Chorzy bez prawa do intymności
Mieszkanka Gdańska zamierza poskarżyć się do rzecznika praw pacjenta na to, że w szpitalu naruszono jej prawo do godności oraz prywatności.
Kobieta uważa, że lekarze powinni zawsze pytać pacjentów o zgodę na przeprowadzenie zabiegu w obecności innych osób, np. stażystów. Problem jednak w tym, że przepisy, które regulują prawa pacjentów i lekarzy, są ze sobą sprzeczne.
Ewa S. jest lekarzem dentystą. W ubiegły czwartek trafiła do szpitala klinicznego w Gdańsku z krwotokiem i podejrzeniem, że jest w pozamacicznej ciąży. Na sali, gdzie miał zbadać ją ginekolog, znajdowało się dziewięć innych osób: m.in. studenci medycyny i lekarze stażyści. Zabrakło natomiast parawanu, za którym kobieta mogłaby się rozebrać. - To był koszmar. Upokorzenie. Byłam roztrzęsiona, bałam się, a w szpitalu okazało się, że przy badaniu będzie całe to audytorium - opowiada Ewa S. Stażyści zostali wyproszeni z sali dopiero, gdy okazało się, że konieczny będzie zabieg. Gdy kobieta wróciła do szpitala, by porozmawiać o tym, co ją spotkało od jednego z profesorów, usłyszała: - Gdyby pytać kobiety, czy zgadzają się na obecność na sali uczących się, nie zgodziłaby się żadna.
Ewa S. zapowiada złożenie skargi do biura praw pacjenta przy resorcie zdrowia. - Jako stomatolog biorę udział w różnych kursach. Standardem jest pytanie pacjenta, czy zgadza się na moją obecność przy zabiegu. W przypadku ginekologii i położnictwa musi być tak samo: lekarz musi mieć obowiązek uzyskania zgody kobiety na obecność stażystów - mówi.
Jej przypadek nie jest odosobniony. Do fundacji Rodzić po Ludzku regularnie przychodzą e-maile od kobiet opisujących identyczne przypadki. - Doskonale znam problem. Najgorsze, co lekarz może pokazać swoim studentom, to, że pacjenta można potraktować przedmiotowo, wyłącznie jako materiał dydaktyczny - mówi szefowa fundacji Anna Otffinowska.
Gdy o komentarz poprosiliśmy rzeczniczkę praw pacjenta, Krystyna Kozłowska przyznała, że mogło dojść do "naruszenia prawa do poszanowania intymności i godności". Jednak dodała, że prawo to nie musi być stosowane w szpitalach klinicznych.
Czy to znaczy, że w placówkach, które prócz leczenia zajmują się też dydaktyką, chorzy nie mają prawa do intymności? Przepisy są sprzeczne. Ustawa o prawach pacjenta gwarantuje wszystkim chorym prawo do poszanowania godności i intymności. Stwierdza też jasno, że jeśli przy badaniu czy zabiegu mają znajdować się osoby postronne, wymagana jest zgoda pacjenta. Problem w tym, że w kolejnej ustawie - o zawodzie lekarza - napisano, że wymóg pytania pacjenta o zgodę "nie dotyczy klinik i szpitali akademii medycznych, medycznych jednostek badawczo-rozwojowych i innych uprawnionych do kształcenia".
Jak szpitale realizują to prawo? - Wiele zależy od wrażliwości lekarzy. Muszą wypośrodkować argumenty i organizować pracę tak, by studenci mogli się uczyć, a dla chorych było to najmniej uciążliwe - mówi prof. Andrzej Basiński, wicedyrektor Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku.
Anna Otffinowska nie ma jednak wątpliwości, że poleganie na wrażliwości to zbyt mało. - Prawo pacjenta do intymności powinno być zawsze nadrzędne. Czas skończyć z funkcjonowaniem dwóch wzajemnie wykluczających się ustaw - mówi. Za wzmocnieniem praw pacjenta opowiada się też były minister zdrowia Marek Balicki. - Rzecznik praw obywatelskich powinien sprawdzić, czy ustawa o zawodzie lekarza nie narusza konstytucyjnego prawa do ochrony prywatności - mówi.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu