Zmiany tak, ale nie w galopującym tempie
Informatyzacja wkracza do sądów wielkimi krokami. Niestety zamiast okrzyków radości co rusz pojawia się krytyka. - Resort, wprowadzając zmiany, zdaje się zapominać, komu i czemu mają one służyć - mówią prawnicy
Na informatyzację wymiaru sprawiedliwości wydawane są grube miliony złotych. Jak do tej pory w sprzęt do nagrywania zostało wyposażonych 350 sal sądowych w całej Polsce. Ale zakup kamer, mikrofonów czy odpowiedniego oprogramowania to nie koniec wydatków. Elektroniczne protokołowanie wymaga bowiem odbycia przez pracowników wymiaru sprawiedliwości oraz sędziów wielu szkoleń. I zapewne te ogromne nakłady finansowe przeznaczane przez resort na rewolucję technologiczną powodują, że osoby związane zawodowo z sądownictwem patrzą na ten proces krzywym okiem.
Ale to niejedyny powód. Głównym argumentem wysuwanym przez oponentów jest to, że resort sprawiedliwości, przeprowadzając rewolucję, nie bardzo chce słuchać głosu praktyków. A to przecież oni mają najwięcej skorzystać z rewolucji technologicznej. Jako przykład można podać wprowadzanie e-protokołów w postępowaniach w sprawach o wykroczenia. Ma to kosztować budżet państwa 40 mln zł. Tymczasem, jak twierdzą sędziowie, elektroniczne protokoły w tego typu postępowaniach są zbędne. Zgodnie ze statystykami Ministerstwa Sprawiedliwości aż 79,6 proc. tego typu spraw kończy się w terminie do trzech miesięcy, a kolejnych 14,4 proc. - do sześciu miesięcy (dane za rok 2011). Tak więc zdaniem sędziów orzekających w sprawach wykroczeniowych wyposażanie sal w sprzęt do nagrywania za kilkadziesiąt milionów złotych mija się w tym przypadku z celem.
Nie mniejsze emocje wywołuje e-protokół w sprawach cywilnych. I choć tutaj nikt nie kwestionuje, że nagrywanie rozpraw w sądach cywilnych jest potrzebne i może skrócić czas trwania rozpraw, to już stosowanie e-protokołów w praktyce generuje wiele problemów. I dlatego też poddawane jest krytyce zarówno przez sędziów, jak i profesjonalnych pełnomocników stron.
Praktycy apelują więc o rozłożenie w czasie procesu wdrażania elektronicznego systemu protokołowania rozpraw i posiedzeń. I nie chodzi tutaj jedynie o przygotowanie do tych zmian pracowników wymiaru sprawiedliwości czy sędziów. Nieco czasu na dostosowanie się do nowych warunków potrzebują także adwokaci i radcowie prawni, a przede wszystkim ich klienci, czy też strony występujące przed sądami bez profesjonalnych pełnomocników.
Małgorzata Kryszkiewicz
malgorzata.kryszkiewicz@infor.pl
@RY1@i02/2012/138/i02.2012.138.070000400.801.jpg@RY2@
fot. Wojciech Górski
Andrzej Michałowski, adwokat, członek Naczelnej Rady Adwokackiej
Niedawno byłem na rozprawie, która miała być moją pierwszą utrwalaną za pomocą elektronicznego protokołu. Uczestniczyłem co prawda uprzednio w prezentacji z udziałem ministra sprawiedliwości, która odbyła się w warszawskim sądzie okręgowym, ale tym razem miałem w praktyce zderzyć się z elektroniczną rzeczywistością wymiaru sprawiedliwości. Rzeczywistością nieprzypudrowaną na specjalną okazję - nie na pokaz, ale naprawdę, dla ludzi. Kiedy po wywołaniu sprawy sędzia przewodniczący oznajmił z rozbrajającym uśmiechem: "Panie mecenasie, system się zawiesił, informatycy nie mogą naprawić, może więc jednak zaprotokołujemy po staremu?", pomyślałem o ośle ze "Shreka" i jego kultowym podsumowaniu upadku po zanadto rozbudzonych oczekiwaniach: "Skończyło się rumakowanie". Pomyślałem o tym z satysfakcją, bo nie byłem nigdy przesadnym entuzjastą nagrywania rozpraw, a bardziej precyzyjnie rzecz ujmując, za wątpliwe uważam prowadzenie protokołu wyłącznie w wersji elektronicznej bez automatycznej transkrypcji, obligatoryjnej w każdej sprawie. Mój nastrój poprawił jeszcze wizerunek rozradowanej protokolantki, która także - mimo że będzie musiała pisać - natychmiast po zapowiedzi sędziego z nieukrywanym obrzydzeniem, odsunęła od siebie nieprzydatne urządzenie. Wśród pracowników sądów także zatem nie brakuje sceptyków. Sędzia zresztą też narzekał, że od czasu rozpoczęcia nagrywania ludzie albo grają przed kamerą, a ponieważ nie są aktorami, to nagrania wypadają koszmarnie, albo ze względu na ich nieumiejętność wypowiadania się, nagrania są jak czeskie filmy.
Jednak po pewnym czasie okazało się, że e-protokół może mieć też dobre strony. Otóż gdy w trakcie samej rozprawy chciałem, by wpisano do pisanego protokołu pewne oświadczenie przeciwnika mojego klienta, a sędzia przewodniczący odmówił umieszczenia tego zapisu, pomyślałem, że gdyby jej przebieg był nagrywany, uniknąłbym nerwowych polemik z sądem w tym zakresie. Rzecz załatwiłaby się sama. Może zatem, tylko dla usunięcia problemów z prawidłowym prowadzeniem protokołów pisanych, warto? Oczywiście zmiany wymagają ponoszenia kosztów. Przystosowywania się do zmian. Także mentalnego. Pojawiają się też istotne zagrożenia. Pomysł, by pełnomocnicy lub strony mogli otrzymywać tylko dźwiękową wersję protokołu (bez obrazu), z ograniczeniem możliwości oglądania rozprawy do budynku sądu, trzeba natychmiast poprawić. Nie tylko dlatego, że wywoła to skargę konstytucyjną, która może system wysadzić w powietrze, ale przede wszystkim dlatego, że dla tego ograniczenia nie ma żadnego sensownego uzasadnienia. Na początku jak najwięcej protokołów należy udostępniać w wersji papierowej, aby ułatwić pracę tym, którzy w systemach elektronicznych się nie odnajdują. To będzie cena akceptacji nowego systemu. W końcu sprawiedliwość ma być dla wszystkich. Bardzo ważna jest pewność, że urządzenia i produkty wykorzystywane do elektronicznego utrwalania posiedzeń nie znikną z rynku, a same nagrania będą do wykorzystania nawet po wielu latach.
Największe wyzwanie jednak stanowi rzetelność wszystkich uczestników procesu wymierzania sprawiedliwości. Czy naprawdę będą odsłuchiwali nagrania? Kilka dni temu na rozprawie mieliśmy odtworzyć nagranie programu telewizyjnego, w którym miały być naruszone dobra osobiste powoda. Sędzia długo oponował, aż w końcu użył argumentu, że po kilkunastu minutach oglądania telewizji... zasypia. Pojawia się więc pytanie, czy wszyscy będą rzetelnie odsłuchiwać wielogodzinne nagrania z rozpraw? Może potrzebny jest - przynajmniej na czas przejściowy - system weryfikujący rzeczywiste zapoznanie się z elektronicznymi zapisami przebiegu rozpraw? Choćby taki, jak w szkoleniach prowadzonych w internecie.
Na razie więc nagrywanie ani się nie sprawdziło, ani nie poprawiło pracy. Nadal jest gadżetem chętnie omijanym, kiedy tylko nadarza się ku temu okazja. Ale to się może zmienić, pod warunkiem że urządzenia będą działały, a sędziowie będą chcieli i umieli z nich korzystać. Nie jestem jednak przekonany czy elektronicznej rejestracji powinny podlegać wykroczenia.
Elektronika w sądach to jednak nie tylko elektroniczny protokół. Bardzo dobrze sprawdzają się też elektroniczne rejestry orzeczeń. Jednak to wszystko mało. Jeżeli mogę przez internet dokonywać zmiany w ewidencji przedsiębiorców i składać elektroniczne pozwy w e-sądzie, dlaczego nadal nie mogę w pełni korzystać z e-maili w korespondencji z sądem? W gruncie rzeczy jedyne rozmowy telefoniczne, jakie wykonujemy w kancelarii, to telefony do i z sądów. Sprawiedliwość nie musi być w awangardzie przemian, bo przystoi jej nieco powściągliwości, ale nie może wlec się zupełnie w ogonie. Z elektronizacją wymiaru sprawiedliwości będzie pewnie tak samo jak z przelewami bankowymi. Kiedyś, gdy chcieliśmy go zrealizować, biegaliśmy do banków, dziś nie jesteśmy sobie w stanie tego wyobrazić. A przecież elektroniczne przelewy nie od razu się nam spodobały. Wielu z nas się zarzekało, że nie będzie z nich korzystać. I co? Prawda jest taka, że postępu nie da się zatrzymać, trzeba umiejętnie wprowadzać zmiany.
Procedowanie w sądach jest tak omszałe, że trudne do utrzymania. Elektroniczne utrwalanie przebiegu różnych wydarzeń, wymienianie korespondencji w formie e-maili, dominacja elektronicznych przelewów w bankach - to wszystko jest przecież normalne w świecie, niestety poza sądem
@RY1@i02/2012/138/i02.2012.138.070000400.802.jpg@RY2@
fot. Marek Matusiak
Prof. Jacek Gołaczyński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości
Informatyzacja wymiaru sprawiedliwości jest najskuteczniejszym sposobem na zbliżenie sądów do obywateli oraz usprawnienie i przyspieszenie postępowań sądowych. Tak więc Ministerstwo Sprawiedliwości od wielu lat realizuje projekty oparte na nowych technologiach, dzięki którym rozpoznawanie spraw jest szybsze, procesy w pełni transparentne, a kontakt obywateli z Temidą łatwiejszy. Oczywiście wprowadzenie nowych technologii budziło i będzie budzić obawy, jednak nie wyobrażam sobie, byśmy zostali przy tradycyjnym protokołowaniu rozpraw czy przy odręcznych wpisach do ksiąg wieczystych i rejestrów sądowych. Powiem więcej, nie tego oczekują od nas obywatele. Wszyscy bowiem zdążyli się przyzwyczaić do nowych rozwiązań, a tych nie brakuje. Chociażby Krajowy Rejestr Sądowy. Z perspektywy wielu lat jego funkcjonowania śmiało mogę stwierdzić, że wprowadzenie tej instytucji ułatwiło życie przedsiębiorcom i w znaczący sposób skróciło czas rozpoznania spraw w postępowaniu rejestrowym. Co więcej, każdy może sprawdzić w internecie - na bieżąco - jaka jest treść wpisów w KRS, kto jest reprezentantem zarejestrowanego podmiotu, jaki jest aktualny adres podmiotu zarejestrowanego.
Kolejnym milowym krokiem jest uruchomienie przez Ministerstwo Sprawiedliwości internetowej usługi pozwalającej na pobranie elektronicznego odpisu KRS, przy czym pozyskane w ten sposób druki mają taką samą moc jak dokumenty wydawane przez Centralną Informację. Rozwiązanie to wzorowane na doświadczeniach innych państw w sposób zdecydowany ułatwia obrót gospodarczy w Polsce i z dnia na dzień cieszy się coraz większą popularnością, o czym świadczą dane. Od 28 czerwca do 6 lipca w ten sposób złożono ponad 59 tys. wniosków.
Kolejnym rozwiązaniem ułatwiającym obywatelom dostęp do sądu jest Nowa Księga Wieczysta (NKW). Przenoszenie treści ksiąg wieczystych - prowadzonych w dotychczasowej w papierowej postaci - do systemu informatycznego, wydawanie odpisów w formie wydruków, bezpośredni wgląd do ksiąg przez internet jest już dla wszystkich oczywistością.
Sukcesem jest też elektroniczne postępowanie upominawcze (EPU). Pozwy z całego kraju w tym trybie są rozpoznawane od 1 stycznia 2010 r. w Sądzie Rejonowym w Lublinie został utworzony XVI Wydział Cywilny. Postępowanie to w sposób znaczący odciążyło pracę sądów w zakresie spraw o charakterze masowym (np. dostawcy mediów, operatorzy telekomunikacyjni, firmy windykacyjne), przyspieszyło również postępowanie w sprawie wydania nakazu zapłaty, uprościło komunikację stron postępowania z sądem. Pozwoliło również na wielomilionowe oszczędności. Od stycznia 2010 r. do e-sądu wpłynęło ponad 3,5 mln spraw, a przychód Skarbu Państwa z tytułu opłat sądowych wnoszonych przy tych pozwach wyniósł ponad 165 mln zł przy dotychczasowych łączonych kosztach stworzenia i funkcjonowania e-sądu na poziomie poniżej 4 mln zł. Beneficjentem oszczędności jest nie tylko wymiar sprawiedliwości, ale również strony postępowania, ponieważ opłata sądowa jest czterokrotnie niższa niż w przypadku rozpoznania sprawy przed zwykłym sądem. Dzięki e-sądowi rozszerzyło się też prawo obywatela do sądu, gdyż większość spraw o drobne sumy nigdy by nie trafiła przed oblicze Temidy.
Dużym ułatwieniem jest też internetowa rejestracja spółek z o.o. (S-24). Przed uruchomieniem tej usługi skuteczne zarejestrowanie firmy ciagnęło się tygodniami, nawet miesięcami. Wprowadzenie S-24 spowodowało nie tylko ujednolicenie standardów i treści umów spółek, lecz także zatrzymanie odpływu kapitału. Do dnia 12 czerwca 2012 na portalu S-24 złożono 1070 wniosków o rejestrację, z czego 916 zostało rozpatrzonych pozytywnie.
Największą rewolucją technologiczną w wymiarze sprawiedliwości jest jednak cyfrowa rejestracja przebiegu posiedzeń jawnych w sprawach cywilnych (e-protokół). Nowy sposób protokołowania posiedzeń jawnych w sprawach cywilnych przy zastosowaniu urządzeń do rejestracji dźwięku lub obrazu i dźwięku wprowadzono ustawą 29 kwietnia 2010 r. o zmianie ustawy - Kodeks postępowania cywilnego (Dz.U. nr 108, poz. 684). Wdrożeniem objęto 386 sal rozpraw zlokalizowanych w 11 sądach apelacyjnych oraz 45 sądach okręgowych i przewidujemy, że proces ten zostanie przeprowadzony do końca sierpnia bieżącego roku. W latach następnych e-protokół zostanie wprowadzony także w sądach rejonowych w całej Polsce.
Wprowadzenie e-protokołu jako sposobu utrwalania przebiegu rozprawy ma dwa podstawowe cele. Pierwszym jest wierne utrwalenie przebiegu rozprawy, zaś drugim skrócenie czasu trwania postępowań sądowych. Ponadto pełna jawność postępowania wzmacnia zaufanie do sądów, kształtuje wizerunek sądów jako instytucji zaufania publicznego kierującej się zasadą bezstronności i obiektywizmu. Nagranie posiedzenia sprawia, że strony postępowania mają pewność utrwalenia rzeczywistego przebiegu rozprawy - nie będzie już konieczności dyktowania przez sędziego zeznań świadków i stron, co wydatnie - nawet czterokrotnie - skróci czas postępowania. Co więcej, w przypadku wątpliwości do rzeczywistego przebiegu rozprawy lub treści składanych oświadczeń i zeznań wystarczy odtworzyć nagranie i wszystkie wątpliwości zostaną rozwiane. Utrwalenie przebiegu rozprawy za pomocą urządzeń rejestrujących dźwięk lub obraz i dźwięk nie eliminuje w całości protokołu sporządzanego pisemnie. Ustawodawca w art. 158 par. 1 k.p.c. zadecydował, że obok nagrania sporządzony zostanie protokół pisemny, który jednak będzie dokumentem uproszczonym w porównaniu z protokołem tradycyjnym.
Tak więc dotychczasowe doświadczenia związane z wprowadzeniem do sądów nowych technologii pokazują, że dalsza informatyzacja jest jedynym sposobem na dalsze usprawnienie działania sądów w Polsce. Nie można powstrzymać postępu cywilizacyjnego, a dalsze trwanie w archaicznych procedurach opartych wyłącznie na papierze i pieczątkach przy stale wzrastającej liczbie spraw i stale rozszerzanej kognicji sądów prowadziłoby niechybnie do wydłużenia postępowań sądowych i utrudnień w dostępie do wymiaru sprawiedliwości. Dzięki e-sądowi można zrobić więcej w krótszym czasie i na dodatek przy użyciu minimalnych środków finansowych.
Jeżeli ktoś twierdzi, że wprowadzanie nowoczesnych technik utrudnia pracę sądów, to albo nie wie, o czym mówi, bo brak mu rzetelnej informacji na ten temat, albo się boi, że nie jest w stanie nauczyć się nowych umiejętności związanych przede wszystkim z obsługą komputera. Tymczasem przytoczyłem jedynie niektóre projekty zrealizowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości, w kolejce czekają już inne. Są to m.in. portale informacyjne umożliwiające dostęp do akt sprawy przez internet, portale orzeczeń pozwalające na pełen dostęp do orzecznictwa sądów powszechnych oraz elektroniczne biuro podawcze, które pozwoli na wnoszenie pism procesowych w każdej sprawie cywilnej przez internet. Naprawdę przed postępem nie uciekniemy i najwyższy czas, by wszyscy to zrozumieli.
Lepsze funkcjonowanie polskiego wymiaru sprawiedliwości dzięki zastosowaniu technik informatycznych jest zauważalne gołym okiem
@RY1@i02/2012/138/i02.2012.138.070000400.103.gif@RY2@
fot. materiały prasowe
Rafal Puchalski, sędzia Sądu Rejonowego w Jarosławiu, prezes przemyskiego oddziału Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia
Zawsze byłem gorącym zwolennikiem wdrażania nowinek technicznych w sądach. Wprowadzając jednak rozwiązania informatyczne, należy pamiętać, że wymiar sprawiedliwości nie jest odpowiednikiem przedsiębiorstwa, nastawionym jedynie na zysk, a jego głównym zadaniem jest rozstrzyganie sporów. Tym samym każda propozycja ułatwiająca dostęp w drodze elektronicznej do sądu, musi również uwzględniać zachowanie gwarancji procesowych dla wszystkich stron postępowania. Niestety Ministerstwo Sprawiedliwości zdaje się zapominać o tych zasadach, czego przykładem są wdrożone już projekty. Np. S-24, czyli rejestracja spółki - sam pomysł bardzo dobry, dowód zaufania państwa do obywatela, z przykrością jednak zauważam, że został niedopracowany. Przepisy są tak sformułowane i tak niejednoznaczne, że założenie nawet najbardziej nieprawdopodobnej spółki nie będzie problemem. Potrzebny jest tylko komputer i internet. Faktu założenia spółki nie trzeba uwiarygadniać chociażby podpisem elektronicznym, co już daje podstawę do nadużyć. Nie ma żadnych gwarancji zabezpieczających ewentualne osoby wskazane we wniosku jako wspólnicy. Możemy utworzyć spółkę, w której wspólnikami będzie każda osoba, nawet premier Donald Tusk.
Kolejnym przykładem naruszenia zasad gwarancji procesowych jest tzw. e-sąd. Sędziowie od początku zgłaszali krytyczne uwagi, że będzie to jedynie droga do dochodzenia niezasadnych roszczeń przez firmy windykacyjne. I tak się stało. Sposób rozpoznania sprawy jest przykładem quasi-bankomatu, czyli wpisz dane do komputera i otrzymasz wydruk. W efekcie liczba spraw kierowanych do e-sądu wygenerowała z jednej strony konieczność zatrudnienia dziesiątek referendarzy, którzy zostali "oderwani" od pracy w swoich sądach, a z drugiej doprowadziła do patologicznej sytuacji, że wprowadzono normy wydajnościowe, co spowodowało, że nie ma czasowej możliwości weryfikacji, czy roszczenie jest zasadne, czy pozwany wskazany jako dłużnik jest nim faktycznie. Należy podkreślić, że większość spraw, które są kierowane do e-sądu, nigdy nie znalazłyby swojego finału w prawdziwym sądzie. Tym samym państwo polskie za ¼ opłaty sądowej potencjalnie pozwala na sankcjonowanie możliwości wyłudzeń. A prawdziwe problemy i zatory w sądach zaczynają się dopiero po ewentualnym złożeniu sprzeciwu przez pozwanego.
Najbardziej negatywnie ocenić należy tzw. protokół elektroniczny, który kosztował już setki milionów złotych, a nie sposób wiarygodnie ustalić, kiedy te koszty zostaną zwrócone. I choć nie można polemizować z faktem przyspieszenia samego czasu trwania posiedzenia, to zapomniano, że sędziowie i strony głównie korzystają z mniej czasochłonnych protokołów pisemnych. Resort już zauważył mankamenty przyjętego rozwiązania i chce tworzyć sekcje informatyczne oraz zespoły transkrybentów, którzy mają dokonywać transkrypcji zapisów dźwięku i obrazu. Niestety zignorowano wcześniejsze uwagi sędziów i obecnie chyba żaden sąd nie jest finansowo przygotowany na ich wprowadzenie. Tym samym transkrypcjami będą musieli zająć się protokolanci, a warto przypomnieć, że godzina nagrania odpowiada czterem godzinom transkrypcji. Brak protokołu pisemnego, w sytuacji gdy materiał dowodowy był zbierany przez kilka-kilkanaście wielogodzinnych rozpraw, musi siłą rzeczy wymagać tyle samo czasu na zapoznanie się z nim przez sędziego przed wydaniem wyroku lub w fazie sporządzania uzasadnienia orzeczenia. Ten czas będzie jednym z powodów wydłużenia się postępowań sądowych.
Pozytywnie należy ocenić pomysł utworzenia elektronicznych biur podawczych. Oczywiście wcześniej trzeba bardzo drobiazgowo przygotować plan wdrożenia tego rozwiązania. Jest oczywiste, że usprawni to kontakt obywatela z sądem i przyspieszy w pewien sposób szybkość postępowań. Musimy mieć jednak zapewnione gwarancje procesowe dla wszystkich stron postępowania, przygotować zabezpieczenia przed nieautoryzowanym dostępem, chociażby w drodze wymaganego podpisu elektronicznego, albowiem dużo trudniej będzie wzruszyć ewentualne prawomocne rozstrzygnięcie przez sąd, niż uchylić się od niekorzystnej umowy zawartej przez np. e-mail. Nie sposób też zapomnieć o zabezpieczeniu finansowym i etatowym sądów. Elektroniczne biura podawcze mają sens, jeżeli całość akt jest w formie elektronicznej. Krytycznie natomiast oceniam pomysł protokołów elektronicznych w sprawach o wykroczenia. Wydaje się, że planowany koszt 40 mln złotych stanowi zbędny wydatek. Przede wszystkim należy zaznaczyć, że sprawy te w ogóle nie powinny być rozpatrywane przez sędziów, a przekazane np. referendarzom. Ponadto są to sprawy, w których nie ma przewlekłości postępowań (w 90 proc. kończą się do trzech miesięcy). Dziwię się, że resort planuje zmiany w tak mało istotnym zakresie postępowań sądowych, zamiast rozważać stosowne zmiany, np. w procedurze karnej.
Z kolei ułatwieniem w pracy sędziów byłoby wdrożenie systemu polegającego na zdalnym (z każdego miejsca) autoryzowanym dostępie do sieci. Sędziowie mają tyle obowiązków w ciągu dnia, że pisanie uzasadnień, analizowanie i zapoznawanie się z aktami odbywa się kosztem wolnego czasu sędziego, który albo pozostaje w sądzie do późnych godzin wieczornych, albo pracuje nad aktami w domu. Powinniśmy też skorzystać z rozwiązań Niemców, którzy mają specjalny system badający, czy dany sędzia nie ma zbyt dużego obciążenia, czy jest w stanie fizycznie rozpoznać kolejną sprawę. Z kolei w Austrii każda wpływająca do sądu sprawa jest rejestrowana w komputerze i to on decyduje, który z sędziów powinien i może ją rozpoznać w najkrótszym czasie.
Elektroniczna forma komunikacji z sądem jest dobrym pomysłem. Niezbędne oczywiście pozostaje w takiej sytuacji dołączanie np. w postępowaniach cywilnych zgody drugiego uczestnika procesu na taki kontakt z sądem. Jest to wymóg zasady równości procesu. W tym zakresie oczywiście musiałyby zmianie ulec przepisy dotyczące doręczeń sądowych. Z kolei w procedurze karnej palącą koniecznością jest zmiana sposobu procedowania. Jestem jak najbardziej za wdrożeniem systemu nagrywania przesłuchań świadków, ale już w postępowaniu przygotowawczym, przed policją czy prokuratorem. To powinno być zasadą i to właśnie na tym etapie powinno się w pierwszym rzędzie wdrażać protokoły elektroniczne. Bolączką polskiego procesu karnego jest powielanie wszystkich czynności z postępowania przygotowawczego, a przecież wystarczyłoby przyjąć system np. austriacki (proces Friedla) i nagrania z postępowania przygotowawczego zaliczyć w poczet materiału dowodowego.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu