Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Spółdzielnie ujawnią informacje jak urzędy. Prezesi jak menedżerowie

24 listopada 2017

Prezesi spółdzielni mieszkaniowych już wkrótce będą mieli obowiązek udzielania informacji publicznych. Takie zmiany chce wprowadzić rząd. Niektórzy eksperci prorokują, że w praktyce wyegzekwowanie obowiązku może być jednak trudne

Czy totalna otwartość będzie tylko na papierze

Ustawa o jawności życia publicznego, której projekt znajduje się na etapie konsultacji i opiniowania, wywróci do góry nogami sytuację w wielu spółdzielniach mieszkaniowych. Będą one bowiem zobowiązane do udostępniania informacji publicznej - na tych samych zasadach, jak urzędy administracji czy samorządowe. Stanowi o tym art. 6. ust. 1 pkt 8 projektowanej ustawy w wersji z 13 listopada 2017 r. A w ust. 2 tego przepisu wprost wskazano, że odpowiedzialny za udostępnienie informacji ma być prezes spółdzielni. Żartuje się, że jeden z ważnych urzędników mieszka w spółdzielni mieszkaniowej i ma na pieńku z prezesem. Niezależnie od tego, czy to prawda - politycy partii rządzącej przekonują, że podmioty te pełnią kluczową dla obywateli funkcję mieszkaniową, w związku z czym muszą spełniać wyższe standardy niż wszelkie inne prywatne podmioty.

I jakkolwiek większość ekspertów uważa, że w spółdzielczości jest wiele do poprawienia i nie ma obecnie wystarczającej transparentności, to jednak ci sami ludzie przyznają: pomysł Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, odpowiedzialnej za projekt ustawy o jawności, nie jest zbyt fortunny. Dla tych uczciwych prezesów niedużych spółdzielni nowe przepisy będą stanowić dużą uciążliwość.

- Wiele spółdzielni to nie wielkie molochy, ale jedno- czy dwubudynkowe kooperatywy. A uznanie ich za podmioty zobowiązane oznacza, że zalane zostać mogą stertą wniosków, a dodatkowo zmuszone będą prowadzić Biuletyny Informacji Publicznej - zwraca uwagę Krzysztof Izdebski, dyrektor programowy Fundacji ePaństwo. Jednocześnie nieuczciwi prezesi będą w stanie paraliżować działania zainteresowanych informacjami o spółdzielniach, uchylając się od obowiązku odpowiedzi. Już teraz uzyskanie informacji publicznej - jeśli podmiot nie chce jej udzielić - potrafi zająć nawet do siedmiu lat. W efekcie, jak mówią eksperci, choć zamysł jest słuszny, to realizacja może nie przynieść imponujących rezultatów. Przynajmniej w pierwszych latach.

Czym jest Biuletyn Informacji Publicznej?

To ujednolicony system stron internetowych, które stworzono w celu powszechnego udostępniania informacji o charakterze publicznym. W praktyce instytucja zobowiązana do udostępniania informacji powinna mieć na swojej stronie odpowiednią zakładkę odsyłającą do biuletynu, w którym zamieszcza z urzędu wszelkie istotne informacje, np. sprawozdania roczne, uchwały, informacje o przetargach itp.

Z innej strony, jeśli jednak ziści się wizja ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego i jego zastępcy, sekretarza kolegium ds. służb specjalnych Macieja Wąsika, to zwiększy się poziom transparentności spółdzielni oraz krąg zainteresowanych śledzących poczynania ich władz. Efekt? Znacznie więcej może być postępowań karnych przeciwko zarządzających spółdzielniami. Ostatnie lata przyniosły bowiem pasmo orzeczeń sądowych, w których stwierdzano, że przepisy o odpowiedzialności menedżerów spółek handlowych można z powodzeniem stosować również wobec działaczy spółdzielczych.

Zamglona przejrzystość

Różnica pomiędzy obecnym modelem uzyskiwania informacji od spółdzielni mieszkaniowych a planowanym jest istotna. W pewnym uproszczeniu polega na tym, że aktualnie informacji od kierownictwa spółdzielni mogą skutecznie żądać tylko jej członkowie. Po wejściu w życie ustawy o jawności życia publicznego wniosek o ich udostępnienie w trybie informacji publicznej będzie mógł złożyć każdy obywatel. Dziennikarz będzie np. mógł wystąpić do kilkudziesięciu największych spółdzielni mieszkaniowych w Polsce o wskazanie mu kosztów budowy nowych budynków, by następnie porównać je w artykule. Albo członek danej spółdzielni będzie mógł poprosić kilka innych podobnych spółdzielni o podanie informacji, dzięki którym będzie mógł ocenić i porównać koszty funkcjonowania zarządu na tle innych. I o dane będą mogli występować również przedsiębiorcy - wystarczy, że złożą wnioski jako osoby fizyczne.

Prezesi spółdzielni mieszkaniowych propozycjami KPRM nie są zachwyceni. Ich zdaniem w imię walki z wyimaginowanymi lub co najmniej znacznie wyolbrzymionymi nieprawidłowościami ustawodawca chce nałożyć wiele nowych obowiązków, co odbije się na funkcjonowaniu spółdzielni. Twierdzą , że np. będzie musiał zostać zatrudniony dodatkowy pracownik, który zajmie się prowadzeniem Biuletynu Informacji Publicznej i odpowiadaniem na wnioski. A za jego etat zapłaci oczywiście ogół członków.

- Zarówno ja, jak i członkowie organów samorządowych jesteśmy za pełną transparentnością. Ale tylko dla członków, mieszkańców budynków spółdzielczych - zaznacza Jerzy Kruk, prezes zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej "Metalowiec" Wrocław. I przypomina, że obecnie pełna informacja bieżąca o spółdzielni podzielona jest w większości z nich na dwie części - ogólną i poufną (tylko dla członków). Jest to efekt m.in. konieczności ochrony danych osobowych, w tym wrażliwych. - Uważam, że spółdzielnie mieszkaniowe nie dysponują danymi lub informacjami o charakterze informacji publicznej. Co miałoby tą informacją być? Przecież nawet zgodnie z art. 3 ustawy z 16 września 1982 r. - Prawo spółdzielcze (Dz.U. z 2017 r. poz. 1560 ze zm.) majątek spółdzielni jest prywatną własnością członków - przypomina prezes Kruk. Jego zdaniem działalność kierownictwa spółdzielni powinni więc kontrolować i oceniać sami członkowie, a nie osoby z daną kooperatywą niezwiązane.

Niedoskonałe rozwiązanie

Część ekspertów przyznaje menedżerom spółdzielni rację. A to m.in. dlatego, że trudno ich zdaniem dopatrzeć się w przepisach o udostępnianiu informacji publicznej skutecznego rozwiązania. Procedura administracyjna jest tak skrojona, że nikt, nawet sądy, nie jest dziś w praktyce w stanie przymusić organu zobowiązanego do udostępnienia danych. Od obowiązku można skutecznie się uchylać przez dłuższy czas. Wyobraźmy sobie modelowy przykład: obywatel występuje o udostępnienie informacji w trybie informacji publicznej. Na co organ odpowiada odmownie, twierdząc, że dane te nie stanowią informacji publicznej. Obywatel kieruje więc skargę do sądu administracyjnego, a ten nakazuje rozpoznać wniosek o udostępnienie. Organ ponownie więc wniosek rozpatruje, ale - negatywnie. Obywatel kieruje zatem kolejną skargę do sądu wyższej instancji. Wygrywa przed wojewódzkim sądem administracyjnym, ale w odpowiedzi na to organ składa skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Efekt tych zmagań? W najlepszym razie po 3-4 latach obywatel uzyskuje korzystne dla siebie ostateczne orzeczenie, a organ udostępnia dane. Tyle że najczęściej takie, które już nikogo nie interesują.

Jeden z najgłośniejszych przypadków ostatnich miesięcy, pokazujący wadliwość systemu udostępniania informacji publicznej, to spór pomiędzy Fundacją Panoptykon a PKP. Organizacja wystąpiła o dane na temat sposobu przechowywania informacji o obywatelach przez spółkę za 2014 r. Od tego czasu ciągnie się spór prawny. Ostatni, trzeci już wyrok jest z 8 września 2017 r. (sygn. akt II SA/Wa 572/17). Spółka została zobowiązana do rozpoznania wniosku fundacji. Jeśli odmówi - najprawdopodobniej przegra w sądzie. Członkowie fundacji przypuszczają jednak, że cała sprawa w najlepszym razie zakończy się w 2020 r.

Tak samo może być ze spółdzielniami mieszkaniowymi - wieszczą eksperci.

Rejestr jak lustro

Ale są też eksperci, którzy są innego zdania. Radca prawny Łukasz Ozga, wspólnik w kancelarii Płonka Ozga, uważa, że zobowiązanie spółdzielni do udostępniania informacji publicznych ułatwi wykazywanie nieprawidłowości w spółdzielniach. Praktycznego znaczenia nabierze przede wszystkim instrument prawny nazwany przez ustawodawcę rejestrem umów cywilnoprawnych zawieranych przez spółdzielnie. Chodzi o to, że zgodnie z projektowanymi przepisami spółdzielnie będą zobowiązane do prowadzenia rejestru umów cywilnoprawnych, których skutkiem jest wydatkowanie środków pieniężnych. Rejestr będzie zawierał m.in. takie informacje jak: data zawarcia umowy, dane identyfikujące kontrahenta, przedmiot umowy oraz dane dotyczące całkowitej wartości przedmiotu umowy albo kwotę zrealizowanych wydatków.

- Realne znaczenie dla możliwości rzeczywistej kontroli działalności spółdzielni wynikać będzie przede wszystkim z konieczności wprowadzenia przez władze spółdzielni wskazanych powyżej informacji do rejestru nie później niż w terminie 14 dni od daty zawarcia umowy lub od daty dokonania zmian w umowie - podkreśla mec. Łukasz Ozga. I dodaje, że w związku z tym spółdzielcy zyskają instrument pozwalający na bieżące śledzenie wszystkich istotnych poczynań spółdzielni (w zakresie umów zawieranych z podmiotami trzecimi). A gdy jakaś transakcja będzie budziła ich wątpliwości, będą mogli posłużyć się innymi uprawnieniami w celu dokładniejszej weryfikacji znaczenia podejmowanych transakcji. Dostęp do danych powinien być prosty, gdyż spółdzielnie stosowne rejestry mają prowadzić za pośrednictwem swoich stron internetowych.

Sądy wielokrotnie uznawały inaczej

W przeszłości sądy wielokrotnie uznawały, że spółdzielnie nie mają obowiązku udostępniania informacji publicznych. Kluczowa jest uchwała NSA z 11 kwietnia 2005 r., sygn. akt I OPS 1/05. Jednoznacznie w niej podkreślono, że art. 4 ust. 1 pkt 5 ustawy z 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 1764 ze zm.) nie ma zastosowania do spółdzielni mieszkaniowych. W uzasadnieniu wskazano m.in. że "Spółdzielnie mieszkaniowe nie dysponują majątkiem publicznym w rozumieniu przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej, ani też nie reprezentują osób, które dysponują takim majątkiem, gdyż majątek spółdzielni jest prywatną własnością jej członków. Spółdzielnie mieszkaniowe nie należą do sektora finansów publicznych w rozumieniu art. 5 ustawy z 26 listopada 1998 r. o finansach publicznych (Dz.U z 2003 r. nr 15, poz. 148 ze zm.), ani nie są też podmiotami realizującymi finanse publiczne w rozumieniu art. 6 tej ustawy".

Dodawano tak także: "Obowiązek prowadzenia przez władze polityki sprzyjającej zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych obywateli wynika z art. 75 Konstytucji RP i dotyczy wszelkich form uzyskania przez obywateli własnego mieszkania. Nie oznacza to jednak, że podmioty, które prowadzą działalność w zakresie budownictwa mieszkaniowego i gospodarki zasobami mieszkaniowymi wykonują za Państwo (władze publiczne) jego zadania. (...) Na marginesie należy stwierdzić, że ustawa o dostępie do informacji publicznej nie może być traktowana jako remedium na niedostatki przepisów regulujących funkcjonowanie spółdzielni mieszkaniowych, czy też wadliwych praktyk organów spółdzielni ograniczających korzystanie z praw wynikających z członkostwa".

@RY1@i02/2017/228/i02.2017.228.18300160a.801.jpg@RY2@

Co się dzieje ze ścianami betonowych bloków

OPINIE EKSPERTÓW

Zmiany będą niezgodne z konstytucją

@RY1@i02/2017/228/i02.2017.228.18300160a.802.jpg@RY2@

dr Jerzy Jankowski prezes Zarządu Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych RP

Propozycja, zgodnie z którą spółdzielnie mieszkaniowe będą podmiotami zobowiązanymi do udzielania informacji publicznej, jest niezgodna z art. 61 ust. 1 Konstytucji RP, który wiąże to prawo jedynie z działalnością organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Przepis ten dotyczy również organów samorządu gospodarczego i zawodowego, a także innych osób i jednostek organizacyjnych, ale tylko w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub mieniem Skarbu Państwa.

Nie ulega wątpliwości, że spółdzielnie mieszkaniowe jako podmioty prywatne nie wykonują zadań władzy publicznej. Znajduje to potwierdzenie w orzecznictwie Naczelnego Sądu Administracyjnego, który w uchwale składu 7 sędziów z 11 kwietnia 2005 r. (sygn. akt. I OPS 1/05) stwierdził, że nie dysponują one majątkiem publicznym ani też nie reprezentują osób, które dysponują takim majątkiem, gdyż majątek spółdzielni jest prywatną własnością jej członków. Ponadto objęcie jedynie spółdzielni proponowaną regulacją, z pominięciem np. deweloperów czy towarzystw budownictwa społecznego narusza wyrażoną w art. 32 Konstytucji RP zasadę równości wobec prawa oraz zasadę niedyskryminacji.

Sąd Najwyższy w wyroku z 3 grudnia 2010 r. (sygn. akt I CNP 16/2010) wskazał, że przewidziany w art. 81 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych zakres uprawnień członka spółdzielni mieszkaniowej jest szerszy w porównaniu z uprawnieniami członków innych spółdzielni, ale musi podlegać pewnym ograniczeniom przewidzianym w art. 18 par. prawa spółdzielczego. Zgodnie z tym przepisem może odmówić członkowi wglądu do umów zawieranych z osobami trzecimi, jeżeli naruszałoby to prawa tych osób lub istnieje uzasadniona obawa, że członek wykorzysta pozyskane informacje w celach sprzecznych z jej interesem i przez to wyrządzi jej szkodę. Członek, któremu odmówiono wglądu do umów zawieranych z osobami trzecimi, może złożyć wniosek do sądu rejestrowego o zobowiązanie spółdzielni do udostępnienia tych umów. W ten sposób została zapewniona możliwość kontroli sądowej korzystania z tego uprawnienia, co ma zapobiegać ewentualnym nadużyciom obu stron w tym zakresie, a co jednocześnie gwarantuje właściwy standard ochrony prawnej. Propozycja, zgodnie z którą spółdzielnie będą podmiotami zobowiązanymi do udzielania informacji publicznej, doprowadzi więc do paraliżu ich działalności, naruszenia tajemnicy przedsiębiorstwa oraz szkody w ich majątku, a w konsekwencji do pogorszenia sytuacji członków.

Członkowie już mają skuteczne przepisy

@RY1@i02/2017/228/i02.2017.228.18300160a.803.jpg@RY2@

Krzysztof Izdebski dyrektor programowy Fundacji ePaństwo

Przede wszystkim trzeba wyjaśnić, że zgodnie z art. 61 ust. 1 Konstytucji RP spółdzielnie mieszkaniowe nie mogą być objęte przepisami ustawy o dostępie do informacji publicznej. Nie wykonują one zadań publicznych, jak również nie gospodarują publicznym majątkiem. Potwierdził to wyraźnie Naczelny Sąd Administracyjny w uchwale o sygn. akt I OPS 1/05. Majątek spółdzielni tworzą jej członkowie. Wydaje się, że umieszczenie spółdzielni mieszkaniowych w gronie podmiotów zobowiązanych to wyłącznie puszczenie oka w stronę tych, którzy podnoszą problem przejrzystości ich gospodarki finansowej. Problem na pewno istnieje, ale taki sposób regulacji, niezależnie od wątpliwości co do zgodności z Konstytucją RP, przyniesie pogorszenie dostępu do informacji w spółdzielniach, a członkowie spółdzielni będą musieli pogodzić się z tym, że spółdzielnie kosztem wykonywania zadań na ich rzecz zajmą się udostępnianiem informacji wszystkim, którzy będą chcieli poznać sposób ich funkcjonowania. Uznanie ich za podmioty zobowiązane oznacza bowiem, że muszą one prowadzić Biuletyny Informacji Publicznej i każdy ma dostęp do informacji.

Warto w tym kontekście zauważyć, że dużo spółdzielni to nie wielkie molochy, ale jedno- czy dwubudynkowe kooperatywy. Autorzy projektu zdają się nie zauważać, że obecne przepisy dość dobrze regulują dostęp do informacji o finansach spółdzielni dla swoich członków. Zgodnie z przepisami ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych członek ma m.in. prawo otrzymania faktur i umów zawieranych przez spółdzielnię z osobami trzecimi. Z kolei zgodnie z prawem spółdzielczym członek, któremu odmówiono wglądu do umów zawieranych przez spółdzielnię z osobami trzecimi, może złożyć wniosek do sądu rejestrowego o zobowiązanie spółdzielni do udostępnienia tych umów. To ważny przepis, bo w przypadku postępowania o udostępnienie informacji publicznej przed sądami administracyjnymi sądy te nie mają możliwości zobowiązania jakiejkolwiek instytucji do udostępnienia informacji. Stąd procesy o dostęp ciągną się latami, często bez żadnego efektu. Postępowania w tym trybie są też z reguły krótsze (np. sprawa o sygn. akt VIII Ga 66/13). Problemu nie załatwi też proponowany obowiązek prowadzenia rejestru umów, bo dostęp do ich treści nie będzie łatwiejszy. Należałoby raczej edukować spółdzielców, jakie mają prawa, i zachęcać, by z nich korzystali.

WAŻNE

Eksperci obawiają się, że rzetelnie udostępniać informacje publiczne będą te spółdzielnie, których prezesi nie mają nic na sumieniu. Te zaś, gdzie rządzący obawiają się konsekwencji ujawnienia określonych informacji, będą grały na zwłokę. Tym samym system uderzy w uczciwych, a nie wypleni nieuczciwości.

Jak wystąpić o informację publiczną

Wniosek może mieć formę pisemną, ale można też złożyć go drogą e-mailową. Jeśli organ odmówi, musi uczynić to w drodze decyzji. Tę można zaskarżyć

Wiele instytucji żąda od osób występujących o udzielenie informacji publicznej, by uczyniły to w określonym trybie, np. na zaprojektowanym przez organ formularzu. Przepisy ustawy o dostępie do informacji publicznej nie wprowadzają jednak takich ograniczeń. Wnioskiem o udostępnienie może być lakoniczne stwierdzenie "proszę o udostępnienie informacji na temat (...)". Wzór pisma zamieszczamy powyżej. Wniosek nie musi być składany w formie oficjalnego pisma - wystarczy wysłanie wiadomości e-mail (niepotrzebne jest potwierdzenie otrzymania wiadomości przez adresata). Warto pamiętać o wskazaniu, w jaki sposób organ powinien udzielić odpowiedzi - czy życzymy sobie ją otrzymać listownie, czy np. w formie skanu dokumentu wysłanego e-mailem.

Wzór 1. Wniosek o udostępnienie

DANE WNIOSKODAWCY

Nazwisko i imię / Jednostka: ..........................................................................

Nr PESEL / REGON:............................................................................................

Adres: .....................................................................................................................

Nr telefonu: .........................................................................................................

Sąd Apelacyjny w Warszawie

Pl. Krasińskich 2/4/6

00-207 Warszawa

Na podstawie art. 2 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej z 6 września 2001 r. (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 1764 ze zm.) zwracam się z prośbą o udostępnienie informacji w zakresie:

.........................................................................................................................................................

.........................................................................................................................................................

.........................................................................................................................................................

.........................................................................................................................................................

dostęp do przeglądania informacji w sądzie ? kserokopia

pliki komputerowe

? adres e-mail: ......................................................

CD-ROM

przesłanie informacji pocztą elektroniczną na adres e-mail: ................................................

przesłanie informacji pocztą pod adres ......................................................................................

odbiór osobisty przez wnioskodawcę

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych z 29 sierpnia 1997 r. (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 922).

..................................................... .................................................

Miejscowość, data podpis wnioskodawcy

Podmiot zobowiązany do udostępniania informacji publicznej powinien to uczynić bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku (art. 13 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej). Od reguły jest wszak odstępstwo. Jeśli zebranie informacji wymaga więcej czasu, to termin wynosi aż dwa miesiące od dnia złożenia wniosku. Przy czym o opóźnieniu oraz jego powodach organ musi poinformować wnioskodawcę. Odmowa udostępnienia informacji powinna nastąpić w drodze decyzji.

Jeśli organ nie chce udostępnić informacji, to obywatel może wnieść skargę do właściwego miejscowo wojewódzkiego sądu administracyjnego. Czas na to wynosi 30 dni od dnia otrzymania decyzji organu odwoławczego. Oprócz samej skargi należy wnieść opłatę w wysokości 100 zł. Jeśli sprawa zostanie wygrana, to pieniądze zostaną zwrócone.

W razie niepowodzenia przed WSA wnioskujący o informację może wnieść skargę kasacyjną do NSA. A właściwie zlecić jej wniesienie, gdyż czynność ta wymaga zatrudnienia profesjonalnego pełnomocnika. Przed NSA występować bowiem mogą tylko adwokaci oraz radcowie prawni.

OPINIA EKSPERTA

Nie zawsze niekorzystne decyzje gospodarcze są przestępstwem

@RY1@i02/2017/228/i02.2017.228.18300160a.804.jpg@RY2@

dr Marcin Warchoł wiceminister sprawiedliwości, karnista

Od pewnego czasu nie budzi już w orzecznictwie wątpliwości, że przestępstwo stypizowane w art. 296 par. 1 k.k. mogą popełnić także osoby kierujące pracami spółdzielni mieszkaniowych. Przy czym podkreślenia wymaga, że czym innym jest samo podjęcie niekorzystnej dla spółdzielni decyzji gospodarczej, a czym innym popełnienie czynu zabronionego. Można sobie wyobrazić decyzje, które nie wyczerpują znamion przestępstwa, choć okażą się niekorzystne dla ogółu spółdzielców. Jeśli jednak np. prezes spółdzielni mieszkaniowej umyślnie działa na niekorzyść spółdzielców, to normy zawarte w art. 296 k.k. będą mogły znaleźć zastosowanie.

W niektórych sytuacjach możliwe jest także przypisanie sprawstwa czynu ujętego w art. 286 k.k., czyli oszustwa. W tym przypadku jednak musi dojść m.in. do doprowadzenia spółdzielców do niekorzystnego rozporządzenia swym mieniem. Artykuł 296 par. 1a k.k. mówi zaś tylko o bezpośrednim niebezpieczeństwie. Wydaje się więc, że modelowo niezgodne z prawem działania kierownictwa spółdzielni mieszkaniowej powinny być w pierwszej kolejności rozpatrywane w odniesieniu do przestępstwa nadużycia zaufania, a dopiero w dalszej kolejności jako oszustwo .

Kara za złe zarządzanie

Prezesi spółdzielni mogą być nie tylko rozliczani przez członków podczas walnego zgromadzenia spółdzielców. Ugruntowane orzecznictwo przesądza, że mogą ponosić odpowiedzialność karną za nadużywanie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków podobnie jak menedżerowie spółek

Jeśli rację mają ci, którzy twierdzą, że zobowiązanie spółdzielni do udostępniania informacji publicznej pomoże ujawniać nieprawidłowości, znaczenia nabierze kwestia ewentualnej odpowiedzialności menedżerów spółdzielni. Co do odpowiedzialności zawodowej sprawa jest jasna: spółdzielcy mogą podczas walnego zgromadzenia spółdzielców podziękować za pracę obecnie zarządzającym i wybrać nowych.

Prezes jak menedżer

Ciekawsza jest jednak kwestia odpowiedzialności karnej. Przez wiele lat uważano zarządzających spółdzielniami za szczególną kategorię. Od 2011 r. zrównano jednak ich pozycję z innymi menedżerami. Nie budzi więc już wątpliwości, że w stosunku do osób obowiązanych do zajmowania się sprawami majątkowymi lub działalnością gospodarczą spółdzielni mieszkaniowej i nadużywających udzielonych im uprawnień lub niedopełniających ciążącego na nich obowiązku stosuje się art. 296 kodeksu karnego (dalej: k.k.). Zgodnie z nim do pięciu lat pozbawienia wolności grozi tym menedżerom, którzy nadużywają swych uprawnień lub nie dopełniają obowiązków, wskutek czego dochodzi do wyrządzenia znacznej szkody majątkowej (powyżej 200 tys. zł) zarządzanemu przez nich podmiotowi.

Jest to efekt ustawy z 9 czerwca 2011 r. o zmianie ustawy - Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2011 r. nr 133, poz. 767), która usunęła z obrotu prawnego art. 267a prawa spółdzielczego. Zgodnie z uzasadnieniem wskazanym przez projektodawcę oraz późniejszą wykładnią autorstwa Ministerstwa Sprawiedliwości przestępstwo nadużycia zaufania ujęte w k.k. mieścić może w sobie przestępstwo z uchylonego art. 267a prawa spółdzielczego. Dlatego zasadne było uchylenie wskazanej normy z ustawy szczegółowej.

To właśnie czyn z art. 296 k.k. w ostatnich latach jest przypisywany zarządzającym spółdzielniami najczęściej. Wykształciło się też orzecznictwo sądowe, które potwierdza, że przepis ten może znaleźć zastosowanie do wielu przypadków występowania nieprawidłowości w spółdzielniach. Co nie oznacza rzecz jasna, że jest jedynym, który wchodzi w grę w razie złamania prawa.

Zawiadomienie

Dostęp do informacji publicznej może spowodować, że więcej osób będzie przyglądać się działalności spółdzielni. W razie zauważenia nieprawidłowości można złożyć zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa. Ale uwaga! Wniosek taki musi złożyć pokrzywdzony, więc powinien to być członek spółdzielni. Składając wniosek, warto mieć na uwadze, że odpowiedzialności karnej podlegać może nie tylko prezes spółdzielni, lecz także wszystkie osoby, którym były powierzone określone obowiązki, a się z nich niewłaściwie wywiązały. Podlegają jej także członkowie rady nadzorczej, o ile nie sprzeciwiali się bezprawnemu działaniu. Ponadto szkoda nie musi być szkodą rzeczywistą, mogą to być utracone korzyści. Z ostrożności warto w zawiadomieniach wskazać także możliwość popełnienia oszustwa; część prokuratorów nie dopatruje się czynów z art. 296 k.k., za to dostrzega możliwość popełnienia czynu z art. 286 k.k. Sam fakt podjęcia złej decyzji biznesowej nie przekłada się jeszcze na odpowiedzialność karną osób ją podejmujących.

Wzór 2. Zawiadomienie do prokuratury

Warszawa, 21 listopada 2017 r.

Jan Kowalski

Adres

Numer kontaktowy

Prokuratura Rejonowa

Warszawa Praga-Północ

ul. Jagiellońska 5

03-721 Warszawa

Działając we własnym imieniu informuję o możliwości popełnienia przestępstwa z art. 296 par. 3 kodeksu karnego przez:

- ......[Osoba 1] (prezes zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej X);

- ......[osoba 2] (zastępca prezesa zarządu X);

- ......[Osoba 3] (przewodniczący rady nadzorczej X).

Składam tym samym wniosek o wszczęcie postępowania i o ściganie przestępstwa z art. 296 par. 3 k.k. Z ostrożności wskazuję, że może dojść również do przestępstwa z art. 286 k.k. popełnionego przez wyżej wymienionych.

SM X - zgodnie ze statutem - prowadzi wspólne przedsiębiorstwo w interesie swoich członków w celu zaspokajania ich potrzeb ekonomicznych, socjalnych i kulturalnych. Dla realizacji tego celu SM X może prowadzić działalność gospodarczą. Działa przez organy SM X, w tym przede wszystkim zarząd i radę nadzorczą, które działają w imieniu i na rzecz spółdzielców.

W latach 2010-2012 SM X wybudowała okazały budynek mieszkalny Leśny Gaj. Znajduje się w nim 120 lokali mieszkalnych. Leśny Gaj umiejscowiony jest przy ul. Gajowej 20, czyli przy głównej ulicy, gdzie niebawem znajdować ma się stacja metra.

Na stronie internetowej SM X budynek jest opisany tak: "nowoczesna i różnorodna architektura, najlepsze miejsce do zamieszkania w Warszawie". Mimo to przeciętny koszt zakupu mkw. lokalu mieszkalnego w Leśnym Gaju wynosił 4500 zł. Na rynku wtórnym obecnie mkw. lokalu mieszkalnego w tej lokalizacji jest wyceniany na ok. 8000 zł. Z informacji medialnych i wpisów do ksiąg wieczystych wynika, że mieszkania w tym budynku kupili głównie działacze SM X oraz ich rodziny. Inni spółdzielcy, którzy chcieli nabyć mieszkanie, nie mieli takiej możliwości.

Na wstępie dla oceny zaistnienia odpowiedzialności karnej Osób 1, 2 i 3 należy ocenić, czy realizacja inwestycji Leśny Gaj służyć miała zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych spółdzielców, czy miała być elementem wykonywanej działalności gospodarczej, której zadaniem miało być przysporzenie na rzecz ogółu spółdzielców.

Wydaje się, że trudno uznać, by inwestycja stanowiła przejaw dbałości o zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych spółdzielców. Jeśliby tak miało być, powinny zostać przyjęte kryteria, zgodnie z którymi podejmowano by decyzję o tym, kto może na preferencyjnych warunkach zakupić mieszkanie. Ewentualnie - taki model funkcjonuje w niektórych spółdzielniach - możliwe byłoby przeprowadzenie losowania. Osoby zarządzające SM X wybrały jednak wariant, w którym możliwość zakupu uzależniona była od czasu zgłoszenia chęci. Tę zaś w pierwszej kolejności, przed jakimkolwiek ogłoszeniem o możliwości nabycia mieszkania na preferencyjnych warunkach, zgłosili sami zarządzający SM X oraz ich bliscy, osoby, które najczęściej posiadają już kilka mieszkań.

Trudno w związku z tym uznać za realizację statutowego celu w postaci zaspokajania potrzeb mieszkaniowych spółdzielców sytuacji, w której zaspokojenie to polega na tym, że jeden ma cztery lokale mieszkalne, a inny spółdzielca - żadnego. Przyjąć w związku z tym należy, że realizacja inwestycji Leśny Gaj stanowiła przejaw działalności gospodarczej podejmowanej przez SM X, której celem było przysporzenie do majątku spółdzielni.

Nie budzi wątpliwości, że w stosunku do osób obowiązanych do zajmowania się sprawami majątkowymi lub działalnością gospodarczą spółdzielni mieszkaniowej i nadużywających udzielonych im uprawnień lub niedopełniających ciążącego na nich obowiązku stosuje się art. 296 k.k. Jest to efekt ustawy z 9 czerwca 2011 r. o zmianie ustawy - Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2011 r. nr 133, poz. 767), która usunęła z obrotu prawnego art. 267a prawa spółdzielczego (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 1560 ze zm.). Zgodnie z uzasadnieniem wskazanym przez projektodawcę oraz późniejszą wykładnią autorstwa Ministerstwa Sprawiedliwości przestępstwo nadużycia zaufania ujęte w k.k. mieścić może w sobie przestępstwo z uchylonego art. 267a prawa spółdzielczego. Dlatego zasadne było uchylenie wskazanej normy z ustawy szczegółowej.

Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem sądowym (vide wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 13 maja 2015 r., sygn. akt II AKa 94/15) zachowanie sprawcy czynu zabronionego z art. 296 k.k. wyznaczają trzy elementy:

- formalna szczególna powinność określonego zachowania się sprawcy na rzecz pokrzywdzonego (szczególne okoliczności popełnienia czynu);

- nadużycie przez sprawcę swoich uprawnień lub niedopełnienie przez niego swoich obowiązków (realizacja znamion czynnościowych);

- wynik realizacji przez sprawcę znamion czynnościowych w postaci powstania u pokrzywdzonego określonej szkody (znamię skutku).

Nie może budzić wątpliwości, że wybierani przez spółdzielców reprezentanci powinni podejmować działania zmierzające do poprawy sytuacji ogółu spółdzielców. Bez wątpienia więc sprzedaż lokali mieszkalnych po preferencyjnej cenie samym sobie oraz swoim rodzinom stanowi pokrzywdzenie spółdzielni sensu largo. Warto podkreślić przy tym, że ryzyko inwestycyjne spoczywało na ogóle spółdzielców. W razie problemów i nadmiernie wysokich kosztów związanych z budową Leśnego Gaju koszty te ponieśliby wszyscy spółdzielcy. Korzyść odnieść mogli (i odnieśli) zaś nieliczni, odpowiednio wyselekcjonowani. O ustaleniu zaniżonej ceny zakupu świadczy najlepiej to, że wszystkie lokale mieszkalne zostały sprzedane niezwłocznie, było na nie zdecydowanie więcej chętnych.

Zaznaczyć w tym miejscu należy, że obrót gospodarczy (jako że czyn ujęty w art. 296 k.k. stanowić może przestępstwo przeciwko obrotowi gospodarczemu) należy rozumieć szeroko (vide postanowienie Sądu Najwyższego z 26 września 2012 r., sygn. akt II KK 234/12).

Każda z trzech wskazanych w zawiadomieniu osób była zobowiązana dbać o stan majątkowy spółdzielni. Przekracza swoje uprawnienia bowiem nie tylko ten, kto działa bez stosownego umocowania lub ze znacznym jego przekroczeniem, lecz także ten, kto formalnie działając w ramach nadanych mu kompetencji, działa faktycznie sprzecznie z racjonalnie rozumianymi zadaniami, do których został powołany lub bez dostatecznego usprawiedliwienia, wyrządzając przez to szkodę swemu mandatowi (vide wyrok Sądu Najwyższego z 2 kwietnia 2004 r., sygn. akt IV KK 25/04).

Nie może budzić najmniejszych wątpliwości, że odpowiedzialność prawnokarną mogą ponosić prezes zarządu oraz wiceprezes zajmujący się sprawami finansowymi, będący także głównym księgowym.

Więcej wątpliwości można mieć w stosunku do przewodniczącego rady nadzorczej. Wskazać jednak warto, że orzecznictwo sądowe dopuszcza odpowiedzialność członka rady nadzorczej na podstawie art. 296 k.k. (vide wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z 23 marca 2016 r., sygn. akt II AKa 64/16). Kwestia prawnokarnej oceny "przestępczych" uchwał organów kolegialnych była już zresztą przedmiotem analizy w judykaturze. W wyroku z 19 marca 1962 r. (sygn. akt IV K 348/61) Sąd Najwyższy przyjął, że jeżeli uchwała osoby prawnej (sprawa dotyczyła spółdzielni pracy) zawiera w sobie faktycznie treść przestępczą, to każdy z jej uczestników, który przyczynił się do jej wydania, dopuścił się przestępstwa. Innymi słowy, liczy się fakt stanowiska wyrażonego przez daną osobę. Jeśli więc członek rady nadzorczej popiera bezprawne działanie - może ponosić odpowiedzialność. Stanowisko to, choć upłynęło kilkadziesiąt lat, pozostaje aktualne.

Ocena prawnokarna wymaga jeszcze wskazania szkody i określenia jej wysokości. W przedmiotowym przypadku uznać należy, że szkodę stanowi różnica pomiędzy kwotą pobraną przez SM X za sprzedaż lokali mieszkalnych a kwotą, którą SM X mogła uzyskać, sprzedając lokale mieszkalne po cenach rynkowych. Jakkolwiek dokładne wyliczenie wartości szkody wymaga informacji, którymi zawiadamiający nie dysponuje, z prostych wyliczeń wynika już, że wysokość szkody przekracza 15 mln zł. Dlatego właściwa jest kwalifikacja czynu z par. 3 art. 296, nie zaś z par. 1.

Zaznaczenia wymaga, że zgodnie z utrwaloną linią orzeczniczą szkodą w rozumieniu art. 296 k.k. może być kwota zarówno damnum emergens, jak i lucrum cessans (vide wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z 28 grudnia 2016 r., sygn. akt II AKa 358/16, wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 26 czerwca 2015 r., sygn. akt II AKa 156/15, wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z 28 marca 2014 r., sygn. akt II AKa 16/14).

Z ostrożności procesowej wskazano także na możliwość popełnienia przestępstwa z art. 286 k.k. Argumentacja prawna wskazana wyżej zachowuje aktualność. Wydaje się, że wówczas należałoby uznać, iż doszło do wykorzystania niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania przez spółdzielców, którzy na etapie realizacji inwestycji nie wiedzieli, na jakich zasadach sprzedawane będą lokale mieszkalne.

W związku z wyżej przywołaną argumentacją wnoszę, jak w petitum, o wszczęcie postępowania i ściganie sprawców wyżej opisanych czynów.

Podpis

.................................

Odróżnić złą decyzję biznesową od złamania prawa

To podstawowe pytanie, które należy sobie zadać przed złożeniem zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez osobę zarządzającą spółdzielnią. To też kluczowa kwestia oceniana przez prokuratorów.

Orzecznictwo w nieznacznym stopniu odnosi się do spraw spółdzielczych, ale na szczęście można posiłkować się doktryną i orzecznictwem dotyczącymi menedżerów spółek.

- Co do zasady należy zwrócić uwagę na stronę podmiotową danego typu czynu zabronionego. W dużym uproszczeniu chodzi o nastawienie członka władz spółdzielni do możliwości popełnienia danego czynu i stopień jego winy - wyjaśnia mecenas Łukasz Ozga.

Jeżeli więc członek władz będzie miał zamiar popełnienia przestępstwa - czyli np. będzie chciał nadużyć swoich kompetencji w celu wyrządzenia spółdzielni szkody albo, co najmniej będzie brał pod uwagę, iż wskutek swojego zachowania, np. polegającego na przekroczeniu uprawnień, powstanie ryzyko, iż do wypełnienia znamion czynu takiego, jak np. możliwość powstania szkody może dojść - to może odpowiadać za przestępstwo. - W sytuacji natomiast gdy sprawca nie obejmował swoją świadomością możliwości wypełnienia znamion danego czynu zabronionego, np. działając w dobrej wierze, podjął po prostu złą decyzję gospodarczą albo pozostawał w chwili czynu w błędzie, co do zakresu swoich kompetencji, jego czyn będziemy rozpatrywać wyłącznie w kategorii cywilnoprawnej odpowiedzialności odszkodowawczej i oczywiście odpowiedzialności organizacyjnej, np. będzie musiał liczyć się z możliwością odwołania - wskazuje mecenas Ozga.

Sądy nie w pełni wykorzystują możliwości, jakie dają przepisy

KAMIL KALICIŃSKI: Standardem powinien być nakładany przez sąd zakaz zajmowania stanowisk przez skazanych prezesów. Ale ta dodatkowa sankcja nie jest odpowiednio często stosowana

Czy uznanie spółdzielni mieszkaniowych za podmioty zobowiązane do udostępniania informacji publicznej ułatwi wykazywanie nieprawidłowości w spółdzielniach, czy to płonne nadzieje?

Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta, albowiem z jednej strony w art. 9 projektu ustawy wprowadzono obowiązek prowadzenia przez spółdzielnie mieszkaniowe rejestru umów cywilnoprawnych, co może przyczynić się do wykrycia ewentualnych nieprawidłowości. Z drugiej jednak strony projekt ustawy zawiera niekorzystne regulacje odnoszące się sposobu uzyskiwania informacji publicznej. Jak ulał pasuje tu więc stwierdzenie, którego często używają prawnicy: pokaże praktyka.

Jakiej odpowiedzialności na gruncie prawa karnego może podlegać osoba zarządzająca spółdzielnią (prezes, wiceprezes ds. finansowych, członek rady nadzorczej)? Przestępstwo nadużycia zaufania z art. 296 k.k. wydaje się oczywiste. Ale czy coś więcej?

Przestępstwo z art. 296 k.k. to niejedyny czyn zabroniony, który może popełnić osoba zarządzająca spółdzielnią. Członkowie organów spółdzielni mogą też dopuścić się przestępstwa z art. 296a k.k., tzw. łapownictwa menedżerskiego. Zajdzie ono np. wtedy, gdy prezes zarządu spółdzielni mieszkaniowej przyjmie korzyść majątkową od właściciela firmy X, np. z sektora budowlanego w zamian za przekazywanie mu istotnych informacji i w rezultacie doprowadzeni do wygrania przez niego przetargu na roboty budowlane i remontowe. To będzie stanowić czyn nieuczciwej konkurencji, jak również niedopuszczalną czynność preferencyjną, a nadto doprowadzi do wyrządzenia szkody majątkowej spółdzielni. Innym czynem zabronionym, którego może dopuścić się członek władz spółdzielni, jest przestępstwo przywłaszczenia (art. 284 k.k.) polegające np. na wyprowadzeniu z kasy spółdzielni określonej kwoty pieniędzy.

Jak odróżniać złą decyzję biznesową czy nawet nierzetelność w prowadzeniu spraw spółdzielni od czynu wypełniającego znamiona przestępstwa?

To rzeczywiście trudne zagadnienie wymagające wszechstronnego rozważenia wszystkich okoliczności, jakie zaistniały w danej sprawie. Należy pamiętać, że działalność gospodarcza nieodłącznie wiąże się z ryzykiem, a czasowe wystąpienie straty lub niewykorzystanie możliwości zysku może być czasami w konkretnej sytuacji decyzją trafną z perspektywy interesów mocodawcy (wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi z 25 października 2007 r., sygn. akt II AKA 136/07). Dlatego decyzja nieefektywna gospodarczo wyczerpuje znamiona z art. 296 k.k. tylko w przypadkach oczywistego uchybienia standardom należytej staranności i racjonalnego gospodarowania.

Czy obecne przepisy są wystarczające, by egzekwować odpowiedzialność od zarządzających spółdzielniami? Spółdzielcy od dawna podnoszą, że odpowiedzialność jest fikcyjna. Ale nawet jeśli tak - to pańskim zdaniem z powodu wadliwych przepisów czy niewłaściwej praktyki?

Problem nie tkwi w obowiązujących przepisach, które należy uznać za wystarczające, ale w braku ich stosowania. W przypadku skazania członka władz spółdzielni za przestępstwo z art. 296 k.k. standardem powinien być orzekany przez sąd środek karny w postaci zakazu zajmowania stanowiska związanego z zajmowaniem się sprawami majątkowymi w organach spółdzielni. Podkreślenia wymaga, że jeszcze w toku postępowania, w tym na etapie postępowania przygotowawczego, możliwe jest nakazanie oskarżonemu powstrzymania się od określonej działalności.

Wreszcie zastosowanie mogą znaleźć przepisy z ustaw spółdzielczych. Czyli art. 267d prawa spółdzielczego, zgodnie z którym kto, będąc członkiem organu spółdzielni albo likwidatorem, ogłasza dane nieprawdziwe albo przedstawia je organom spółdzielni, władzom państwowym, członkom spółdzielni lub lustratorowi, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch. A także art. 273 ustawy z 15 grudnia 2000 r. o spółdzielniach mieszkaniowych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 1222 ze zm.), zgodnie z którym kto, będąc członkiem zarządu spółdzielni mieszkaniowej, pełnomocnikiem albo likwidatorem, wbrew obowiązkowi dopuszcza do tego, że spółdzielnia nie udostępnia członkowi spółdzielni mieszkaniowej odpisów oraz kopii dokumentów, albo nie rozlicza kosztów budowy lokalu w odpowiednich terminach, podlega karze grzywny.

@RY1@i02/2017/228/i02.2017.228.18300160a.806.jpg@RY2@

fot. Materiały prasowe

Kamil Kaliciński adwokat

Jeśli nie nadużycie zaufania - to co

Łukasz Ozga wylicza inne przepisy dające możliwość pociągnięcia członków do odpowiedzialności. Jakkolwiek bowiem najczęściej rzeczywiście w przypadku nieprawidłowości spółdzielczych uwagę należy zwrócić na art. 296 k.k. (nadużycie zaufania) oraz art. 286 k.k. (oszustwo), to w zależności od danego stanu faktycznego w grę mogą wchodzić inne przepisy.

- Odpowiedzialność władz może wynikać z wypełnienia przesłanek takich powszechnie znanych czynów zabronionych jak kradzież (art. 278 k.k.) czy przywłaszczenie (art. 284 k.k.), ale także z wypełnienia przesłanek przestępstw związanych w szczególny sposób ze specyfiką prowadzonych czynności, jak np. przestępstwo łapownictwa menedżerskiego (art. 296a par. 1 k.k.), które polega na żądaniu lub przyjmowaniu korzyści majątkowej lub osobistej albo jej obietnicy w zamian za nadużycie udzielonych mu uprawnień lub niedopełnienie ciążącego na nim obowiązku - wymienia mec. Łukasz Ozga.

OPINIA EKSPERTA

Zarzuty trzeba stawiać ostrożnie

@RY1@i02/2017/228/i02.2017.228.18300160a.805.jpg@RY2@

Jerzy Kruk prezes zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej "Metalowiec" Wrocław

Odpowiedzialność karna członków organów zarządzających spółdzielnią została uregulowana w ustawach spółdzielczych i do tych przepisów należałoby sięgać. Przestępstwo nadużycia zaufania jest bardzo ogólną konstrukcją, do której - jak się wydaje - nie należałoby sięgać zbyt ochoczo, gdy są przepisy szczegółowe.

Niestety, widoczne jest też duże zainteresowanie tym, jak karać osoby zarządzające spółdzielniami, podczas gdy przede wszystkim należałoby zadać pytanie, czy to rzeczywiście tak duży problem, jak jest przedstawiany w mediach. Oczywiście znane są mi incydentalne przypadki zdarzeń, które kwalifikują się do zastosowania odpowiedzialności karnej. Ale podobne, i gorsze sytuacje występują wszędzie, by wspomnieć tylko funkcjonowanie Caritasu w Płocku, gdzie doszło do nadużyć na kilkaset milionów, czy to, jak działali księża w jednej z legnickich parafii, gdzie naciągnięto ludzi. I jakoś nikt nie mówi o tym, aby szukać rozwiązań na stosowanie odpowiedzialności karnej wobec osób związanych z Caritasem czy księży.

Nie brakuje też przypadków, gdy już samo oskarżenie zabija. Tak było w sprawie przeciwko prezesowi zarządu SM "Pojezierze" w Olsztynie, gdzie sformułowano 19 zarzutów karnych. Sądy po sześciu latach procesów je oddaliły. Ludzie jednak i tak odeszli z pracy, a jedna z osób popełniła samobójstwo. Warto o tym pamiętać, nim postawi się komukolwiek zarzut złamania prawa. Nie mówię, by tego nie robić. Ale apeluję, by to czynić z głową i w przypadkach, w których naprawdę dochodzi do nieprawidłowości, a nie chodzi jedynie o to, aby zaszkodzić prezesowi zarządu spółdzielni.

Fałszowanie dokumentów

W kontekście projektowanych nowych przepisów dotyczących informacji publicznej znaczenia nabrać mogą czyny przeciw wiarygodności dokumentów. Podlegać karze może sfałszowanie dokumentu zawierającego informacje o spółdzielni (art. 270 k.k.), nieprowadzenie dokumentacji lub prowadzenie jej w sposób nierzetelny (art. 303 k.k.).

@RY1@i02/2017/228/i02.2017.228.18300160a.807.jpg@RY2@

Patryk Słowik

patryk.slowik@infor.pl

@PatrykSlowik

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.