Pożegnanie z korporacją
Przybywa młodych prawników, którzy zdecydowali się odejść z wielkich kancelarii i zacząć działać na własny rachunek
Praca w korporacji to często konieczność umiejętnego poruszania się wśród karierowiczów, prymusów, donosicieli, złośliwców i innych mało ciekawych postaci. W takim środowisku ciężko jest funkcjonować osobom przedsiębiorczym, mającym pomysł na siebie, czy tym, które wymykają się schematom.
Oczywiście wielkie kancelarie wciąż jak magnes przyciągają młodych, nastawionych na błyskotliwą karierę prawników. Tych starszych zaś, którzy nauczyli się egzystować w rozbudowanej strukturze, mamią poczuciem stabilizacji (pewnością stałego zarobku, wypracowaną w organizacji pozycją, długą, ale przewidywalną ścieżką awansu zawodowego).
Coś się jednak zmienia, i to pomimo odtrąbionego kryzysu. Na rynku co rusz pojawiają się firmy założone przez osoby, których chęć do stworzenia czegoś własnego wypchnęła z korporacyjnych bram. Niektórzy z "uciekinierów" tłumaczą, że do decyzji o założeniu własnego brandu dojrzewa się latami. Ale nie brak też przedstawicieli młodego pokolenia, którzy otwarcie przyznają, że już na starcie kariery myśleli o własnym biznesie, a pierwsze lata spędzone w korporacji miały im ułatwić zdobycie niezbędnego doświadczenia i kontaktów.
Tych ostatnich nie zatrzymałyby w wielkiej strukturze ani podwyżka, ani pochwały szefostwa, ani jakiekolwiek laury. Pracę na swoim wybrali m.in. dwaj młodzi prawnicy, którzy dzięki nominacjom dotychczasowego pracodawcy zajęli wysokie pozycje w ubiegłorocznej edycji rankingu Rising Stars - organizowanego przez Dziennik Gazeta Prawna konkursu dla prawników jutra.
@RY1@i02/2013/080/i02.2013.080.070000400.801.jpg@RY2@
fot. materiały prasowe
Karol Orzechowski, założyciel kancelarii Pietrzyk Orzechowski Wójtowicz sp.k.
@RY1@i02/2013/080/i02.2013.080.070000400.802.gif@RY2@
fot. materiały prasowe
Sebastian Pietrzyk, założyciel kancelarii Pietrzyk Orzechowski Wójtowicz sp.k.
Sześć miesięcy temu opuścili panowie dotychczasowe miejsca pracy i rozpoczęli budowę własnej marki. To chyba nie była prosta decyzja?
Decyzja o odejściu nie była łatwa i bynajmniej nie była podjęta bez głębszego namysłu. Wynika jednak bezpośrednio z tego, dlaczego w ogóle postanowiliśmy rozpocząć pracę w korporacjach. Motywacje u młodego prawnika są z gruntu nieskomplikowane. Niektóre z nich są prozaiczne, jak np. perspektywa wysokich zarobków czy możliwość pracy w międzynarodowym środowisku. Inne zaś wynikają z ambicji prawnika, który już na wczesnym etapie jest świadomy swoich pasji zawodowych i drogi, jaką chce podążać, aby je zrealizować. Tym drugim przypadkiem okazał się być Sebastian, który pokonując kolejne szczeble w coraz większych kancelariach, konsekwentnie rozwijał swoją specjalizację. Grzegorz podjął decyzję o współpracy z pierwszą kancelarią w oparciu o wcześniejsze profesjonalne kontakty z jej prawnikami. A w moim przypadku to była ciekawość, która zaprowadziła mnie w głąb tajemniczego świata międzynarodowych korporacji.
Zbierali zatem panowie doświadczenia na różnych polach.
To prawda, mamy za sobą lata pracy w rozmaitych formułach, od małych kancelarii po globalnych graczy. Każdy z nas miał okazję skonfrontować swoje wyobrażenia i oczekiwania z rzeczywistością. To wnioski z tych konfrontacji doprowadziły nas do decyzji o wspólnym przedsięwzięciu. Dla Sebastiana to był najlepszy moment, aby zdyskontować ponaddziesięcioletnie doświadczenie i relacje z klientami we własnej kancelarii. Grzegorz chciał powtórzyć model kancelarii, w której pracował, gdzie współpraca była oparta na wzajemnym zaufaniu i wysokiej jakości świadczonych usług. Ja chciałem się realizować w miejscu, gdzie będę dysponował większą autonomią, a procedury zastąpi porozumienie i gdzie nie stracę z pola widzenia życia prywatnego.
I tak zrodził się pomysł na biznes...
Rzeczywiście inspiracją a jednocześnie impulsem był moment, w którym wspólnie osiągnęliśmy bardzo podobny moment w życiu zawodowym. Mając doświadczenia zdobyte w odmiennych strukturach, postanowiliśmy podczas jednego ze spotkań połączyć nasze siły, entuzjazm, pomysły oraz idee. Oprócz wspólnej wizji prowadzenia biznesu i tego, że wspólnie z sukcesem ukończyliśmy aplikację, mamy całkowicie odmienne charaktery. Każdy z nas swoim indywidualnym podejściem dodaje organizmowi, który stworzyliśmy, swoistego kolorytu. Karol - purysta językowy, autor czarnych scenariuszy wydarzeń, pasjonat energetyki, Grześ - niezwyciężony wojownik na sali sądowej, kopalnia anegdot i dowcipów na każdy temat, i moja skromna osoba - urodzony optymista, zwolennik innowacyjnych rozwiązań.
Nie było oczywiście tak, że od razu po podjęciu decyzji o wspólnym przedsięwzięciu udaliśmy się do notariusza w celu zawarcia umowy spółki. Nasza decyzja była przedmiotem cotygodniowych dyskusji, podczas których ścieraliśmy się i spieraliśmy, ale zawsze jednomyślnie podejmowaliśmy ważne decyzje finansowe i biznesowe, które dzisiaj procentują i pozwalają nam z dumą powiedzieć: "tak, osiągnęliśmy sukces". Przy okazji dosyć wydatnie wspieraliśmy jedną z warszawskich śródmiejskich kawiarni, w atmosferze której rodziły się nasze pomysły i idee.
Jakie są główne wady pracy w dużym, korporacyjnym organizmie?
Praca w korporacji, jak każda inna praca, ma swoje dobre i złe strony, przy czym większość tych złych wynika z powodów obiektywnych, jak np. wielkość struktury. Duża skala wymaga zastosowania wielu rygorów zawartych w dziesiątkach procedur, których zadaniem jest globalna unifikacja poziomu świadczonych usług. Nierzadko jednak wciskają one młodego prawnika w ciasny gorset standaryzacji, który odbiera mu kreatywność i chęć do działania. Inną wadą jest skrajne nastawienie na rezultat. I nie chodzi tu o jakość pracy, która wadą nie jest, ale o ilość przepracowanego czasu, który można następnie sprzedać klientowi. Bezwzględne nastawienie na tak rozumiany wynik w zestawieniu z brakiem pomysłu na siebie może doprowadzić do stanu, w którym prawnik będzie się mógł pochwalić wieloletnim doświadczeniem, ale już nie konkretnymi umiejętnościami.
Tworząc własną markę, staraliśmy się wykorzystać sprawdzone wzorce, ale i jednocześnie wyeliminować pewne słabości, które w korporacyjnym organizmie bardzo często nie są dostrzegane w odpowiednim momencie. Postawiliśmy na ludzi i młodość. Pracujemy z bardzo zdolnymi, pełnymi zapału i pasji młodymi prawnikami, dla których nie tylko praca sama sobie jest wartością. Ich zainteresowania budzą w nas podziw i odnosimy wrażenie, że realizując się w nich, wnoszą do firmy największą wartość - satysfakcję z pracy i odnoszonych wspólnie sukcesów.
Nie można chyba jednak powiedzieć, że praca na własną rękę to sielanka. Jakie są dobre i złe strony takiego przedsięwzięcia?
Działanie na własny rachunek z definicji nie ma złych stron. Właściwsze wydaje się zdefiniowanie tych zagadnień jako dobrych stron i wyzwań. Po sześciu miesiącach wspólnego tworzenia nowej kancelarii do dobrych stron niewątpliwie zaliczamy możliwość kreowania naszej profesjonalnej rzeczywistości. Natomiast wyzwaniem jest działanie w poczuciu odpowiedzialności za klientów i ich sprawy, spółkę i współpracowników. Na pytanie, czy było warto, każdy z nas bez zastanowienia odpowie: tak.
Boicie się konkurencji?
Wydaje mi się, że nie można rozmawiać o konkurencji w kategoriach strachu. Nie boimy się, szanujemy nasze koleżanki i kolegów, z którymi na co dzień musimy "walczyć" o klienta. Nie mamy absolutnie żadnych kompleksów w starciach z dużymi międzynarodowymi i polskimi firmami prawniczymi - oferujemy przecież produkt i usługi o takiej samej jakości, jednocześnie mając możliwość przedstawienia klientom nowych, innowacyjnych rozwiązań. Jako jedni z pierwszych odważyliśmy się zaprojektować naszą infrastrukturę komunikacyjną w chmurze opartą o rozwiązania Microsoft - to dzięki temu możemy oferować klientom dostęp do ich dokumentów, ale również do podglądu postępu prac zdalnie - co pozwala im zaoszczędzić nawet do 30 proc. ich budżetu. Jako pierwsi na rynku oferujemy usługi w zakresie public affairs i lobbingu korporacyjnego. We współpracy z zewnętrznymi doradcami oferujemy również rozwiązania strategiczne w zakresie zarządzania reputacją i sytuacją kryzysową.
Czy obecnie jest czas na to, żeby odchodzić z korporacji i zakładać własne kancelarie?
Oczywiście, to idealny moment, by doświadczeni, zdolni i przede wszystkim przedsiębiorczy prawnicy decydowali się na start własnych firm. Wciąż przecież nie jest u nas dobrze zagospodarowany rynek średnich a nawet dużych przedsiębiorców. Zakładam, że wielu prawników polegnie już na początku swojej nowej drogi, ale część z nich za kilka lat będzie mogła się pochwalić sukcesem, którego miarą nie będzie liczba zatrudnionych prawników i gigantyczne milionowe przychody, ale to, że zrealizowali swój własny pomysł na biznes, z którego najzwyczajniej w świecie będą dumni.
Skala działania dużej korporacji wymaga zastosowania dziesiątek procedur, których zadaniem jest unifikacja świadczonych usług. Wciskają one młodego prawnika w gorset standaryzacji, odbierając kreatywność i zapał
Jak poznać, że nie warto decydować się na własną działalność prawniczą
@RY1@i02/2013/080/i02.2013.080.070000400.803.jpg@RY2@
fot. materiały prasowe
Szymon Muster i Łukasz Kowalczyk, radcowie prawni, wspólnicy w kancelarii Dzidowski Kowalczyk Muster sp.k.
1. Jeżeli nie masz przekonania, że klienta możesz obsłużyć lepiej .
Możemy w tym miejscu darować czytelnikom truizmy o tym, że działalność prawnicza wykonywana jest dla dobra i w interesie klienta, ale nie możemy pozwolić sobie samym zapomnieć o tej prawdzie. Ani pozwolić zapomnieć o niej samym klientom. W gruncie rzeczy firma, marka, sposób prowadzenia działalności to tylko platforma, która ma klientowi służyć. Jeśli budując taką nową platformę, nie jesteśmy przekonani, że będziemy mogli dzięki niej zaoferować klientowi więcej, niż oferowaliśmy do tej pory działając pod szyldem pracodawcy - lepiej dać sobie (i klientowi) spokój.
2. Jeżeli brak ci pomysłu , jak wykorzystać niezależność .
Po rozstaniu się z organizacją, taką jak duża kancelaria lub korporacja, i rozpoczęciu działalności prawniczej na własny rachunek niezależność przybiera konkretne kształty, staje się bardzo wymierna. Niezależność w korporacji może być pozą. Tutaj staje się koniecznością. I nie idzie tylko o jej najbardziej oczywiste odsłony: jak autonomia finansowa czy odpowiedzialność prawna. Niezależność to także samodzielność poglądu, pomysłu, decyzji i realizacji. Możemy liczyć na sugestie czy rekomendacje, ale o tym, w jakim kierunku, z kim i jakim tempem się idzie - decyduje się samemu. Być może jest to pewne obciążenie, ale też szansa na realizowanie własnych pomysłów co do optymalizacji obsługi, organizacji pracy, komunikacji z klientami. Jeżeli tych pomysłów nie ma - zostaje tylko ciężar. Po cóż byłoby go wtedy dźwigać?
3. Jeżeli masz więcej zaufania do instytucji, w której pracujesz, niż do samego siebie.
Podobno warto podążać za tymi, którym ufamy. Jeżeli czujesz, że to instytucja daje niezbędne poczucie pewności, że bez niej będzie ci brakować czegoś istotnego, będziesz zagubiony - być może nie warto tego wrażenia bagatelizować ani ignorować. Oczywiście, nie twierdzimy, że warunkiem podjęcia decyzji o "przejściu na swoje" musi być brak jakichkolwiek obaw i wszechogarniające poczucie samowystarczalności. Przecież nie jesteśmy omnipotentni i wiele czerpiemy i uczymy się od osób wokół. I nie tylko od tych, z którymi prowadzimy kancelarię. Jesteśmy przekonani, że warto słuchać ludzi i warto czerpać z kontaktów z nimi, a uczynienie z kancelarii warownego zamku otoczonego relacyjnym murem (i fosą dla pewności) to raczej przepis na porażkę, a nie na sukces. Gorzej, gdy nie mamy wystarczającego zaufania do samych siebie, by zdobyć się na samodzielne wyznaczanie sobie kierunków, a czujemy się bardziej komfortowo, gdy wyznacza nam je szef i organizacja, której częścią jesteśmy. Czy wtedy ten pierwszy samodzielny krok będzie czyniony z przekonaniem?
4. Jeżeli nie ciekawi cię, czym zajmują się twoi klienci, i nie lubisz z nimi o tym rozmawiać .
Edukacja i praktyka prawnicza dają całkowicie odmienne spojrzenie na otaczający nas świat i występujące w nim relacje - czy te zwykłe międzyludzkie, czy też profesjonalne. Zamiast normalnych sytuacji widzimy zdarzenia prawne, a zachowania ludzkie postrzegamy jako czynności prawne lub co najmniej prawnie relewantne. Posługiwanie się hermetycznym językiem i uzyskiwana dzięki temu łatwość zrozumienia innych prawników może dać złudne poczucie, że to jedyny właściwy obraz świata. Takie przekonanie nie dość, że jest błędne, to jeszcze jest pułapką. Nawet jeśli terminologia prawnicza nie jest w danym przypadku wtórna i zapóźniona w stosunku do rzeczywistości, którą opisuje (a zazwyczaj jest), to co dobrego nam przyjdzie z tego, że będziemy rozumować hiperpoprawnie, skoro klient nas nie zrozumie? Poza tym nie idzie o udowodnienie swojej wyższości wśród prawniczych konfratrów (choć to czasami może być kuszące), tylko o odpowiedzenie na potrzeby klienta.
Pierwszym krokiem jest zrozumienie tych potrzeb, a w tym celu należy wyjść klientowi naprzeciw i rozmawiać z nim jego językiem, a także chcieć i umieć z klientem rozmawiać o jego działalności, a nie monologować o jurydycznych zawiłościach. Drugim krokiem (który, jak nam się wydaje, przychodzi dość naturalnie) jest utrzymywanie zainteresowania działalnością klienta. Jeśli tego nie polubisz, nigdy nie będziesz mógł w pełni zrozumieć rzeczywistych celów klienta lub co gorsza, czego od ciebie oczekuje. Dlatego trzeba poświęcać poznaniu specyfiki jego działalności tyle samo albo nawet więcej czasu, co doskonaleniu prawniczemu.
Zdaje się nam, że powyższe nie dotyczy tylko takich dziedzin, jak nowoczesne technologie (np. zapewnienie bezpieczeństwa danych w usługach opartych na cloudcomputingu) czy branża finansowa (np. unikanie strat kapitałowych dzięki derywatom ryzyka kredytowego), ale również tradycyjnych gałęzi gospodarki, jaką jest rynek nieruchomości. Najem instytucjonalny powierzchni biurowych lub handlowych wymaga zrozumienia celów biznesowych właścicieli takich obiektów, a przygotowanie nawet bardzo poprawnej prawnie umowy może całkowicie się rozminąć z oczekiwaniami inwestora.
5. Jeżeli uważasz, że warto poczekać, aż sytuacja gospodarcza będzie bardziej sprzyjająca.
Bynajmniej nie dlatego, że rozumowanie takie jest błędne. Nie jest trudno wyprowadzić pozytywną korelację pomiędzy ożywieniem gospodarczym a kondycją firm prawniczych nastawionych, tak jak nasza kancelaria, na obsługę przedsiębiorców. Więcej nawet - czynników warunkujących, a przez to argumentów przeciwko i powodów, by znaleźć dogodniejszy termin dla decyzji o założeniu biznesu prawniczego, można znaleźć sporo. I jeśli je widzisz, są dla ciebie ważkie, lubisz je analizować, kwantyfikować i wyceniać - to nikomu z tym dyskutować. Świat jako wola i wyobrażenie. Decydując się na własny biznes, stawiamy na to pierwsze. Jeśli drugi określnik staje się listą zastrzeżeń i działa jak inhibitor twojej siły napędowej, jeśli każe ci sądzić, że pewno się nie uda, że teraz nie warto - to pewnie nie warto.
A przecież można na cała sprawę spojrzeć diametralnie inaczej. Płynięcie z falą jest dużo łatwiejsze, lecz wówczas tak naprawdę tylko się unosisz. Prawdziwą szansą jest czas zmian - tylko wtedy nowe podmioty uzyskują prawdziwy potencjał zaistnienia na rynku.
6. Jeżeli odpowiada ci sytuacja, w której granice twojej odpowiedzialności są jasno wyznaczane przez innych.
Jasne zasady podziału odpowiedzialności, zadań i obowiązków, możliwość odwołania się do wyższej instancji, działanie na podstawie i w granicach jednoznacznych i zrozumiałych poleceń. To marzenie nie tylko fryderycjańskiego biurokraty, ale wielu rozsądnych obywateli. Korporacje, których struktura i sposób działania uosabia powyższe cechy, dostaną od swych pracodawców najpewniej najwyższe noty. My też się staramy, by w naszej kancelarii tak było. Dla wszystkich - ale nie dla nas. Dla założycieli kancelarii nie ma nadziei na jakieś przedustawne reguły. Zadania i obowiązki bierzesz na siebie sam, poleceń, za których granicami mógłbyś się schować, nikt ci nie wyda. A jedyną wyższą instancją jest klient i konsekwencje twoich własnych decyzji.
7. Jeżeli liczysz, że nagrodą będzie awans.
Na wiele rzeczy możesz liczyć, zakładając własny biznes. To, czy się ziszczą, zależy pewnie nieco od zewnętrznych okoliczności (przez wielu zwanych dla uproszczenia szczęściem), nieco od wysiłku, a nieco jeszcze od talentu. Proporcje tych elementów są przedmiotem dyskusji, niektórzy twierdzą, że warto mieć co do tego wyrobione zdanie, bo to pomaga planować działania.
Na jedno liczyć jednak nie możesz. Niezależnie od tego, jak dobrze pójdzie i jak bardzo byś się starał - nie masz żadnych szans na awans. Jedyną, a zarazem największą nagrodą będzie "tylko" uznanie klienta.
8. Jeżeli nie lubisz, gdy rzeczywistość cię zaskakuje .
Porządek na biurku, porządek w głowie. Kontrola terminarza, kontrola zleconych zadań. Ale sama kontrola nie wystarczy, jeśli od prawdziwego świata nie oddziela cię szklana szyba korporacyjnych reguł. Rzeczywistość jest dynamiczna i często, by się w niej nie pogubić, ważniejsza niż kontrola okazuje się reakcja na zaskakujące wolty, które nam funduje. Jeżeli starasz się planować, dopinać na ostatni guzik i kontrolować efekty - świetnie. Jeżeli uznajesz, że wielka improwizacja nie może być przedmiotem prawniczej chluby - rozumiemy. Ale jeżeli chcesz mieć wszystko pod kontrolą, cenisz pewność, że nic nieplanowanego się nie zdarzy, a niespodzianki wolałbyś kojarzyć tylko z prezentami pod choinkę - odradzamy.
9. Jeśli nie ma osoby, z którą chcesz to zrobić .
Last but not the least - Ten Drugi (a bywa, że Trzeci czy Czwarta). Jeżeli z tego, co powyżej, czytelnik odniósł wrażenie, że w naszej opinii zakładanie prawniczego biznesu jest samotną wyprawą dookoła świata - jest to wrażenie na wskroś błędne. Żaden z nas nie podjąłby się tego zadania sam. Samodzielność i zaufanie wspólnikowi - to zupełnie dwie różne rzeczy. A jednak bez którejkolwiek z nich założenie kancelarii byłoby dla nas niepodobnością. Oczywiście zaufanie nie rodzi się na kamieniu. Bywaliśmy razem w sytuacjach, które to zaufanie cementowały. I nie tylko zaufanie, ale i sympatię, bo te rzeczy idą w parze. Przecież wspólnik nie jest naszym szefem i nie jest nam dany przez los - warto więc wybrać sobie takiego, którego naprawdę lubimy.
Niezależność w korporacji może być pozą, we własnej kancelarii jest koniecznością. I nie chodzi tylko o tak oczywiste sprawy jak autonomia finansowa i odpowiedzialność prawna. Ważna jest też samodzielność w poglądach, pomysłach i decyzjach
Anna Krzyżanowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu