Z góry widać świat w szerszej perspektywie
Prokurator Jacek Skała w swym zacietrzewieniu związkowca najwyraźniej zapomniał, jaki zawód wykonuje. Chyba nie grzeszy też skromnością, przeceniając znaczenie samego siebie, jak również kierowanego przez siebie związku
Przez dłuższy czas biernie przyglądałem się dyskusji dotyczącej mankamentów organizacyjnych prokuratury, a w szczególności dysproporcji w obciążeniu pracą na poszczególnych jej szczeblach. Zdominowała ją nośna teza o podziale na ciężko pracujących prokuratorów "liniowych" z prokuratur rejonowych oraz pasożytujących na nich prokuratorów "pałacowych" z jednostek wyższych szczebli, którzy nieomal wysysają krew ze zdrowej, rejonowej tkanki. Aktywnie propagowany przez prokuratoró związkowców punkt widzenia nie miał w tej dyskusji przeciwwagi, brakowało w niej bowiem głosu kompleksowo prezentującego rzeczywistość prokuratury widzianą z perspektywy jednostek szczebla okręgowego i apelacyjnego. Postanowiłem ten stan rzeczy zmienić, konsekwencją czego był tekst "Prawodawca (niezbyt) racjonalny" (Prawnik z 31 października 2014 r.). Nie uzurpuję sobie prawa do bezwzględnej słuszności zaprezentowanych poglądów, zdaję sobie też sprawę z kontrowersyjności niektórych z nich. Chciałem po prostu przedstawić inny, mniej popularny punkt widzenia, który wcześniej nie przebił się przez czarno-biały przekaz populistów.
Jadowita erystyka niskich lotów
Spodziewając się ciekawej merytorycznej polemiki, z uwagą przystąpiłem do lektury artykułu zapowiedzianego na okładce tytułem "Widziane z góry" (Prawnik z 14 listopada 2014 r.) autorstwa przewodniczącego Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP pana prokuratora Jacka Skały. Niestety zamiast oczekiwanej intelektualnej inspiracji lektura wywołała we mnie zażenowanie. Polemikę zdominowała bowiem jadowita erystyka niskich lotów z kwintesencją w postaci zarzutu, jakoby moja wiedza o funkcjonowaniu prokuratury była mniejsza aniżeli autora popularnych kryminałów o prokuratorze Szackim. Pomijając już aspekty etyczne tego rodzaju tanich chwytów, prokurator Jacek Skała nie dostrzegł jednego zasadniczego mankamentu posługiwania się nimi. Zwalniają one bowiem również drugą stronę z obowiązku stosowania się do reguł lojalnej dyskusji, w konsekwencji czego agresor może spodziewać się erystycznej kontry, zwłaszcza jeżeli atak jest wyprowadzony równie nieudolnie jak ten, który przypuścił prokurator Jacek Skała.
Nie wiem, który fotel jest bardziej wygodny - czy zastępcy prokuratora okręgowego, czy przewodniczącego związku zawodowego. To, co słyszałem na temat zasad funkcjonowania w prokuraturze prokuratora Jacka Skały, skłania mnie do wniosku, że chyba jednak ten drugi. To zresztą kwestia drugorzędna, rzecz bowiem w tym, że akurat mnie znacznie lepiej niż fotel prokuratora funkcyjnego znane jest krzesło liniowego prokuratora w pokoju przesłuchań i ławka zajmowana przez niego w sądzie. Nie wiem, jak dobrze zna je prokurator Skała, sprawa byłaby prosta do wyjaśnienia, gdyby zechciał odpowiedzieć na porcję pytań, z których kilka wymienię tutaj tytułem przykładu.
A mianowicie czy pan prokurator Jacek Skała prowadził sprawę, w której miał 170 podejrzanych? Ile poprowadził spraw ze 100 tomami akt wypełnionych głównie protokołami, a nie kserokopiami kserokopii? Ile prowadził spraw, w których akta podręczne liczyły co najmniej 30 tomów? Czy okazał jednej osobie kilkanaście tysięcy dokumentów, odbierając wyjaśnienia co do każdego z nich? Czy zdarzyło mu się, że protokoły osobiście przeprowadzonych przez niego przesłuchań jednego podejrzanego obejmowały kilkaset stron? Czy miał naraz w dyspozycji 41 tymczasowo aresztowanych?
Jeżeli nie - a wobec buńczucznego stylu wypowiadania się charakterystycznego z reguły dla tych, którzy mało widzieli i mało wiedzą, ta wersja wydaje mi się najbardziej prawdopodobna - niech po prostu zamilknie i wróci do lektury popularnych kryminałów, z których najwyraźniej czerpie całą swoją wiedzę o prokuraturze. Tak będzie lepiej.
Nad łatwością formułowania zarzutów i oskarżeń bez weryfikacji ich zasadności można by przejść do porządku, gdyby była to cecha jedynie związkowca populisty. Wzbudza ona jednak poważny niepokój, gdy dotyczy prokuratora, który powinien być wręcz przesiąknięty obiektywizmem, ostrożnością i odpowiedzialnością w formułowaniu twierdzeń i ocen. Chciałbym wierzyć, iż prokurator Jacek Skała zasiadając w swoim służbowym gabinecie albo na sali sądowej, przeistacza się we wzór rzetelności, mam jednak co do tego poważne wątpliwości, postawy mają bowiem raczej trwały charakter.
Dosłownie kilka dni temu pan prokurator zażartował sobie na Twitterze z pożaru w budynku Prokuratury Okręgowej w Warszawie, sugerując, że może on być "ostrzeżeniem" dla związkowców ze strony "PG" albo "prowokacją MS". Nie jestem bezrefleksyjnym wyznawcą hierarchicznej struktury prokuratury w jej obecnym kształcie, nigdy nie byłem bezkrytyczny wobec kierownictwa tej instytucji, w odniesieniu do obecnego również nie jestem, mam też poczucie humoru, uważam jednak, iż bycie prokuratorem zobowiązuje do zachowania minimum poziomu w publicznych wypowiedziach i unikania w nich błazeństwa. Prokurator Jacek Skała w swym zacietrzewieniu związkowca najwyraźniej zapomniał, jaki zawód wykonuje. Chyba nie grzeszy też skromnością, przeceniając mimo wszystko znaczenie samego siebie, jak również kierowanego przez siebie związku.
Manipulacje i półprawdy
Jako ponoć bywalec sal sądowych prokurator Jacek Skała powinien wiedzieć, iż posługiwanie się nierzetelnymi argumentami i manipulowanie cytatami z argumentacji przeciwnika dyskursu tak, by dopasować je do zaplanowanej krytyki, nie rokuje większych szans powodzenia. Nie będę się tutaj odnosił do wszystkich przeinaczeń, półprawd i stwierdzeń całkowicie nieprawdziwych, jakie zawiera tekst Jacka Skały, zainteresowany czytelnik odnajdzie je sam, zestawiając go z artykułem mojego autorstwa, podam jedynie kilka przykładów.
Nie jest prawdą, jakoby jedyną grupą prokuratorów funkcyjnych prowadzących osobiście postępowania byli kierownicy działów - w okręgu rzeszowskim na przykład zajmują się tym także wszyscy prokuratorzy rejonowi i ich zastępcy, a również i mnie zdarza się, choć przyznaję, że sporadycznie, przejąć sprawę do osobistego prowadzenia. Nie sądzę, by okręg rzeszowski był w tych kwestiach ewenementem w skali kraju.
Manipulacji dopuszcza się prokurator Jacek Skała, przedstawiając argumenty uzasadniające potrzebę likwidacji wydziałów sądowych w prokuraturach okręgowych i apelacyjnych. Nie wspomina bowiem, że ich prokuratorzy obsługują nie tylko rozprawy apelacyjne, ale również olbrzymią ilość różnego rodzaju posiedzeń, najczęściej wykonawczych i penitencjarnych, w sprawach jednostek niższego szczebla. W tym ostatnim przypadku właściwą miejscowo (według przepisów dotychczasowego regulaminu) jest ta prokuratura okręgowa, na obszarze której znajduje się zakład karny, w którym skazany odbywa karę pozbawienia wolności. W praktyce oznacza to, iż prokuratura okręgowa obsługuje posiedzenia w sprawach, w których oskarżali prokuratorzy prokuratur rejonowych z terenu całego kraju, może się zdarzyć, że i z drugiego jego końca.
W Prokuraturze Okręgowej w Rzeszowie wydział sądowy obsługuje takich posiedzeń około 3,5 tys. rocznie. Jedno zajmuje najczęściej 10-15 minut. W przypadku przyjęcia założenia, że w każdej sprawie na każdym jej etapie uczestniczyć będzie autor aktu oskarżenia, niektórzy prokuratorzy dla owych 10-15 minut będą musieli przejechać kilkadziesiąt kilometrów, inni nawet kilkaset. Tylko niektórzy - "jedynie" przebić się przez miejskie korki. Gdzie tu wspominana przez prokuratora Skałę oszczędność czasu i pieniędzy? Podczas jednego ze spotkań konsultacyjnych z ministrem Michałem Królikowskim reprezentantka jednej z prokuratur apelacyjnych przedstawiła szczegółową analizę na temat działalności wydziałów sądowych w jednostkach wyższego szczebla i skutków ich ewentualnej likwidacji, która wręcz miażdżyła taki pomysł. O ile dobrze pamiętam, pan prokurator Jacek Skała był wówczas na sali.
Licznych przeinaczeń dopuścił się mój adwersarz, przypisując mi wypowiedzi niezgodne z tym, co rzeczywiście napisałem w swoim artykule. Martwi się na przykład moim rzekomo daremnym wysiłkiem, który podjąłem, opisując wzrost obciążenia prokuratorów Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie w związku z przekazaniem do jej właściwości spraw o oszustwa, skoro - jak mnie poucza - ostateczna wersja rozporządzenia nie zawiera takich zapisów. Gdyby pan prokurator Skała postarał się uważniej przeczytać mój artykuł, zauważyłby, że jednak o tym wiem, a do analizy skutków tej wersji przepisu (sporządzonej skądinąd przed jego dezaktualizacją) sięgnąłem, żeby unaocznić łatwość, z jaką ministerstwo żonglowało rozwiązaniami, zastępując jedno bezsensowne drugim jeszcze mniej racjonalnym.
Nigdzie też w swoim artykule nie napisałem, jak to wmawia czytelnikom prokurator Jacek Skała, że w prokuraturach rejonowych prowadzone są jedynie sprawy nietrzeźwych kierowców albo że wyłącznie, ja pracując w rejonie, cieszyłem się z prowadzenia spraw bardziej skomplikowanych. W rzeczywistości mój artykuł zawierał stwierdzenia całkowicie przeciwstawne, sugerowałbym więc panu prokuratorowi Skale, by opracowując w przyszłości swoje polemiki, spróbował opanować emocje, co ułatwi mu zrozumienie rzeczywistego znaczenia krytykowanego tekstu.
Wyznawcy obrządku statystycznego
Przy całym szacunku dla z reguły naprawdę ciężkiej i wymagającej wysokich kwalifikacji pracy kolegów i koleżanek z prokuratur rejonowych Jacek Skała nieco się jednak zagalopował, formułując tezę, jakoby większość prokuratorów w tych jednostkach prowadziła sprawy najcięższe, porównywalne z tymi, które prowadzone są w prokuraturach okręgowych i apelacyjnych. Twierdzenie to wynika zapewne z braku świadomości, jak skomplikowane i olbrzymie potrafią być sprawy prowadzone na tych szczeblach. Możliwe, że w kryminałach o tym nie wspominano. Dodam tutaj, że na podstawie funkcjonujących w przestrzeni publicznej informacji o sprawie Amber Goldu pewnym nadużyciem wydaje mi się posługiwanie się sformułowaniem, że była ona prowadzona w prokuraturze rejonowej. Bliższe prawdzie byłoby chyba stwierdzenie, że została tam zarejestrowana, następnie umarła śmiercią naturalną, a naprawdę zaczęła być prowadzona dopiero wtedy, gdy trafiła na wyższy szczebel. Jestem bardzo daleki od obwiniania o taki stan rzeczy prokuratora, w którego referacie znajdowała się ona w prokuraturze rejonowej, znając realia pracy na tym szczeblu (i to znacznie lepiej, niż się to prokuratorowi Skale wydaje), uważam, że prawidłowe prowadzenie na nim spraw tak rozległych jest absolutnie niemożliwe. Traktował o tym zresztą mój artykuł, podobnie jak i o tym, że przyczyną takiego stanu rzeczy nie są braki w umiejętnościach czy zaangażowaniu prokuratorów prokuratur rejonowych.
W artykule pana prokuratora Jacka Skały padło pod adresem prokuratur wyższego szczebla medialnie chwytliwe oskarżenie o koncentrowanie się na "walce ze statystyką i sprawozdawczością". Z moich obserwacji wynika jednak, że głównym frontem tej walki są mimo wszystko prokuratury rejonowe. Uczciwie należy przyznać (co przychodzi mi o tyle łatwo, że osobiście kompletnie nie interesuję się statystyką, a wyłącznie poziomem prowadzonych postępowań i słusznością podejmowanych w nich decyzji), że wpływ na tę sytuację mają w dużym stopniu oczekiwania płynące z góry, myślę jednak, że prokurator Jacek Skała nie zaprzeczy, że spora część jego kolegów i koleżanek z prokuratur rejonowych to także zadeklarowani wyznawcy obrządku statystycznego, który dzielą ze swoimi bezpośrednimi przełożonymi oraz nadzorowanymi komendami policji (tam to dopiero panuje statystyka przez wielkie "S", tyle że kultywująca nieco inne parametry aniżeli prokuratorska). Walka na froncie statystyki ma w sobie magnetyzujący urok, pozwala bowiem uzyskać poczucie dobrze spełnionego obowiązku znacznie łatwiej niż wtedy, gdy się poszukuje go w rozwiązywaniu zawiłości sprawy. Ulegają mu nie tylko ci, którzy podsumowują słupki, ale i ci, którzy dostarczają im liczb w głębokim przekonaniu, że zawód prokuratora polega na tym, by statystycznie zejść z jak największej liczby numerów.
Z kolei twierdzenia autorstwa Jacka Skały dotyczące charakteru zadań wykonywanych na wyższych szczeblach prokuratury w zakresie obrotu prawnego z zagranicą świadczą przede wszystkim o jego małej wiedzy na ten temat. Nie wspominałem o tym wcześniej, ale jest też i drugie dno, jeżeli chodzi o uzasadnienie usytuowania tych zadań ponad prokuraturami rejonowymi, a mianowicie konieczność zachowania odpowiedniego poziomu materiałów, które wychodząc poza granicę naszego kraju, stanowią wizytówkę polskich organów postępowania karnego. By nie rozbudowywać nadmiernie niniejszego tekstu, posłużę się tylko jednym przykładem. Z jednej z prokuratur rejonowych wpłynął kiedyś wniosek o przesłuchanie za granicą obcokrajowca na okoliczność autentyczności udzielonego przez niego pełnomocnictwa, które zostało wykorzystane przed polskim sądem. Zaintrygowało mnie, dlaczego prokurator nie przewidział okazania dokumentu świadkowi, a nawet nie zamierzał załączyć do wniosku jego kopii. Po nadzorczym zbadaniu akt okazało się, że w ogóle nie zabezpieczono go do sprawy, która dotyczyła jego podrobienia pomimo, iż było doskonale wiadomo, gdzie się znajduje. Nie wiem, czemu w takiej sytuacji miał służyć wniosek o zagraniczną pomoc prawną, być może miał być jedynie pretekstem do zawieszenia postępowania (kraj - odbiorca wniosku jest znany z wieloletnich opóźnień w realizacji pomocy prawnej). I tym sposobem doszliśmy do nadzoru służbowego.
Nie ukrywam, że wizja prokuratury funkcjonującej bez niego, jako zorganizowane miejsce pracy całkowicie niezależnych, wyłącznie i w pełni odpowiedzialnych za nią prokuratorów, jest bardzo bliska mojemu sercu. Niestety rozum podpowiada, że to wizja mimo wszystko utopijna.
Martwi się prokurator Skała o niemerytoryczny, czysto formalny nadzór służbowy. Ja też, bo taki faktycznie dominuje. Ale mnie, w przeciwieństwie do niego, niepokoi również, że zbyt często wniesienie przez pokrzywdzonego subsydiarnego aktu oskarżenia kończy się przyznaniem przez sąd racji jemu, a nie prokuratorowi, który dwukrotnie umorzył sprawę. Martwię się też znaczną liczbą uchylonych przez sądy postanowień o odmowie wszczęcia bądź umorzeniu śledztwa, zwłaszcza że kiedy zapoznaję się z aktami takich postępowań, zasadność decyzji sądu najczęściej jest oczywista. Inaczej mówiąc, nie mogę się nieraz nadziwić, jak można było zakończyć postępowanie bez przeprowadzenia podstawowych niekiedy czynności. Przeważająca większość z tych postępowań prowadzona była bez udziału zwierzchniego nadzoru służbowego. Nie wszystkie też błędy można wytłumaczyć przeciążeniem prokuratorów, zwłaszcza że z moich obserwacji wynika, iż brak jest prostej korelacji pomiędzy obciążeniem a jakością pracy.
Utopia i czarodziejska różdżka
W rzeszowskim więzieniu karę dożywotniego pozbawienia wolności odbywa morderca - ratownik medyczny, który otruł żonę. Z całą odpowiedzialnością mogę napisać, że gdyby nie istniał nadzór służbowy prokuratury nadrzędnej, przestępca ten nie odpowiedziałby za swój czyn. Prokurator Jacek Skała zwróciłby mi zapewne uwagę, że na postanowienie o umorzeniu śledztwa przysługuje zażalenie do sądu. Problem w tym, że rodzice zmarłej go nie złożyli, a zamiast tego poszli szukać pomocy do prokuratury okręgowej. Czy tylko ta jedna sprawa nie stanowi wystarczającego uzasadnienia dla utrzymania nadzoru służbowego? Ponieważ nie żyję w czarno-białym świecie prokuratora Jacka Skały, moja odpowiedź brzmi: i tak, i nie.
Tak, bo pomimo tego, że pracując w prokuraturze, na każdym jej szczeblu miałem okazję poznać bardzo wielu ludzi naprawdę mądrych i rzetelnych, a niekiedy nawet wybitnych, jest jednak i druga strona medalu - wszędzie zetknąłem się też z osobami, których nawyki i mentalność są tego rodzaju, że bałbym się pozostawić je bez nadzoru.
Nie, bo istnienie nadzoru służbowego w takim kształcie, jaki obecnie faktycznie dominuje, w skali globalnej przynosi mimo wszystko chyba więcej szkody niż pożytku, rozmywa bowiem odpowiedzialność i sprzyja wytwarzaniu się wśród prokuratorów postaw i nawyków, o których wspomniałem powyżej. To jedno z wielu błędnych kół polskiego wymiaru sprawiedliwości i aparatu ścigania. Istnienie nadzoru służbowego kształtuje mentalność wielu prokuratorów w taki sposób, że powoduje ona konieczność istnienia nadzoru służbowego. Bez winy nie są tu ani nadzorujący, ani nadzorowani. Być może prokurator Jacek Skała zna cudowne lekarstwo na tę chorobę, ja osobiście obawiam się, że jej leczenie to powolny proces, który wymaga spokoju i konsekwencji, a nie dotknięcia czarodziejskiej różdżki.
Ostatecznie za pozostawieniem mimo wszystko nadzoru służbowego przemawiają ważkie argumenty natury systemowej. Pozycja prokuratora działającego bez wewnętrznej kontroli byłaby bowiem w postępowaniu przygotowawczym nawet bardziej dominująca aniżeli pozycja niezawisłego sądu w postępowaniu sądowym.
Działania sądu pozostają bowiem pod permanentną kontrolą profesjonalnego rzecznika praworządności, jakim jest prokurator. Realizowany przez sąd nadzór instancyjny nad prokuratorem w postępowaniu przygotowawczym ma natomiast charakter wyłącznie incydentalny i wymaga zainicjowania przez nieprofesjonalną z reguły stronę, a np. samo uchybienie w terminie do wniesienia zażalenia wystarczy, by najbardziej niesprawiedliwe postanowienie stało się prawomocne.
Co więcej, po likwidacji nadzoru służbowego nie byłoby żadnej kontroli nad decyzjami o umorzeniu postępowań przygotowawczych w sprawach o przestępstwa, w których nie ma pokrzywdzonego ani zawiadamiającego określonego w art. 306 par. 1a k.p.k. Model postępowania, w którym istniałyby jednoosobowo podejmowane decyzje niepodlegające jakiejkolwiek kontroli, musi wywoływać niepokój. Przy całym szacunku dla niezwykle istotnej roli prokuratury w demokratycznym państwie prawnym, celem reformy zarówno tej instytucji, jak i modelu postępowania karnego, nie powinno być zadowolenie prokuratorów, ale należyte pełnienie przez nich służby na rzecz społeczeństwa. Brak kontroli dzieli tylko krok od dowolności i arbitralności, niezależność prokuratora - choć niezwykle ważna - nie jest wartością absolutną, nie jest też celem, a jedynie środkiem. Niezależny prokurator ma być gospodarzem postępowania przygotowawczego a nie jego bogiem.
Model rozbicia dzielnicowego
Olśnienie przyszło pod sam koniec lektury artykułu autorstwa Jacka Skały. Przyznam się szczerze, że zbytnio nie śledzę działalności związku zawodowego kierowanego przez pana prokuratora, szkoda mi bowiem tracić czasu na obserwowanie politykierstwa, które w Polsce wprost wylewa się z każdego kąta, dlatego też dopiero z artykułu dowiedziałem się, iż związkowcy wypracowali własną koncepcję ustroju prokuratury. Miałaby ona być zorganizowana na wzór zindywidualizowanych biur funkcjonujących w ramach spłaszczonej struktury obsługującej własne rewiry sądowe i nadzorujących terytorialne jednostki policji. Muszę trochę zmącić ten sielski obrazek małej ojczyzny prokuratorskiej, gdzie prokurator ma swoje podwóreczko, swoich policjantów, swój sąd i swoją stałą klientelę. Pomysł jest wzięty wprost z prokuratorskiego zaścianka, nie bierze w ogóle pod uwagę faktu, iż istnieje przestępczość ponadlokalna (i z reguły jest to przestępczość najpoważniejsza, której ściganie powinno być priorytetem), a sprawy jej dotyczące mają niekiedy za przedmiot czyny popełnione w dziesiątkach, jak nie setkach różnych miejsc na terenie całego kraju i za granicą. Być może prokurator Jacek Skała nie zetknął się z takimi sprawami, być może nie przeczytał też o nich w popularnych kryminałach, może mi jednak wierzyć na słowo, że one istnieją, i to w całkiem sporej ilości. Obawiam się, że wymyślony przez związkowców model rozbicia dzielnicowego niepodległych księstw prokuratorskich wyłożyłby się już na etapie ustalania prokuratury właściwej do przeprowadzenia takiego śledztwa, nie mówiąc już o późniejszych jego etapach.
Dostrzegając więc, że punkt widzenia mojego adwersarza wyraźnie ogranicza ciasna perspektywa, z której ogląda rzeczywistość, sugeruję mu, by postarał się wypracować sobie choćby epizod zawodowy na szczeblu prokuratury okręgowej lub apelacyjnej. A jeżeli już go miał, to żeby spróbował powrócić tam na reedukację. Chyba nikomu nie muszę tłumaczyć, że z góry widać świat w szerszej perspektywie.
Kiedy już ją prokurator Jacek Skała pozna, będziemy mogli podyskutować o nowym modelu postępowania karnego, który w ślad za jego twórcami dość bezrefleksyjnie nazywa kontradyktoryjnym.
W rzeszowskim więzieniu karę dożywotniego pozbawienia wolności odbywa morderca - ratownik medyczny, który otruł żonę. Z całą odpowiedzialnością mogę napisać, że gdyby nie istniał nadzór służbowy prokuratury nadrzędnej, przestępca ten nie odpowiedziałby za swój czyn
Muszę zmącić sielski obrazek małej ojczyzny prokuratorskiej, gdzie prokurator ma swoje podwóreczko, swoich policjantów, swój sąd i swoją stałą klientelę. Pomysł, wzięty wprost z prokuratorskiego zaścianka, nie bierze pod uwagę istnienia przestępczości ponadlokalnej. Być może prokurator Skała jeszcze się z nią nie zetknął
@RY1@i02/2014/226/i02.2014.226.070000600.805.jpg@RY2@
FOT. CORBIS/FOTOCHANNELS
@RY1@i02/2014/226/i02.2014.226.070000600.806.jpg@RY2@
FOT. MATERIAŁY PRASOWE
Jaromir Rybczak zastępca prokuratora okręgowego w Rzeszowie
Jaromir Rybczak
zastępca prokuratora okręgowego w Rzeszowie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu