Prezes sądu niczym lekarz musi pamiętać o zasadzie primum non nocere
Zarządzenia prezesów czasem budzą zdziwienie i zwyczajnie utrudniają sędziom pracę. Gorzej, że część z tych dokumentów jest sprzeczna z prawem
Zgodnie z par. 8 rozporządzenia ministra sprawiedliwości z 20 grudnia 2012 r. w sprawie nadzoru administracyjnego nad działalnością administracyjną sądów powszechnych prezes sądu wydaje, w razie potrzeby, zarządzenia zmierzające do usprawnienia toku wewnętrznego urzędowania placówki lub podniesienia efektywności i poziomu kultury organizacji pracy. Przepis ten nie budzi wątpliwości, bo jest oczywiste, że prezes ma obowiązek dbać o wyniki i jakość funkcjonowania jednostki, a tym samym musi mieć odpowiednie narzędzie do realizacji tych celów.
Warto jednak zauważyć, że wspomniane rozporządzenie zostało wydane na podstawie przepisów ustawy - Prawo o ustroju sądów powszechnych, która w art. 9b stanowi, że "czynności z zakresu nadzoru administracyjnego nie mogą wkraczać w dziedzinę, w której sędziowie są niezawiśli". Niestety, brak precyzyjnego ujęcia przedmiotowego zakresu tego nadzoru sam w sobie narusza zasadę niezawisłości sędziowskiej, co znajduje odzwierciedlenie w stosowaniu przepisu. Analiza treści niektórych zarządzeń prezesów sądów budzi poważne wątpliwości odnośnie do podstawy prawnej ich wydania czy nawet zgodności z obowiązującymi regulacjami (nie mówiąc o zgodności ze zdrowym rozsądkiem).
Dokuczliwe
Za nieszkodliwe (w kontekście niezawisłości) należy uznać dokumenty określające rodzaj i wielkość czcionki oraz odstępy pomiędzy wierszami w orzeczeniach sporządzanych przez sędziów. Są one jednak niewątpliwie przykładem braku zrozumienia sensu ustawy oraz stanowią zbędne utrudnienie w pracy. Zdaję sobie sprawę, że ujednolicenie szaty graficznej orzeczeń przed umieszczeniem ich w formie elektronicznej na stronach sądów jest sprawą ważną, mam jednak poważne wątpliwości, czy akurat sędziowie są właściwymi adresatami tego typu zaleceń. Do ich zadań należy przecież wymierzanie sprawiedliwości, nie zaś pilnowanie rodzaju czcionek.
Przykłady zarządzeń klasycznie utrudniających codzienną pracę sędziów, które nie mają absolutnie nic wspólnego z usprawnieniem postępowań, można mnożyć. Należą do nich np. dokumenty nakazujące wydawanie dodatkowych zarządzeń wprowadzania do systemów informatycznych faktu ustanowienia w sprawie pełnomocnika (obrońcy) strony czy narzucające obowiązek informowania o braku zwrotu akt już następnego dnia po posiedzeniu.
Z przykrością trzeba jednak zauważyć, że zdarzają się nadzorcze zarządzenia prezesów, które można zakwalifikować jako stojące na granicy przepisów prawa, a nawet je łamiące. Klasycznym przykładem takiego niedopuszczalnego dokumentu jest ten zawierający zakaz korzystania z urlopu na żądanie lub opieki nad dzieckiem w sytuacji, jeżeli wolne miałoby przypadać w dniu wyznaczonego posiedzenia. Ustawodawca, wprowadzając instytucję urlopu na żądanie miał na myśli zdarzenia losowe i incydentalne. Należy pamiętać, że służba sędziowska również podlega ocenie przez pryzmat kodeksu pracy i normy art. 1672 k.p.
Groźne
Nie mam wątpliwości, że zasadę niezawisłości sędziowskiej naruszają zarządzenia, które nakładają na sędziów obowiązek wyznaczania konkretnej liczby wokand w miesiącu, liczby spraw na posiedzeniu czy ich kategorii. Warto przypomnieć, że to sędzia sprawozdawca jest dysponentem czasu wokandy i dziwię się, że takie zarządzenia są uzasadniane obowiązującym rozporządzeniem.
Prezes sądu ma wiele możliwości dyscyplinowania sędziów, którzy z różnych powodów odbiegają od oczekiwań w zakresie sprawności postępowań czy jakości orzecznictwa. Są to przepisy prawa o ustroju sądów powszechnych dotyczące chociażby postępowań dyscyplinarnych czy tzw. wytyków prezesowskich.
Nie sposób jednak zgodzić się z tezą, że prezes sądu może dowolnie ingerować w postępowania sądowe. Gdyby tak było, biorąc pod uwagę jego realną podległość ministrowi sprawiedliwości, mielibyśmy do czynienia z poważnym zagrożeniem dla niezawisłości sędziowskiej. Nie wolno przekraczać pewnej bariery, uzasadniając to dbałością o konieczność podniesienia efektywności pracy.
W jednym z dużych sądów w Polsce na przewodniczących wydziałów nałożono obowiązek sporządzania sprawozdań kwartalnych z pracy sędziów. O ile część zarządzenia w tej sprawie (np. fragment dotyczący kontroli "terminowości podejmowania czynności procesowych przez sędziego referenta, w tym stosowania środków dyscyplinujących, zwłaszcza w przypadku przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego" oddaje w pełni intencje ustawodawcy, to znaleźć w nim można sformułowania, które budzą poważne obawy o granice niezawisłości sędziowskiej. Należy do nich "analiza postępowania dowodowego czy przeprowadzenie szczegółowej analizy przebiegu postępowań w sprawach, w których nastąpiła zmiana sędziego referenta". Postawię pytanie retoryczne - czy tego rodzaju zarządzenia nie stanowią przekroczenia art. 9b ustawy - Prawo o ustroju sądów powszechnych i czy nie są realnym zagrożeniem dla przyszłości sądownictwa w Polsce.
Ku przestrodze
Historia dowodzi, że zakusy polityków do podporządkowania sobie sądów nie są niczym nowym. Prezesi sądów jako ostrzeżenie powinni traktować pewne zarządzenie nadzorcze nr 9/I/50 z 11 stycznia 1950 r., czyli z minionej epoki.
Cytuję ku przestrodze: "Z uwagi na ciążący na mnie obowiązek wzmocnienia nadzoru nad orzecznictwem: karnym, ze względu na konieczność jednolitej polityki zapobiegawczej, cywilnej zaś - ze względu na stosowanie właściwego podejścia klasowego przy rozstrzyganiu spraw, koniecznym jest ścisły kontakt między sędziami orzekającymi i mną. Dotychczas jedynie ob. sędzia R. uważał za możliwe zgłaszanie się do mnie na narady przedwstępne przed rozprawami, pozostali ob. sędziowie strzegą zazdrośnie niezupełnie właściwie pojętych gwarancji niezawisłości, trzymając mnie na odpowiednim dystansie od swych zamierzeń orzeczniczych. Zmusza mnie to do powzięcia w tym kierunku inicjatywy, w myśl której polecam ob. sędziom karnym - w dni nieparzyste, a ob. sędziom cywilnym w dni parzyste zgłaszać się do mnie w godzinach 12-17 w celu omówienia spraw przydzielonych im do referatu na najbliższą sesję. Niemożność przybycia winna być uprzednio usprawiedliwiona. Zarządzenie moje wynika z odpowiedniego przystosowania do nowych warunków dyktatury proletariatu nieco przestarzałego art. 72 ustroju sądów formacji kapitalistycznej".
Krajowa Rada Sądownictwa uznała niedawno, że nie jest władna podjąć uchwały, która wskaże prezesom sądów kierunek wydawania zarządzeń nadzorczych. Chociaż jako sędzia oczekiwałem interwencji KRS, rozumiem jej decyzję i motywy. To na prezesie sądu powinna spoczywać odpowiedzialność za sąd oraz za jakość i rodzaj wydawanych zarządzeń. My, sędziowie, powinniśmy natomiast interweniować w sytuacji przekraczania granic prawa przez prezesów i sami chronić swoją niezawisłość (np. występując do prezesa sądu przełożonego o uchylenie niezgodnych z prawem zarządzeń w trybie art. 37-37e u.s.p.).
Pozostaje mieć nadzieję, że prezesi sądów będą w przyszłości pamiętać o podstawowej zasadzie obowiązującej w środowisku lekarskim, a jakże istotnej na ich stanowisku: "primum non nocere".
Nie wolno przekraczać pewnej bariery, uzasadniając to dbałością o efektywność pracy sądu. Tą granicą jest niezawisłość sędziów
@RY1@i02/2013/161/i02.2013.161.07000020a.803.jpg@RY2@
fot. materiały prasowe
Rafał Puchalski, sędzia
Rafał Puchalski
sędzia
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu