Dziennik Gazeta Prawana logo

Nielegalni nie chcą legalizacji

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Dziś pod obrady Senatu trafi nowelizacja ustawy hazardowej. Teoretycznie ma ona uprawomocnić funkcjonowanie e-bukmacherów. Ale działające u nas serwisy nie mają zamiaru z niej skorzystać

Zmiana w prawie miała wreszcie ucywilizować e-hazard w Polsce. Zgodnie z nowelizacją przyjętą przez Sejm 12 czerwca spółki akcyjne oraz spółki z o.o. mające siedziby na terenie jednego z krajów Unii Europejskiej będą mogły prowadzić w Polsce działalność w zakresie określonych gier hazardowych - za pośrednictwem utworzonego w Polsce oddziału albo ustanowionego przedstawiciela. Określonych, czyli zakładów wzajemnych, bo tylko te gry pozostają legalne w polskiej sieci. Wydawać by się mogło, że zmiany w nowelizacji są spore i mocno na korzyść e-bukmacherów. Do tej pory, by starać się o koncesję, musiały mieć polską siedzibę i serwery w naszym kraju. Teraz wystarczy wspomniany przedstawiciel.

To ewidentnie gest w stronę zagranicznych wielkich firm, które mimo delegalizacji niekoncesjonowanego hazardu i tak zarabiają niezłe pieniądze na polskich graczach. Według szacunków Roland Berger i Deloitte do niezarejestrowanych w naszym kraju i niepłacących tu podatków bukmacherów należy ok. 90 proc. rynku. A jest on naprawdę spory. Tylko (oczywiście niezarejestrowany) serwis Bwin.party ma w Polsce ok. 500 tys. aktywnych użytkowników. O wiele mniejszy zasięg ma pięciu licencjonowanych operatorów: Fortuna, STS, Milenium, Totolotek i E-toto, do których należy najwyżej 16 proc. obrotów za e-zakłady wzajemne. Tak więc od czterech lat ogromna część szacowanego na ok. 4,5 mld zł rynku przecieka przez palce fiskusowi, bo niezarejestrowane firmy podatków u nas nie płacą.

Jednak jak się okazuje, nawet po zmianie prawa płacić wciąż nie mają zamiaru. EGBA, czyli Europejskie Stowarzyszenie Gier Losowych i Zakładów Wzajemnych, które zrzesza największe na świecie firmy bukmacherskie, od kilku miesięcy zaczęło aktywnie lobbować w Polsce, licząc, że nowelizacja będzie dla bukmacherów jeszcze łaskawsza. Dziś prawnik EGBA Bartosz Andruszaniec z kancelarii LegalTube mówi jasno: - Oczywiście każda z firm zrzeszonych w EGBA podejmie sama decyzję, ale nie możemy członkom rekomendować skorzystania z tej nowelizacji, bo ona tak naprawdę niewiele poprawia w ich sytuacji. Poluzowała zasady legalizacji, ale wciąż utrzymuje bardzo niekorzystną, niewspółmiernie wysoką do tego, z czym mamy do czynienia na świecie, stawkę opodatkowania, która tak naprawdę powoduje, że koncesjonowane e-zakłady stają się na polskim rynku nieopłacalne.

I rzeczywiście, jak potwierdza resort finansów, do tej pory żadna z zagranicznych firm e-hazardowych ani nie skierowała zapytań, ani nie wykazała innego zainteresowania zmianami w prawie i w efekcie swoim potencjalnym choćby zalegalizowaniem w przyszłości. MF jednak uważa, że dopóki ustawa nie wejdzie w życie, nie ma co liczyć na takie ruchy.

- Duzi e-bukmacherzy mają się u nas tak naprawdę jak pączek w maśle. Nie mają koncesji, nie płacą rzeczywiście bardzo wysokich podatków wynoszących aż 12 proc. od obrotów. A obroty mają z roku na rok coraz lepsze, bo e-hazard robi się coraz popularniejszy - wzdycha przedstawiciel jednego z zalegalizowanych bukmacherów.

Ze wspomnianego raportu Deloitte wynika, że gdyby Polska obniżyła stawkę podatku, np. śladem Danii do 5 proc., to nie tylko chętnych do zdobycia koncesji byłoby sporo, ale także w ciągu czterech lat wzrosłyby od 700 mln do 4 mld zł wpływy do polskiego budżetu.

@RY1@i02/2015/130/i02.2015.130.000001500.802.jpg@RY2@

Obroty bukmcherów

Sylwia Czubkowska

sylwia.czubkowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.