowych ma się odbywać w ramach istniejącego porządku prawnego, a nie na skróty.

Friedrich August von Hayek, którego poglądy nie sposób określić jako populizm, socjalizm czy podważanie bezpieczeństwa obrotu, wielokrotnie podkreślał, że rozwój kapitalizmu powinien następować w jasno określonych ramach prawnych, takich samych dla wszystkich - z zastrzeżeniem wyjątków dla osób dotkniętych przez los, ale w ramach możliwości finansowych społeczeństwa. Czy banki są dotknięte przez los? Takie określenie pasuje raczej do ich klientów, i to nawet bez uwzględniania przywilejów bankowych. Po prostu klient biorący kredyt siłą rzeczy uzależnia się od banku na czas trwania więzi umownej; bank zyskuje w ten sposób władzę nad klientem, władzę, którą powinien wykonywać oględnie. Klient i bank są w kredycie związani na dobre i na złe. Nie znaczy to, że ten do pewnego stopnia naturalny stan należy pogłębiać przez ograniczanie klientowi dostępu do sądu.

W ostatnich latach rząd anonsował prace nad specjalnymi sądami do załatwiania BTE. Chodzi o to, żeby wydawanie BTE maksymalnie scentralizować i przyspieszyć. Byłoby to korzystne dla banków, jednak dla klientów oznaczałoby dodatkową dolegliwość. W obecnej sytuacji prawnej, gdy właściwe dla nadawania klauzuli wykonalności są sądy rejonowe właściwe miejscowo dla dłużnika, klient banku świadomy różnicy zdań z bankiem może dość prosto sprawdzić, czy bank złożył już BTE w sądzie i ewentualnie uprzedzić decyzję sądu, wskazując swoje racje. Inna sprawa, że sądy działają mechanicznie i nie biorą pod uwagę nawet tego, że oświadczenie o poddaniu się egzekucji zawiera klauzule abuzywne. Jakoś nikomu nie przyszło do głowy, żeby stworzyć sądy wyspecjalizowane w sporach na tle umów rynku finansowego. A skala problemów prawnych i doniosłość skutków majątkowych dla stron i dla całej gospodarki, społeczeństwa i kraju jest tak olbrzymia, że państwu powinno zależeć na najwyższej jakości orzecznictwa w tym zakresie. Można jedynie przypuszczać, że gdyby sędziom ułatwiono wyspecjalizowanie się w sprawach umów finansowych, czas załatwiania spraw i jakość orzecznictwa uległyby poprawie z korzyścią dla wszystkich.

Degeneracja

Jak widać, w polskim systemie prawnym istnieją pola, w których siła argumentu pozwala zapanować nad argumentem siły. Do takich pól należy kontrola bankowych wzorców umownych. Niestety egzekucja bankowa nie leży na takim polu. Cytując klasyka, można wskazać, że państwo polskie działa fragmentarycznie. Zadaniem nas wszystkich jest sprawienie, żeby brzytwą Ockhama pokonać małpę z brzytwą. Pytaniem otwartym jest, jak tego dokonać: zlikwidować BTE czy pozwolić się zlikwidować sektorowi gospodarki, który z BTE korzysta.

Przywoływany wcześniej Hayek wskazywał, że najlepszym sposobem na walkę z monopolami i oligopolami jest poczekanie, aż się same zdegenerują przez korzystanie z pozycji silniejszego na rynku.

@RY1@i02/2015/040/i02.2015.040.00000300a.802.jpg@RY2@

Mariusz Korpalski radca prawny

Mariusz Korpalski

radca prawny

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.