Mniej chaosu w miastach
Olgierd Dziekoński Opłaty za reklamy stanowić będą co prawda kłopot dla reklamodawców, ale będą swego rodzaju bezpiecznikiem
Hiszpański filozof Jose Ortega y Gasset powiedział: "Pokaż mi krajobraz, w którym żyjesz, a powiem ci, kim jesteś". Od tego stwierdzenia rozpoczyna się też projekt uzasadnienia prezydenckiej ustawy o ochronie krajobrazu. Kim więc zdaniem pana ministra są Polacy?
Ludźmi trochę zagubionymi w rzeczywistości. Z jednej strony zależy nam na krajobrazie i chcemy, żeby dookoła było pięknie, z drugiej jednak zbyt mocno cenimy wolność i nie potrafimy z tej wolności skorzystać w sposób wspólnotowy.
Skąd taka teza?
Wystarczy spojrzeć na tegoroczne wyniki badań TNS OBOP przygotowane w ramach projektu "Reklama w przestrzeni publicznej". 92 proc. Polaków stwierdziło w nich, że ceni przestrzeń publiczną, czyli ważne jest dla nich, aby ich miejscowość ładnie wyglądała. Dwie trzecie Polaków jest też zdania, że reklamy w obecnym kształcie bardziej zaśmiecają, niż upiększają. 78 proc. respondentów twierdzi zaś, że potrzebne są regulacje, które zapewnią większy ład w krajobrazie.
Odpowiedzią jest prezydencka ustawa?
Z pewnością tak. Warto jednak podkreślić, że dla nas, czyli Kancelarii Prezydenta, kwestia krajobrazu jest czymś ważniejszym niż dyskusją o tym, czy coś jest ładne, czy brzydkie. Jeśli spojrzymy do konstytucji, to zauważymy, że już jej preambuła mówi o kulturze, o przekazaniu przyszłym pokoleniom wszystkiego, co cenne, z ponadtysiącletniego dorobku. W art. 5 mówimy, że Rzeczpospolita strzeże dziedzictwa narodowego, a jej pierwszy artykuł mówi, że Polska jest dobrem wszystkich obywateli. Problem w tym, że dziś dyskusja o krajobrazie nie odnosi się wcale do krajobrazu jako dobra wspólnego wszystkich obywateli, nie odnosi się do wartości dziedzictwa narodowego. Sprowadza się jedynie do tego, ile z tego zawłaszczanego czy prywatyzowanego dobra wspólnego się nam należy.
Jakie są zatem pomysły prezydenckiej kancelarii, by krajobraz był lepiej chroniony?
A takie, by stworzyć nowe mechanizmy i aby usprawnić te istniejące, zawarte chociażby w ustawie o ochronie przyrody, ochronie zabytków czy ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Normy prawne bowiem istnieją, ale nie są zintegrowane ze sobą. Doskonale odzwierciedlają one segmentację, która istnieje w Polsce, gdzie organy zajmujące się np. ochroną środowiska zajmują się tylko tym, podobnie jak te zajmujące się zabytkami. Powinniśmy spojrzeć na bardzo ciekawy, niewprowadzony jeszcze do polskiego porządku prawnego, załącznik do jednej z dyrektyw Unii Europejskiej, który mówi o tym, że tzw. informacje o środowisku - a więc znany u nas raport środowiskowy - powinny zawierać informacje, w jaki sposób dana inwestycja będzie wpływała na krajobraz naturalny, kulturowy, architekturę i kształt przestrzeni. Rozwiązanie to próbujemy również wprowadzić w procedowanej właśnie w Sejmie ustawie.
W dyskusji dotyczącej państwa propozycji pojawiają się jednak dość stanowcze głosy inwestorów wiatrowych, którzy podnoszą, że prezydencki projekt, wprowadzając nową definicję dominanty krajobrazowej, w stosunku do której znajdą zastosowanie surowsze zasady w zakresie sytuowania, zablokuje rozwój energetyki odnawialnej.
Nie zgadzam się z tym poglądem. Proszę zauważyć, że przedstawiciele energetyki wiatrowej bardzo często w dyskusjach podnoszą, że chcą, aby budowa farm wiatrowych odbywała się w trybie jak najbardziej publicznej debaty, jaką jest procedura ustanowienia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Wielokrotnie wskazywano, że niewłaściwe jest lokalizowanie wiatraków w drodze decyzji o warunkach zabudowy. A cóż mówi nasz projekt? Jedynie tyle, że inwestycje o charakterze dominant krajobrazowych mają być realizowane w trybie planów przestrzennych.
Co jednak w sytuacji, gdy na terenie, gdzie nie ma planu, istnieją idealne warunki do rozpoczęcia tej działalności, ale gmina nie ma pieniędzy na plan. Inwestor nie może go przecież, zgodnie z prawem, zafundować?
Nie może być tak, że gmina nie ma pieniędzy na plan. Uchwalenie go jest przecież jej zadaniem własnym. Gmina wykazałaby się niegospodarnością, gdyby tego rodzaju środków na planowanie przestrzenne nie posiadała.
A w jaki sposób ustawa chce się rozprawić z wszechobecnymi w przestrzeni publicznej reklamami?
Poprzez wprowadzenie tego, co nazywamy kodeksem reklamowym. Gmina będzie miała możliwość wprowadzenia takiego kodeksu, a więc zasad dotyczących tego, w jakich miejscach, jakiej wielkości i na jakich nośnikach mogą być takie urządzenia ustawiane. Podjęcie przez gminę uchwały w tym zakresie jest relatywnie proste, ale po to, żeby rada gminy miała jakiś mechanizm kontroli, wprowadzamy w projekcie możliwość stanowienia opłat z tytułu reklam.
I tu dotykamy kolejnego problemu. Branża reklamowa podnosi bowiem, że tylko największe firmy będzie stać na reklamowanie się w przestrzeni publicznej. Rykoszetem dostaną więc mniejsi przedsiębiorcy.
Nie wydaje mi się. Opłaty za reklamy stanowić będą co prawda kłopot dla reklamodawców, ale będą swego rodzaju bezpiecznikiem. Postawią gminę bowiem w takiej sytuacji, że z jednej strony będzie mogła wprowadzać bardzo rygorystyczne zasady i opłaty w zakresie sytuowania reklam, ale wtedy będzie miała mniej pieniędzy, albo wprowadzać zasady bardziej liberalne, ale wtedy będzie pod silnym obstrzałem ze strony społeczności. Moim zdaniem formuła "opłata plus przepis prawa" stworzy dosyć racjonalny balans pomiędzy mechanizmem ochrony a mechanizmem ekonomicznego wykorzystania przestrzeni.
Jak pan minister zareagował na wniosek posłów, aby procedowanie ustawy nadzorowane było przez CBA i ABW?
Potraktowałem to jako poselską próbę zwrócenia uwagi na siebie oraz niechęć do dyskusji merytorycznej. Istota funkcjonowania parlamentu polega przecież na tym, że wszystkie debaty są jawne, otwarte i transparentne.
@RY1@i02/2013/223/i02.2013.223.183000400.802.jpg@RY2@
Fot. Lukasz Kaminski_KPRP
Olgierd Dziekoński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP
Rozmawiała Anna Krzyżanowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu