Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo administracyjne

Wyjaśnienie od ministra czy burmistrza dla mediów niekonieczne musi być przekazane na wyłączność

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Organy administracji publicznej mogą zamieszczać odpowiedzi na pytania obywateli i dziennikarzy w Biuletynie Informacji Publicznej. Nie powinny jednak dawać ich wybranym redakcjom

W czasach gdy królują media społecznościowie i nie tylko obywatele oraz firmy, lecz także ministerstwa i poszczególni ministrowie komunikują się ze społeczeństwem za pośrednictwem Twittera, informacja podana przed innymi pozostaje w cenie. Na newsy rywalizują między sobą nie tylko światowe media internetowe, lecz także prasa, radio i telewizja.

Informacje na wyłączność są ważnym elementem walki o czytelnika, radiosłuchacza czy widza. Tymczasem z pierwszeństwem w uzyskaniu informacji jest dziś coraz większy problem. Wszystko za sprawą urzędników, którzy automatycznie udostępniają odpowiedzi na pytania dziennikarzy innym dziennikarzom. Mało tego, czasami się zdarza, że równocześnie z odpowiedzią dla osoby zadającej pytanie informacja przekazywana jest celowo dziennikarzowi czy redakcji zaprzyjaźnionej z biurem prasowym czy rzecznikiem prasowym urzędu. Chodzi o to, by złagodzić jej negatywny wydźwięk, gdy trafi do opinii publicznej w artykule dziennikarza, który zadał pytania i któremu ta informacja została udzielona. Po ten instrument sięgają urzędnicy, by zminimalizować skutki odkrycia nieprawidłowości w funkcjonowaniu organu administracji publicznej czy nadużycia prawa i pokazać, że rzekomo nie ma problemu.

Szkopuł jednak w tym, że taka praktyka jest wątpliwa na gruncie prawa.

Jak szary obywatel

Ustawa z 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz.U. z 2001 r. nr 112, poz. 1198 z późn. zm.) nie przewiduje szczególnego traktowania dziennikarzy, jeśli chodzi o dostęp do informacji. Tak jak każdy Kowalski w naszym kraju mogą się z nimi zapoznać w trybie dostępu do informacji publicznej.

Sytuacji dziennikarzy nie poprawia też ustawa z 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe (Dz.U. nr 5, poz. 24 z późn. zm.), która w art. 3a mówi, że w zakresie prawa dostępu do informacji publicznej do dziennikarzy stosuje się przepisy ustawy o dostępie do informacji publicznej. Ta zaś nie przewiduje ani specjalnego trybu, ani krótszego czasu na udostępnienie informacji dziennikarzom. Tak jak każdy obywatel muszą czekać na odpowiedzi 14 dni (art. 13 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej). Mimo że ustawa w art. 10 przewiduje możliwość udostępnienia informacji niezwłocznie - w formie ustnej lub pisemnej bez pisemnego wniosku.

- Nie ma przepisu, który zapobiegałby praktyce organów administracji publicznej polegającej na udostępnianiu odpowiedzi na pytania konkretnego dziennikarza czy redakcji innym dziennikarzom i redakcjom. Informacja jest dobrem publicznym i ani w ustawie o dostępie do informacji publicznej, ani w ustawie - Prawo prasowe nie ma mowy o informacji na wyłączność - mówi prof. Ewa Nowińska, radca prawny, kierownik Zakładu Prawa Konkurencji i Środków Masowego Przekazu Katedry Prawa Własności Intelektualnej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jak podkreśla, odpowiedź niekiedy jest utworem w rozumieniu prawa autorskiego i autorowi wolno z nią zrobić, co zechce.

Taka praktyka jest szczególnie dolegliwa w czasach prześcigania się mediów w informacjach na wyłączność. Zdaniem prof. Ewy Nowińskiej wyjściem z sytuacji nie jest jednak publikowanie artykułów prasowych przed uzyskaniem odpowiedzi z urzędu administracji publicznej. Wtedy bowiem dziennikarzowi można postawić zarzut braku należytej staranności czy rzetelności. Odrębną kwestią jest czas, w którym dziennikarzowi ma być udzielona odpowiedź. - W tej kwestii konieczna jest szybka zmiana prawa prasowego. Obecnie odpowiednie, choć nie zawsze przestrzegane terminy są ujęte w ustawie o dostępie do informacji publicznej. W Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego jest projekt nowelizacji wskazanej ustawy, można zatem do niego wprowadzić odpowiednie propozycje - dodaje prof. Nowińska.

Powszechna, czyli dla każdego

Dr Grzegorz Sibiga, kierownik Zakładu Prawa Administracyjnego w Instytucie Nauk Prawnych PAN, adwokat, nie ma wątpliwości, że dziennikarze, których odpowiedzi są udostępniane kolegom po fachu z innych redakcji, nie mają środków prawnych zabezpieczających przed takim działaniem urzędników. - To jest dopuszczalna praktyka, bo informacja jest publiczna, a dostęp do niej powszechny - podkreśla dr Sibiga. O ile takie działania są, jak twierdzi, zgodne z prawem, o tyle tak oczywiste nie jest już przekazywanie odpowiedzi tylko wybranym mediom i dziennikarzom, innym niż zadający pytanie.

- Udostępnianie tej samej informacji innej, wyselekcjonowanej redakcji jest niczym innym jak pewną grą informacją czy w złym tego słowa znaczeniu polityką informacyjną urzędników. Tymczasem ustawa o dostępie do informacji publicznej nie przewiduje przekazywania informacji tylko wybranemu przez organ podmiotowi, innemu niż wnioskodawca - twierdzi dr Sibiga. W jego opinii nie ma podstaw prawnych, by ograniczać przekazywanie odpowiedzi udzielonej w trybie informacji publicznej tylko do jednej osoby, podobnie jak nie ma przepisu, który pozwalałby organom administracji rządowej czy samorządowej na udostępnianie informacji tylko wybranym przez siebie podmiotom.

- Jeżeli dostęp do informacji ma być powszechny, to urzędnicy powinni zamieszczać wszystkie udzielane odpowiedzi na pytania obywateli i dziennikarzy w internecie na swojej stronie w Biuletynie Informacji Publicznej - dodaje dr Sibiga.

Co mogą zrobić dziennikarze, którzy na skutek działania urzędników utracili newsa?

Pozostaje im co najwyżej skarga do nadrzędnego organu w stosunku do tego, który odpowiedź na ich pytania udostępnił innym wyselekcjonowanym redakcjom.

WAŻNE

Ustawa z 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz.U. z 2001 r. nr 112, poz. 1198 z późn. zm.) nie przewiduje szczególnego traktowania dziennikarzy, jeśli chodzi o dostęp do informacji

Grażyna J. Leśniak

grazyna.lesniak@infor.pl

OPINIA EKSPERTA

@RY1@i02/2013/191/i02.2013.191.08800040a.803.jpg@RY2@

Arwid Mednis docent na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, radca prawny i wspólnik w kancelarii Wierzbowski Eversheds

Praktyka udostępniania odpowiedzi przygotowanej dla jednego dziennikarza innym po to, żeby złagodzić ewentualny krytyczny wydźwięk publikacji, jest mocno wątpliwa, ale tylko od strony etycznej. Od strony prawnej ludzie mediów nie mają praktycznie instrumentu, który pozwoliłby im temu udostępnieniu zapobiec. W świetle obecnego prawa, i to nie tylko ustawy o dostępie do informacji publicznej, urzędnicy administracji publicznej i samorządowej zawsze mogą powiedzieć, że taka informacja została już wcześniej przygotowana i może zostać udostępniona. Nieważne, że przygotowano ją na wniosek innej redakcji czy innego dziennikarza. Nie widzę też powodu, by zmieniać obowiązujące prawo pod kątem dziennikarzy po to, aby mieli dostęp do informacji na preferencyjnych zasadach w stosunku do reszty społeczeństwa. I tak media są w lepszej sytuacji, bo nie dotyczy ich wymóg udowodnienia szczególnego interesu przy występowaniu o dane, które wymagają przetworzenia przez urząd.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.