Przepisy o zamówieniach publicznych nie potrzebują implantów, lecz nowego początku
Tego nawet najstarsi górale, przepraszam - posłowie, nie pamiętają. Po pierwszym czytaniu w Sejmie jest już pięć projektów nowelizacji ustawy - Prawo zamówień publicznych, kolejne dwa przygotowuje klub PO (być może połączy w jedną całość), w rządzie kończą się prace nad jeszcze innym, a jednocześnie dyskutowane są założenia dalej idących zmian. A to jedynie dokumenty, które przyjęto. Mniej wiążące propozycje padają z różnych stron, a Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zapowiada, że ma poparcie premiera do przeprowadzenia głębokich zmian związanych z przetargami na prace badawcze i rozwojowe.
Połapać się w tym wszystkim naprawdę niełatwo. Jaką zmianę kto proponuje, czy nie jest ona sprzeczna z innymi projektami, czy pracować nad wszystkimi razem, czy oddzielnie? Nie dziwię się, że chociaż sejmowa podkomisja do rozpatrzenia projektów została powołana już dwa miesiące temu, to na razie odbyło się tylko jedno jej posiedzenie, na którym przeprowadzono "ogólną dyskusję".
Chociaż jest wiele zmian, które powinny zostać wprowadzone jak najszybciej, przyznaję, że nie czekam z wypiekami na twarzy na efekty prac sejmowych. Uważam bowiem, że zmiany - nawet najbardziej sensowne - będą jedynie marnymi implantami, które nie załatwią kompleksowo problemów. To może zrobić tylko zupełnie nowa ustawa. Przemyślana od początku, układająca w inny, bardziej zrównoważony sposób stosunki między zamawiającymi a urzędnikami, kładąca podwaliny pod partnerstwo stron i zasypująca rowy wykopane poprzez ostatnie lata licznymi nowelizacjami, najczęściej psujących pierwotny tekst ustawy. Przy okazji policzyłem, ile tych nowelizacji było od 2004 r. - wyszło mi, że 34. Już tylko ta liczba pokazuje, że ustawę trzeba napisać od nowa. A jeśli te argumenty jeszcze kogoś nie przekonały, to wspomnę jeszcze, że przy poszczególnych artykułach i ustępach zaczyna już brakować literek, którymi można by dodać nowe przepisy.
Dlatego niech sobie Sejm pracuje nad zgłoszonymi już nowelizacjami. Ale niech jednocześnie rozpocznie się ogólnonarodowa dyskusja o tym, jak powinna wyglądać nowa ustawa. Dyskusja, podczas której zebrane zostaną argumenty różnych stron. Po to, by już sam projekt był efektem pewnego konsensusu, a nie usiłowano go wypracowywać dopiero w Sejmie.
Lepszego momentu do rozpoczęcia takiej dyskusji nie moglibyśmy sobie wymarzyć. W Komisji Europejskiej trwają prace nad projektami nowych dyrektyw dotyczących zamówień. Mają się zakończyć pod koniec tego roku. Do tego czasu nasz rząd mógłby też zakończyć szerokie konsultacje społeczne nad kształtem nowych regulacji i - gdy dyrektywy zostaną przyjęte - szybko przedstawić projekt nowej ustawy. Być może wówczas nie spóźnilibyśmy się dwa lata z wdrożeniem unijnego prawa, co miało miejsce przy implementacji przepisów dotyczących zamówień dla wojska.
@RY1@i02/2013/104/i02.2013.104.18300080b.802.jpg@RY2@
Sławomir Wikariak p.o. zastępca kierownika działu prawo
Sławomir Wikariak
p.o. zastępca kierownika działu prawo
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu