Pieniactwo polskie
Idziemy do sądów z najdrobniejszymi sprawami. Bo nie chodzi nam o to, aby uzyskać wyrok . Chodzi o to, by samym skierowaniem sprawy do sądu ukarać przeciwnika i uprzykrzyć mu życie
Krystianem Markiewiczem
Pieniactwo to ponoć nasza cecha narodowa. Z każdą, najdrobniejszą nawet sprawą biegniemy do sądu.
Rosnąca liczba spraw - w tym roku mamy ich już 15 mln - potwierdzałaby tę tezę. I pewnie jest coś na rzeczy. Ja bym to wiązał z brakiem edukacji prawnej społeczeństwa i nieupowszechnieniem instytucji mediacji - niemal nikt z niej nie korzysta. Moim zdaniem mediacja powinna być obowiązkowa w pewnych sprawach. Trzeba w końcu coś zrobić, bo tak ogromna liczba spraw paraliżuje pracę sądów.
Ale nie można zabronić ludziom szukania w sądach rozwiązania ich życiowych problemów.
Żyjemy w przeświadczeniu, że prawo do sądu jest święte, w tym znaczeniu, że jest nieograniczone i można go nadużywać. Ale nie wszędzie tak jest, inne państwa radzą sobie z zalewem drobnicy. Przykładowo w niektórych systemach funkcjonuje instytucja sędziego, który stanowi swoisty przedsąd w zakresie zasadności roszczenia, czy dana sprawa powinna trafić do sądu, czy też jest pieniactwem.
I jeśli uzna, że sprawa jest zbyt błaha, odsyła obywatela z kwitkiem?
Nie, ale może ustalić tak wysokie koszty sądowe, aby zniechęcić delikwenta. To sprawia, że nie może sobie on pozwolić na to, by wnosić sto spraw przeciwko sąsiadom z byle powodu. Bo żadnego państwa nie stać na taką rozrzutność: prawo do sądu winno być zachowane dla tych, których prawa rzeczywiście są naruszane. Druga sprawa to udział czynnika społecznego w sądownictwie. Nawet w sprawach gospodarczych w Niemczech i we Francji w składzie orzekającym jest dwóch ławników (inaczej sędziów honorowych - handlowych) i sędzia zawodowy. A u nas od pierwszej instancji rozstrzygają sami sędziowie zawodowi. Przecież to marnotrawstwo. My w ogóle pozbyliśmy się już czynnika społecznego z wymiaru sprawiedliwości. Najpierw zlikwidowano kolegia do spraw wykroczeń, ostatnio wytrzebiono składy ławnicze - ostały się tylko w prawie pracy i przy niektórych sprawach rodzinnych.
Mówi pan o ławnikach, a pamiętam, jak sędziowie się z nich śmiali. Że to chrapiące paprotki, bo to były głównie osoby w starszym wieku przysypiające podczas procesów.
Pamiętam żarty, ale po co wyciągać patologie systemu, kiedy można korzystać z dobrych wzorców. W przywołanych systemach ławnikami są przedsiębiorcy, a osoby te cieszą się autorytetem społeczności lokalnych. Zresztą o tym, że nie zawsze w sprawie musi decydować zawodowy sędzia, najlepiej świadczy instytucja referendarza, która przyjęła się także w naszym systemie prawnym. Referendarz podejmuje dziesiątki decyzji, choć cały czas za mało, które inaczej musiałyby spaść na barki sędziego. Ale od jego orzeczeń można się odwołać do sądu. Dlatego nie widziałbym przeszkód, aby wykroczenia przekazać ponownie do kolegiów. Oczywiście część by wracała do sądów, bo ludzie by je zaskarżali, ale gros kończyłoby się na najniższym poziomie. Tak samo z mediacją - część spraw powinna najpierw trafiać przed mediatora, a nie do sądu.
Jestem za przymusową mediacją. Tylko czy da się ją wprowadzić w naszym kraju, jeśli ludzie już teraz z niej nie korzystają?
Bo w wielu sprawach nie chodzi o to, aby uzyskać taki czy inny wyrok. Chodzi o to, by samym skierowaniem sprawy do sądu ukarać przeciwnika, uprzykrzyć mu życie. Poza tym mediacja nie opłaca się fachowym pełnomocnikom, oni są bardziej zainteresowani, aby stawać przed sądem.
Jeśli zacznie się proces, to mecenas łapie klienta na ładnych kilka lat. Ale ludzie powinni być mądrzejsi - mediacja jest tańszym rozwiązaniem.
Ale o niej się nie mówi, nie istnieje w świadomości społecznej. Wprowadzenie przymusu przed ustawodawcę byłoby więc jedynym rozwiązaniem. Zresztą trwają już nad tym prace.
Jakiego typu sprawy powinny trafić do przymusowej mediacji?
Przede wszystkim gospodarcze. Na przykład sądy są zalewane tysiącami spraw odszkodowawczych związanych z najmem pojazdów. Odkąd 17 listopada 2011 r. SN orzekł, że towarzystwa ubezpieczeniowe muszą zwrócić poszkodowanemu koszty wynajęcia samochodu zastępczego, także w sytuacji gdy korzystał on ze swojego uszkodzonego auta tylko w celach prywatnych, powstały firmy zajmujące się wynajmowaniem takich samochodów. Istnieją one zwykle przy serwisach, gdzie ludzie remontują auta po wypadkach. I każdy, kto zostawia wóz choćby po to, żeby wyklepać błotnik, do domu wraca zastępczym. Pieniądze za taki najem firma ściąga potem z OC sprawcy. Ale ubezpieczyciele odmawiają wypłaty i tysiące tych spraw lądują w sądach. A to zupełnie bez sensu. Zdecydowana większość tych spraw nie powinna trafiać przed oblicze sędziego, firmy powinny się dogadywać same ze sobą. Każda taka sprawa generuje koszty (biegłego, wynagrodzenia pełnomocników, opłaty sądowej), często większe niż wartość szkody, a to z kolei wpływa po pierwsze na nasze składki ubezpieczeniowe, a po wtóre na wysokość podatków, z których pokrywane są koszty działalności sądów.
Ale panu te samochodówki zaszły za skórę.
Bo tych spraw jest morze i irytuje mnie bezsens ich rozstrzygania. Ale wracając do obowiązkowej mediacji - powinna obejmować ochronę dóbr osobistych, sprawy rodzinne. Poza tym szereg spraw prawa rzeczowego dotyczących mieszkań, nieruchomości, że ktoś zalega z opłatami, że ktoś coś uszkodził w zajmowanym mieszkaniu. Proszę mi wierzyć, takimi rzeczami nie musi od razu zajmować się sędzia. Ponadto powinna istnieć możliwość kierowania sprawy do obowiązkowej mediacji na podstawie decyzji sądu, czyli w poszczególnych sprawach to nie tyle ustawodawca niejako z góry decydowałby o tym, co się nadaje do mediacji, ale sędzia po wstępnym zapoznaniu się z aktami. W końcu każda sprawa jest inna.
W jakich krajach mediacja najlepiej działa?
Zdecydowanie w krajach anglosaskich, gdzie na zawarcie ugody od rozpoczęcia mediacji wystarczają dwa dni. W Niemczech też nieźle, choć termin rozstrzygnięcia sporu jest nieco dłuższy. Ale to kraje dojrzałe, z dobrze wyedukowanymi prawnie obywatelami, którzy faktycznie chcą dojść do porozumienia, a nie jak u nas - sprawić, żeby przez proces i wyrok drugą stronę zabolało.
Tak głośno myślę: czy osób, które biegają z każdym głupstwem do sądu, nie należałoby badać psychiatrycznie? Bo może to choroba?
Państwo powinno sobie z tym radzić w inny sposób, np. poprzez wspomniane bariery prawne. Teoretycznie obecnie jest nią u nas płacenie kosztów sądowych. Teoretycznie, bo praktycznie wiele osób ich nie płaci. Są biedne, więc są zwalniane od ponoszenia kosztów.
Spotkał pan w swojej sędziowskiej karierze takich zawodowych pozywaczy?
Każdy sędzia ich spotyka. I często sam pada ich ofiarą. Bo w bitewnym zapale składają wnioski o wyłączenie sędziego, z którego są niezadowoleni, składają akty oskarżenia przeciwko mecenasom, którzy przed chwilą ich reprezentowali, ale czymś się narazili. W każdym większym sądzie jest kilka takich osób. Ja orzekam w pierwszej i w drugiej instancji, i w obu powtarzają się te same nazwiska.
Czy jest rodzaj spraw, który szczególnie przyciąga takie osoby?
Najczęstszym celem są instytucje państwowe: policja, prokuratura, sąd. Ale też niemało ich w prawie rzeczowym. Znam sprawy, w których walczą ze sobą właściciele nieruchomości. Latami. Są jeszcze typowe sprawy "o miedzę" czy rozwodowe, kiedy ludzie latami dzielą swój majątek. Adwokaci mawiają, że sprawa rozwodowa trwa 30 minut albo trzy lata. Liczenie wszystkich widelców i poszewek to kolejny rodzaj spraw, które nie powinny trafiać przed oblicze sędziego. Nadzieja w tym, że niedługo, bo to ostatni dzwonek, ktoś się zastanowi nad stale zwiększającą się liczbą spraw w sądzie, gdyż inaczej system sądowniczy może się zawalić.
@RY1@i02/2014/138/i02.2014.138.00000040c.801.jpg@RY2@
dr hab. Krystian Markiewicz sędzia Sądu Rejonowego Katowice-Wschód w Katowicach, prezes śląskiego oddziału SSP Iustitia
dr hab. Krystian Markiewicz
sędzia Sądu Rejonowego Katowice-Wschód w Katowicach, prezes śląskiego oddziału SSP Iustitia
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu