Hulaj dusza, piekła nie ma: holowanie na koszt miasta
Od kilku dni lokalne władze muszą wydać źle parkującym kierowcom odholowane auto, nawet jeśli winowajca nie uiści za nie opłaty przy odbiorze. I mają obawy, czy pieniądze te kiedykolwiek dostaną
W grudniu ub.r. Trybunał Konstytucyjny uchylił przepisy ustawy Prawo o ruchu drogowym, które przewidywały, że pojazd usunięty z drogi pozostaje na parkingu strzeżonym wyznaczonym przez starostę do czasu uiszczenia opłaty za jego odholowanie i parkowanie (zazwyczaj to kilkaset złotych).
Oznacza to, że nie można nie oddać samochodu tylko dlatego, że właściciel nie zapłacił za odholowanie i parking. I właśnie te zasady weszły w życie 13 września. Na ten moment właściwie jedyna i – jak twierdzą samorządowcy – w praktyce mało skuteczna forma odzyskiwania należności od źle parkujących kierowców to wydanie decyzji administracyjnej. – Od każdej takiej decyzji przysługuje odwołanie, więc sprawa może się ciągnąć miesiącami. Zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego możemy wskazać kwotę, rachunek i pouczyć, że jest 14 dni na odwołanie się, po których decyzja staje się prawomocna. Ale nie możemy określić terminu zapłaty, bo brakuje przepisów, na których moglibyśmy się oprzeć. Tak więc hulaj dusza, piekła nie ma – załamuje ręce przedstawiciel jednego z zarządów dróg miejskich.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.