Pionier
Wygrywając w pierwszej instancji sprawę sądową z BRE Bankiem, mec. Iwo Gabrysiak udowodnił, że w Polsce da się skutecznie prowadzić procesy zbiorowe
Gdy Sąd Okręgowy w Łodzi uznał niedawno, że bank ma zapłacić odszkodowanie za zawyżanie rat kredytu hipotecznego, mec. Iwo Gabrysiak z kancelarii Wierzbowski Eversheds mógł triumfować. Nie dlatego, że wygrał sprawę, która była długotrwała (są dłuższe), głośna (inne bardziej przykuwają uwagę opinii publicznej) czy pierwsza prowadzona z powództwa grupowego. Po raz pierwszy w historii grupa powodów, którzy w dodatku wystąpili przeciwko dużej i poważnej korporacji, była tak liczna. W tym sporze mec. Gabrysiak wraz z zespołem reprezentuje bowiem... 1247 ludzi. - Nawet jeśli interes wszystkich tych osób jest wspólny, to jest sporo szczegółów, które różnicują ich sytuację. A w szczegółach, jak wiadomo, tkwi diabeł - mówi adwokat.
Poza tym w przypadku pozwu zbiorowego każdy aspekt pracy adwokata nabiera innego wymiaru i najbardziej prozaiczne elementy urastają do rangi sporego przedsięwzięcia. - Żeby zorganizować pierwsze spotkanie, trzeba było wynająć jedną z największych sal konferencyjnych w stolicy - opowiada Iwo Gabrysiak. - Podstawą dobrych relacji z klientem jest pełna i rzetelna informacja o przebiegu postępowania i potencjalnych ryzykach, kosztach oraz przewidywanym czasie trwania, tak by mógł podejmować wszystkie decyzje świadomie. Przy tak dużej liczbie osób trzeba było organizować wideokonferencje, dyżury telefoniczne i stworzyć specjalne forum internetowe - wylicza.
Oczywiście nikt nie byłby w stanie ogarnąć tego wszystkiego jedną parą rąk, dlatego mec. Gabrysiak miał do pomocy czwórkę prawników, dwie osoby od wsparcia administracyjnego i jedną od IT. Proces trwał dwa i pół roku, co przełożyło się na ponad 2 tys. godzin pracy.
- Przez ten czas nie brakowało oczywiście momentów trudnych. Chyba największe napięcie towarzyszyło wszystkim przed pierwszą rozprawę, kiedy sąd miał zdecydować, czy przyjmie sprawę do rozpoznania. Gdy tak się stało, jeszcze mocniej uwierzyliśmy, że uda się doprowadzić sprawę do szczęśliwego finału - mówi mec. Gabrysiak, który powoli staje się specjalistą od pozwów zbiorowych. Reprezentowanie "nabitych we franki" klientów zaowocowało kolejnymi podobnymi propozycjami. Adwokat nie ukrywa, że taka nisza bardzo mu odpowiada z wielu względów. Po pierwsze, precedensowy proces z BRE Bankiem zapewnił mu pozycję pioniera. Po drugie, co nie jest bez znaczenia, specjalizacja w ramach niezagospodarowanej niszy może też być korzystna finansowo.
Wreszcie, po trzecie, tego typu procesy są ucieleśnieniem wyobrażeń o zawodzie prawnika i motywów, jakimi się kierował, zdając na prawo na Uniwersytecie Warszawskim. - Jako młodemu chłopakowi praca prawnika, a adwokata w szczególności, wydawała mi się bardzo ciekawa i pożyteczna. W końcu chodzi o pomaganie ludziom w wychodzeniu z kłopotów. Poza tym element rywalizacji, który jest nieodłącznie związany z wykonywaniem tego zawodu, odpowiada mojemu charakterowi - zdradza adwokat.
Mec. Gabrysiak bardzo dobrze czuje się na sali sądowej, gdzie ma okazję wykazać się swoim talentem retorycznym. Już na studiach, które z resztą ukończył w wyróżnieniem, bardzo szybko zaczął wygrywać konkursy krasomówcze.
Po uzyskaniu dyplomu związał się z kancelarią Linklaters T. Komosa i Wspólnicy, gdzie zajmował się m.in. prawem korporacyjnym. W kancelarii Wierzbowski Eversheds pracuje od 2004 r., od 2010 r. - jako jeden z partnerów. Kieruje zespołem postępowań sądowych i administracyjnych. - Już na etapie aplikacji widać było, że to materiał na znakomitego prawnika. Zaskakiwał kreatywnością i odwagą w poszukiwaniu nowych, niekonwencjonalnych rozwiązań, był też bardzo dociekliwy - wspomina mec. Anna Masłowska, która współpracowała z Gabrysiakiem przez cztery lata. - Poza tym jest niezwykle empatycznym, serdecznym i koleżeńskim człowiekiem - komplementuje koleżanka.
Iwo Gabrysiak uwielbia żeglować, najchętniej po zimnych morzach: Północnym czy Bałtyku, ale Mazurami też nie pogardzi. - Lubię też zabrać rodzinę, podpiąć do auta przyczepę kempingową i ruszyć po prostu przed siebie. W ten sposób naprawdę fantastycznie ładuje się akumulatory - podkreśla mecenas.
@RY1@i02/2013/193/i02.2013.193.07000030c.803.jpg@RY2@
Fot. Wojtek Górski
Iwo Gabrysiak
Piotr Szymaniak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu