Rzecznik sądów to nie wszystko
Nawet najwybitniejsi przedstawiciele środowisk prawniczych, mówiąc o kondycji sądownictwa, zapominają, że rzeczywistość się zmieniła i początki transformacji ustrojowej z lat 90. mamy dawno za sobą
Zainspirowany debatą na łamach Prawnika ("Sędziowie nie chcą już być chłopcami do bicia", DGP 202 z 17 października 2014 r.), a zwłaszcza wypowiedziami niektórych mówców, postanowiłem zabrać głos w dyskusji dotyczącej kondycji wymiaru sprawiedliwości i wizerunku samych sędziów. Odnoszę bowiem wrażenie, że nawet najwybitniejsi przedstawiciele środowisk prawniczych, przy całym szacunku dla ich dorobku, nie bardzo orientują się, o czym mówią, lub żyją w przeświadczeniu, że nadal mamy początki transformacji ustrojowej z lat 90. ubiegłego wieku i nie zauważyli, iż nastąpiły zmiany. Dlatego konieczne wydaje mi się uświadomienie czytelnikom kilku faktów.
W debacie pojawiły się opinie, że do głównych powodów złego odbioru sądownictwa należą jego niewydolność, niski poziom orzecznictwa podyktowany tym, że sędziowie "nie są specjalistami", a także przytaczana przy każdej okazji informacja dużej liczby sędziów w Polsce w przeliczeniu na mieszkańców. Nie sposób dyskutować z suchymi danymi, ale twierdzenie, że sądy są niewydolne, to klasyczne żonglowanie statystykami. Pomija się przy tym najważniejsze kryterium, jakim jest liczba spraw wpływających do sądu.
Po przemianach systemowych zapoczątkowanych w 1989 r. konstytucja z 1997 r. bardzo szeroko ujęła prawo obywateli do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia spraw bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd. Ustawodawca systematycznie poszerzał kognicję sądów. Nie będąc gołosłownym, sięgnę po kilka innych statystyk, takich jak np. dane porównawcze z lat 1990-2002 (druk sejmowy 1423 Sejmu RP IV kadencji, marzec 2003). Pokazują one, że w 1990 r. do sądów w Polsce wpłynęło 2 mln spraw, a w 2002 r. już 8,7 mln spraw. Obecnie wskaźnik ten przekracza już 13 mln, co powinno być podstawowym kryterium przy ocenie wydolności kadry sędziowskiej. Kadra sędziowska, w 1990 r. licząca 5285 etatów, zwiększyła się obecnie do 11 tysięcy, co oznacza, że sędziowie muszą rozpoznać rocznie trzy razy więcej spraw niż kiedyś.
Jedyną osobą, która w debacie zwróciła uwagę na znaczącą różnicę w warunkach pracy sędziów (co z radością zauważyłem), była I prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf. Głos pani prezes świadczy o tym, że chociaż piastuje najwyższe stanowisko sędziowskie w państwie, najlepiej rozumie tysiące sędziów sądów rejonowych, którzy rozstrzygają 90 proc. spraw. Celnie zwróciła uwagę, że trudno jest mówić o wysokiej jakości orzecznictwa przy kilkuset sprawach w referacie sędziego.
Wszechobecny nadzór Ministerstwa Sprawiedliwości wymaga od sędziego nadania biegu każdej sprawie, bez względu na datę wpływu i w takiej konfiguracji nie jestem w stanie pojąć, jak można sędziów obwiniać np. za kilkumiesięczne terminy odroczeń. Wydaje się, że jedynie wprowadzenie pensum oraz zasady rozpoczynania nowych procesów po zakończeniu już prowadzonych może uzdrowić tę sytuację.
W tym momencie dotykamy niezwykle ważkiego problemu, jakim jest wizja, a raczej jej brak, reformy sądownictwa ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości. Brak spójnej koncepcji zmian przejawia się na każdym kroku w działalności tej instytucji i niewątpliwie jest to jedna z przyczyn złego wizerunku sądów w społeczeństwie. Wystarczy dla przykładu tylko podać wielką nowelizację z 2011 r. ustawy - Prawo o ustroju sądów powszechnych, rzekome oddzielenie nadzoru ministra sprawiedliwości od sądów i pozostawienie mu jedynie nadzoru zewnętrznego, a przekazanie nadzoru administracyjnego w ręce prezesów sądów apelacyjnych oraz zwiększenie wpływu sędziów sądów rejonowych na kształt władz w sądach.
Słynny kazus prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku był najdobitniejszym dowodem na patologiczny sposób doboru kandydatów na prezesów sądów. Wydawałoby się, że obowiązujące przepisy u.s.p. w przyszłości zapobiegną takim zdarzeniom. Tymczasem MS już wdraża zmiany w ustawie, proponując powrót do starych rozwiązań, w ramach których sędziowie rejonowi mieli mniejszość w organach samorządowych i kolegialnych. Czy 3-letni okres obowiązywania ustawy uświadomił politykom, że opiniowani przez środowisko kandydaci na prezesów przestaną być przedstawicielem ministra?
Należy przypomnieć, że w toku konsultacji społecznych podstawowym postulatem wysuwanym przez sędziów było odebranie nadzoru administracyjnego nad sądami powszechnymi ministrowi sprawiedliwości i przekazanie go I prezesowi Sądu Najwyższego (na wzór sądów administracyjnych). Jednym z argumentów przemawiających za takim rozwiązaniem było uniezależnienie sądownictwa od wpływów polityków (w szczególności wpływu na wybór prezesów).
Podobnym przykładem jest kolejna reforma mapy sądów. Jeden z ministrów znosi sądy, inny je tworzy. Wszystko to w połączeniu z beznadziejną legislacją nie służy wizerunkowi sądów. A największy smutek wzbudza to, że reformy są prowadzone przez niektórych sędziów delegowanych do MS, którzy tworzą i są odpowiedzialni za diametralnie różne projekty zmian, ale uzasadniają je zawsze tym samym dobrem wymiaru sprawiedliwości.
Uczestnicy debaty DGP wiele uwagi poświęcili problemowi, jakim jest brak komunikacji środowiska sędziowskiego z mediami i konieczności utworzenia swoistego rzecznika praw sądów, który miałby pomóc w wykreowaniu lepszego wizerunku polskiego sądownictwa. Zgodzić się należy z takim pomysłem, chociaż uważam to rozwiązanie za połowiczne. Bardziej cieszy mnie inicjatywa pana sędziego Waldemara Żurka wdrażana przez niego w jego macierzystym sądzie okręgowym. Właśnie tego rodzaju rozszerzenie kontaktów z mediami ma największe szanse powodzenia.
Aby zmienić negatywny wizerunek wymiaru sprawiedliwości, budowany często przez polityków (bo przecież oddziaływanie na emocje społeczeństwa pomaga budować własną popularność), należy zmienić kulturę mówienia o sądach. Media, określane jako IV władza, w praktyce są władzą najważniejszą w państwie i czy to się komuś podoba czy nie, również sądy muszą się do nowej rzeczywistości dostosować. Świat mediów rządzi się prawem popytu i podaży i nawet najbardziej pracowity sędzia nie dostąpi zaszczytu znalezienia się na łamach prasy czy w programie telewizyjnym, jeśli się o to nie zadba. Tym samym ocieplenie wizerunku sądów jest możliwe jedynie przy pełnej współpracy z dziennikarzami, w ramach której tłumaczy obowiązujące procedury i wskazuje, kto ponosi winę za złe rozwiązania legislacyjne. Idealnym dowodem na skuteczność takich form działania jest wizerunek policji. Od kilku lat doskonale wykorzystuje ona funkcję rzecznika prasowego, a jak wykazują badania, przekłada się to na wzrost poziomu zaufania do niej.
Rzecznik sądów, stale mający kontakt z mediami, jest niezbędny. Powinien być lokalnie wspierany przez rzeczników w poszczególnych sądach, którzy nie mogą ograniczać się do zabierania głosu w sprawach interesujących redaktorów, lecz muszą stale zapraszać ich na spotkania. Dziwię się postawionej przez jednego z uczestników debaty DGP tezie, że sąd wypowiada się tylko w wyroku i jest to powód do dumy. Świadczy to o kompletnym braku zrozumienia roli mediów. Właśnie w ten sposób tworzona bariera skutkuje później niepochlebnymi relacjami z procesów. Zadaniem rzeczników jest wyjaśnienie wątpliwości.
Ostatnim problemem pojawiającym się w dyskusji był nabór do zawodu. Przyznam, że na tym polu pozytywnie trzeba ocenić zmiany zachodzące w sposobie oceniania kandydatów przez Krajową Radę Sądownictwa. Powoli kończą się sytuacje, że wszyscy znają nazwisko przyszłego sędziego, a rada zaczyna wybierać osoby mające często niewielkie poparcie kolegiów czy zgromadzeń, za to najlepsze merytorycznie. Pozwolę sobie na refleksję, że jednym ze źródeł patologii, która również przekłada się na złą ocenę sędziów, jest przyjęte w Polsce wadliwe rozwiązanie systemowe w postaci stopni sędziowskich. Moim zdaniem powinno się je, wzorem niektórych państw europejskich, zlikwidować. Gdyby każdy sędzia w Polsce pozostawał na taki samym poziomie co inni, to nie podlegałby presji nadzoru administracyjnego, mającego realny wpływ na jego karierę zawodową. Tym samym nie byłoby anegdot o orzeczeniach pod II instancję, czyli dla potrzeb statystyki.
Największy smutek wzbudza to, że reformy są prowadzone przez niektórych sędziów delegowanych do Ministerstwa Sprawiedliwości, którzy tworzą i są odpowiedzialni za diametralnie różne projekty zmian, ale uzasadniają je zawsze tym samym dobrem wymiaru sprawiedliwości
@RY1@i02/2014/212/i02.2014.212.07000060a.806.jpg@RY2@
FOT. PIOTR MECIK/FORUM
@RY1@i02/2014/212/i02.2014.212.07000060a.807.jpg@RY2@
FOT. MATERIAŁY PRASOWE
Rafał Puchalski sędzia Sądu Rejonowego w Jarosławiu
Rafał Puchalski
sędzia Sądu Rejonowego w Jarosławiu
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu