Notariat - Rewolucja odbije się czkawką
Co jakiś czas jesteśmy zaskakiwani przez Ministerstwo Sprawiedliwości coraz to nowszymi pomysłami na deregulację zawodu notariusza. Jeszcze kilka tygodni temu mówiło się o kancelariach asesorów, teraz pojawił się notariusz na próbę. Tylko czemu ma to służyć?
Jeden dzień praktyki w kancelarii notarialnej tygodniowo (norma dla aplikanta pozaetatowego) nie przybliża do zdobycia potrzebnej wiedzy i "wyzwolenia się na mistrza". Wiedzą o tym sami aplikanci. Na szczęście pozostaje jeszcze kolejny etap zdobywania potrzebnych umiejętności - jest to asesura, czyli dwa lata ciężkiej pracy i nauki w myśl zasady "im więcej potu na poligonie, tym mniej krwi w boju". Po pozytywnej ocenie z wizytacji czeka już tylko upragniona nominacja i wejście do poważanego zawodu zaufania publicznego. Wydawać by się mogło, że nikt nie zechce niszczyć ścieżki dobrego przygotowania do profesji. Jak się okazuje niekoniecznie. Wyjątkowo kreatywna myśl ustawodawcza zaskakuje coraz to nowymi pomysłami na asesurę: od jej skrócenia do całkowitej likwidacji.
Asesorzy w połowie drogi do samodzielnego wykonywania zawodu z zainteresowaniem, a raczej rosnącym niepokojem, śledzą kolejne proponowane zmiany. Po tym, jak wycofano się z projektu przewidującego prowadzenie własnej kancelarii przez asesora notarialnego, pojawił się nowy pomysł. Teraz resort chce, by egzaminowani aplikanci mogli otwierać własne kancelarie - niejako na próbę - zaraz po zdaniu egzaminu zawodowego. Zastanawiające jest, skąd to dążenie projektodawców, by wbrew merytorycznym przesłankom zrównać sytuację asesora i aplikanta egzaminowanego, osób o tak różnym przygotowaniu zawodowym.
Różnica między aplikantem a asesorem notarialnym jest zasadnicza. Ten drugi może w zastępstwie notariusza dokonywać czynności notarialnych, choć odpowiedzialność cywilną za czynności asesora ponosi oczywiście notariusz. Z kolei aplikant po zdanym egzaminie musi jeszcze poznać znaczenie dokonywanych czynności, ich wpływ na życie klientów, sposób postępowania z nimi, znaczenie bezstronności w tym zawodzie.
Przede wszystkim zaś musi zrozumieć, kiedy powiedzieć "nie"... Takiej niezbędnej mieszanki wiedzy teoretycznej i praktycznej nie da się przyswoić wyłącznie dzięki podręcznikom. Zdobyciu tej wiedzy ma służyć asesura pod okiem doświadczonego patrona. Dzięki niej asesor ma ukształtować swoją postawę, by odpowiedzialnie wykonywać zawód. Jeśli zaczną go wykonywać osoby bez takiego przygotowania, to działalność notarialną się sprowadzi do przybijania pieczątek. Faktem jest, że niektórzy -co gorsza także politycy - tak postrzegają działalność notariuszy. Jest to jednak absolutnie fałszywa wizja tej profesji.
Ale idźmy krok dalej. Trzeba bowiem znaleźć odpowiedź na pytanie: jak nowi - szkoleni w przyspieszonym trybie notariusze - mają się odnaleźć na i tak już nasyconym rynku? Może konieczne okaże się podejmowanie ścisłej współpracy ze znaczącym klientem, który w zamian za zapewnienie kancelarii ekonomicznego bytu będzie oczekiwał działania na jego rzecz - czegoś sprzecznego z fundamentalną dla zawodu bezstronnością?
W ciągu kilku ostatnich miesięcy nieustannie jesteśmy świadkami publicznych zabiegów, których celem jest skrócenie okresu przygotowania zawodowego kandydatów do zawodu notariusza.
Niestety jak do tej pory trudno jest określić sedno prób zmiany modelu kształcenia polegających na upoważnieniu egzaminowanych aplikantów notarialnych do samodzielnego dokonywania czynności notarialnych w ramach czy to kancelarii asesora notarialnego, czy notariusza na próbę. Tymczasem są jeszcze tacy, którzy pamiętają skracanie dróg do zawodu sędziego i okoliczności temu towarzyszące.
Krytyka pierwszego projektu, który zakładał możliwość tworzenia kancelarii asesorów notarialnych, była powszechna i dotyczyła każdego właściwie aspektu tego pomysłu. Czy nowe rozwiązanie - notariusz mianowany bez asesury na trzyletni okres próbny - cokolwiek zmienia? Poza nazwą te propozycje w swej istocie się nie różnią. W całym projekcie chodzi chyba o to, jak w zgrabny sposób przedstawić egzaminowanego aplikanta notarialnego jako osobę zdolną do samodzielnego wykonywania funkcji notariusza.
Jakie okoliczności przemawiają za tym, by w tym momencie dokonywać radykalnej zmiany modelu kształcenia? Czy notariuszy jest za mało i trzeba gwałtownie przyśpieszyć z nowymi nominacjami? A może mamy notariuszy słabych i trzeba lepszych? Nic nie wskazuje na prawdziwość któregoś z tych przypuszczeń. Przede wszystkim dotychczas nie przedstawiono merytorycznej krytyki obecnego modelu dochodzenia do nominacji notarialnej i prawdopodobnie nigdy to nie nastąpi, bo po prostu brakuje argumentów. Wszystkie zawody wymagające przekazywania doświadczenia i odpowiedzialności oparte są bowiem na tym samym modelu: minimalny próg wiedzy teoretycznej uprawnia do przystąpienia do terminowania z mistrzem, aby z czasem wejść na własną ścieżkę zawodową. Niczego lepszego od wieków nie wymyślono. Społeczeństwo nie oczekuje od nas rewolucji, wymaga natomiast gwarancji bezpieczeństwa transakcji i przewidywalności naszych zachowań.
Wzmożona obecnie aktywność projektodawców w zakresie drogi do zawodu może sugerować, że cała reforma prawa o notariacie ma za zadanie rozwiązać problem jednego rocznika aplikantów. Tymczasem obniżanie kompetencyjnych wymagań oraz drastyczne skracanie okresu nauki i przygotowania do samodzielnego wykonywania zawodu będą miały długofalowe skutki, są zatem działaniem krótkowzrocznym i nieodpowiedzialnym społecznie.
Największym dobrem każdej profesji jest jej wiarygodność. W przypadku notariatu zwraca się na to uwagę w sposób szczególny. Notariusze w krajach o ustabilizowanej sytuacji prawnej podlegają szczególnej kontroli państwowej. Państwo przyjęło na siebie wobec społeczeństwa funkcję gwaranta obrotu prawnego i część zadań przekazało notariuszom, którzy realizują je korzystając z jego autorytetu dla wymuszenia akceptacji swoich działań.
Ministerialne przyzwolenie na samodzielną pracę osobom, które nie mają za sobą kompletnej drogi przygotowania do zawodu, jest zatem świadomym osłabianiem wiarygodności notariatu i obniżaniem społecznego zaufania do niego. Maskowanie tak określonego celu taką czy inną instytucją nie ma większego znaczenia.
W interesie naszego państwa jest dobrze funkcjonujący notariat, a nie zwiększanie wyłącznie liczby punktów przybijania pieczątek
@RY1@i02/2012/133/i02.2012.133.07000020a.804.jpg@RY2@
Agnieszka Puszkarska, asesor notarialna z Warszawy
Agnieszka Puszkarska
asesor notarialna z Warszawy
@RY1@i02/2012/133/i02.2012.133.07000020a.805.jpg@RY2@
Tomasz Kot notariusz w Krakowie, polski przedstawiciel ds. europejskich Międzynarodowej Unii Notariatu
Tomasz Kot
notariusz w Krakowie, polski przedstawiciel ds. europejskich Międzynarodowej Unii Notariatu
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu