Za korupcję w firmie 5 lat bez przetargów i do 10 mln zł kary
Średnie i duże przedsiębiorstwa zostaną odsunięte od zamówień publicznych, nawet jeśli wdrożą politykę antykorupcyjną. Urzędnicy mogą bowiem uznać, że jest ona pełna luk
10 mln kary oraz zakaz brania udziału w przetargach przez pięć lat - takie sankcje zakłada projekt ustawy o jawności życia publicznego. Grożą one przedsiębiorcom, którzy w ciągu sześciu miesięcy od wejścia w życie przepisów nie wdrożą u siebie wewnętrznych procedur antykorupcyjnych albo ich działania będą pozorne lub niewystarczające. Dotyczy to średnich i dużych firm oraz tych, w których Skarb Państwa ma co najmniej 10 proc. udziałów.
Zdaniem ekspertów wspomniane sankcje są zbyt surowe. - Brak możliwości brania udziału w przetargach przez kilka lat dla podmiotów żyjących z projektów realizowanych w ramach zamówień publicznych oznaczać będzie niechybną śmierć - uważa Dorota Wolicka, reprezentująca środowisko przedsiębiorców. Dodaje, że nie ma uzasadnienia dla podwójnego karania firm za niedopełnienie lub niewystarczające spełnienie wymogów ustawowych.
A nowych obowiązków nie brakuje. W ramach budowy systemu antykorupcyjnego firmy będą musiały m.in.: wdrożyć kodeks etyki penalizujący zachowania korupcyjne, zawrzeć odpowiednie klauzule w umowach z kontrahentami, uregulować kwestię prezentów i pozostałych korzyści dla pracowników, przeciwdziałać tworzeniu funduszy korupcyjnych oraz stworzyć kanały informowania właściwych organów firmy o przypadkach łamania prawa. Spełnienie tych wymogów może być w praktyce kłopotliwe. - Kodeks antykorupcyjny powinien zostać podpisany przez wszystkich pracowników, współpracowników oraz kontrahentów przedsiębiorstwa. I to właśnie z tą ostatnią grupą może być największy problem, zwłaszcza w dużych firmach, które współpracują z kilkoma tysiącami dostawców czy klientów, zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Dodatkowo pojawia się pytanie: jak firma powinna się zachować, jeśli któryś z pracowników, współpracowników lub kontrahentów odmówi podpisania kodeksu - wylicza Jarosław Grzegorz, menedżer z Działu Zarządzania Ryzykiem Nadużyć EY.
Kontrola w zakresie stosowania wewnętrznych procedur antykorupcyjnych będzie wszczynana, jeśli prokurator postawi zarzuty popełnienia przestępstwa związanego z korupcją osobie, która działa w imieniu lub na rzecz przedsiębiorcy, realizując zawartą z nim umowę. Może się więc zdarzyć, że przedsiębiorstwo stanie się obiektem kontroli w momencie, gdy zachowań korupcyjnych dokonuje nawet podrzędny pracownik działający bez wiedzy właściciela firmy.
W projekcie ustawy zaproponowano też nieznaną dotychczas w polskim systemie prawnym instytucję sygnalisty. Z definicji będzie to osoba, która przekaże wiarygodne informacje o możliwych działaniach korupcyjnych. Jeśli prokurator nada jej status sygnalisty, to stosunek pracy takiej osoby będzie chroniony. A w przypadku zwolnienia bez zgody prokuratora - pracodawca będzie musiał wypłacić dwuletnią odprawę.
Planuje się również przymknąć osławione "drzwi obrotowe", czyli wyeliminować sytuacje, kiedy urzędnicy wydający istotne decyzje w sprawie przedsiębiorcy zostają niedługo potem przez niego zatrudnieni. Projekt blokuje tę możliwość na okres trzech lat od zaprzestania zajmowania stanowiska lub pełnienia funkcji. ⒸⓅ
C3
@RY1@i02/2017/220/i02.2017.220.21500010c.101(c).jpg@RY2@
fot. Shutterstock (x3)
ŁR
Jakub Styczyński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu