Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Tryb wyborczy nie służy do ochrony dóbr osobistych

4 grudnia 2014

W przyspieszonym postępowaniu nie można walczyć z porównywaniem do Hitlera. Tak samo, jak domagać się przeprosin od osoby, która nie działa w żadnym komitecie

Zakończone wybory, poza zamieszaniem związanym z liczeniem głosów i rekordowym wysypem protestów, wzbogaciły też orzecznictwo o nowe postanowienia wydane w trybie wyborczym. I nie chodzi tylko o te, w których składy orzekające nakazywały przeprosiny czy zasądzały wpłaty na wskazane cele. Równie interesujące są te, w których uznawały, że nawet jeśli ewidentnie naruszono dobra osobiste kandydata, to ich ochrony nie można domagać się w trybie wyborczym.

Porównanie do Adolfa

Oddaleniem wniosków w trybie wyborczym zakończył się głośny spór między kandydatami na stanowisko wójta Bochni. W internecie ktoś opublikował parodię filmu "Upadek" o Adolfie Hitlerze. Film ten, a konkretnie kilka jego scen z narady w bunkrze, od lat jest wyjątkowo chętnie przerabiany poprzez podłożenie polskich, wymyślonych na nowo napisów. W ten sposób Hitler wściekał się już na grecki kryzys, pożar w modnym klubie czy cenzurę internetu. Teraz zaś miał uosabiać rządzącego od lat Bochnią i starającego się o reelekcję wójta. Pod film podłożono teksty typu: "przecież nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy", "20 lat trzymam to wszystko za d...".

Link do filmu (wraz z komentarzem) opublikowało na swoich profilach na Facebooku dwóch konkurencyjnych kandydatów. Wójt złożył wniosek w trybie wyborczym, w którym wysunął w sumie aż siedem żądań, od zaprzestania rozpowszechniania filmu po zasądzenie 20 tys. zł na rzecz wskazanej fundacji. Sąd Okręgowy w Tarnowie uwzględnił żądania tylko w części i tylko wobec jednego z kandydatów. Uznał bowiem, że drugi - chociaż także umieścił na Facebooku link - to jednak opatrzył go potępiającym komentarzem. Pierwszemu z kandydatów nakazał natomiast przestać rozpowszechniać film. "Wprawdzie autorstwo przedmiotowego filmu nie jest znane, ale w wypadku uczestnika M.Z. umieszczony on został na jego profilu z określonym stanowiskiem wyrażającym aprobatę jego treści oraz zachętą do oglądania, czyli rozpowszechniania. (...) Celem takiego działania uczestnika było zapoznanie z nim jak najszerszego grona głosujących w celu skłonienia ich do nieoddawania głosu na kandydaturę wnioskodawcy. Tym samym uczestnik ten doprowadził do rozpowszechnienia nieprawdziwych informacji" - uzasadnił postanowienie z 12 listopada 2014 r. SO w Tarnowie (sygn. akt I Ns 141/14). Sąd nie uznał natomiast za konieczne przepraszanie wójta czy wpłaty na cele społeczne, gdyż to nie kontrkandydat umieścił film w sieci. On jedynie podał link.

Postanowienie zostało jednak zmienione przez Sąd Apelacyjny w Krakowie. Uznał on, że nie może sprawy rozpoznać w trybie wyborczym, bo można w nim kwestionować jedynie nieprawdziwe informacje naruszające art. 111 par. 1 kodeksu wyborczego. "Powołany przepis ma na celu zapewnienie prawidłowego przebiegu kampanii wyborczej poprzez ochronę wyborców przed informacjami nieprawdziwymi, a w konsekwencji służy celowi publicznemu, jakim jest prawidłowy przebieg i wynik wyborów. Nie jest natomiast celem tego przepisu ochrona dóbr osobistych osób kandydujących" - podkreślił w uzasadnieniu postanowienia z 14 listopada 2014 r. sędzia Andrzej Struzik (sygn. akt I Acz 2271/14).

"Informacją nieprawdziwą w rozumieniu powołanego przepisu jest zatem informacja obiektywnie weryfikowalna w kategoriach prawda - fałsz, która może wprowadzić w błąd wyborców. Nie jest natomiast taką informacją użycie w stosunku do kandydata porównania do innych osób, nawet jeżeli porównanie takie jest oczywiście bezpodstawne (...) [ale] dla każdego odbiorcy jest niewątpliwym, że chodzi o negatywną ocenę kandydata, satyrę, a nawet poniżenie, ale nie o przypisanie kandydatowi udziału w określonych zdarzeniach historycznych" - dodał.

Skład orzekający zwrócił uwagę, że wójt powinien dochodzić swych praw w normalnym postępowaniu cywilnym. "Oczywistym jest, że takie działanie stanowi głębokie i bardzo dolegliwe naruszenie dóbr osobistych wnioskodawcy, jednakże nie stanowi rozpowszechniania nieprawdziwych informacji w materiałach wyborczych" - napisano w uzasadnieniu.

Tylko komitety

W trybie wyborczym domagał się też przeprosin kandydat do jednej z rad powiatu w woj. pomorskim. Był na spotkaniu z wyborcami w remizie strażackiej, gdy nagle wstał ktoś z publiczności i zaczął wykrzykiwać do ludzi, by zastanowili się, na kogo chcą głosować. Bo występujący przed nimi kandydat jest człowiekiem nieuczciwym: od lat nie chce zapłacić za wykonane dla niego prace budowlane. Kandydat w złożonym w trybie wyborczym wniosku przekonywał, że informacje te są nieprawdziwe. Nie zakończył się bowiem jeszcze proces dotyczący wypomnianego mu braku zapłaty. On zaś dowodzi w nim, że pieniądze nie należą się wykonawcy, bo źle wykonał prace.

Sąd Okręgowy w Gdańsku uznał, że w tej sytuacji rzeczywiście kandydatowi nie powinno się przypisywać nieuczciwości. Nakazał przeprosiny i zapłatę 5 tys. zł na rzecz wskazanego hospicjum (sygn. akt XV Ns 377/14). Postanowienie to zostało jednak zmienione w II instancji. Sąd uznał, że sprawa nie może być rozstrzygnięta w trybie wyborczym, skoro mężczyzna, który zakłócił spotkanie wyborcze, nie działał w ramach jakiegokolwiek komitetu wyborczego i nie prowadził agitacji wyborczej. Sąd przywołał art. 105 par. 1 kodeksu wyborczego, zgodnie z którym "agitacją wyborczą jest publiczne nakłanianie lub zachęcanie do głosowania w określony sposób lub do głosowania na kandydata określonego komitetu wyborczego", oraz art. 106 par. 1, w myśl którego "każdy wyborca może prowadzić agitację wyborczą na rzecz kandydatów, w tym zbierać podpisy popierające zgłoszenia kandydatów, po uzyskaniu pisemnej zgody pełnomocnika wyborczego".

Art. 111 par. 1 kodeksu wyborczego mówi jednak o agitacji wyborczej zawierającej nieprawdziwe informacje.

"A contrario, jeżeli omawiane czynności, nawet mające cechy agitacji wyborczej (pozytywnej czy negatywnej), nie są dokonywane przez podmioty uprawnione do prowadzenia kampanii wyborczej, brak jest przesłanek prawnych do uznania, że działania te podlegają normom kodeksu wyborczego" - uzasadniła postanowienie z 19 listopada 2014 r. sędzia sprawozdawca Dorota Gierczak (sygn. akt I ACz 1252/14).

Blog nie agitował

Z kolei Sąd Okręgowy w Toruniu rozpoznawał sprawę blogera Anty-Toruń, który napisał w sieci, że kandydat na prezydenta jest spokrewniony ze znanym posłem. Wniosek o sprostowanie tych informacji został oddalony. A to dlatego, że opublikowany na blogu tekst nie nosił cech agitacji wyborczej. Sąd sięgnął do definicji słownikowej agitacji, zgodnie z którą jest to "nakłanianie; zachęcanie kogoś do czegoś; namawianie; przekonywanie; zjednywanie zwolenników dla jakiejś sprawy". "Działanie uczestnika, mające swój przejaw w postaci opublikowania spornego tekstu, nie zawiera żadnych form takiej aktywności. Autor przedstawia w artykule niepokojące go zjawiska związane z tworzeniem list wyborczych przez lokalne struktury partii" - uzasadnił postanowienie z 17 października 2014 r. sędzia Andrzej Westphal, przewodniczący składu orzekającego (sygn. akt I Ns 255/14).

"Wnioskodawca twierdzi, że materiał ten ma negatywny wydźwięk dla tej partii. W art. 111 par. 1 kodeksu wyborczego nie chodzi jednak o wydźwięk, czyli interpretację, która dla każdego czytelnika może być różna i subiektywna, lecz o agitację wyborczą. Uczestnik nie wskazuje w swoim artykule, na kogo wyborcy mają oddać swój głos. W tekście nie ma żadnych sformułowań, które tego by dotyczyły. Nie każdy artykuł ukazujący się w okresie kampanii wyborczej, a dotyczący funkcjonowania partii politycznych czy działań polityków, ma charakter agitacji wyborczej" - dodał, zwracając uwagę, że przyjęcie przeciwnego stanowiska oznaczałoby, że w czasie kampanii wyborczej nie mogą ukazywać się jakiekolwiek artykuły dotyczące działalności partii politycznych i ich członków.

Postanowienie to jest też kolejnym głosem w trwającej od lat dyskusji, czym są blogi. Sąd uznał w nim, że prowadzenie bloga jest dziennikarstwem.

@RY1@i02/2014/235/i02.2014.235.183001000.802.jpg@RY2@

Odrębna procedura, odrębne żądania

Sławomir Wikariak

 slawomir.wikariak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.