Dziennik Gazeta Prawana logo

Pogromca działaczy

29 czerwca 2018

W ubiegłym tygodniu Trybunał Konstytucyjny wręcz zmiażdżył ustawę o rodzinnych ogrodach działkowych, której połowa zapisów okazała się niezgodna z ustawą zasadniczą. Kontrowersyjną ustawę odważył się zaskarżyć dopiero prof. Lech Gardocki

Co prawda w sali rozpraw przy al. Szucha sędziowie wielokrotnie orzekali w sprawach o wiele ważniejszych niż ustawa dotycząca działkowych ogródków, jednak żadna nie wywoływała aż takiego zainteresowania. Wypełnione po brzegi widownią, wzmocniona posiłkami policji straż trybunału, tłumy przedstawicieli wszystkich możliwych mediów i okrzyki "Hańba" towarzyszące odczytaniu sentencji wyroku - w takiej scenerii orzekał trybunał w ubiegłą środę. Sprawca całego zamieszania, prof. Lech Gardocki, jest już sędzią w stanie spoczynku i nawet słowem nie komentuje wyroku, w którym sędziowie wyrzucili z ustawy wszystkie zapisy czyniące z Polskiego Związku Działkowców monopolistę pozostającego poza jakąkolwiek kontrolą.

Prof. Gardocki w ogóle cieszy się opinią niezbyt wylewnego i powściągliwego człowieka, ale jak już zabiera głos, to w sprawach bardzo ważnych i w dobitny sposób. Tak było np. wtedy, gdy jako pierwszy prezes Sądu Najwyższego w zdecydowany sposób bronił niezależności sądów przed próbami politycznych nacisków. - Zdecydowanie nie zgadzam się z politykami, którzy naciskają, by sądy wydawały wyroki zgodnie z narodowym interesem, czyli korzystnym dla Polaków. To jest nie do zaakceptowania. Wyroki muszą być orzekane zgodnie z prawem - mówił prof. Gardocki, kiedy premier Kaczyński krytykował sądy za to, że odmówiły odrzucenia pozwów obywateli Niemiec w sprawie odzyskania ziemi na terenach należących przed II wojną światową do państwa niemieckiego.

Praktycznie przez całą karierę związany był z Uniwersytetem Warszawskim, którego jest absolwentem. Choć uprawnienia sędziowskie uzyskał już w 1969 roku, to do 1996 nie był praktykującym sędzią. - Nie sądziłem ani w sądzie rejonowym, ani okręgowym czy wojewódzkim. Zostałem sędzią Sądu Najwyższego na podstawie przepisu, który umożliwia zajęcie tego stanowiska osobom ze stopniem doktora habilitowanego. Należałem w SN do tzw. grupy profesorskiej - wspomina prof. Gardocki, który uznaje ten okres za jeden z najciekawszych w karierze. - Zagadnienia, którymi zajmowałem się dotąd od strony teoretycznej, teraz rozpatrywałem na podstawie konkretnych spraw. Muszę powiedzieć, że konfrontacja teorii z praktyką była dla mnie fascynująca. Bywało, że musiałem weryfikować swoje dotychczasowe poglądy na niektóre sprawy - stwierdza.

Jednak jak wspominają pozostali sędziowie, Gardocki bardzo dobrze się wczuł w atmosferę. - Wiadomo, że sędziowie są bardzo specyficzną grupą, a Gardockiego cechowało bardzo dobre rozumienie roli i pozycji sędziów w ogóle. Doskonale we wszystkim się orientował i był bardzo sprawny organizacyjnie - podkreśla sędzia Teresa Romer z SN. - Przejście zza katedry uniwersyteckiej wprost za sędziowski stół pewnie dla nikogo nie jest łatwe, ale Gardocki miał tego świadomość i jak to się dawniej mówiło na Mazowszu, "to nie jest Pismo, tego się można nauczyć". Poza tym tak znakomita znajomość prawa karnego materialnego okazała się bardzo użyteczna - mówi Lech Paprzycki, prezes Izby Karnej Sądu Najwyższego, który pamięta go jeszcze ze szkoły średniej w Radzyminie. - Chodziliśmy do tej samej szkoły średniej kilkadziesiąt lat temu. Jednak różnica czterech lat, która nas dzieliła, była znaczna i przyszły pierwszy prezes nie zwracał uwagi na pierwszoklasistów - wspomina. - Już wówczas był chlubą szkoły, natomiast ja miałem dopiero być chlubą szkoły, tylko nikt, ze mną włącznie, o tym nie wiedział - śmieje się sędzia Paprzycki.

W PRL należał do PZPR. Legitymację oddał po wprowadzeniu stanu wojennego. Profesorem belwederskim mianował go Lech Wałęsa, na pierwszego prezesa SN i jednocześnie przewodniczącego Trybunału Stanu powołał go Aleksander Kwaśniewski, a Bronisław Komorowski uhonorował Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Jest autorem wielu publikacji, w tym podręczników, z zakresu prawa karnego. - Ta dziedzina prawa fascynowała mnie nie tylko ze względu na ogromne znaczenie społeczne, lecz jest też bardzo ciekawą, czasem okrutną historią - wyjaśnia. Obecnie wykłada na UW. Nieliczne wolne chwile najchętniej spędza z wnukami.

@RY1@i02/2012/138/i02.2012.138.07000030c.806.jpg@RY2@

Fot. Wojciech Górski

prof. Lech Gardocki

Piotr Szymaniak

piotr.szymaniak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.