Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawnik

Wirtuoz mediacji

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Piotr Nowaczyk to absolutna gwiazda nie tylko polskiego, lecz także międzynarodowego arbitrażu. Właśnie rozpoczął kolejną kadencję w Międzynarodowym Sądzie Arbitrażowym przy ICC w Paryżu. Lepszego ambasadora polskich prawników ze świecą szukać

Już w podstawówce nauczyciele wróżyli mu karierę sędziego lub adwokata, bo zawsze wstawiał się za rozrabiającymi kolegami. W domowym archiwum zachowało się zresztą zdjęcie, na którym jako 12-latek występuje w szkolnym przedstawieniu w roli... sędziego. - Gdy odnalazłem je po latach, sam się zdziwiłem, że okazało się takie prorocze - wspomina Piotr Nowaczyk, który po ukończeniu studiów na UAM w Poznaniu został asesorem sądowym w Środzie Wlkp. Swego czasu pobił rekord uniewinnień w ówczesnym województwie poznańskim. Gdy przeniesiono go "w nagrodę" do wydziału cywilnego, pobił kolejny rekord, tym razem liczby spraw zakończonych ugodami. - Z czego zrobiono mi zarzut, że utrudniam pracę sądów drugiej instancji - śmieje się adwokat, choć wówczas do śmiechu mu raczej nie było. - Zauważyłem, że wystarczyło skazać na symboliczną karę człowieka, który obraził sąsiada, by zaraz mieć sprawę o to samo, tylko z drugiej strony, a taka jatka podwórkowa nigdy nie miała końca. Rolą sędziego nie jest karanie, nakazywanie, rozwodzenie czy zasądzanie, ale rozwiązywanie ludzkich problemów - mówi mec. Nowaczyk, który przyznaje, że wpływ na taki sposób postrzegania orzekania miała jego 10-letnia praca w ruchu młodzieżowym na rzecz ONZ. To stamtąd wyniósł przekonanie, że rolą prawnika jest łagodzenie konfliktów, a nie ich zaognianie, a wyrok, nawet bardzo mądry, może czasem przynieść więcej szkody niż pożytku.

Wraz z nastaniem stanu wojennego uznał, że dalsze służenie trzeciej władzy nie ma już sensu i rozpoczął aplikację adwokacką w Zespole Adwokackim nr 15 w Poznaniu. Była to jedna z pięciu kancelarii uprawnionych do obsługi zagranicznych przedsiębiorców i cudzoziemców. Przydały mu się wreszcie języki obce (obecnie włada angielskim, francuskim, niemieckim, rosyjskim i włoskim), na których naukę poświęcał na studiach bardzo dużo czasu, budząc tym zdziwienie kolegów. - W tamtych czasach o międzynarodowej karierze prawniczej nie można było nawet marzyć. W końcu gdybym był inżynierem, to mógłbym budować drogi w Iraku, gdybym był medykiem, mógłbym wyjechać na kontrakt do Libii, a prawo było czymś, co obowiązywało pomiędzy Odrą i Nysą a Bugiem.

Po stypendium w Paryżu osiadł we Francji, gdzie jako pierwszy Polak został wpisany na listę paryskich adwokatów. Potem praktykował jeszcze m.in. w Kanadzie i USA. Kiedy kancelaria Salans ściągała go do Polski, był jej czwartym prawnikiem. Po 19 latach ta największa w Polsce kancelaria zatrudnia 169 prawników, a sam mec. Nowaczyk jest uznanym na świecie ekspertem w dziedzinie arbitrażu. Jak sam mówi, żeby odnieść sukces w mediacji, najpierw trzeba zrobić karierę jako adwokat, radca prawny, sędzia, biznesmen, polityk czy dyplomata. - Dopiero gdy się uzyska odpowiednią pozycję, można liczyć na to, że swoim autorytetem rozstrzygnie się czyjś spór. Młodym ludziom, choćby najlepiej przygotowanym technicznie i intelektualnie, mało kto zaufa - tłumaczy Nowaczyk, który jest członkiem ponad 50 różnych instytucji i sądów arbitrażowych, od Kanady przez Francję, Wlk. Brytanię i Polskę, po Hongkong i Australię.

- Negocjacje wymagają nie tylko głębokiej wiedzy i doświadczenia. Pośrednik musi być takim "Wisemanem", cieszyć się szacunkiem stron i przewyższać ich posiadaną wiedzą. Bez tego strony nie będą go słuchać. Arbitraż wymaga również taktu i dużych zdolności komunikacyjnych - stwierdza Sylwester Pieckowski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Sądownictwa Polubownego. - A Piotr, którego znam od lat, jest prawdziwym czempionem nie tylko polskiego, lecz także międzynarodowego arbitrażu - dodaje.

Prawdziwą karierę w arbitrażu robi się dopiero po 40. - 50. roku życia. Nic dziwnego, że rockowa piosenka napisana przez mec. Nowaczyka, która przez kilka tygodni znajdowała się na liście przebojów Radia Bis, miała tytuł "Jak dobrze mieć lat 50". - Na gitarze grałem w liceum, a The Beatles, Bob Dylan oraz Simon & Garfunkel byli wtedy moimi nauczycielami języka. Po latach wróciłem do instrumentu, co zbiegło się z przekroczeniem przeze mnie połowy wieku. Nagrałem wówczas piosenkę i wysłałem przyjaciołom, którzy też skończyli 50 lat - wyjaśnia największy rockman wśród prawników. Jedna z płyt trafiła do Jurka Owsiaka, który zaprosił Piotra Nowaczyka, by wraz z zespołem zagrali podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy pod Pałacem Kultury w Warszawie. - Nie jest łatwo mając 50. na karku zadebiutować przed 200-tys. publicznością i dwoma milionami przed telewizorami, ale od tego czasu przestałem się bać czegokolwiek - zapewnia.

@RY1@i02/2012/172/i02.2012.172.07000030d.801.jpg@RY2@

FOT. WOJCIECH GÓRSKI

Piotr Nowaczyk

Piotr Szymaniak

piotr.szymaniak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.