Zasada bliskości oznacza dla szpitali wzrost kosztów
Igły, wenflony, probówki muszą być unieszkodliwiane na terenie województwa, gdzie zostały wykorzystane. Zmniejsza to konkurencję między spalarniami, przez co dyktują one wyższe ceny
Zakaźnych odpadów medycznych i weterynaryjnych nie wolno unieszkodliwiać poza obszarem województwa, na którym zostały wytworzone. Tak wynika z ustawy z 14 grudnia 2012 r. o odpadach (Dz.U. z 2013 r. poz. 21 ze zm.), konkretnie z jej art. 20 ust. 3. Od tej zasady funkcjonuje jeden wyjątek, określony w ust. 6 wspomnianego wyżej artykułu. Pozwala on przewieźć odpady medyczne poza obszar województwa, gdzie powstały, jeśli instalacja do ich unieszkodliwiania położona na terenie innego województwa znajduje się bliżej szpitala czy przychodni niż instalacja zlokalizowana w macierzystym regionie placówki zdrowia albo też w sytuacji, gdy instalacja w danym województwie nie ma wolnych mocy przerobowych. Cel tej zasady jest prosty: zakaźne odpady medyczne mają być przekazywane do najbliżej położonych miejsc odzysku lub unieszkodliwiania, żeby zapewnić bezpieczeństwo sanitarne. Transport na dużych dystansach mógłby rodzić różnego rodzaju ryzyka uderzające we wspomniane bezpieczeństwo. Naruszenie opisanej zasady bliskości stanowi wykroczenie, za które grozi kara grzywny lub nawet areszt.
Okazuje się, że w praktyce stosowanie się do zakazu wywołuje skutki uboczne.
Firmy stawiają warunki
Chodzi o to, że przedsiębiorcy, do których należą instalacje unieszkodliwiające odpady medyczne (np. spalarnie), wiedząc o konieczności stosowania przez placówki ochrony zdrowia zasady bliskości czują się na lokalnym rynku niezwykle pewnie. I dyktują warunki kontraktów ze szpitalami. Wiedząc, że w danym regionie konkurencja w zakresie zagospodarowania zakaźnych odpadów medycznych jest mała lub w ogóle jej brak, a szpital nie może skorzystać z usług firm poza granicami regionu, w przetargach ogłaszanych przez placówki zdrowia proponują wyższe ceny.
- Rocznie mamy ok. 90 ton odpadów medycznych, a więc wszystkiego, co miało kontakt z chorym: igły, wenflony, probówki, ale też podkłady higieniczne, a nawet pościel chorego - mówi wicedyrektor szpitala im. J. Dietla w Krakowie Barbara Kamysz. - Cena za utylizację kilograma odpadów to 2,85 zł - dodaje.
Nasza rozmówczyni jednocześnie przyznaje, że nie ma możliwości racjonalizacji kosztów wywozu odpadów szpitalnych. - Do przetargu mogą stawać tylko firmy, które spełniają wymagania ustawowe. Nie wiemy, czy wywóz odpadów np. do Łodzi lub Katowic nie byłby tańszy. Może zmiana przepisów zmieniłaby rynek. Zwłaszcza że jest on prężny. A koszty w technologiach utylizacji spadają, podobnie jak np. w aparaturze medycznej. Może warto rynek uelastycznić - zastanawia się Barbara Kamysz.
- Przy obecnych uregulowaniach prawnych szpital sobie poradzi, ale jeśli zasady zostałyby zliberalizowane, to mielibyśmy możliwość skorzystania z niższej oferty cenowej - stwierdza z kolei Jacek Jastrzębski z Wojskowego Szpitala Klinicznego w Krakowie.
Podobne narzekania można usłyszeć z ust przedstawicieli kierownictwa innych placówek. Padają postulaty, by raz jeszcze zastanowić się nad zasadnością wspomnianych regulacji, które ograniczają konkurencję na rynku, co z kolei przekłada się na wyższe ceny usług i wydatki placówek ochrony zdrowia.
Regulacje kontra wolność
Oczywiście wśród pytanych przez nas przedstawicieli służby zdrowia pojawiają się i głosy osób, które uważają, że w odniesieniu do odpadów medycznych ścisłe regulacje powinny pozostać.
- Są wyspecjalizowane firmy, z którymi mamy podpisane umowy - mówi dyrektor prywatnej Sport Kliniki w Żorach Krzysztof Biedroń. Dodaje, że gospodarka odpadami poszpitalnymi powinna być uregulowana. - Wolny rynek nie jest chyba najlepszym rozwiązaniem - przekonuje nasz rozmówca. Zakaźne odpady medyczne są bowiem niezwykle wrażliwą częścią rynku odpadów. Ich odbiór ze szpitala, a następnie transport wymaga dużej ostrożności. Im więc bliżej leży docelowe miejsce ich unieszkodliwiania, tym lepiej. Nawet za wyższą cenę.
Jeśli jednak polski ustawodawca zdecydowałby się zmodyfikować obecny kształt opisywanej reguły, to prawo unijne regulujące wiele kwestii środowiskowo-odpadowych nie powinno tu stanowić bariery (patrz opinia eksperta).
OPINIA EKSPERTA
@RY1@i02/2014/239/i02.2014.239.08800090a.802.jpg@RY2@
Daniel Chojnacki counsel w Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka sp.k.
Zasada bliskości jest jedną z głównych zasad unijnego prawa odpadowego. Wywodzona jest z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (obecnie: Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej). Obecnie uregulowana jest w art. 16 ust. 3 dyrektywy ramowej w sprawie odpadów. Należy zwrócić uwagę, że przywołany przepis dyrektywy nie odnosi się do wszystkich rodzajów odpadów, a jedynie do zmieszanych odpadów komunalnych zebranych z gospodarstw domowych. Trzeba także zwrócić uwagę, że w zasadzie bliskości nie chodzi tylko o to, aby, kolokwialnie rzecz ujmując, "było blisko", ma być także, a być może przede wszystkim, "odpowiednio". Zgodnie z ujęciem zasady bliskości w dyrektywie ramowej "sieć powinna umożliwiać unieszkodliwianie odpadów lub odzysk odpadów (...), w jednej z najbliżej położonych odpowiednich instalacji, za pomocą najodpowiedniejszych metod i technologii, w celu zapewnienia wysokiego poziomu ochrony środowiska oraz zdrowia publicznego". Dlatego też, porównując uregulowania zawarte w dyrektywie ramowej z polskim ujęciem zasady bliskości w odniesieniu do zakaźnych odpadów medycznych i weterynaryjnych, uważam, że nie ma przeszkód wynikających z prawa unijnego, które stałyby na przeszkodzie zmiany polskich regulacji w tym zakresie. W istocie rzeczy można się zastanawiać, czy obecne ujęcie zasady bliskości w odniesieniu do zakaźnych odpadów medycznych i weterynaryjnych jest uzasadnione w świetle ogólnych zasad prawa unijnego.
Piotr Pieńkosz
Monika Górecka-Czuryłło
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu