Dziennik Gazeta Prawana logo

Pracownicy czekają w coraz dłuższych kolejkach do sądu

12 marca 2018

W ciągu pięciu lat średni czas trwania spraw zatrudnionych wydłużył się aż o połowę. Związki zawodowe domagają się zmian w procedurze i zwiększenia roli mediacji

9,4 miesiąca - tyle średnio trzeba było czekać na wyrok sądu pracy w 2016 r. (w sądach rejonowych). W ciągu zaledwie roku okres ten wydłużył się aż o miesiąc, a w porównaniu z 2012 r. - aż o 3 miesiące. Jeszcze gorzej jest w sądach okręgowych. Przeciętny czas trwania rozpatrywanych przez nie spraw pracowniczych wyniósł aż 13,3 miesiąca (o 3,4 miesiąca dłużej niż w 2012 r.). Rekordziści czekają na wyrok nawet ponad osiem lat - w 2016 r. było 95 takich spraw. Ma to ogromne skutki dla rynku pracy - powoduje, że ochrona przewidziana w k.p. staje się coraz bardziej iluzoryczna. Dostrzegają to związki zawodowe. OPZZ przyjął właśnie stanowisko, w którym domaga się m.in. przywrócenia zlikwidowanych wydziałów pracy w sądach rejonowych, zwiększenia ich obsady sędziowskiej oraz rozważenia obowiązkowej mediacji przed procesem.

- To tylko proponowane kierunki zmian. Rządząca partia w kampanii wyborczej zapowiadała usprawnienie pracy sądów. Zakładamy więc, że ma gotowe pomysły na zmiany - wskazuje Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ.

Jest źle

W praktyce na wyrok trzeba zazwyczaj czekać jeszcze dłużej, niż wskazują statystki.

- Uwzględniają one na przykład sprawy umorzone lub przypadki cofnięcia pozwu. Sprawy w sądach rejonowych trwają 2, 3 lata, w okręgowych rok, a w razie skutecznej kasacji trzeba jeszcze poczekać dodatkowe 1,5 roku. Dotyczy to większych miast, gdzie postępowań jest więcej, w mniejszych ośrodkach sprawy trwają nieco krócej - tłumaczy Grzegorz Ruszczyk, radca prawny i partner kierujący działem procesowym kancelarii Raczkowski Paruch.

To zwłaszcza problem dla zatrudnionych. - Pracodawca nie odczuwa na co dzień kłopotów związanych z przedłużającym się postępowaniem. Sprawą najczęściej zajmuje się konkretny dział jego firmy lub wynajęta kancelaria. Pracownik zwykle nie ma takiego komfortu - wyjaśnia Katarzyna Dulewicz, radca prawny i partner w kancelarii CMS Cameron McKenna.

Podkreśla, że firmy wykorzystują tę przewagę. - Łatwiej jest skłonić zatrudnionego do ugody, jeśli wie, że na wyrok i zapłatę na przykład odszkodowania za nieuzasadnione zwolnienie będzie musiał czekać kilka lat - dodaje.

Eksperci nie mają wątpliwości co do przyczyn przedłużających się postępowań. Wymieniają brak merytorycznego wsparcia sędziów (zbyt małą liczbę pracowników pomocniczych, którzy mogliby odciążyć sąd zwłaszcza w kwestiach formalnych), praktykę stosowania procedury cywilnej (na przykład przyjmowanie pism procesowych nawet po terminie z obawy na ewentualny zarzut nierozpoznania istoty sprawy), zmniejszenie liczby sądów pracy (w 2011 r. zamknięto 74 wydziały pracy w sądach rejonowych funkcjonujących w małych miejscowościach).

Do zmiany

Znalezienie skutecznej recepty na poprawę sytuacji nie jest łatwe, ale pomysłów na możliwe reformy nie brakuje. OPZZ proponuje między innymi zmiany w procedurze cywilnej oraz w regulacjach związanych z funkcjonowaniem sądów (m.in. opracowanie optymalnych procedur obiegu informacji oraz przekazywania dokumentów). Związek domaga się też przywrócenia zlikwidowanych wydziałów pracy (szczególnie tam, gdzie występują największe problemy z terminowością rozpatrywania spraw), zwiększenia obsady sędziowskiej oraz dodatkowych etatów dla osób obsługujących sędziów przy jednoczesnym zwiększeniu wymogów dla takich zatrudnionych.

- W Polsce na jednego sędziego przypada czterech takich pracowników, a w krajach zachodnioeuropejskich - od siedmiu do dziewięciu. Na rynku jest obecnie tylu prawników, że można podwyższyć kryteria kwalifikacyjne dla kandydatów na takie etaty - uważa Andrzej Radzikowski.

Sposobem na udrożnienie sądów pracy mogłoby być również zwiększenie roli mediacji. Zdaniem ekspertów można rozważyć wprowadzenie wymogu obligatoryjnego postępowania mediacyjnego przed przystąpieniem do procesu.

- Obecnie strony wolą rozpocząć spór w sądzie, przedstawić swoje warunki, wywrzeć presję i dopiero później - ewentualnie - godzą się na negocjowanie ugody - tłumaczy Katarzyna Dulewicz. W rezultacie mediacje częściej prowadzą do wydłużania postępowań, a nie ich skracania.

- Mogą one być sposobem na udrożnienie sądów, ale pod warunkiem że przepisy będą przewidywały obowiązek ich podjęcia i rzetelnego prowadzenia - nawet pod groźbą poniesienia wyższych kosztów w razie niespełnienia tych wymogów. Konieczne byłoby też wskazanie terminu na ich przeprowadzenie - zauważa Grzegorz Ruszczyk.

Innym rozwiązaniem jest rozszerzenie uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy, która mogłaby - w niektórych przypadkach - wyręczać sądy. OPZZ postuluje np., aby to inspektor ustalał istnienie stosunku pracy.

- W praktyce i tak realizują oni już to zadanie, tyle że w formie wystąpień do pracodawcy, czyli bez możliwości zastosowania przymusu. Mają więc w tej kwestii doświadczenie i mogliby podejmować decyzje w sprawie przekształcania umów cywilnoprawnych w te o pracę. Firma odwoływałaby się do sądu dopiero wówczas, gdy nie zgadza się z opinią PIP - wyjaśnia Andrzej Radzikowski.

Takie rozwiązania budzą jednak wątpliwości prawników.

- Teoretycznie podobne uprawnienie ma już ZUS - może ustalić obowiązek opłacania składek od danej umowy, ale czym innym jest zobowiązanie do wpłat o charakterze publicznoprawnym, a czym innym narzucanie dwóm podmiotom umowy o pracę - podsumowuje Grzegorz Ruszczyk.

@RY1@i02/2018/050/i02.2018.050.18300100b.801.jpg@RY2@

Jak działają sądy pracy

Łukasz Guza

lukasz.guza@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.