Nadzór administracyjny, czyli jak świstak siedzi i zawija te sreberka
Resort przygotował projekt rozporządzenia w sprawie nadzoru administracyjnego nad działalnością administracyjną sądów powszechnych. Niestety dokument ten powiela błąd metodologiczny, jaki został popełniony podczas uchwalania ustawy, a polegający na braku rozróżnienia nadzoru merytorycznego i administracyjnego
Rozważania odnośnie do rozporządzenia ministra sprawiedliwości należy zacząć od analizy, czym jest nadzór administracyjny. Odpowiedź znajdziemy w art. 8 p.u.s.p. Stanowi on, że działalność administracyjna sądów polega na zapewnieniu odpowiednich warunków techniczno-organizacyjnych oraz majątkowych funkcjonowania sądu oraz zapewnieniu właściwego toku wewnętrznego urzędowania sądu, bezpośrednio związanego z wykonywaniem przez sąd zadań, o których mowa w art. 1 parag. 2 i 3 p.u.s.p. Tym samym nadzór administracyjny powinien obejmować jedynie czynności administracji sądowej, dotyczące dysponowania środkami rzeczowymi i osobowymi w zakresie zapewnienia właściwego funkcjonowania sądu jako jednostki organizacyjnej.
Sędziowie w toku prac nad zmianą ustawy - Prawo o ustroju sądów powszechnych postulowali o ustawowe doprecyzowanie, czym jest w istocie nadzór administracyjny, które byłoby zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 15 stycznia 2009 r. (sygn. akt K 45/07). W tym stanie rzeczy przewidziana w art. 37i p.u.s.p. delegacja do dalej idącego uszczegółowienia trybu nadzoru administracyjnego nad działalnością sądów, o której mowa w art. 8 pkt 2 p.u.s.p., w drodze rozporządzenia ministra sprawiedliwości była niedopuszczalna, i to bez względu na to, w jaki sposób organ upoważniony miałby z niej skorzystać. Z powyższych względów nie można zgodzić się ze stwierdzeniem projektodawców, jakoby nadzór ministra sprawiedliwości miał ograniczyć się tylko do nadzorowania nadzorujących, tj. prezesów sądów. Nadzór ten będzie merytoryczny.
Pozostało oczekiwanie na projekt rozporządzenia, które mogło w pewien sposób uregulować braki normy ustawowej, chociaż w przyjętym przez Sejm stanie prawnym trudno jest kwestionować przyjęte rozwiązania.
Niestety przedłożony projekt jest kolejnym dowodem na to, że podstawowym zakresem działalności resortu jest jedynie postępująca biurokratyzacja sądownictwa i wbrew proponowanemu brzmieniu par. 2 rozporządzenia będzie gwarantował jedynie znaczące zakłócenie pracy sądów. Wydaje się oczywiste, że projektodawca sam zdaje sobie sprawę ze skutków wprowadzanego rozporządzenia, skoro zabezpiecza się, wprowadzając do projektu niedookreślone sformułowanie w postaci "istotnego zakłócenia".
Analiza załączników do rozporządzenia wskazuje, że najważniejszymi aspektami form nadzoru będzie powielanie rozbudowanych do granic wytrzymałości statystyk sądowych. Należy zauważyć, że na przestrzeni ostatnich lat dane gromadzone przez Ministerstwo Sprawiedliwości na temat pracy sądów przekształciły organ mający za zadanie zapewnienie odpowiednich warunków do pracy sądów w znany z filmu "Obywatel Piszczyk" departament liczenia spinaczy biurowych.
Reforma wymiaru sprawiedliwości skupiła się na danych statystycznych, bez realnej oceny rzeczywistych potrzeb, jakimi są chociażby zmiany w obowiązujących procedurach. Z przykrością stwierdzam, że o ile wydaje się zrozumiałe ujednolicenie form nadzoru przez wprowadzenie wzorów formularzy, o tyle przewidywane czynności, które będą zmuszeni wykonywać sędziowie wizytatorzy, w znaczący sposób utrudnią bieżącą pracę w sądach. Tymczasem Ministerstwo Sprawiedliwości od wielu lat gromadzi dane i w tym celu zatrudnia dziesiątki osób. Sporządzane każdego roku statystyki roczne, miesięczne i doraźne "na wezwanie faxem" już w chwili obecnej generują konieczność wyłączenia z normalnej pracy część obsady sekretariatu. Stan ten utrudnia ich funkcjonowanie pomimo usprawnień w postaci systemów komputerowych. Niestety projekt rozporządzenia zakłada sporządzanie statystyk, analiz oraz opartych na nich protokołów wizytacyjnych i lustracyjnych w ciągu roku. Tym samym wymusza zarówno na wizytatorach, jak również na kierownikach sekretariatów przygotowywanie dodatkowych - moim zdaniem - całkowicie zbędnych statystyk. Jest to okoliczność, która wskazywałaby na to, że "przemęczeni analizami" sędziowie w jednym z byłych już departamentów Ministerstwa Sprawiedliwości, zamiast wykonywać swoje obowiązki, chcą je przerzucić na wizytatorów.
Bo czym ma zajmować się zgodnie z projektem sędzia wizytator? Ma m.in. badać ruch spraw w poszczególnych wydziałach oraz ich ilość załatwień przez sędziów, obciążenia sędziów poszczególnymi kategoriami, sposobem i szybkością rozpoznania, statystykami spraw zawieszonych, obsadą średniookresową, liczbą asystentów, referendarzy, ilością, sposobem rozpoznania skarg na przewlekłość postępowania itp.
Są to ewidentnie dane statystyczne, które corocznie są przesyłane do resortu i trudno jest znaleźć uzasadnienie dla powtarzania tych czynności przez wizytatorów. Wydaje się oczywiste, że przeprowadzana w tej formie wizytacja lub lustracja w sądzie spowoduje dezorganizację pracy i utrudni bieżące rozpoznawanie spraw.
Smutną konstatacją pozostaje, że proponowana forma kontroli będzie skutkowała przy zakładanych ocenach okresowych sędziów, całkowitym odsunięciem od orzekania rzeszy sędziów. Przygotowanie protokołu zgodnie z propozycjami resortu będzie wymagało wytężonej pracy, a jej jedynym rezultatem wydaje się być udostępnienie pracownikom ministerstwa tzw. gotowca, na podstawie którego kolejny reformator sądownictwa będzie zapewne dokonywał zmian organizacyjnych i etatowych.
Projekt rozporządzenia w kilku miejscach budzi poważne obawy odnośnie do możliwości wkroczenia nadzoru administracyjnego w sferę niezawisłości sędziowskiej. Z uzasadnienia cyt. wyżej wyroku TK wynikało jednoznacznie, że "nadzór nad działalnością administracyjną sądów nie powinien obejmować organizowania postępowania w rozpoznawanych sprawach (np. rozdzielania wpływających spraw, wyznaczania terminów konkretnych posiedzeń, wzywania świadków, biegłych). Zdaniem Trybunału niedopuszczalna jest ingerencja w czynności procesowe podlegające kontroli instancyjnej, np. polecenie podjęcia postępowania i kontynuowania, kwestionowanie odroczenia rozprawy celem przeprowadzenia jakiegoś dowodu.
Rozporządzenie nie wyszło naprzeciw tym uwagom i powieliło błędy ustawy. W tym zakresie poważne obawy zdaje się budzić treść proponowanego par. 17 rozporządzenia, który stanowi, że prezes sądu może powierzyć sędziemu wizytatorowi badanie sprawności postępowania w poszczególnych sprawach. Niewątpliwie sprawność postępowania jest jednym z obowiązków sędziów, nie można jednak zapominać, że to do sędziego należy podjęcie decyzji o sposobie prowadzenia sprawy, a wszelkie uchybienia w tym zakresie mogą być kwestionowane przez strony w drodze tzw. skargi na przewlekłość postepowania.
Na zakończenie trzeba jednak przyznać, że w projekcie znalazły się czynności stricte spełniające wymogi nadzoru administracyjnego. Niewątpliwie na pochwałę zasługuje fakt, że wizytatorzy będą opisywać warunki techniczne, materialne, organizacyjne oraz kadrowe sądów. Pozostaje jedynie zadać pytanie, kto i w jakiej formie uwzględni uwagi wskazujące na konieczność poprawy w tym zakresie.
@RY1@i02/2012/052/i02.2012.052.07000070i.802.jpg@RY2@
Rafał Puchalski, sędzia Sądu Rejonowego w Jarosławiu
Rafał Puchalski
sędzia Sądu Rejonowego w Jarosławiu
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu