Obrony nie do obrony
Krytyka, jakiej adwokaci poddają projekt przyznający radcom prawnym kompetencje obron karnych, ma podłoże czysto ekonomiczne
Rządowy projekt tzw. ustawy deregulacyjnej podąża ścieżką legislacyjną i nadal poddawany jest krytyce przez wiele środowisk zawodowych. Przywoływane w uzasadnieniu spodziewane efekty uchwalenia dokumentu sceptycy uznają za przeszacowane, a niektóre twierdzenia - za demagogiczne. Podzielam te krytyczne opinie. Nie podzielam natomiast opinii kontestujących inne zainicjowane przez rząd rozwiązanie, które bez żadnych wątpliwości ma charakter klasycznie deregulacyjny, a jego skutki można szacować ze znacznie mniejszym ryzykiem błędu. Mowa o propozycji przyznania radcom prawnym kompetencji obron w sprawach karnych.
W przypadku przyjęcia przez parlament propozycji rządowej, poczynając od 1 stycznia 2014 r. wśród uprawnionych do obron pojawi się ok. 11 tysięcy radców prawnych. Przytaczam tu tylko liczbę radców, którzy nie wykonują zawodu w oparciu o umowę o pracę ani nie łączą tej formy z innymi wskazanymi w ustawie. Istotne jest to z dwóch powodów. Po pierwsze, projekt wyłącza radców na etacie z grona przyszłych obrońców w postępowaniu karnym (co samorząd radcowski uznaje za nieuzasadnione). Po drugie, wspomniane wyłączenie wytrąca jeden z argumentów przeciwników opracowanej przez rząd zmiany - o czym za chwilę.
Uzasadnione jest również przypuszczenie, że spośród przystępujących do tegorocznego egzaminu radcowskiego blisko pięciu tysięcy osób ci, którzy zdadzą i wpiszą się na listę radców prawnych, w sporej części szukać będą swojego miejsca w zawodzie właśnie w obszarze związanym z pomocą prawną w sprawach karnych. Dziać się tak będzie dlatego, że popyt na usługi profesjonalnych prawników ze strony średnich i małych przedsiębiorców jest znikomy. Przedsiębiorcy korporacyjni korzystają już najczęściej ze sprawdzonych w ich rozumieniu kancelarii, a pomoc prawna dla osób fizycznych w życiu codziennym długo jeszcze - co nie znaczy, że nigdy - nie będzie wyglądała u nas tak, jak w amerykańskich filmach. Z ofertami miejsc pracy dla nowych radców prawnych z pewnością nie pośpieszy też administracja publiczna. Obrony dla radców to więc poszerzenie dostępu do pomocy prawnej potrzebującym, a także zwiększenie szans zawodowych dla tych, którzy stworzenia szans od państwa oczekują. Proste i wydawałoby się oczywiste, a nadto "na fali", biorąc pod uwagę wygłaszane od kilku lat przez większość polityków deklaracje.
W takiej sytuacji opinie krytyczne wobec propozycji rządowej mogą zaskakiwać. Zaskoczeniem jest z pewnością krytyka wypowiadana przez posłów PiS, a z taką mieliśmy do czynienia w trakcie posiedzenia sejmowej podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia zmian w kodeksach. Wszak chodzi o środowisko prekursorów wszelkich deregulacji, postulujące od dawna dopuszczenie do występowania w sądach jako pełnomocników już na podstawie dyplomu ukończenia studiów.
Co się więc zmieniło? Zmienił się punkt widzenia wraz z miejscem siedzenia. Wypowiadający się na posiedzeniu podkomisji poseł PiS okazał się adwokatem. Reprezentował siebie. Nie był w swoim powoływaniu się na interes publiczny osamotniony. Niezależny był również profesor adwokat - ceniony przeze mnie jako wykładowca akademicki i popularyzator kultury prawnej, występujący tym razem w roli doradcy klubu Ruchu Palikota. Dla niego, podobnie jak dla niezależnego posła opozycji, a także dla przedstawiciela Naczelnej Rady Adwokackiej uczestniczącego w obradach, przyznanie radcom prawnym kompetencji obron karnych to poważny błąd.
Argumentacja wszystkich oponentów jest podobna. Radcy nie są przygotowani do obron, bo mają inne wymogi dojścia do zawodu. Od kilku lat kuchennymi drzwiami rozszerzają swoją kognicję. Nie są w pełni niezależni, bo mogą wykonywać zawód w formie umowy o pracę, a to może grozić nie tylko "uległością" (nie wiadomo wobec kogo), ale i niedochowywaniem tajemnicy zawodowej. Krytyka na nic się zdała. Podkomisja większością głosów przedstawicieli koalicji zmianę zaakceptowała.
Faktem jest, iż kompetencje radców prawnych ulegają od kilkunastu lat sukcesywnemu rozszerzaniu. Czyni to racjonalny ustawodawca, równolegle ujednolicając wymogi dostępu do tego zawodu z wymogami obowiązującymi aspirantów do adwokatury. Bowiem jeśli chodzi o dostęp do aplikacji, jej prowadzenie przez samorządy, czas jej trwania, a także charakter i zakres egzaminu zawodowego, od kilku lat nie występują już różnice pomiędzy wymogami stawianymi kandydatom do obu zawodów.
Ponadto już w obecnym stanie prawnym radca może pełnić role procesowe regulowane na gruncie k.p.k. lub przepisów z nim związanych. Mowa chociażby o roli pełnomocnika pokrzywdzonego czy oskarżyciela posiłkowego. Radca prawny może być już obecnie obrońcą osoby postawionej przed sejmową Komisją Odpowiedzialności Konstytucyjnej i Trybunałem Stanu. Radca prawny, który nie wykonuje zawodu na podstawie umowy o pracę, może być już obecnie na swój wniosek wpisany na listę adwokatów i z dnia na dzień uzyskać kompetencje obrończe. Organ wpisowy, jakim jest okręgowa rada adwokacka, nie może według swojej swobodnej oceny odmówić takiego wpisu. Zapomniał chyba o tym oponujący adwokat - poseł opozycyjny. Profesjonalności radców jako obrońców nie mogą ocenić sędziowie, bowiem jak dotychczas nie mają możliwości spotkać ich w takiej roli. Powołujący się na takie sondażowe oceny muszą mieć świadomość, że stosują socjotechniczną manipulację.
Gdy wcześniej ustawodawca przysparzał radcom prawnym tych kompetencji, nie dało się zauważyć tak pryncypialnej, jak obecnie opozycji hierarchów środowiska adwokackiego i ich orędowników - poza wyjątkiem, kiedy w 2005 r. pomoc prawna świadczona przez radców objęła również sprawy rodzinne i opiekuńcze.
Trudno więc nie wyciągnąć wniosku, że tak przed ośmiu laty, jak i obecnie stawiane projektowi omawianej ustawy zarzuty, przy okazji bez racjonalnego uzasadnienia deprecjonujące umiejętności i predyspozycje radców prawnych do prowadzenia obron karnych, mają podłoże przede wszystkim ekonomiczne. Trzeba mieć odwagę powiedzieć to otwarcie i otwarcie się z tymi zarzutami rozprawić, co jest intencją mojego felietonu. Jeśli wobec mnie podniesiony zostanie zarzut działania w interesie reprezentowanego przeze mnie środowiska, nie zaprzeczę. W odróżnieniu jednak od moich oponentów mam także inne argumenty, zbieżne z argumentami projektodawcy ustawy.
Radca prawny już dziś może na swój wniosek zostać wpisany na listę adwokatów i z dnia na dzień zyskać kompetencje obrończe
@RY1@i02/2013/061/i02.2013.061.07000070a.804.jpg@RY2@
Dariusz Sałajewski, wiceprezes Krajowej Rady Radców Prawnych
Dariusz Sałajewski
wiceprezes Krajowej Rady Radców Prawnych
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu