Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo administracyjne

Boimy się odpowiedzialności prokuratorskiej

31 października 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Tadeusz Rzepecki: Algorytm pozwalający na ustalenie opłaty staje się bardzo skomplikowany. Konieczne są też nowe umowy z przedsiębiorcami, co jest czasochłonne. Dlatego musimy dalej rozmawiać z ustawodawcą

Dlaczego firmy wodociągowo-kanalizacyjne tak bardzo obawiają się zmian w kolejnej już nowelizacji prawa wodnego?

Generalnie sprawa dotyczy przejęcia pełnej odpowiedzialności za rozliczenia wody pobranej z rzeki czy ujęcia podziemnego zgodnie z strukturą celów wykorzystania wody określoną w prawie wodnym. Obecnie, by być w zgodzie z przepisami, każdy pobierający wodę dla potrzeb opłaty zmiennej musi ją rozdzielić nawet na 40 celów. Musi oświadczyć Wodom Polskim, na co jest ona zużywana. Tymczasem każde przedsiębiorstwo wodociągowo-kanalizacyjne wykonując swoje działania na zlecenie gminy, prowadzi działalność po to, by dostarczać wodę ludności na cele zbiorowego zaopatrzania w wodę. Zupełnie odrębnym zagadnieniem jest to, na co właściciel nieruchomości tę wodę przeznacza. Do tej pory umowy, które zawieraliśmy z przedsiębiorcami, mówiły, że sprzedajemy wodę na cele przemysłowe, bez podawania szczegółów. Teraz umowy trzeba będzie zmienić, bo muszą się w nich znaleźć precyzyjne cele określone w art. 274 prawa wodnego.

Czy więc przedsiębiorcy bez problemu podpiszą nowe umowy? Czy ustawa ich do tego zobowiązuje?

Z tym może być problem. Z pewnością nie wszyscy zrobią to chętnie. Bo niektórzy nie zrozumieją, po co mają podpisywać nową umowę, skoro stara jest ważna. Tym bardziej że z ustawy taki wymóg wprost nie wynika. Mieliśmy już sytuację, że trzeba było wymieniać wszystkie umowy – było to w 2001 r., kiedy w życie wchodziła ustawa o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1152). I mimo że mieliśmy na to rok plus pół roku vacatio legis, to w rzeczywistości proces ten trwał wiele lat. A tym razem na zmianę umów nie mamy nawet roku.

To w jaki sposób mogą państwo sprawdzić, na jaki konkretnie cel przedsiębiorca zużywa wodę?

Nie mamy żadnej możliwości sprawdzenia, na jaki cel ktoś pobierze wodę. Tymczasem cała odpowiedzialność za ustalenie wielkości poboru z podziałem na cele spoczywa na nas. Ustawa nie przewiduje w tym zakresie żadnej odpowiedzialności odbiorcy naszych usług. To może oznaczać, że nasza deklaracja, jeśli odbiorca zmieni cel poboru i nas o tym nie poinformuje, stanie się deklaracją nieprawdziwą. Odpowiedzialność za to spadnie na nas. Gdyby odpowiedzialność była przeniesiona na naszego odbiorcę, to w razie niezgodności z umową winny byłby odbiorca, a nie przedsiębiorstwo wodno-kanalizacyjne.

Czy w ogóle podział poboru wód aż na 40 celów ma sens?

Nas też to zastanawia, wiemy, że trzeba spełnić wymogi unijnej dyrektywy i różnicować stawki poboru wody w zależności od celów, ale do tego aż taka szczegółowość nie jest potrzebna. Ze względów finansowych chyba też nie jest to aż tak istotne, skoro zdecydowana większość tych przemysłowych celów ma taką samą maksymalną stawkę opłaty określoną ustawowo – 0,35 zł za pobór wody z ujęć powierzchniowych i 0,70 zł z podziemnych za 1 m sześć. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że w ustawie są stawki maksymalne, a w rozporządzeniu Rady Ministrów są zaś określone (obowiązujące), także niezbyt zróżnicowane.

Ale pan mówi, że ustalaliście z odbiorcami opłatę za sprzedaż, dostarczenie wody, a nie jej pobór.

Wodę sprzedajemy na cele zbiorowego zapatrzenia w wodę i tym samym znamy strukturę jej sprzedaży. Według niej składaliśmy do tej pory sprawozdania marszałkowi województwa, rozliczając wodę proporcjonalnie. Wody Polskie będą oczekiwać pomiaru poboru wody na konkretne cele. A pobór nie jest równy sprzedaży wody. Różnica wynosi nawet 30 procent. Taką ilość wody zużywamy na jej uzdatnianie, czyszczenie filtrów, płukanie sieci. Mieszczą się w niej też straty wody, bowiem pojawiają się np. nieszczelności, niedokładności urządzeń pomiarowych. Jeśli mamy dokładnie się rozliczać, tak jak literalnie o tym mówi ustawa, to generujemy kolejne problemy.

Jakie?

Chociażby jak rozliczyć tę różnicę 30 proc. między poborem a sprzedażą. Gdy rozliczaliśmy się z marszałkiem, to te straty wody dzieliliśmy proporcjonalnie do celów sprzedaży. Jeżeli np. mieliśmy 40 proc. sprzedaży na cele przemysłowe i 60 proc. dla mieszkańców, to w tej proporcji dzieliliśmy też wodę do uzdatniania. A jak już tak po aptekarsku mamy określać pobór, to może odjąć od podstawy opłaty pewną jej część, która jako czysta woda wraca do środowiska przez nieszczelności sieci? Kolejny problem, to jak często wykonywać odczyty ilości sprzedanej wody. Na ogół większość przedsiębiorstw wodociągowych dokonuje odczytów u mieszkańców co dwa miesiące. Skoro sprawozdania do Wód Polskich są kwartalne, konieczne będzie szacunkowe rozdzielenie co drugiego okresu rozliczenia dwumiesięcznego. Czy taki system będzie uznany przez Wody Polskie? Z kolei zwiększenie częstotliwości odczytów np. co miesiąc znacząco podnosi koszty obsługi systemu i wydaje się nieekonomiczne. Jeżeli chodzi o przemysł, to akurat problemu nie ma, bo rozliczenia zazwyczaj są miesięczne.

Ale czy woda kupiona przez firmy przemysłowe idzie w 100 proc. na cele przemysłowe? Czyli jeśli przedsiębiorca ma część socjalną, a w niej np. umywalkę czy prysznic, to jest to jakoś odliczane?

Nawet jeśli woda jest używana do celów sanitarnych u przedsiębiorcy, czyli służy pracownikowi do utrzymania higieny, Wody Polskie i tak uważają, że jest to woda do celów przemysłowych. Jesteśmy w tym zakresie wykonawcą przepisów. Ale – co jest najważniejsze – musimy mieć jasne informacje, jak należy dzielić wodę do sprawozdania. I cały czas pamiętać, że to czym dysponujemy, to jest struktura sprzedaży, a nie poboru wody.

A nie można opomiarować od razu poboru na określone cele?

W praktyce jest to niewykonalne. Bardzo często przedsiębiorstwo pobiera wodę z różnych źródeł – powierzchniowych i podziemnych, za których pobór stawki są różne, a do odbiorców już po uzdatnieniu płynie zmieszana woda z tych źródeł. Każde ujęcie wody ma inne metody jej uzdatniania, a to wpływa na opłatę. W każdym miesiącu inna jest proporcja wody w sieci pobranej z ujęć powierzchniowych i podziemnych, zmieszanej po uzdatnieniu. Ponadto gdybyśmy mieli opomiarować pomiar, to na każdym ujęciu mielibyśmy choinki wodomierzy – po 40 sztuk. Na czyj koszt? Przedsiębiorstwa wodociągowego? A później 40 odrębnych sieci wodociągowych do każdego celu zużycia wody? To nierozsądne i z ekonomicznego oraz technicznego punktu widzenia całkowicie niezasadne.

I to wszystko, jak wynika z ustawy, byłoby raptem na dwa lata?

No właśnie. Całość tego eksperymentu przewidziano właśnie na najbliższe lata. Potem odpowiedzialność za pomiary poboru wody do różnych celów mają przejąć regionalne zarządy gospodarki wodnej. Dlatego naszym postulatem są zmiany w ustawie, które spowodowałyby uproszczenie całego systemu, zmiany te są także w interesie Wód Polskich.

Chcą więc państwo zmian w przepisach?

Tak, choć kluczowe rozmowy z ustawodawcą są jeszcze przed nami. Ale tak czy inaczej podstawą do rozliczeń poboru wody może być tylko struktura sprzedaży wody. Tylko za dane w zakresie sprzedaży, a nie poboru możemy brać odpowiedzialność w trakcie kontroli służącej zbieraniu danych przeprowadzanej przez RZGW. Przy nowych przepisach algorytm pozwalający na ustalenie wysokości opłaty staje się bardzo skomplikowany. Ponadto konieczne są nowe umowy z przedsiębiorcami i liczony w miesiącach czas na ich zawarcie. Dlatego wraz z ustawodawcą musimy bardzo szczegółowo określić zasady obliczenia struktury poboru wody. Boimy się bowiem, że przy braku przepisów wykonawczych czy jakichkolwiek uszczegółowień ustawowych czeka nas odpowiedzialność prokuratorska. Ale wątpliwości miałby także prokurator, a nawet sąd rozpatrujący zarzuty postawione przez prokuraturę kierującemu przedsiębiorstwem wodociągowo-kanalizacyjnym. Nie możemy dopuścić do takiego stanu.

Czy izba ma propozycje w tym zakresie?

Tak, chcemy zrealizować to w bardzo prosty sposób, czyli wprowadzić podział zużycia wody na zużycie przez ludność i do innych celów. W tych innych celach byłby np. przemysł. Ale i to trzeba dokładniej zdefiniować , bo wówczas powstaje np. pytanie, do którego celu zakwalifikować np. zużycie wody przez szkoły, uczelnie czy urzędy.

Ale problemy z opłatami zmiennymi to nie wszystko, dochodzą jeszcze te z opłatami stałymi…

Tak. Opłaty stałej do tej pory nie było. W uzasadnieniu projektu podano, że jest to opłata podobna do tej w prawie energetycznym za moc zamówioną. My mamy płacić za gotowość dostawy wody w określonej ilości. Do tej pory Wody Polskie nakładając ją, korzystały z danych w pozwoleniu wodno-prawnym podmiotu, który ją pobiera. Przy czym pozwolenia wydawane w latach ubiegłych były bardzo różne. Wiele z nich w zakresie maksymalnej wydajności było nieco przewymiarowanych – choćby po to, by w razie jakiegoś incydentu, np. pożaru czy awarii sieci, można było jednorazowo pobrać chwilowo dużą ilość wody. Odrębnie określano możliwość poboru rocznego, często na dużo niższym poziomie niż wynikające z chwilowych wartości. Stoimy na stanowisku, że nie można opłaty rocznej nakładać za chwilowe wartości. Wody Polskie natomiast uważają, że opłata stała powinna być pobierana właśnie za nie. Interpretacja ministra środowiska też była taka, że nakłada się opłatę najwyższą. I o to jest w tej chwili bój. Sprawy trafiły do sądów, które w serii wyroków zaczęły stwierdzać, że mamy do czynienia z nadmiernym fiskalizmem. Dlatego ministerstwo w najnowszym projekcie nowelizacji zdecydowało, że aby zapobiec kolejnym wyrokom, ma to być wartość najwyższa. Ale jakby na to nie patrzeć, jest to nadal podejście fiskalne.

Co to oznacza dla firm wodociągowych?

Opłata stała jest całkiem nową opłatą, czyli choćby z tego powodu zwiększa nasze koszty. Jej wysokość też nie jest bagatelna. Tym bardziej że kalkulując i przedstawiając do zatwierdzenia Wodom Polskim wysokość taryf (w marcu 2018 r.), liczyliśmy, że opłaty będą naliczane według rozsądnych i możliwych do pobrania w ciągu roku ilości wody. Podkreślam – nie protestujemy przeciw opłacie stałej jako takiej, tylko przeciw sposobowi jej wyliczenia. A ostatni projekt nowelizacji prawa wodnego potwierdza bardzo wyraźnie fiskalny cel takiej opłaty. I choć opłata ta może nie ma przeważającego udziału w naszych kosztach, to chodzi nam o zasadę, o przewidywalność stanowienia prawa. Jeśli zostanie to zapisane tak jak w projekcie, będziemy czuli się pokrzywdzeni. Powtarzam, jeśli opłata stała jest opłatą roczną, to powinna być naliczana według średniej rocznej, a nie według wartości chwilowych. ©

Tadeusz Rzepecki przewodniczący Rady Izby Gospodarczej Wodociągi Polskie

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.