Kult tajności kosztem zdrowego rozsądku
Odmowa dostępu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka do statystyk podsłuchowych pokazała, że polskie władze w imię bezwzględnej ochrony własnych, bliżej nieokreślonych, interesów ograniczają obywatelom prawo do informacji publicznej. Czas to zmienić
Prawo do informacji o tym, jak działają władze publiczne, to fundament nowoczesnego społeczeństwa. Jako forma społecznej kontroli wpływa stymulująco na jego rozwój. Dlatego też społeczne oczekiwanie transparentności działania państwa wiążące się z realizacją tego prawa ma tak silną podbudowę w art. 61 Konstytucji RP. Ograniczenia tego prawa są dopuszczalne, lecz ich podstawą mogą być jedynie rzeczywiste, doniosłe interesy państwa, np. ochrona bezpieczeństwa publicznego. Przy czym władza publiczna odmawiając obywatelowi informacji, musi jednoznacznie wykazać, iż ujrzenie światła dziennego przez daną informację może poczynić państwu poważne i niepowetowane szkody.
Koncept sprawy
Po 3 latach 5 miesiącach i 18 dniach szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego udostępnił fundacji informację publiczną - statystykę sięgania przez CBA po tzw. kontrolę operacyjną w okresie sierpień 2006 - marzec 2009. Nie uczynił jednak tego dobrowolnie, lecz pod presją sądów administracyjnych.
Otóż wiosną 2009 r. fundacja zapytała szefów ABW i CBA o statystyki stosowania przez te służby kontroli operacyjnej (może polegać na kontroli korespondencji, zawartości przesyłek, stosowaniu środków technicznych umożliwiających uzyskiwanie w sposób niejawny informacji i dowodów oraz ich utrwalanie, a w szczególności treści rozmów telefonicznych i innych informacji przekazywanych za pomocą sieci telekomunikacyjnych). Fundacja poprosiła o dane, gdyż chciała je wykorzystać w opinii dla Trybunału Konstytucyjnego rozpatrującego sprawę o sygn. P 79/08 - dotyczyła uprawnienia ABW do stosowania kontroli operacyjnej. I choć postępowanie z przyczyn formalnych zostało umorzone przez Trybunał, to fundacja nie zrezygnowała z walki o dane, gdyż wyszła z założenia, iż będą one istotne dla debaty o sferze uprawnień operacyjnych policji i służb. Mijają lata, a ta dyskusja ciągle trwa. Pojawiają się nowe problemy. Jej apogeum nastąpi najprawdopodobniej, gdy będzie znany termin wydania przez Trybunał Konstytucyjny wyroku połączonych sprawach dotyczących sfery operacyjnych uprawnień służb (sygn. K 23/11).
Mozolne zabiegi
Obie sprawy o pozyskanie statystyk ruszyły w tym samym czasie. ABW od początku mówiła, że wnioskowana informacja nie ma charakteru publicznego. Dopiero po prawomocnym wyroku NSA z 18 maja 2011 r. (sygn. akt I OSK 198/11) stwierdzającym bezczynność szef ABW wydał decyzję odmowną, która w skutek tegorocznych orzeczeń WSA w Warszawie (sygn. II SA/Wa 2718/11), jak i NSA (sygn. I OSK 1393/12) nie utrzymała się w obrocie prawnym.
CBA podchodziło do problemu w sposób podobny. Nawet po miażdżącym wyroku z 1 października 2010 r. (sygn. I OSK 1149/10), w którym NSA stwierdził, że ujawnienie tych danych może "dla opinii publicznej stanowić ważny sygnał" na temat skali inwigilacji, szef CBA nadal odmawiał informacji - umorzył nawet postępowanie w sprawie. Decyzja ta została jednak uchylona w lutym 2012 r. przez WSA w Warszawie (sygn. II SA/Wa 2695/11). Tymczasem szefowie obu służb konsekwentnie robili wszystko, by odwlec w czasie udostępnienie informacji, wynajdując nowe argumenty i tworząc wokół nich aurę tajemniczości. Wskazywali m.in., że opinia publiczna może poznać jedynie informacje na temat kontroli operacyjnych przekazywane parlamentowi przez prokuratora generalnego oraz ministra spraw wewnętrznych. Ostatecznie szef CBA na początku października udostępnił wnioskowane informacje, a kierownictwo ABW czeka zapewne na uzasadnienie wyroku z 21 września 2012 r., co warte podkreślenia, trzeciego wyroku NSA w tej sprawie.
Co tak naprawdę ukrywano
Z udostępnionych danych wynika, że w roku przedterminowych wyborów CBA ze szczególną intensywnością sięgało po kontrolę operacyjną, a sądy w 98 proc. przypadków udzielały zgody na jej zarządzenie. Jeśli dodamy do tego, że w 2007 r. wydane zostały dwa niezwykle istotne judykaty dotyczące reguł wykorzystywania materiałów z podsłuchu (postanowienie SN z 26 kwietnia 2007 r., sygn. I KZP 6/07 oraz postanowienie SA w Warszawie z 18 maja 2007 r., sygn. II AKz 288/07), a także przypomnijmy sobie, jakimi sprawami żyła opinia publiczna w tym czasie, to trzeba powiedzieć, że informacja ta w ogóle nie zaskakuje. Można wręcz stwierdzić, że to zestawienie pozwala wysnuć jedynie podejrzenie, że kontrola sądowa nad podsłuchami mogła być zbyt pobieżna. Z braku dodatkowych twardych danych, należy przypuszczać, że powodem takiego poziomu akceptowalności kierowanych wniosków mógł być brak możliwości dostępu przez sędziego do materiałów operacyjnych (obowiązujące przepisy nie przewidywały wprost takiego uprawnienia).
W pozostałym zakresie informacje te - także z uwagi na horyzont czasowy, którego dotyczą - należy uznać za mało interesujące. Gdyby je zestawić z danymi o liczbie przypadków zarządzenia kontroli operacyjnej na osobę nieustaloną, wskazaniem w przypadkach, jakich przestępstw ją zarządzano najczęściej, czy też odnieść je do statystyki, w ilu przypadkach zarządzenie kontroli dało podstawę do wszczęcia postępowania, postawienia zarzutów, wniesienia aktu oskarżenia oraz skazania, to dopiero uzyskalibyśmy miarodajny materiał mogący stanowić podstawę do rzetelnej debaty na temat problemu sfery operacyjnych uprawnień służb i policji.
Osiągnięte korzyści
Po zapoznaniu się z informacją szefa CBA i przy założeniu, że ABW postąpi w sposób podobny, należy postawić następujące pytanie, czy informacje te były warte wysiłku włożonego w ich pozyskanie? Odpowiedź na to nie powinna być mimo wszystko pozytywna. Niewątpliwe jest, że tego typu sytuacje powinny stanowić impuls do dyskusji nad kwestią sprawowania przez sądy kontroli nad stosowaniem różnych środków inwigilacji. Wartością dodaną była także możliwość zbadania, jak w warunkach praktycznych funkcjonują obecne regulacje dotyczące informacji niejawnych.
Wyroki sądów w tych postępowaniach tworzą konsekwentną linię orzeczniczą w kwestii granic konstytucyjnego prawa dostępu do informacji. Efekt końcowy tych spraw dał jasny sygnał, że w państwie demokratycznym konieczne i możliwe jest istnienie cywilnych form kontroli nad działalnością policji i służb specjalnych. Pokazuje on, że prawo do informacji publicznej nie jest pustym frazesem, a realnym przejawem zasady zwierzchnictwa narodu nad funkcjonowaniem instytucji państwowych. Jednocześnie sprawy te pokazują, że pewna działalność organów państwowych może zostać wyciągnięta poza margines kontroli społecznej i przez to mniej transparentna. Warunkiem jest tu jednak zachowanie zdrowego rozsądku i odpowiednich proporcji. W innym przypadku zbyt dużo miejsca w ramach dyskusji nad sferą uprawnień i powinności organów ścigania w Polsce pozostanie na domysły i gołosłowne argumenty nieznajdujące wsparcia w rzeczywistych potrzebach społecznych. Nie można bowiem, przy asymetrii informacyjnej między uczestnikami dyskusji o skuteczności ścigania karnego i jego potrzebach, a z taką mamy do czynienia, gdy zwolennicy poszerzenia uprawnień policji i służb specjalnych nie podają konkretnych argumentów, liczyć na wysoki poziom tej debaty.
@RY1@i02/2012/212/i02.2012.212.07000070a.802.jpg@RY2@
Artur Pietryka, aplikant adwokacki w Okręgowej Radzie Adwokackiej w Warszawie, współpracownik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka
Artur Pietryka
aplikant adwokacki w Okręgowej Radzie Adwokackiej w Warszawie, współpracownik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu