Nawet Prezydent RP musi podlegać kontroli społecznej
Proces ustawodawczy powinien być jawny i przejrzysty. Ta zasada przyświecała studentowi prawa, który w ubiegłym roku zaskarżył Kancelarię Prezydenta RP. Sprawę wygrał
Gratulacje z powodu wygranej kasacji w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Czy wyrok w pełni pana usatysfakcjonował?
Nie do końca, chociaż orzeczenie, które zapadło, faktycznie jest na moją korzyść i skarga kasacyjna Kancelarii Prezydenta RP została oddalona. Niestety wypowiedzi sędzi sprawozdawcy nieco mnie rozczarowały. Argumenty, które zostały przedstawione w ustnym uzasadnieniu, nie dają mi zbyt dużego pola do popisu. NSA stwierdził bowiem, że nie wszystkie informacje, które są w posiadaniu Kancelarii Prezydenta RP, są informacjami publicznymi.
Co to dokładnie znaczy?
Według nich można ocenić, która opinia posiadana przez kancelarię jest informacją publiczną, a która nie. W praktyce zastosowanie tych kryteriów będzie wyglądać w następujący sposób. Kancelaria ma przesłać mi listę opinii będących w jej posiadaniu, a ja mam wybrać te, z którymi chcę się zapoznać. Kancelaria, kierując się wytycznymi z orzeczenia, udostępni albo nie udostępni mi żądanych materiałów. Moim zdaniem tworzenie przez NSA kryteriów podziału na informacje publiczne i niepubliczne jest jednak bardzo sztuczne. Nie znajduje to uzasadnienia ani w ustawie o dostępie do informacji publicznej, ani w konstytucji. Jako prawnik nie do końca mogę sobie wyobrazić, jak opinia zlecona przez Prezydenta RP, która dotyczy spraw publicznych, może nie być uznana za informację publiczną. Oczywiście pewne materiały, którymi dysponuje kancelaria, i które stanowią informację publiczną, mogą nie być udostępnione na mocy przepisów szczególnych. W takich jednak przypadkach kancelaria powinna wydać decyzję administracyjną, tego w mojej sprawie nie zrobiono.
Z czym pan jeszcze się nie zgadza?
Nie do końca rozumiem, co sędzia NSA miała na myśli, odnosząc się do kwestii możliwości ewentualnego powołania się na prawo autorskie w celu odmowy udostępnienia informacji publicznej. Według mnie ochrona prawnoautorska tych ekspertyz nie może być przeszkodą do ich udostępnienia. Tym jednak aż tak się nie martwię. Linia orzecznicza NSA jest dosyć jasna, jeśli chodzi o prawo autorskie. Mam nadzieję, że i tym razem nie odstąpi od swojego poglądu, który był jak dotąd jednoznaczny i zbieżny z moim stanowiskiem. Trudno jednak komentować w całości wyrok, kiedy brakuje jeszcze pisemnego uzasadnienia. Liczę, że tam wszystkie motywy NSA zostaną szczegółowo wyjaśnione. Na to trzeba jeszcze poczekać zapewne parę tygodni.
Dlaczego zainteresował się pan nowelizacją ustawy o OFE i ekspertyzami?
Na stronie internetowej Prezydenta RP znalazłem informacje, że ekspertyzy przekonały Bronisława Komorowskiego do podpisania nowelizacji ustawy o OFE. Te opinie bowiem wskazywały na to, że nie ma zagrożenia, iż nowe przepisy naruszą konstytucję. Wcześniej na ten temat toczyła się debata publiczna, nowelizacja budziła kontrowersje wśród prawników, ekonomistów oraz całego społeczeństwa, dlatego ja chciałem poznać treść ekspertyz. Uznałem też, że jako obywatel mam do tego prawo. Złożyłem więc wniosek do Kancelarii Prezydenta RP o udostępnienie informacji publicznej i byłem święcie przekonany, że jest to najprostszy sposób na to, by uzyskać te materiały. Byłem w błędzie. Żądanych materiałów nie otrzymałem. Zaskoczyło mnie za to pismo z Kancelarii Prezydenta. Z jego treści wynikało, że ekspertyzy, o które proszę, nie stanowią informacji publicznej.
I postanowił pan skierować sprawę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego...
Najpierw przejrzałem przepisy i konstytucję. Zapoznałem się także z orzecznictwem. To przekonało mnie, że Kancelaria Prezydenta nie ma racji. Jedynym sposobem, by tego dowieść, była droga sądowa.
Jakie argumenty kancelaria przedstawiała w sądzie?
Jednym z najciekawszych był ten, że opinie były sporządzone w związku z wykonywaniem przez pana prezydenta prerogatyw. Te z kolei nie podlegają ani kontroli rządowej, ani kontroli innych władz. W związku z tym dokumenty, które związane są z prerogatywami, nie stanowią informacji publicznej. Padły też oczywiście argumenty, że ekspertyzy są pod ochroną prawa autorskiego.
Po jakie kontargumenty pan sięgnął?
W sprawie prawa autorskiego starałem się przekonać, że jego przepisy nie wyłączają ekspertyz z katalogu informacji publicznych. Jeśli chodzi o prerogatywy, twierdziłem, że prezydent podpisuje ustawę, ewentualnie tego nie robi, w ramach procesu ustawodawczego. W ramach tego trybu kancelaria przygotowuje prezydentowi materiały, które pomagają mu podjąć decyzję. Oznacza to, że ekspertyzy też stanowią pewną część procesu ustawodawczego. Cały ten tryb powinien być jawny i przejrzysty, bez względu na to, czy dotyczy fazy rządowej, parlamentarnej czy wykonywania zadań przez prezydenta. Dlatego też powołanie się na prerogatywy w tym przypadku było błędem. Służą one bowiem umocnieniu władzy prezydenta wobec innych przedstawicieli władzy i nie oznaczają, że działania prezydenta wyłączone są spod kontroli społecznej.
Co się jeszcze działo w czasie postępowania?
Kancelaria zmieniła stanowisko co do samej treści ekspertyz. Byłem niesamowicie zaskoczony tym, co przedstawiano w pismach procesowych na temat materiałów, których żądałem. Okazało się bowiem, że prezydent podjął decyzję na podstawie opinii, które wcale nie były jednoznaczne. Zdziwiło mnie to, ponieważ liczyłem na to, że nie ma tam żadnych rozbieżności i że nie ma zagrożenia dotyczącego naruszenia konstytucji. Później się okazało, że ekspertyzy wcale nie dotyczą ustawy o OFE, ale ocen zamierzeń rządowych, zanim sam projekt trafił do Sejmu. Pojawiło się również stanowisko, że decyzja prezydenta nie była oparta na zleconych ekspertyzach.
Czy tylko chęć poznania treści ekspertyz zdecydowała o pana walce z Kancelarią Prezydenta?
Głównym powodem było to, że chciałem po prostu dowiedzieć się, co znajduje się w ekspertyzach. Nie ukrywam jednak, że odpowiedź, którą dostałem z Kancelarii Prezydenta, była pewnego rodzaju prowokacją. Uważałem i nadal uważam, że opinie, o które prosiłem, to informacja publiczna.
Czy spodziewał się pan takiego rozgłosu?
Absolutnie nie. Byłem bardzo zaskoczony tym, że już na pierwszej rozprawie przed WSA pojawiło się trochę osób, których nie znałem. Byłem w szoku, że cała sprawa nabrała takiego rozgłosu.
Czy ta sprawa wpłynęła jakoś na pańską karierę?
Nie. Wszystko, co robiłem, robiłem jako osoba prywatna. Nie liczyłem ani na to, że dzięki temu zrobię karierę, ani na to, że dostanę jakiś awans. To była moja prywatna sprawa i nie chciałem do tego mieszać mojego życia zawodowego.
Jeśli pan nie dostanie ekspertyz z Kancelarii Prezydenta, zamierza pan dalej o nie walczyć?
To, co będę dalej robił, jest uzależnione od pisemnego uzasadnienia wyroku NSA. Optymistyczne jest to, że nawet jeśli nic teraz nie wskóram, nie znaczy to, że innym to się nie uda. Obecnie przecież prowadzone są inne postępowania w sprawie ekspertyz do nowelizacji ustawy o OFE. Być może sędziowie, którzy będą rozstrzygać sprawę, wydadzą orzeczenia, w których zawrą inne kryteria udostępniania informacji publicznych lub w ogóle nie będą ich ustalać. Póki co staram się być optymistą i mam nadzieję, że uda się doprowadzić do ujawnienia tych opinii.
@RY1@i02/2012/027/i02.2012.027.07000070e.802.jpg@RY2@
Marek Domagała, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, który wygrał sprawę z Kancelarią Prezydenta RP o udostępnienie ekspertyz dotyczących nowelizacji ustawy o OFE
Rozmawiała Iwona Łoboda
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu