Rodzina uwięziona w budowlanej luce
Prawo
650 tys. zł zapłacili nasi czytelnicy deweloperowi za dom w jednej z warszawskich dzielnic. Dom stoi, ale oni, z ciężko chorą córką, nie mogą się do niego wprowadzić, bo inwestor nie wystąpił o pozwolenie na użytkowanie. Czytelnicy mieszkają obok, w przyczepie kempingowej. Jak długo jeszcze? To zależy od tego, kiedy Naczelny Sąd Administracyjny rozpatrzy skargę kasacyjną, którą dzisiaj złożyli.
Wszystko przez przepisy prawa budowlanego, które jako jedyny podmiot uprawniony do starania się o pozwolenie na użytkowanie obiektu wskazują inwestora. A inwestorem jest deweloper, a nie właściciel. Wprowadzenie się zaś bez pozwolenia oznacza naruszenie prawa i ryzyko kar, liczonych w dziesiątkach tysięcy złotych.
W sprawie naszych czytelników nie popisał się również sąd. Stosując ściśle przepisy, uznał, że nie ma możliwości, by przyjąć, że to przyszli mieszkańcy, a nie deweloper, mają interes w tym, by uzyskać pozwolenie na użytkowanie domu.
- Organy administracji architektoniczno-budowlanej oraz warszawski WSA, zamiast stosować w tej sprawie wykładnię proobywatelską, stosowały wykładnię całkowicie przeciwną. Nie uwzględniały orzecznictwa NSA - twierdzi radca prawny Joanna Chruściel.
Anna Krzyżanowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu