Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Nowe kryteria wydawania zezwoleń: geograficzne, demograficzne i ilościowe

4 listopada 2016

Jeśli projektowane zmiany w prawie farmaceutycznym wejdą w życie, to tylko farmaceuci lub spółki z wyłącznym ich udziałem uzyskają zezwolenie na prowadzenie apteki. Pod warunkiem że spełnione będą liczne kryteria, w tym demograficzne i geograficzne

Zaproponowana w ostatnich dniach przez posłów z parlamentarnego zespołu ds. regulacji rynku farmaceutycznego reforma prawa farmaceutycznego po wejściu w życie wywróci rynek do góry nogami.

Dlaczego zmiany

Parlamentarzyści uznali, że obecna sytuacja jest katastrofalna. Z kilku powodów: ryzyko monopolizacji przez kilka największych sieci aptecznych, nieprzestrzeganie przepisów prawa farmaceutycznego oraz coraz częstsze postrzeganie apteki jako typowej działalności biznesowej powodują, że w ocenie posłów pacjentom będzie się wiodło coraz gorzej zamiast lepiej. Postanowiono więc wprowadzić kilka istotnych zmian, które bez wątpienia są dla całego rynku aptecznego restrykcyjne. W efekcie twierdzenie, że nowelizacja ta jest najistotniejszą zmianą prawa farmaceutycznego w ciągu 15 lat, od kiedy obowiązuje obecna ustawa (ustawa z 6 września 2001 r. - Prawo farmaceutyczne; t.j. Dz.U. z 2008 r. nr 45, poz. 271 ze zm.), nie zawiera krzty przesady.

Tylko dla farmaceutów

Projekt nowelizacji prawa farmaceutycznego jest krótki, to zaledwie trzy artykuły. W tych trzech artykułach udało się zmieścić wiele zmian, które mają uzdrowić rynek. Co wchodzi w skład pakietu?

Kluczowa propozycja to ograniczenie możliwości uzyskania zezwolenia na prowadzenie apteki. Zgodnie z projektowanym art. 99 ust. 4 prawa farmaceutycznego prawo do uzyskania zezwolenia na prowadzenie apteki ogólnodostępnej ma:

a) farmaceuta posiadający prawo wykonywania zawodu, prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą;

b) spółka jawna lub spółka partnerska, której przedmiotem działalności jest wyłącznie prowadzenie aptek i której wspólnikami (partnerami) są wyłącznie farmaceuci mający prawo wykonywania zawodu;

c) spółka komandytowa, której przedmiotem działalności jest wyłącznie prowadzenie aptek i w której komplementariuszem są wyłącznie farmaceuci mający prawo wykonywania zawodu.

Obecnie art. 99 ust. 4 ustawy stanowi, że prawo do uzyskania zezwolenia na prowadzenie apteki posiada osoba fizyczna, osoba prawna oraz niemająca osobowości prawnej spółka prawa handlowego.

Zmiana jest więc znacząca. Do tej pory zgodę na prowadzenie apteki mógł uzyskać niemal każdy. Nie miało znaczenia ani wykształcenie (nie trzeba być farmaceutą), ani forma prawna podmiotu ubiegającego się o zezwolenie. Wywoływało to zresztą poważne konflikty, gdyż samorząd aptekarski nie mógł zaakceptować faktu, że wiodącymi przedsiębiorcami na rynku aptecznym są ci, którzy wzbogacili się na handlu stalą czy prowadzeniu hurtowni cukierków.

- Dlatego używane wymiennie pojęcia "aptekarz" i "farmaceuta" trzeba odróżniać. Tym pierwszym może zostać każdy, lecz tym drugim - tylko niektórzy dobrze wykształceni specjaliści - podkreślał w rozmowach z nami wielokrotnie wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Marek Tomków.

Propozycja zmiany przepisów wprowadza zasadę apteka dla aptekarza, a właściwie - w obliczu słów Tomkowa - apteka dla farmaceuty. Zgodnie z projektowaną normą to właśnie farmaceuta lub podmiot, z którym jest osobowo powiązany, będzie mógł być wyłącznym posiadaczem zezwolenia, a co za tym idzie placówki.

Problem dla istniejących placówek

Enumeratywny wykaz zaproponowany przez posłów niesie ze sobą jednak także pewne negatywne konsekwencje dla wielu podmiotów na rynku. Szacuje się, że 1/3 aptek jest obecnie prowadzona przez ludzi bez wykształcenia farmaceutycznego. Najczęściej są to duże sieciowe podmioty, ale zdarzają się też lokalne apteki. W niektórych mniejszych miejscowościach jedna osoba skupia w swoich rękach np. piekarnię, sklep ogólnospożywczy i aptekę. Taki model biznesowy niebawem stanie się niemożliwy.

Spółki kapitałowe wykluczone

Istotne wydaje się także to, że zezwolenia będą wydawane wyłącznie osobom fizycznym lub spółkom osobowym. Spółka kapitałowa nie będzie miała możliwości otrzymania zezwolenia na prowadzenie apteki. To ważna zmiana także dla wielu lokalnych farmaceutów. Popularną praktyką - w celu ograniczenia osobistej odpowiedzialności za długi - jest prowadzenie działalności aptecznej za pośrednictwem spółek kapitałowych. W obliczu niskiego kapitału zakładowego wymaganego dla spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, który wynosi zaledwie 5 tys. zł, okazywało się, że ta forma prowadzenia działalności jest niezwykle korzystna dla farmaceutów. Po wejściu w życie art. 99 ust. 4 prawa farmaceutycznego w nowym brzmieniu taka chęć ograniczenia konsekwencji, gdy biznes nie wypali, będzie już jednak niedopuszczalna.

Zwolennicy dotychczasowego modelu już ruszyli ze zmasowaną krytyką. - Pomysł, by tylko farmaceuci mogli otwierać nowe apteki, wydaje mi się całkowicie błędny. Opiera się on na założeniu, że farmaceuta będzie działał nie dla zysku, lecz w celu otoczenia opieką pacjenta. Osoba niebędąca farmaceutą działa zaś wyłącznie dla zysku. To niesłychane uproszczenie, które nie wytrzymuje zderzenia z faktami. Wystarczy zresztą przypomnieć niedawną aferę w Niemczech, związaną z nieuczciwymi lekarzami i farmaceutami - wskazuje radca prawny dr Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan. Jej zdaniem zasada apteka dla aptekarza służyć będzie wcale nie poprawie losu pacjentów, lecz zabetonowaniu rynku.

- Chodzi o to, by wzmocnić słabszych na rynku i ukarać tych, którzy sobie lepiej radzą. Zaskakujące podejście - konkluduje mec. Biadun.

Połączenia wertykalne: uściślenie

Przy okazji projektodawca postanowił rozszerzyć katalog działalności, których nie można łączyć z działalnością apteczną. Artykuł 99 ust. 4b w projektowanym brzmieniu ma stanowić, że wnioskodawca, a także komplementariusz, komandytariusz, wspólnik oraz partner spółki, która złożyła wniosek o wydanie zezwolenia na prowadzenie apteki, nie może:

1) mieć zezwolenia na prowadzenie hurtowni farmaceutycznej,

2) wykonywać zawodu lekarza lub lekarza dentysty,

3) zajmować się pośrednictwem w obrocie produktami leczniczymi,

4) wchodzić w skład organów spółek mających zezwolenie na prowadzenie hurtowni farmaceutycznej lub zajmujących się pośrednictwem w obrocie produktami leczniczymi.

Szczególnie interesujący jest ostatni punkt. Formalnie już teraz obowiązuje zakaz połączeń wertykalnych hurtownia - apteka, którego wyrazem jest przepis zakazujący jednoczesnego prowadzenia działalności aptecznej oraz hurtowni farmaceutycznej. Okazuje się jednak, że obecne regulacje są niewystarczające. Istnieje bowiem spór o to, czy np. członek zarządu hurtowni farmaceutycznej, który prowadzi aptekę, łamie przepisy. W praktyce zarówno takie osoby, jak i inspektorzy farmaceutyczni uznawali, że wszystko jest w porządku, bo nie prowadzi on działalności hurtowej. Efekt? Dwie czołowe sieci apteczne w Polsce są powiązane z hurtem w takiej skali, że kontrolują w praktyce ok. 40 proc. całego rynku hurtu aptecznego.

Posłowie mają nadzieję, że doprecyzowanie przepisów pozwoli na zmianę sytuacji. Połączenia wertykalne działają bowiem na niekorzyść wszystkich tych, którzy nie są ich stroną. Z oczywistych względów hurtownia zaoferuje lepsze ceny na leki sieci aptecznej, z którą jest związana, niż innym przedsiębiorcom, w tym lokalnym farmaceutom. Często właśnie stąd biorą się różnice w cenach pomiędzy sieciami a indywidualnymi placówkami na korzyść tych pierwszych.

Limit ilościowy

Kolejny istotny przepis w projektowanej nowelizacji - który wywołuje chyba najwięcej kontrowersji - to nowo projektowany art. 99 ust. 3a prawa farmaceutycznego. Zgodnie z nim zezwolenia na prowadzenie apteki się nie wydaje, jeżeli wnioskodawca lub spółki, w których jest wspólnikiem, partnerem, komplementariuszem lub komandytariuszem, prowadzą co najmniej cztery apteki. Mówiąc prościej: jeden farmaceuta będzie mógł prowadzić co najwyżej cztery placówki.

Zdaniem przedstawicieli sieci aptecznych taka regulacja w oczywisty sposób narusza zasadę swobody działalności gospodarczej. Nie ma bowiem żadnego istotnego powodu - przekonują - by ograniczać tych, którzy sobie dobrze radzą na rynku. Jeżeli bowiem ktoś ma 50 placówek, to znaczy, że pacjenci chętnie do nich przychodzą, bo są zadowoleni ze standardów tam panujących.

Co istotne, jeszcze przed opublikowaniem projektu przedstawiciele dużego aptecznego biznesu przekonywali, że ewentualne rozwiązanie przewidujące limit aptek, które może posiadać jeden przedsiębiorca, będzie w oczywisty sposób niekonstytucyjne. Wydaje się jednak, że projektodawca w umiejętny sposób skonstruował przepisy. Ograniczenia mają być stosowane na przyszłość (o czym w dalszej części), więc rzeczywiście nie może być mowy o wywłaszczeniu. Podmioty posiadające obecnie większą liczbę placówek niż cztery zachowają je i dalej będą mogły prowadzić działalność na podstawie wydanego na tę większą liczbę placówek zezwolenia.

Demografia

Samorząd aptekarski od wielu lat zabiegał o wprowadzenie kryteriów demograficznych i geograficznych do prawa farmaceutycznego. Uznawano bowiem, że gwałtowne zwiększanie liczby placówek wcale nie służy ani właścicielom aptek, ani pacjentom. Ci pierwsi, zamiast gwarantować rzetelną opiekę farmaceutyczną, muszą się skupiać na ekonomicznej grze rynkowej i walce z konkurencją. A to - jak wielokrotnie podkreślał samorząd - rodzi jedynie problemy z jakością świadczonych usług.

"W świetle norm, jakie ustalone są w większości krajów UE, na 40 mln mieszkańców powinniśmy mieć w Polsce ok. 10 tys. aptek, a jest ich ok. 14 tys. i 4 tys. punktów aptecznych. Proszę zwrócić uwagę na dodatkowy aspekt. W świetle przepisów absolutnym minimum jest zatrudnienie dwóch magistrów farmacji. W Okręgowej Izbie Aptekarskiej w Warszawie w aptekach otwartych (a więc nie np. szpitalnych), których jest prawie 1800, czynnie wykonuje zawód ok. 3000 farmaceutów. Czyli brakuje ich co najmniej 600, aby zapewnić prawidłową pracę apteki" - tak mówiła Alina Fornal, była wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej (DGP z 4 listopada 2014 r.).

Posłowie PiS podzielają te argumenty. Dlatego art. 99 ust. 3b prawa farmaceutycznego po zmianach będzie stanowił, że zezwolenia na prowadzenie apteki ogólnodostępnej się nie wydaje, jeśli na dzień wydania zezwolenia liczba mieszkańców w danym województwie w przeliczeniu na jedną aptekę ogólnodostępną jest mniejsza niż 3000 osób. To jest właśnie kryterium demograficzne.

Mówiąc prościej: nowe apteki będą mogły powstawać wyłącznie tam, gdzie obecnie jest niewielkie zagęszczenie placówek. W praktyce na wsiach i w mniejszych miastach, a nie w największych miejscowościach, w których ich zakładanie jest najbardziej opłacalne.

- Grozi nam, że w dużych miastach przez dziesiątki lat nie będzie można otworzyć nowej apteki. Nastąpi zamrożenie rynku i kapitału - przestrzega dr Dobrawa Biadun z Konfederacji Lewiatan.

Geografia

Z kryterium demograficznym połączone jest kryterium geograficzne, stanowiące wyjątek od tego pierwszego. Parlamentarzyści przyjęli bowiem, że ograniczenia demograficznego nie stosuje się w przypadku, gdy na dzień złożenia wniosku odległość od miejsca planowanej lokalizacji apteki do najbliższej funkcjonującej apteki ogólnodostępnej, liczona w linii prostej, wynosi co najmniej 1000 metrów.

Przeciwnicy poselskiej inicjatywy wskazują, że zasadnie stosowanie kryterium geograficznego w praktyce może być szalenie trudne, a niekiedy wręcz groteskowe. Obliczanie odległości wynoszącej 50 metrów jest z reguły proste. Tak samo jak obliczanie wielokilometrowych odcinków - te się wylicza za pomocą nowoczesnych urządzeń, korzystających choćby z GPS. Obliczenie kilometrowego odcinka w linii prostej może być jednak trudne. Powszechnie dostępne rozwiązania opierające się na łączności satelitarnej nie gwarantują dokładności co do metra, a taka w tym przypadku jest potrzebna. Trudno zaś sobie wyobrazić sytuację, gdy inspektor farmaceutyczny przemierza ulice miasta z taśmą, by ocenić, czy apteka znajduje się w odległości 999 metrów od miejsca, w którym miałaby zostać otworzona nowa, czy też jest to 1001 metrów. Problem może być tym większy, że odległość musi zostać obliczona w linii prostej. Niewykluczone więc, że inspektorzy będą musieli przepływać rzeki i przemierzać lasy, by sprawdzić, czy ubiegający się o zezwolenie podmiot może skorzystać z kryterium geograficznego.

Brak sukcesji

Nowelizacja przewiduje także wyłączenie możliwości sukcesji uniwersalnej. Chodzi o to, by niemożliwe było przejmowanie zezwoleń na prowadzenie aptek w wyniku podziału lub łączenia spółek. Ogólna zasada dotycząca sukcesji znajduje się w art. 531 par. 2 ustawy z 15 września 2000 r. - Kodeks spółek handlowych (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 1578 ze zm.). Stanowi on, że na spółkę przejmującą lub spółkę nowo zawiązaną powstałą w związku z podziałem przechodzą z dniem podziału bądź z dniem wydzielenia w szczególności zezwolenia, koncesje oraz ulgi, pozostające w związku z przydzielonymi jej w planie podziału składnikami majątku spółki dzielonej, a które zostały przyznane spółce dzielonej, chyba że ustawa lub decyzja o udzieleniu zezwolenia, koncesji lub ulgi stanowi inaczej. I w przypadku nowelizacji prawa farmaceutycznego ustawa ma właśnie stanowić inaczej. Projektowany art. 2 ust. 2 ustawy nowelizującej stanowi, że art. 531 par. 2 kodeksu spółek handlowych się nie s tosuje.

Jeżeli więc dany podmiot prowadzący apteki zdecyduje się je zbyć, połączyć się z innym podmiotem lub podzielić posiadane placówki pomiędzy różne podmioty - zezwolenie na nowych właścicieli nie przejdzie. W praktyce więc - w obliczu, że nowe regulacje są znacznie bardziej restrykcyjne niż dotychczasowe - wydaje się, iż projekt skutecznie blokuje możliwość dokonywania przemian własnościowych. Najbardziej oczywiście odczują to sieci apteczne, wśród których codziennością było przejmowanie nowych placówek, łączenie się lub dzielenie. Do tej pory przejęcia odbywały się wraz z wydanymi zezwoleniami, co umożliwiało natychmiastowe rozpoczęcie lub kontynuowanie działalności. Niebawem przekształcenia własnościowe, jeśli tylko nie będą związane z bankructwem danego podmiotu, będą pozbawione sensu, skoro przejęta apteka nie będzie dysponowała zezwoleniem automatycznie.

Problemy sukcesji

Dla przeciętnej lokalnej apteki najbardziej kłopotliwy może być art. 104 ust. 1a prawa farmaceutycznego w nowym brzmieniu. Będzie on stanowił, że zezwolenie na prowadzenie apteki nie wygasa w przypadku śmierci osoby fizycznej, jeżeli chociażby jeden z jej następców prawnych spełnia wymagania, o których mowa we wspominanych wyżej przepisach (a konkretnie w art. 99 ust. 3-4b i art. 101 pkt 2-4 p.f.). W największym uproszczeniu więc można przyjąć, że jeśli umrze właściciel apteki, to jego spadkobiercy odziedziczą po nim placówkę wraz z zezwoleniem, jeśli choć jeden z nich jest farmaceutą.

Taka norma prawna rodzi jednak co najmniej dwie wątpliwości. Po pierwsze, jeśli liczba spadkobierców będzie większa niż jeden, a zgodnie z przepisami aptekę będzie mógł przejąć wyłącznie jeden z nich - może pojawić się problem z rozliczeniem pomiędzy nimi.

Spadkobierca niefarmaceuta

Większy problem powstanie jednak w sytuacji, gdy żaden ze spadkobierców nie będzie farmaceutą. Przyjąć należy, że - a contrario - w takiej sytuacji zezwolenie wygaśnie. Następcy prawni aptekarza otrzymają więc po nim w schedzie aptekę, lecz bez zezwolenia. Jeśli zaś będzie się ona znajdowała na terenie, na którym działa wiele placówek (czyli przy ubieganiu się o nowe zezwolenie nie byłby spełniony warunek określony kryterium demograficznym), nikt nie będzie zainteresowany jej kupnem! W efekcie spadkobiercy pozostaną z majątkiem formalnie wartym kilkaset tysięcy złotych, lecz praktycznie nieumożliwiającym podjęcia własnej działalności gospodarczej i bez realnej wartości przy jego zbyciu.

Podobny problem może mieć spadkobierca farmaceuta, który odziedziczonej apteki nie będzie chciał prowadzić (bo na przykład ma już swoją, w innej lokalizacji). Kto kupi aptekę, jeśli będzie wiedział, że nie uzyska zezwolenia, gdyż na danym terenie niemożliwe jest spełnienie kryterium demograficznego lub geograficznego (zezwolenie co do zasady nie przechodzi na nabywcę)?

Mniejszy popyt, niższe ceny

Sytuacja następców prawnych pogorszy się także z innego powodu - nawet w sytuacji, gdy kryterium demograficzne dana lokalizacja będzie spełniała. Trzeba niestety bowiem spodziewać się tego, że wprowadzenie limitu posiadanych placówek ograniczy znacząco popyt ze strony potencjalnych kupców aptek. Obecnie najwięcej sprzedawanych placówek trafia w ręce sieci. Po wejściu w życie nowych przepisów wprowadzających maksymalny limit aptek zainteresowanych zakupem nowej placówki będzie mniej.

Gdy spadkobierca ma cztery apteki

Problem pojawi się też w sytuacji, kiedy spadkobierca aptekarza ma już cztery apteki, a więc ich maksymalną dozwoloną liczbę. Czy w tej sytuacji będzie mógł dziedziczyć? Formalnie odpowiedź wydaje się jasna: ze względu na przekroczenie kryterium ilościowego - nie. Ale z drugiej strony występuje tu kolizja z przepisem wprowadzającym wyjątek wobec spadkobierców. Co w takiej sytuacji - na to pytanie do momentu zamknięcia numeru nie uzyskaliśmy odpowiedzi od posłów uczestniczących w przygotowywaniu projektu.

Jeden farmaceuta będzie mógł prowadzić co najwyżej cztery placówki. Podmioty, które już mają zezwolenia na większą liczbę placówek niż cztery, zachowają je.

Jeżeli podmiot prowadzący apteki zdecyduje się je zbyć, połączyć się z innym podmiotem lub podzielić posiadane placówki pomiędzy różne podmioty, to zezwolenie na nowych właścicieli nie przejdzie.

Po zmianach aptekarze planujący sukcesję będą musieli zaplanować ją dużo staranniej niż dziś. A przede wszystkim - zadbać o wskazanie następcy prawnego.

Zamysłem projektodawców jest, by nowe apteki zaczęły powstawać także tam, gdzie obecnie jest niewielkie zagęszczenie placówek, czyli na wsiach i w mniejszych miastach.

@RY1@i02/2016/214/i02.2016.214.18300270b.801.jpg@RY2@

Najważniejsze zmiany przy wydawaniu zezwoleń na prowadzenie aptek

@RY1@i02/2016/214/i02.2016.214.18300270b.101(c).gif@RY2@

@RY1@i02/2016/214/i02.2016.214.18300270b.802(c).jpg@RY2@

Intratny rynek leków

@RY1@i02/2016/214/i02.2016.214.18300270b.803.jpg@RY2@

Apteki sieciowe wypierają tradycyjne

OPINIA EKSPERTA

Ustawodawca nikogo nie wywłaszczy

@RY1@i02/2016/214/i02.2016.214.18300270b.804.jpg@RY2@

Waldemar Buda radca prawny, poseł PiS, przewodniczący parlamentarnego zespołu ds. regulacji rynku farmaceutycznego

Przygotowany przez nas projekt to odpowiedź na problemy, z którymi rynek zmaga się od kilku lat. Ze statystyk wynika bowiem, że codziennie zamykane są przeciętnie dwie, trzy apteki indywidualne, a na ich miejsce powstają apteki sieciowe.

Tu pojawiają się dwa stanowiska. To reprezentowane przez sieci apteczne można określić jako biznesowe. Zdaniem przedstawicieli sieci podstawowym zadaniem apteki jest dostarczenie pacjentowi leku. Drugie podejście reprezentowane jest przez samorząd aptekarski oraz indywidualnych aptekarzy. Ich zdaniem kluczowe jest to, jaką rolę pełni farmaceuta. Założenie jest takie, że powinien otoczyć swoich pacjentów opieką farmaceutyczną.

Jest nam bliżej do tego drugiego podejścia, w związku z tym przygotowaliśmy projekt ustawy. Został on skonsultowany z Ministerstwem Zdrowia oraz głównym inspektorem farmaceutycznym. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że z obu stron usłyszeliśmy pozytywne opinie. Różnimy się co najwyżej w drobnych szczegółach.

Co istotne, naszym celem nie jest uderzanie w sieci apteczne. Przyświeca nam jedynie chęć dbania o pacjentów. Dlatego też w projekcie wskazaliśmy, że będzie on obowiązywał na przyszłość. Nikogo ustawodawca nie wywłaszczy. Wszyscy, którzy działają uczciwie na rynku i zgodnie z warunkami przyznanego zezwolenia, będą mogli nadal prowadzić te placówki, które prowadzą.

Nie podzielam też obaw, że inspekcja farmaceutyczna stanie się narzędziem do walki z sieciami aptecznymi. Rzeczywiście w ostatnich kilkunastu latach nie była ona zbyt skuteczna w walce z nieprawidłowościami na rynku aptecznym. Powinna być skuteczniejsza i wyciągać konsekwencje wobec wszystkich tych, którzy łamią prawo. Nie może być jednak mowy o sądzie kapturowym nad sieciami, gdyż trzeba pamiętać, że od decyzji inspekcji farmaceutycznej przysługuje odwołanie do sądu. Jeśli więc dany podmiot nie naruszył warunków wykonywania działalności, to zezwolenie nie zostanie mu skutecznie cofnięte. A jeśli naruszył - to ochrona takich aptek nie może być zadaniem posłów.

OPINIA EKSPERTA

Ktoś zapomniał o punktach aptecznych

@RY1@i02/2016/214/i02.2016.214.18300270b.805.jpg@RY2@

Daria Wierzbińska wspólnik w kancelarii Świeca i Wspólnicy specjalizująca się w prawie farmaceutycznym

Jeżeli sieci apteczne będą tracić zezwolenia, np. wskutek nasilonych kontroli, to ich udział w rynku się zmniejszy. Dodając do tego znaczne koszty założenia apteki, przekraczające niejednokrotnie możliwości pojedynczych farmaceutów - należy się spodziewać ograniczenia ogólnej liczby aptek w kraju.

Dla aptek indywidualnych oznacza to wzmocnienie ich pozycji na rynku. Nowelizacja sprzyja niewątpliwie placówkom już istniejącym. Problemem może być zbyt mała liczba farmaceutów, na co zresztą wskazuje sam projektodawca w uzasadnieniu. Może to skutkować tym, że nowe apteki po prostu nie będą powstawać. Tym bardziej że młodych farmaceutów rzadko stać na otworzenie własnej placówki.

Wprowadzenie ograniczenia form prawnych, w jakich prowadzona może być apteka, jak również połączenie jej własności z wykonywaniem zawodu farmaceuty w mojej ocenie wcale nie daje gwarancji należytego świadczenia usług. Te same regulacje prawne i wymogi obowiązują wszystkie apteki, bez względu na formę organizacyjno-prawną czy właściciela. Argument projektodawcy, że "możliwość posiadania aptek przez spółki kapitałowe rodzi znaczne problemy przy możliwości sprawowania prawidłowego nadzoru nad ich działalnością", jest całkowicie nieuzasadniony. Nadzór nad działalnością aptek sprawowany jest przez inspekcję farmaceutyczną i to od sprawności i rzetelności jej działania, a nie od formy prawnej czy formy własności apteki, zależy jakość świadczenia usług farmaceutycznych. To właśnie inspekcja wyznacza i nadzoruje standardy. Ponadto projekt pomija całkowicie punkty apteczne - posłowie albo o nich zapomnieli, albo też zrobili to celowo. Powstaje tym samym kuriozalna sytuacja, gdzie apteki będą mogły być prowadzone wyłącznie przez farmaceutów, ale punkty apteczne już przez każdego, nie znajdą do nich bowiem zastosowania określone w nowelizacji obostrzenia.

Konsekwencje zapowiadanych zmian: konieczna zmiana optyki

Projekt stanowi jasno, że zezwolenia na prowadzenie apteki wydane przed dniem wejścia w życie ustawy zachowują ważność. Oznacza to, że nieprawdziwe są pojawiające się niekiedy w mediach głosy, iż nowelizacja prawa farmaceutycznego spowoduje błyskawiczny upadek sieci aptecznych i ich wywłaszczenie. Każdy podmiot - nawet jeśli ma więcej niż cztery placówki, jest prowadzony przez osoby bez wykształcenia farmaceutycznego czy posiadał apteki w miejscu o wysokim zagęszczeniu aptek - dalej będzie mógł prowadzić swoją działalność. Nie będzie mógł jednak przejmować kolejnych aptek oraz łączyć i dzielić się z innymi podmiotami. Tylko tyle i aż tyle.

Jak jednak ustaliliśmy, ochrona dotychczasowej własności może być w odniesieniu do wielu przedsiębiorców iluzoryczna. Najlepiej uzmysławia to fragment naszego niedawnego tekstu, który wywołał burzliwą dyskusję ("PiS repolonizuje apteki", DGP nr 206/2016):

"Co stanie się z sieciami, które teraz mają nawet po kilkaset aptek? Na pewno nie będą mogły tworzyć nowych placówek. A co z dotychczasowymi? Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Izby Aptekarskiej, wyjaśnia, że projekt nie obejmie już istniejących placówek, a więc wielkie firmy nie zostaną w jakimkolwiek stopniu wywłaszczone".

Chyba że - i o tym mówił nam poseł Waldemar Buda (PiS) - GIF cofnie sieciom zezwolenia za naruszenie warunków wykonywania działalności aptecznej (np. za złe przechowywanie produktów czy złamanie zakazu reklamy aptek itp.).

- Wierzę, że nowe kierownictwo GIF ze szczególną uwagą przyjrzy się działalności sieci - mówił polityk. Jeśli tak się stanie, to spółki, które kilkukrotnie przekraczają ustalony próg, będą musiały po naprawieniu błędów wystąpić o nowe zezwolenia. A wtedy będzie je już obowiązywał limit czterech placówek oraz wymóg, by ich właścicielem był farmaceuta.

Powyższy fragment zdaje się sugerować, że problem będą miały sieci apteczne. Ale to nie do końca prawda. GIF podkreśla, że traktuje wszystkich prowadzących apteki równo - jeśli więc nieprawidłowości wystąpią w lokalnej aptece, to nic nie będzie stało na przeszkodzie, by cofnięto zezwolenie również indywidualnemu farmaceucie.

Zezwolenie trudne do odzyskania

W zależności od wielkości podmiotu prowadzącego aptekę różne są natomiast zagrożenia związane z ewentualną utratą zezwolenia.

Dla sieci aptecznych najbardziej dotkliwy będzie próg określający, że jeden podmiot może mieć co najwyżej cztery placówki. Mało prawdopodobne jest, by dużym sieciom się udało - w razie utraty zezwolenia - zachować stan posiadania dzięki zakładaniu aptek na zaprzyjaźnionych farmaceutów.

Po pierwsze, duże sieci musiałyby zachęcić do współpracy dziesiątki doświadczonych farmaceutów. Po drugie, ryzykowałyby majątkiem, gdyż oficjalnie cały biznes musiałby być zarejestrowany na tychże farmaceutów, którzy formalnie nie byliby w żaden sposób uzależnieni od prowadzących do tej pory biznes apteczny spółek.

Dla indywidualnych farmaceutów, którzy utraciliby zezwolenie, największe kłopoty mogą wiązać się z kryterium demograficznym. Łatwo wyobrazić sobie bowiem sytuację, że indywidualny farmaceuta prowadzi aptekę w Warszawie czy we Wrocławiu, gdzie zagęszczenie placówek jest duże i przekracza wspomniany wyżej próg 3000 mieszkańców na placówkę. W razie utraty zezwolenia i ubiegania się o nowe może się więc okazać, że farmaceuta spotka się z odmową z uwagi na to, iż w danym rejonie niedopuszczalne będzie tworzenie nowych aptek (formalnie, nawet posiadając wyposażony punkt, przy ubieganiu się o zezwolenie mówić trzeba o otwieraniu nowej apteki).

Utrata zezwolenia może być dotkliwa dla każdej apteki. Przy wydawaniu nowego będą obowiązywały progi geograficzny i demograficzny.

Zezwolenia na prowadzenie apteki wydane przed dniem wejścia w życie ustawy zachowują ważność. Istniejące placówki sieciowe będą mogły zatem działać tak długo, jak będą miały zezwolenie. A to jest bezterminowe.

O czym w nowej sytuacji nie mogą zapomnieć przedsiębiorcy

Paweł Trzciński, rzecznik GIF, zapewnia, że nie może być mowy o preferowaniu aptekarzy ze względu na wielkość prowadzonego przez nich biznesu. Prawo jest - jak przypomina Trzciński - równe dla wszystkich. Wszyscy farmaceuci, także drobni przedsiębiorcy, muszą pamiętać, że forów dla nich nie będzie.

Pretekstów nie brak

Prawda jest taka, że jeśli tylko inspekcja farmaceutyczna będzie chciała odbierać zezwolenia na prowadzenie aptecznego biznesu, uczyni to bez większego trudu. Wiele podmiotów na rynku nie respektuje co najmniej jednego z przepisów prawa farmaceutycznego warunkujących możliwość prowadzenia apteki.

Przykłady? Przepis antykoncentracyjny. Przypomnijmy, że art. 99 ust. 3 prawa farmaceutycznego stanowi, iż nie wydaje się zezwolenia na prowadzenie apteki, jeżeli podmiot ubiegający się o nie prowadzi już na terenie województwa więcej niż 1 proc. aptek ogólnodostępnych bądź jeśli czynią to podmioty przez niego kontrolowane. Rzecz w tym, że powszechną praktyką jest przekraczanie tego progu przez sieci apteczne. Bierze się to stąd, że przez blisko 15 lat urzędnicy wydawali zezwolenia, nie bacząc na łamanie tego przepisu przez ubiegających się.

W ostatnich miesiącach powstał spór, czy jeśli przepis mówi o tym, że "nie wydaje się zezwolenia", zezwolenie podmiotowi, który przekracza próg, można cofnąć.

Nadal są co do tego wątpliwości, ale wydaje się, że orzecznictwo umożliwi inspekcji farmaceutycznej działanie względem tych, którzy teraz placówek mają zbyt wiele. A to dlatego, że Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uznał pewien czas temu (w wyroku z 23 lipca 2015 r., sygn. akt VI SA/Wa 399/15), że jeśli przedsiębiorca przekracza dopuszczalny limit, to należy mu cofnąć zezwolenie na część placówek.

Sąd stwierdził, że art. 99 ust. 3 prawa farmaceutycznego nie można rozpatrywać w oderwaniu od art. 37ap ust. 1 pkt 2. A ten ostatni stanowi, że organ zezwalający cofa zezwolenie, w przypadku gdy przedsiębiorca przestał spełniać warunki określone przepisami prawa wymagane do wykonywania działalności gospodarczej określonej w zezwoleniu. Jeśli przedsiębiorca posiada zbyt wiele placówek, to nie spełnia warunków określonych w ustawie. To oznacza, że apteki ponad limit powinny zostać zamknięte.

Jeśli więc tylko potwierdzą się słowa polityków PiS, że jednym z głównych zadań nowego głównego inspektora farmaceutycznego będzie walka z monopolizacją rynku aptecznego, szybko się może okazać, że największe sieci potracą zezwolenia na prowadzenie aptek. A wtedy, ubiegając się o nowe, będą już związane wprowadzanymi ograniczeniami, w tym w szczególności limitem czterech placówek.

Zakaz reklamy aptek

W przeciwieństwie do przepisu antykoncentracyjnego w przypadku zakazu reklamy aptek jest on regularnie egzekwowany przez inspekcję farmaceutyczną. Sądy raz za razem oceniają, czy aptekarze złamali zakaz, czy też nie. W 95 proc. spraw przyznają rację inspekcji. A mimo to z naszych obserwacji wynika, że nadal wielu prowadzących apteki łamie ten zakaz.

Przypomnijmy, że art. 94a prawa farmaceutycznego stanowi, iż zabroniona jest reklama aptek i punktów aptecznych oraz ich działalności. W myśl tego przepisu nie stanowi reklamy informacja o lokalizacji i godzinach pracy apteki lub punktu aptecznego. Co do zasady niestosowanie się do tego przepisu wiąże się z sankcjami finansowymi. Zgodnie z art. 129b prawa farmaceutycznego za prowadzenie reklamy apteki, punktu aptecznego, placówki obrotu pozaaptecznego oraz reklamowanie ich działalności można nałożyć karę pieniężną w wysokości do 50 tys. zł. Istotniejszy w tym momencie jest jednak art. 103 ust. 2 pkt 5 prawa farmaceutycznego. Stanowi on, że wojewódzki inspektor farmaceutyczny może cofnąć zezwolenie, jeśli podmiot zobowiązany decyzją inspektora do zaprzestania reklamy apteki nie uczyni tego. Innymi słowy, za samo naruszenie zakazu reklamy farmaceuta musi liczyć się z konsekwencjami finansowymi. Jeśli jednak dopuści się recydywy - co niestety jest powszechne na rynku - zezwolenie utraci. A wtedy, ubiegając się o nowe, będzie już podlegał nowym regułom jego przyznania, czyli m.in. będzie musiał spełniać warunek demograficzny.

Na Facebooku też ograniczenia

Treści w internecie są uznawane za taki sam przekaz reklamowy, jak chociażby kolportaż ulotek czy gazetek promocyjnych lub wiszące banery z promocjami. Wynika to z wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z 5 marca 2015 r. (sygn. akt II GSK 54/14). Orzekł on, że reklamą apteki jest każdego rodzaju informacja, której celem jest zachęta do nabycia oferowanych przez aptekę towarów i która w taki sposób jest odbierana przez klientów. Podobnie orzekł WSA w Warszawie w wyroku z 7 sierpnia 2013 r. (sygn. akt VI SA/Wa 1660/13): "Reklama może przyjmować różne formy zachęcania: poprzez ulotki, foldery czy gazetki temu służące, nie tylko wręczane przez farmaceutów klientom apteki, ale także zachęcające poprzez internet do korzystania z usług programu, który biorącym udział daje określone bonusy".

W internecie nie brakuje jednak mniej lub bardziej ewidentnych przykładów łamania zakazu reklamy. Przykładowo na portalu społecznościowym Facebook znajdziemy profile stron stworzone przez apteki. Na wielu widnieją posty typu: "Tylko dziś rabat na lek XXX!", "Dla pierwszych 30 klientów mamy drobny upominek", "Tania apteka już otwarta, adres: XXX" czy "Jesteśmy apteką z 30-letnim doświadczeniem, zapraszamy!". Takie przekazy mogą jednak zostać uznane przez GIF za niedozwolone i skutkować nałożeniem kar.

Ponadto wielu aptekarzy uważa, że wolno jest im zamiast leków reklamować suplementy diety bądź kosmetyki. Nic bardziej mylnego. Marek Tomków przestrzega, że to też jest działanie mające na celu zwiększanie sprzedaży apteki, a zatem - jest nielegalną reklamą. Podobnie jak tworzenie fikcyjnych kont w celu pisania pozytywnych komentarzy o danej placówce handlowej bądź kasowanie przez administratora strony negatywnych wypowiedzi prawdziwych użytkowników. Aptekarzom w internecie nie wolno również informować o cenach, rabatach, promocjach, organizować konkursów ani odsyłać bezpośrednio do ofert konkretnych produktów lub kategorii produktów zamieszczonych w sklepie internetowym. Mniej oczywiste, acz możliwe do uznania za złamanie zakazu reklamy jest też działanie polegające na wykupieniu lepszego pozycjonowania w przeglądarkach internetowych lub kupowaniu od firmy Google możliwości umieszczania wirtualnych banerów na innych witrynach czy słów kluczowych odsyłających do naszej strony. Należy o tym pamiętać, gdyż kary za łamanie zakazu reklamy w internecie mogą być nawet bardziej dotkliwe niż za reklamy poza przestrzenią wirtualną. Zgodnie z art. 129b ust. 2 prawa farmaceutycznego przy ustalaniu wysokości kary pieniężnej liczy się bowiem to, przez jak długi okres dochodziło do naruszenia. A przecież posty na stronie internetowej czy w mediach społecznościowych są tam widoczne od momentu publikacji aż do czasu ich skasowania.

W kwietniu pisaliśmy o tym, iż GIF uczulił wojewódzkich inspektorów farmaceutycznych na to, aby przeciwdziałać łamaniu przepisu o zakazie reklamy również w wirtualnej przestrzeni ("Apteka ścigana na Facebooku. Nadzór farmaceutyczny zapowiada kontrole", Tygodnik Gazeta Prawna z 8-10 kwietnia 2016 r., DGP nr 68). Jak dowiedzieliśmy się jednak, mimo zapowiedzi GIF nie prowadzi żadnych postępowań w sprawie działań aptek w sieci. Nie oznacza to, że reklama w internecie jest legalna. W związku z nadchodzącymi zmianami w prawie farmaceutycznym niewykluczone jest, że kontrole GIF się nasilą i obejmą również przestrzeń sieciową.

Apteki reklamują się na Facebooku. Być może nie zawsze mają świadomość, że łamią prawo. A inspekcja farmaceutyczna, chociaż zapowiadała działania, wciąż pozostaje bierna.

Inspekcja farmaceutyczna może zacząć egzekwować przepis antykoncentracyjny, niezezwalający na posiadanie więcej niż 1 proc. aptek w województwie. Wyroki sądów są dla niej korzystne.

Zmiany również dla magistrów farmacji

Przeciwnicy projektowanych zmian straszą projektem samych... farmaceutów. Na posiedzeniu sejmowego zespołu ds. regulacji rynku farmaceutycznego Leszek Jargan z grupy Apteka Blisko Ciebie przekonywał, że młodzi farmaceuci nie chcą pracować w prywatnych aptekach, które często są w stanie niezmienionym od czasów Gierka. W związku z tym dostosowywanie przepisów do potrzeb aptekarzy słabiej radzących sobie na rynku to błąd. Ponadto przeciwnicy projektu twierdzą, że technicy farmacji oraz magistrowie farmacji pracując w sieciach aptecznych mogą liczyć na nieco większe zarobki, mają częściej zagwarantowaną umowę o pracę, pełne wynagrodzenie przelewane zgodnie z terminem na konto bankowe oraz różnotematyczne szkolenia i wyjazdy na konferencje naukowe, gdyż dużym podmiotom łatwiej jest podpisać umowy z firmami szkoleniowymi czy nawet uniwersytetami medycznymi.

- Zdarza się też, że w aptekach indywidualnych sugeruje się farmaceutom przejście na samozatrudnienie w celu obniżenia kosztów zatrudnienia bądź rozliczania części wynagrodzenia pod stołem - opowiada dr n. farm. Marek Malinowski, prezes zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Farmaceutów "Perspektywa 2030". Jak na ten stan rzeczy może wpłynąć nowelizacja prawa farmaceutycznego? Zdaniem dr. Marka Malinowskiego w perspektywie najbliższych lat rozwój rynku aptecznego zostanie wstrzymany, co może oznaczać największe zmiany dla magistrów farmacji, a także dla wielkich pracodawców rynkowych.

- Technicy są chętnie zatrudniani zarówno w aptekach indywidualnych, jak i sieciowych, gdyż są tańsi, a mają podstawową wiedzę wymaganą do obsługi pacjenta. Z racji tego zaś, że nie mają za sobą wieloletnich, kosztownych i niezwykle wymagających studiów, jak w przypadku farmaceutów, są zapewne bardziej skłonni do skuteczniejszego zwiększania zysków apteki poprzez sprzedaż leków bez recepty oraz suplementów diety - twierdzi dr Malinowski.

Wykształcenie popłaca

Nie oznacza to jednak, że nie warto być już farmaceutą ani kształcić się w tym kierunku. Ekspert przyznaje bowiem, że wszelkie zmiany prawne dążą do tego, by wzmocnić ich pozycję względem techników farmacji. Może w tym pomóc chociażby ustawa przygotowywana w zespole powołanym przez ministra zdrowia do opracowania projektu ustawy o zawodzie farmaceuty, a także planowane wprowadzenie refundowanej opieki farmaceutycznej, świadczonej wyłącznie przez uprawnionego farmaceutę. Doktor Malinowski liczy, że pomoże ona także oddzielić kompetencje i zadania wykonywane w aptece przez farmaceutów i przez techników farmaceutycznych w porównywalnym stopniu, jak uczyniła to ustawa z 25 września 2015 r. o zawodzie fizjoterapeuty (Dz.U. z 2015 r. poz. 1994).

- Właśnie wtedy przestanie się w aptekach kłaść większy nacisk na sprzedaż, a zdecydowanie postawi się na wzrost roli apteki jako placówki ochrony zdrowia, na jakość obsługi i wiedzę farmaceuty. Dobrym pomysłem wydaje się także zatrudnianie w aptece dobrego farmaceuty, o którego pracodawcy mogą zabiegać, bo to ma być właśnie element zdrowej konkurencji - mówi dr Malinowski. Dodaje, że ważne jest, aby farmaceuta był wykorzystywany jak pracownik służby zdrowia, który rzeczywiście może pomóc pacjentowi i być niejako współpartnerem dla lekarza.

Od wielu lat mówi się o konieczności wprowadzenia opieki farmaceutycznej. To zmniejszyłoby kolejki w służbie zdrowia.

Duże sieci wolą zatrudniać techników farmaceutycznych, bo są tańsi.

@RY1@i02/2016/214/i02.2016.214.18300270b.806.jpg@RY2@

Patryk Słowik

patryk.slowik@infor.pl

@RY1@i02/2016/214/i02.2016.214.18300270b.807.jpg@RY2@

Jakub Styczyński

jakub.styczynski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.