Jawność przeciwdziała korupcji oraz nepotyzmowi
Rozmowa z Szymonem Osowskim z organizacji pozarządowej Sieć obywatelska - Watchdog Polska
Jak to jest obecnie z udostępnianiem informacji publicznej przez urzędy - czy coraz lepiej, czy wciąż jest z tym duży problem?
Jednoznacznej odpowiedzi nie ma. Administracja z dostępem do informacji publicznej ma jeden zasadniczy kłopot - jej zachowania są skrajne i nieprzewidywalne. Ten sam podmiot potrafi w jednym przypadku udostępniać informacje, w drugim zupełnie nic nie odpowiadać. Ostatnio w województwach śląskim oraz małopolskim wydane zostały raporty zawierające rankingi gmin realizujących wnioski o udostępnienie informacji publicznej. Ciekawe są dwa przypadki: jedna z gmin była sklasyfikowana w ścisłej czołówce, ponieważ w tym badaniu dobrze wykonała wnioski o udostępnienie informacji publicznej, natomiast nie odpowiedziała na inny wniosek. I odwrotnie - jedna z gmin była w okolicach setnego miejsca, ponieważ w badaniu wypadła słabo, a na inne wnioski odpowiadała.
Badając sprawę, wysłaliśmy do 2479 gmin wnioski o udostępnienie informacji publicznej. W terminie odpowiedziało 1185! Czyli mniej niż 50 proc. wykonało obowiązek, ale nie wszystkie z tych, co odpowiedziały, udostępniły informacje.
Inne nasze doświadczenia pokazują to samo. Duża liczba podmiotów publicznych nie odpowiada na wnioski albo wysyła niepełne odpowiedzi. Również na to wskazują statystyki sądów administracyjnych, które w sprawach dotyczących dostępu do informacji zajmują się głównie bezczynnością. Ale i tak jest lepiej, niż było 7 lat temu, kiedy zaczynaliśmy program Pozarządowe Centrum Dostępu do Informacji Publicznej, choć nie jest dobrze.
Skąd taka niechęć urzędników do uwzględniania tych wniosków?
Jeżeli ktoś pyta o informacje, którymi administracja nie chce się chwalić, to zaczynają się dla obywatela schody. Najpierw poszukuje się argumentów, że dana informacja nie stanowi informacji publicznej, co powoduje konieczność pójścia do sądu ze skargą na bezczynność. Nawet gdy obywatel wygra przed WSA i NSA, po roku sprawa wraca do organu, a ten wydaje decyzję odmowną i zaczyna się postępowanie prawie od nowa. My pomagaliśmy w jednym postępowaniu, które zakończyło się prawie po 5 latach - kiedy informacja nie była już potrzebna - mieszkańcom zlikwidowano połączenia kolejowe. Często zdarza się takie podejście, że lepiej iść do sądu i jeśli sąd zobowiąże do wykonania wniosku, to tak zrobimy. Brakuje nastawienia projawnościowego w administracji. Wystarczy zobaczyć, jak prowadzone są biuletyny informacji publicznej. Zawierają minimum informacji, a przecież im więcej w BIP, tym mniej trzeba realizować wniosków.
A co z karami, czy pomagają zdyscyplinować administrację publiczną?
Moim zdaniem określona w ustawie kara jest wysoka. Jednak jest to przepis martwy - nawet jak ktoś będzie skutecznie utrudniał udostępnianie informacji publicznej, to mu niewiele grozi, ponieważ prokuratorzy nie chcą zajmować się takimi sprawami. W postępowaniach sądowo-administracyjnych przegrana administracji to obowiązek zwrotu 100 zł albo 200 zł w I instancji.
Dlatego tak często administracja decyduje się na drogę sądową, ma środki finansowe, pełnomocników, a obywatel często jest pierwszy raz w sądzie. Przeciętny człowiek jak słyszy: sąd, to rezygnuje z dostępu do informacji, bo sądzić się z wójtem, burmistrzem, prezydentem nie wypada. Albo po prostu się boi. Znam wójta, który wyciągnął na sesji skargę na bezczynność w dostępie do informacji i powiedział, że on tyle lat jest już wójtem i to pierwszy raz ktoś się odważył iść z tym do sądu i tak nie może być! Przegrał. My ostatnio zakończyliśmy postępowanie z jedną z gmin, do której wysłaliśmy pytanie, ile w 2012 r. wpłynęło do niej wniosków o udostępnienie informacji publicznej. Gmina nam nie odpowiedziała i poszliśmy do sądu. Po naszej wygranej gmina odpisała: "W 2012 r. wpłynął jeden wniosek, państwa". To nie wymaga komentarza.
Czy nasze przepisy dotyczące udostępniania informacji publicznej są na europejskim poziomie?
Moim zdaniem tak. Można się spierać, czy jest kilka kwestii, które mogłyby być inaczej rozwiązane, ale uważam, że przy podejściu polskiej administracji to nic by nie dało. Jeżeli nie uznamy sami, że naczelną zasadą Rzeczypospolitej Polskiej jako demokratycznego państwa prawa jest jawność, to obywatele będą mieli to, co mają, a może i gorzej.
Co jest więc największym problemem w tym zakresie?
Słabym ogniwem są sądy, które w niektórych przypadkach orzekają w ten sposób, że wygrywa tajność. Widziałem już wiele postępowań z zakresu dostępu do informacji publicznej, w których jak mi się wydaje, rozstrzygnięcie miało oparcie w przekonaniu składu orzekającego, a nie w przepisach związanych z prawem do informacji.
@RY1@i02/2013/093/i02.2013.093.08800070a.802.jpg@RY2@
materiały prasowe
Szymon Osowski, organizacja pozarządowa Sieć obywatelska - Watchdog Polska
Rozmawiała Ewa Maria Radlińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu