Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawnik

Obok wiedzy liczy się twórcze myślenie

Ten tekst przeczytasz w 35 minut

Dobry prawnik ma głowę w kodeksie, a nie kodeks w głowie, ponieważ wykonywanie zawodu wymaga bardzo precyzyjnego posługiwania się językiem. Tu nie ma miejsca na synonimy czy wyrazy bliskoznaczne

Statek pod flagą deregulacji zawodów prawniczych powoli dopływa do portu. Dla aplikantów radcowskich i adwokackich oznacza to, że z egzaminu końcowego zniknie test. To dobra propozycja?

Tak. Edukacja prawników nie powinna być oparta na testach. W sprawdzeniu przygotowania do wykonywania zawodu nie chodzi przecież o weryfikowanie umiejętności zapamiętywania treści przepisów (które w dodatku dość często się u nas zmieniają), tylko o umiejętność ich praktycznego zastosowania. Dobry prawnik ma głowę w kodeksie, nie kodeks w głowie, ponieważ wykonywanie zawodu wymaga bardzo precyzyjnego posługiwania się językiem - nie ma w nim miejsca na synonimy czy wyrazy bliskoznaczne.

To niejedyna zmiana w zakresie egzaminu, która przyjdzie wraz z deregulacją. Osoby zdające egzamin radcowski i adwokacki będą musiały się zmierzyć również z zadaniem z zasad wykonywania zawodu. Jak pani ocenia ten pomysł?

Sama koncepcja jest słuszna. Uważam, że element dotyczący etyki wykonywania zawodu powinien znaleźć się na egzaminie końcowym. W mojej ocenie jednak przygotowanie tematu do sporządzenia opinii prawnej z tej tematyki będzie bardzo trudne. Na gruncie zasad wykonywania zawodu są bowiem takie obszary, które wzbudzają dość szerokie dyskusje, jak choćby kwestia zwolnienia radcy prawnego przez klienta z obowiązku zachowania tajemnicy zawodowej albo kwestia związana z potencjalną możliwością powstania konfliktu interesów i pytaniem, czy samo ryzyko powstania konfliktu - czyli jego brak w momencie podejmowania decyzji - powinno generować obowiązek określonego zachowania się radcy prawnego.

Opinia, którą przyjdzie napisać przyszłym adwokatom i radcom prawnym, ma uwzględniać interes publiczny. Czy to właściwe podejście do egzaminu dla osób, które mają przede wszystkim bronić interesów swoich klientów?

Przyznam, że proponowany tekst nowelizacji w tym zakresie wzbudza wątpliwości. Zasady etyki dotyczą relacji radcy prawnego z klientem istnieją po to, aby chronić interesy klientów. Nie ma w tej konstrukcji miejsca na interes publiczny. Co do zasady są to kwestie rozłączne. Zobowiązanym do przestrzegania zasad etyki jest radca prawny, a zobowiązanym do dbania o interes publiczny może zaś być co najwyżej korporacja jako organizacja radców prawnych.

W takim razie wprowadzenie sprawdzianu z zasad etycznych jest jak obietnica dużego zamieszania w zakresie oceny tych prac...

Wydaje mi się, że może to faktycznie wywołać taki skutek przy mało precyzyjnie skonstruowanym poleceniu albo poddaniu pod rozważania tematów dyskusyjnych. Proszę pamiętać także, że część środowiska prawniczego podnosi od jakiegoś czasu postulaty częściowej zmiany obecnych zasad etyki i przedstawiciele tych poglądów mogą się także znaleźć w składach komisji egzaminacyjnych.

Może więc egzamin z założenia powinien omijać takie dyskusyjne obszary?

Z doświadczeń ostatnich lat wynika, że takie próby są podejmowane. Niemniej jednak należałoby przesądzić, czy bardziej zasadne jest omijanie na egzaminach państwowych zagadnień dyskusyjnych, kwestii wątpliwych, rozbieżności orzeczniczych czy też dopuszczanie takiej tematyki. Pierwsza koncepcja wymaga od abiturienta znajomości przepisów i dominującej linii orzecznictwa, druga zaś kreatywności i bardzo dobrej znajomości poszczególnych instytucji prawa.

Które rozwiązanie pani preferuje?

To drugie. Radca prawny musi być kreatywny w myśleniu. Każdy klient ma inny problem, wymaga innej strategii procesowej, innej wykładni prawa materialnego. Powinniśmy zatem uczyć i wymagać na egzaminie wykazania się zarówno biegłością w zastosowaniu prawa, jak i umiejętnością jego systemowego wyłożenia. Prawnik musi być twórczy, oczywiście w granicach prawa, bo jednak w procesie orzekania przypisuje się normy prawa materialnego do stanu faktycznego, a nie na odwrót.

Opowiadając się za tym wariantem, co należy zrobić?

Wprowadzić standaryzację oczekiwanych rozwiązań zadań egzaminacyjnych obejmujących wszystkie prawnie (systemowo) dopuszczalne rozwiązania. Prawo materialne dopuszcza możliwość różnej wykładni, co sprawia, że zazwyczaj możliwych jest kilka rozwiązań casusu egzaminacyjnego. Jedno z nich jednak stanowi najkorzystniejsze dla klienta rozwiązanie i to powinno być oceniane najwyżej - na ocenę celującą lub bardzo dobrą. Pozostałe rozwiązania zaś powinny być dopuszczalne i mieścić się w ocenie dobrej i dostatecznej. Należałoby także jasno określić granicę pomiędzy oceną niedostateczną i dostateczną - może w formie minimalnych wymagań dla oceny dostatecznej.

Jak powinien wyglądać egzamin końcowy, żeby zapewniał samorządowi odpowiedni nadzór nad sprawdzeniem przygotowania osób wchodzących do zawodu?

W mojej ocenie obecna forma egzaminu jest dobrze do tego przystosowana. Zarówno w skład zespołu przygotowującego zadania na egzamin radcowski, jak i komisji egzaminacyjnych wchodzą radcowie prawni. Pewną niedoskonałość stanowi zaś system ich powoływania i może warto rozważyć wprowadzenie zarówno określonego cenzusu doświadczenia zawodowego, jak i możliwości składania zgłoszeń kandydatów na członków komisji egzaminacyjnych bezpośrednio do ministerstwa.

Kontrowersje budzi też sprawdzanie prac. Co komisja, to inne zasady. Czego jest to skutkiem?

Moim zdaniem jest to konsekwencją braku standardów oceny prac egzaminacyjnych. Kłopoty dotyczą przede wszystkim oceny poprawności konstruowanych przez zdających zarzutów apelacyjnych. U podstaw rozbieżności w ocenach leżą odmienne przyzwyczajenia i przeświadczenia co do zasad konstruowania zarzutów oraz kwalifikacji apelacyjnej błędów sądu, które tymi zarzutami można opisać. Jest to także konsekwencją regionalizmów i zwyczajów sądowych w poszczególnych apelacjach. Dziwią mnie jednak te odmienności, ponieważ istnieją tak zasady konstruowania zarzutów, jak i zasady opisywania za ich pomocą błędów popełnianych przez sądy.

I tu pojawia się problem tzw. wytycznych resortu sprawiedliwości dla komisji egzaminacyjnych, czyli opisu istotnych zagadnień do każdego z zadań. Jedne komisje trzymają się kurczowo wytycznych, dla innych są one drugoplanowe. W efekcie w niektórych komisjach łatwiej zdać. Może więc wytyczne wcale nie są potrzebne?

W mojej ocenie są potrzebne i powinny pełnić szerszą funkcję niż obecnie. Dziś są jedynie przykładowym rozwiązaniem casusu proponowanym przez zespół układający zadanie egzaminacyjne, a powinny być opracowaniem zawierającym wszystkie dopuszczalne rozwiązania. Poza tym wytyczne powinny wskazywać, gdzie jest granica między oceną niedostateczną a dostateczną. Egzamin państwowy musi być wystandaryzowany w zakresie casusu, jego rozwiązania i przypisania ocen za poszczególne rozwiązania, ponieważ inaczej nie można stworzyć płaszczyzny dla porównania prac pomiędzy poszczególnymi okręgami czy komisjami.

Jak się z tym uporać?

Po pierwsze jasno precyzować i wskazywać komisjom egzaminacyjnym wszystkie dopuszczalne rozwiązania danego zadania egzaminacyjnego, po drugie chyba jednak wprowadzić przypisanie ocen do poszczególnych propozycji rozwiązań. Ministerstwo stoi na stanowisku, że komisje egzaminacyjne są suwerenne w swej ocenie, a w konsekwencji tego opisy istotnych zagadnień ich nie wiążą, ale doświadczenia czterech ostatnich egzaminów i analiza recenzji prac z poszczególnych komisji wskazują na to, że w braku zwyczajowego uznania w zakresie zasad konstruowania zarzutów i wniosków apelacjach konieczne jest ich odgórne przypisanie.

Sporo tych niejednoznaczności.

Jeśli spojrzymy na recenzje egzaminatorów sporządzane do prac w różnych okręgach Polski, to wyjdzie na to, że każda komisja ma własną wizję tego, jak praca egzaminacyjna powinna wyglądać. To nie jest dobra sytuacja i wymaga ujednolicenia. Każda praca egzaminacyjna powinna być tak samo traktowana na terenie całego kraju. Należałoby może także rozważyć, czy nie byłoby wskazanym, gdyby wszystkie prace egzaminacyjne ze wszystkich izb w kraju trafiały do jednej zbiorowej krajowej puli i dopiero z niej były losowo rozdzielane pomiędzy komisje powoływane w różnych ośrodkach w Polsce.

Co można jeszcze zrobić dla czytelności zasad oceniania na tych egzaminach?

Wydaje mi się, i jest to postulat często zgłaszany przez zdających, że należałoby określić także kwestie techniczne konstruowania tego egzaminu. Często pada pytanie o dopuszczalność czynienia przypisów czy komentarzy do pracy, nie ma jasności w zakresie tego, które błędy sądu należy wskazywać (choć w mojej ocenie wyłącznie te, które mają znaczenie apelacyjne i są istotne z punktu widzenia zastępowanej przez nas strony), trwa dyskusja co do zasadności wskazywania adresów stron czy pełnomocników, wskazywania wartości przedmiotu sporu w sprawach majątkowych oraz konieczności jej wyliczania. Może zatem znaczącym ułatwieniem dla zdających byłoby rozstrzygnięcie tych wszystkich kwestii.

Czy o zdanym egzaminie nie powinno decydować to, że dana apelacja lub skarga byłyby skuteczne w rzeczywistości?

To zależy, jaką formę egzaminu przyjmiemy. Dziś wiemy jedynie, że trzeba przygotować pismo procesowe. Nie przesądzono jednak, czy ma ono mieć walor wyłącznie skuteczności, czy też zawierać wskazanie wszystkich istotnych apelacyjnie błędów sądu. Nie sposób nie zgodzić się tutaj z poglądem, że skuteczność środka zaskarżenia może stanowić wyznacznik wystawiania na egzaminie oceny dostatecznej, niemniej jednak skonstruowanie apelacji zgodnie z zasadami sztuki jest ważne. Apelacja powinna obejmować bowiem zapisane w zarzutach, uzasadnione i prawidłowo zawnioskowane te spośród błędów sądu, które zaważyły na treści wyroku i są istotne z punktu widzenia naszego klienta. Wpisywanie wszystkich możliwych zarzutów w treść apelacji uważam za niepoprawne. Uważam także, że istnieje możliwość wskazania tych zarzutów, które są absolutnie niezbędne do skutecznego podważenia wyroku. Istnieje zatem możliwość wprowadzenia takiego kryterium oceny.

Aplikanci skarżą się, że egzamin, poza sprawdzianem wiedzy, jest też sprawdzianem wytrzymałości. To wręcz maraton egzaminacyjny: cztery dni z rzędu po sześć do ośmiu godzin. Może należałoby i tu wprowadzić zmiany?

Zdecydowanie. Egzamin powinien być podzielony czasowo. Ta forma jest dla zdających zbyt wymagająca. Toczą się dyskusje na ten temat i pojawiają się głosy, żeby część egzaminu była przeprowadzana w czwartek i piątek, następnie zdający mieliby przerwę na weekend i kontynuowali pozostałe części w poniedziałek i wtorek. To by pozwoliło na zregenerowanie sił i lepsze wykorzystanie swojej wiedzy i umiejętności.

Padają też zarzuty, że egzaminy radcowski i adwokacki coraz bardziej przypominają egzamin sędziowski. To właściwy kierunek?

W moim przeświadczeniu nie. Inne oczekiwanie procesowe bowiem stawia się przed sędzią, inne przed pełnomocnikiem. Zadaniem sędziego jest wydanie sprawiedliwego wyroku maksymalnie odzwierciedlającego prawdę. Zadanie procesowe pełnomocnika polega na tym, aby działając w granicach prawa, wygrać sprawę dla swojego klienta. Celem zatem egzaminu sędziowskiego jest wskazanie wszystkich błędów sądu, zaś na egzaminie radcowskim należy wskazać tylko te błędy, które zaważyły na treści wydanego wyroku i są istotne z punktu widzenia interesu naszego klienta.

Czy źródłem sporej części problemów, o których rozmawiamy, nie jest też to, że skomplikowany kazus na egzamin układa kilka osób, można powiedzieć w oderwaniu od świata?

Na pewno zadania egzaminacyjne powinny być układane przez szersze grono osób i obejmować weryfikację kazusu. Z doświadczenia u nas w szkole (Szkoła Prawa Procesowego Ad Exemplum - przyp. red.) wynika, że koniecznym jest poddanie kazusu weryfikacji praktyków, która polega na sporządzeniu do niego apelacji przez grono radców. Przyjęliśmy kryterium, że za dobry casus uważamy taki, którego rozwiązanie jest prawie jednolite, czyli takie samo przynajmniej u 70 proc. osób konstruujących apelację.

Czy egzaminator powinien docenić niestandardowe rozwiązanie kazusu?

Oczywiście, że tak, o ile tylko jest ono zgodne z systemem i uwzględnia interes zastępowanej strony. Zdającemu trzeba dać możliwość wykazania się swoją wiedzą. Ma prawo mieć swoje zdanie i własną koncepcję. A ocenie powinna podlegać zarówno sama koncepcja rozwiązania casusu, jak i jej uzasadnienie. Takich rozwiązań w końcu poszukujemy w życiu codziennym: twórczych i opartych o przepisy.

A czy widzi pani rozwiązanie problemu dłużącej się procedury odwoławczej od negatywnego wyniku egzaminu?

Widzę kilka możliwości, np. zwiększenie liczby komisji odwoławczych albo utworzenie nowej komórki w Ministerstwie Sprawiedliwości zajmującej się odwołaniami, złożonej z sędziów, adwokatów i radców. Rozwiązaniem mogłoby być też powołanie stałej komisji odwoławczej złożonej z osób niekoniecznie nadal czynnych zawodowo, ale mających doświadczenie.

Zarówno samorząd radcowski, jak i adwokacki są zdania, że to właśnie egzamin ustny najlepiej weryfikowałby przygotowanie do wykonywania zawodu. Przywrócenie tej formy warte jest rozważenia?

Egzamin ustny jest bardzo stresującym i wymagającym egzaminem. Zgodzę się oczywiście, że radca prawny czy adwokat powinien biegle się wysławiać i ubierać myśli w odpowiednie słowa, ponieważ w tym zawodzie niezwykle ważne jest precyzyjne posługiwanie się językiem i umiejętności werbalne, niemniej jednak w mojej ocenie przeprowadzanie egzaminu końcowego w wersji ustnej przy obecnej formule tego egzaminu nie jest technicznie możliwe.

@RY1@i02/2013/117/i02.2013.117.07000060a.803.jpg@RY2@

fot. materiały prasowe

Agata Rewerska, radca prawny, założycielka Szkoły Prawa Procesowego Ad Exemplum, która od 2010 r. przygotowała do egzaminów zawodowych adwokackich i radcowskich ponad 2 tys. osób, w latach 2007-2010 wykładowca etyki i zasad wykonywania zawodu na aplikacji radcowskiej

Jeśli spojrzymy na recenzje egzaminatorów sporządzane do prac w różnych okręgach Polski, to wyjdzie na to, że każda komisja ma własną wizję tego, jak praca egzaminacyjna powinna wyglądać. To nie jest dobra sytuacja i wymaga ujednolicenia

Rozmawiała Ewa Maria Radlińska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.